Sieroń i Toboła-Pertkiewicz o powieści Henry’ego Hazlitta pt. Cofnięcie czasu

25 listopada 2011 Recenzje komentarze: 5

Recenzja powieści Henry’ego Hazlitta pt. Cofnięcie czasu

Autor: Arkadiusz Sieroń
Wersja PDF

Ponieważ swego czasu miałem okazję przeczytać, skądinąd genialną, Ekonomię w jednej lekcji[1], gdy zobaczyłem w księgarni świeżo wydaną książkę Hazlitta, nie zastanawiałem się długo nad jej zakupem. Chodzi mi o powieść Cofnięcie czasu[2], której akcja rozpoczyna się, gdy do Moskwy — stolicy Wonworldu, socjalistycznego państwa o zasięgu światowym — przybywa Peter Uldanow — syn dyktatora Stalenina — aby przejąć po ojcu władzę nad imperium. Główny bohater — który do tego momentu przebywał w izolacji na Bermudach — przerażony wszechogarniająca biedą, postanawia uczynić system bardziej efektywnym pod względem gospodarczym — tak w skrócie można by opisać treść książki.

Powieść okazała się jednak rozczarowaniem — przede wszystkim dlatego, że tak naprawdę nie jest powieścią. Fabuła pełni w niej bowiem jedynie rolę wtórną wobec rozważań ekonomicznych. Książkę prawie w całości wypełniają dialogi. Najpierw są to rozmowy Uldanowa z Bolszekowem — Numerem Dwa w Partii i jego głównym wrogiem, który potajemnie planuje objąć władzę nad Wonworldem — wyjaśniające głównemu bohaterowi, w jaki sposób funkcjonuje gospodarka centralnie planowana. Następnie zaś są to długie konwersacje z Adamsem — Numerem Trzy w Partii, który postanawia poprzeć Uldanowa — podczas których zastanawiają się, w jaki sposób rozwiązać problem kalkulacji ekonomicznej w socjalizmie.

Nie mam nic przeciwko dociekaniom na ten — przecież niezwykle ciekawy i ważny — temat, ale nie rozumiem, dlaczego w takim razie autor zdecydował się na formę powieściową, skoro prowadzenie fabuły stanowi dla autora — jak się wydaje — przykrą konieczność. Widać to szczególnie wyraźnie na przykładzie wątku miłosnego, który liczy sobie całe kilka stron — aż nie sposób oprzeć się wrażeniu, że autor umieścił go jedynie dlatego, iż przypomniało mu się, że większość dobrych powieści zawiera tego typu elementy. Nieco więcej miejsca Hazlitt poświęca wątkowi wojennemu, ale prawdopodobnie tylko z tego powodu, iż stanowi on wyśmienity pretekst do analizy gospodarki wojennej.

Przy Cofnięciu czasu, w którym fragmenty prezentujące czytelnikom (ustami bohaterów) teorię ekonomii stanowią zdecydowaną większość książki, Przemówienie Johna Galta — kilkudziesięciostronicowy rozdział Atlasa Zbuntowanego[3], w którym autorka de facto wykłada swoją filozofię obiektywizmu — czyta się niemal z zapartym tchem.

Drugim poważnym zarzutem jest niewiarygodność, czy też, jak to się fachowo nazywa, „nieprawdopodobieństwo psychologiczne” postaci. Przykładowo, Peter Uldanow — który, przebywając od ósmego do osiemnastego roku życia w izolacji na Bermudach, uczył się głównie muzyki i matematyki — w zasadzie samodzielnie formułuje m.in. teorię popytu i podaży, subiektywną teorię wartości, teorię pieniądza, krytykuje (implicite) system rezerwy cząstkowej oraz opisuje negatywne skutki inflacji dla gospodarki, jak i mechanizm zysków i strat.

Co więcej, Uldanow, który przez całą powieść nie chce używać przemocy przeciwko swojemu wrogowi, zatwardziałemu i bezwzględnemu komuniście Bolszekowowi, gdyż — jak twierdzi — „środki determinują cele”, w sytuacji zagrożenia „błyskawicznym ruchem” wyciąga „wolną dłonią pistolet z rozpiętej kabury trzymającego go żołnierza”, a następnie do niego strzela.

Równie nieprzekonująca jest postać Adamsa — właściwie nie wiadomo, dlaczego długoletni działacz Politbiura postanawia przyłączyć się do reformatorskich zapędów Uldanowa. Co prawda teoretycznie wyjaśnia to Peterowi w jednym miejscu: „Jak wiesz, jestem Amerykaninem, zatem nie mam nawet cienia szansy na objęcie fotela dyktatora Wonworldu. To domena was, Rosjan. Prawdziwym zagrożeniem jest Bolszekow. Jeśli uda mu się zdobyć pełnię władzy, natychmiast każe poderżnąć mi gardło. Tak więc, jak już mówiłem, jestem całkowicie po twojej stronie”, jednak od razu nasuwa się pytanie, dlaczego Bolszekow miałby zabijać Adamsa, skoro ten nie ma szans zostania dyktatorem Wonworldu, a więc nie stanowi dla niego żadnej konkurencji?

Poza tym, właściwie nie wiadomo, jakie konkretnie poglądy ma Adams — wydają się one bowiem fluktuować w zależności od potrzeb autora. Choć przez całą powieść Adams zdaje się mniej więcej zgadzać we wszystkim z Uldanowem, gdy Hazlitt chce wskazać na negatywne skutki gospodarki wojennej, Adams staje się nagle zwolennikiem inflacji oraz regulowania zysków i cen.

Podsumowując, Hazlitt pragnął przekazać niezwykle ważne treści w łatwiejszej formie niż opasłe traktaty ekonomiczne — tak, aby dotarły do szerszego grona czytelników. Niestety, uważam, że — ze względu na wybór niewłaściwych środków (ciągły dialog między Uldanowem a Adamsem) — nie osiągnął zamierzonego celu. Zamiast tego stworzył nudną i przegadaną książkę, która nie dość, że pozbawiona jest głębokiego potraktowania tematu typowego dla traktatu ekonomicznego, to jeszcze odznacza się — w przeciwieństwie np. do dzieł Bastiata — brakiem jakiekolwiek polotu. Wbrew zapewnieniom wydawcy, Cofnięcie czasu nie stanowi dopełnienia Roku 1984, Nowego wspaniałego świata, czy powieści My Zamiatina, gdyż u Hazlitta brakuje zarówno sugestywnego, orwellowskiego opisu totalitarnego społeczeństwa, jak i jakiejkolwiek dramaturgii — obecnej chociażby we wspomnianym już Atlasie Zbuntowanym. Książka stanowi raczej zapis debaty kalkulacyjnej w formie powieściowej.

Bastiat — niedościgniony mistrz lekkiej formy — ciągle czeka na swojego następcę.

 

 


[1] Henry Hazlitt, Ekonomia w jednej lekcji, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków, 2004.

[2] Henry Hazlitt, Cofnięcie czasu, Wydawnictwo PROHIBITA, Warszawa, 2011.

[3] Ayn Rand, Atlas Zbuntowany, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2008. Warto zwrócić uwagę, że książka ta liczy sobie ponad tysiąc stron, co sprawia, że można autorce wybaczyć raptem kilkudziesięciostronicową propagandę.

 

 

Dla kogo Henry Hazlitt napisał książkę?

 

Autor: Paweł Toboła-Pertkiewicz
Wersja PDF

De gustibus non disputandum est, więc skoro takie a nie inne wrażenia wywołała w p. Arkadiuszu Sieroniu lektura książki Cofnięcie czasu Henry’ego Hazlitta to należałoby przejść nad tym do porządku dziennego. Ponieważ jednak jestem jej wydawcą w języku polskim, chciałbym wyjaśnić czytelnikom portalu mises.pl przesłanki, którymi kierowałem się decydując się na jej wydanie, jak również — niejako przy okazji zauważyć pewne nieścisłości i niekonsekwencję w ocenie książki dokonanej przez p. Sieronia.

Na czym polega słabość szeroko rozumianego obozu wolnościowego nie tylko w Polsce, ale i na świecie? Oddaliśmy lewicy, znów szeroko rozumianej, niemal w całości kulturę. Przygniatająca większość powstających filmów niesie ze sobą przesłanie antyrynkowe, podobnie rzecz ma się z kinem, teatrem, telewizją, radiem i wreszcie literaturą. Wydawane prowolnościowe pozycje książkowe to w większości trudne i zawiłe traktaty filozoficzno-ekonomiczne (vide książki Instytutu Misesa), które oczywiście są potrzebne oraz wartościowe, ale nie trafią do masowych odbiorców w dziesiątkach czy setkach tysięcy egzemplarzy. Doszedłem więc do wniosku, że aby choć w niewielkim stopniu przywrócić równowagę w kulturze musimy jako wolnościowcy trafić z naszym przesłaniem do masowych odbiorców. Dlatego wydałem Dzieła zebrane Bastiata, a teraz Cofnięcie czasu Hazlitta. Książki proste w swym przesłaniu, lekkie, łatwe i przyjemne.

I tu pojawia się pierwsza uwaga odnośnie recenzji p. Sieronia, który czuje się zawiedziony jej lekturą. Z czego to wynika? Wydaje mi się, że ta książka po prostu nie jest skierowana do takich ludzi jak p. Sieroń, którzy znają annały ekonomii w stopniu znacznie wyższym niż przeciętny człowiek. Czytelnicy z wiedzą na temat pieniądza fiducjarnego, inflacji czy rezerwy cząstkowej mogą czuć niedosyt, czy wytknąć autorowi błędy, że nie do końca jest tak, jak pisze. No i co z tego? Nie o to w tej książce chodzi.

O co więc chodzi? Oto, aby po książkę sięgnęli ludzie, którzy mają pojęcie o ekonomii bardzo przeciętne, albo żadne. Dla nich ta książka może być, w przeciwieństwie do p. Sieronia, odkrywcza i wnosząca coś nowego. W jednym z komentarzy w największej na świecie księgarni, czyli amazon.com czytam: „I read this when I was maybe13 in the 1970s and it really influenced my understandings of the benefits of free market economics vs planned economies”, czyli w tłumaczeniu: „Przeczytałem tę książkę, gdy miałem 13 lat, w latach siedemdziesiątych, i miała ona duży wpływ na zrozumienie przewagi, jaką ma wolna gospodarka nad tą centralnie planowaną”. Pan Sieroń tę przewagę doskonale rozumie, więc dla niego rzeczywiście nie było w niej nic odkrywczego. Ale ok. 90 proc. Polaków tego niestety nie rozumie. I dla nich wydałem tę książkę. Polecam zatem, aby p. Sieroń w ramach minimalizacji strat (zakup nudnej jego zdaniem książki, zmarnowany czas na jej przeczytanie i zrecenzowanie) zamiast trzymać na półce i ścierać z niej kurz, przekazał ją w celach misyjnych komuś, kto o ekonomii ma blade pojęcie.

Jeśli chodzi o merytoryczną krytykę p. Sieronia to należy zauważyć, że sam Hazlitt już we wstępie jasno pisze, że nie jest to oryginalna fabuła, gdyż tego tematu nie da się w ten sposób ująć. Jego celem jest przekazanie pewnych uniwersalnych prawd jak np. to, że socjalizm nie może działać ze względu na niemożliwość ekonomicznej kalkulacji, etc. w łatwej i przystępnej formie. Takiej, aby ludzie, jak ten cytowany wyżej Australijczyk z księgarni amazon.com., mógł zostać dzięki temu przestawiony na prawidłowe tory myślenia.

Pan Sieroń zaznacza, że książka właściwie nie jest powieścią, aby za chwilę krytykować typowe przypadłości powieściowe, czyli zbyt krótki wątek miłosny, dominacja dialogów. A także to, że stworzone tło powieści stanowi dla Hazlitta jedynie rolę wtórną do rozważań ekonomicznych. Autor przyznaje się do tych wszystkich uwag we wstępie, więc krytyka wydaje się nieuzasadniona.

Również krytyka nieprawdopodobieństwa psychologicznego postaci jest chyba nietrafiona. Czy bardziej prawdopodobny jest obraz psychologiczny bohaterów Folwarku zwierzęcego?

Na końcu p. Sieroń stwierdza, że wciąż czekamy na drugiego Bastiata — mistrza lekkiej formy. Bastiat jest rzeczywiście niedoścignionym popularyzatorem idei wolnościowej i zapewne nikt go prędko nie doścignie. Ale należy oddać i słowa uznania dla Hazlitta. Jako jeden z niewielu ekonomistów podjął trud wytłumaczenia oczywistych prawd w sposób zupełnie nieekonomiczny, czyli w formie zbeletryzowanej. Siłą rzeczy musiały się tam znaleźć uproszczenia i niewiarygodne portrety psychologiczne bohaterów. Hazlitt pisał swoją książkę 60 lat temu. Każdy, kto zdecyduje się po nią sięgnąć, przekona się, że wiele wyobrażeń autora na temat natury społeczeństwa totalitarnego, który sam przecież nigdy w takim systemie nie żył — o zgrozo — stało się niczym innym jak współczesną codziennością.

Podsumowując: rzeczywiście, dla stałych czytelników portalu mises.pl lektura Cofnięcia czasu może okazać się podobnym rozczarowaniem jak dla pana Sieronia. Zbliżają się jednak Święta Bożego Narodzenia, czas między innymi obdarowywania prezentami najbliższych. Najbliższych, którzy często ekonomicznie błądzą; młodych ludzi, którzy coraz częściej spoglądają na zgubne idee forsowane w modny i przystępny sposób przez „antyfaszystów” z „Nowego wspaniałego świata”. Może podarowanie im nawet niedoskonałej książki, ale z wyraźnym i jasnym przesłaniem, pomoże im dojść do podobnych wniosków jak te, które wyciągnął z niej ów cytowany już tu australijski 13-latek? Może warto zaryzykować?

 


Pomóż nam popularyzować myśl wolnorynkową. Zostań mecenasem książki Socjalizm, rachunek ekonomiczny i funkcja przedsiębiorcza Jesúsa Huerta de Soto


Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Paweł Toboła-Pertkiewicz

Pozostałe wpisy autora:

5 Komentarze “Sieroń i Toboła-Pertkiewicz o powieści Henry’ego Hazlitta pt. Cofnięcie czasu

  1. Niem mam nic przeciw tej książce. Natomiast zauważyłem, że księgarnia Multibook jest już nie wolnorynkową ale religijno-historyczno-patriotyczno-nacjonalistyczną.

  2. Multibook chyba zawsze była księgarnią prawicową, a nie tylko wolnorynkową.

    Jest Rothbard, Hoppe, jest i Chesterton, Bartyzel i książki katolickie.

  3. Pewnie tak, ale niepokojące jest to,iż obiektywna teoria ekonomii musi mieć oparcie w religii czy polityce – a takie wrażenie można odnieść. Uważam to za błąd, gdyż nie pozwala to na wyodrębnienie ekonomii jako sfery autonomicznej.

    Religia i polityka to bajki z mchu i paproci w kontekście nauk ścisłych powiedzmy.

  4. Co za brednie. Religia i polityka w kontekście nauk ścisłych są czymś zupełnie różnym. Nauki ścisłe zajmują się swoimi kwestiami, a religia i polityka swoimi. Jakiekolwiek porównania między nimi, np. które jest wartościowsze to jak pytanie się dziecka kogo kocha bardziej: mamę czy tatę? Natomiast jeśli chodzi o nornatywną stronę ekonomii to nie da się uprawiać czystej ekonomii, ponieważ ta jest niewartościująca. Tutaj na scenę wchodzi m.in. religia.

    I co to ma znaczyć „wyodrębnienie ekonomii jako sfery autonomicznej”? Ekonomia jest nauką i jako taka jest autonomiczna. Ale jeśli przez ekonomię rozumiemy aktywność gospodarczą to „wyodrębnianie ekonomii…” jest kompletną głupotą, ponieważ człowiek żyje w rzeczywistości gospodarczej, ale także religijnej, politycznej, ideologicznej i one wszystkie się przenikają.

  5. Ekonomia przenika się również z tarotem i New Age.

    Oto chodzi, że się z niczym nie przenika – ekonomia to ekonomia – wynika to z jej statusu jako nauki ścisłej.
    Najpierw napisał Pan, że bredze a potem powtórzył Pan co napisałem wyżej.

    Czysta ekonomia nie istnieje wg Pana „…nie da się uprawiać czystej ekonomii […] tutaj na scenę wchodzi m.in. religia” – nic dodać nic ująć.

    „Co za brednie” rozumiem, że to wprowadzenie w Pana wpis.

    Odsyłam raz jeszcze do mojego pierwszego wpisu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *