Autor: Hans-Hermann Hoppe
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Paweł Kot
Wersja PDF

Wyobraź sobie, że stoisz na czele państwa, instytucji posiadającej terytorialny monopol na podejmowanie ostatecznych decyzji w przypadku każdego konfliktu, wliczając w to konflikty z udziałem samego państwa i jego pracowników. Taki monopol oznacza, że masz prawo do nakładania podatków, czyli jednostronnego decydowania o cenie, jaką muszą zapłacić twoi poddani, abyś mógł podejmować ostateczne decyzje.

Działanie w ramach tych ograniczeń — albo raczej braku ograniczeń — konstytuuje politykę i działanie polityczne, od początku powinno być więc jasne, że polityka ze swej natury jest nieszczęściem. Oczywiście nie z twojego punktu widzenia, tylko z punktu widzenia twoich poddanych. Prawdopodobnie wykorzystasz swoją pozycję do wzbogacenia się ich kosztem.

Sądzę, że możemy także przewidzieć, jaka będzie twoja postawa i działanie dotyczące pieniędzy i bankowości.

Przyjmijmy, że panujesz nad społeczeństwem, które rozwinęło się i wyszło z prymitywnej gospodarki barterowej, oraz że obowiązuje tam jeden powszechny środek wymiany, tj. pieniądz. Od razu widać, dlaczego byłbyś szczególnie zainteresowany pieniądzem i sprawami monetarnymi. Jako władca państwa możesz konfiskować praktycznie wszystko, co chcesz i zapewniać sobie niewypracowany przez siebie dochód. To normalne, że zamiast konfiskować rozmaite dobra produkcyjne lub konsumpcyjne, będziesz wolał konfiskować pieniądze. Pieniądz jest najłatwiej oraz najszerzej zbywalnym i akceptowalnym dobrem. Zapewnia ci największą swobodę kupowania — dzięki niemu możesz uzyskać najszerszą gamę produktów. Dlatego nałożysz na społeczeństwo podatki o charakterze pieniężnym od własności lub od dochodów. Chcesz przecież zebrać w podatkach jak najwięcej pieniędzy.

W swoich wysiłkach szybko możesz napotkać pewne przeszkody. Ostatecznie próba dalszego zwiększenia dochodów podatkowych napotka opór, a wyższe stopy podatkowe spowodują ich zmniejszenie. Twoje dochody (a więc i twoje wydatki) maleją, ponieważ producenci obciążeni większymi podatkami po prostu mniej produkują.

Jeśli w tej sytuacji nadal chciałbyś zwiększać lub przynajmniej utrzymać swój obecny poziom wydatków, masz tylko jedno wyjście: musisz pożyczyć potrzebne ci fundusze. W tym celu musisz udać się do banków i dlatego właśnie będziesz szczególne zainteresowany branżą bankową. Jeżeli pożyczysz pieniądze od banków, od razu będą one żywo zainteresowane twoim przyszłym powodzeniem. Będą chciały, byś został w grze, a więc będą chciały, by państwo kontynuowało swoją eksploatacyjną działalność. Biorąc pod uwagę, że banki często pełnią w życiu społecznym kluczową rolę, takie poparcie jest z pewnością korzystne. Z drugiej strony, pożyczając pieniądze od banków, będą one oczekiwać, że spłacisz nie tylko samą pożyczkę, ale że spłacisz ją z odsetkami.

W jaki sposób możesz uwolnić się z tych dwóch ograniczeń, tj. od spadających przychodów podatkowych i konieczności pożyczania i płacenia odsetek bankom?

Nie jest trudno znaleźć ostateczne rozwiązanie twojego problemu.

Możesz osiągnąć niezależność od podatników i banków tylko wtedy, gdy uczynisz się terytorialnym monopolistą w produkcji pieniądza. Na twoim terytorium tylko tobie będzie wolno produkować pieniądze. To jednak nie wystarczy, ponieważ dopóki pieniądz będzie dobrem powszechnym, które musi być produkowane, dopóty będziesz musiał ponosić koszty jego produkcji. Musisz zatem wykorzystać swój monopol poprzez redukcję kosztów produkcji i jakości pieniądza do wartości jak najbliższej zeru. Zamiast pieniądza wysokiej jakości, jak złoto czy srebro, za pieniądz mogą ci przecież służyć bezwartościowe kawałki papieru, które mogą być produkowane przy praktycznie zerowych kosztach. (Normalnie nikt nie przyjąłby bezwartościowych kawałków papieru jako zapłaty za cokolwiek. Kawałki papieru mogą być zaakceptowane jako zapłata, tylko jeśli są tytułami do czegoś innego, to znaczy są tytułami własności. Innymi słowy: musisz zastąpić kawałki papieru, które były tytułami do pieniędzy, kawałkami papieru, które są tytułami do niczego).

W warunkach konkurencji, czyli w sytuacji, w której wszyscy mogliby produkować tego typu pieniądze, byłyby one wytwarzane przy prawie zerowych kosztach i produkowane w ilości, w której krańcowy przychód równa się krańcowemu kosztowi, a ponieważ krańcowy koszt to zero, to krańcowy przychód — siła nabywcza tego pieniądza — także równałaby się zero. Dlatego trzeba zmonopolizować produkcję pieniędzy po to, aby ograniczać jej podaż. Uniknie się wtedy zarówno hiperinflacji, jak i odpływu pieniędzy z rynku („ucieczka do realnych wartości”) — trzeba będzie tak czynić tym bardziej, im tańszy jest towar uznawany za pieniądz.

W pewnym sensie udało ci się więc osiągnąć to, czego pragnęli wszyscy alchemicy i ich mecenasi: wytworzyłeś coś wartościowego (pieniądze z siłą nabywczą) z czegoś praktycznie bezwartościowego. Naprawdę wspaniałe osiągnięcie! Bez żadnego wysiłku żyjesz coraz dostatniej — stać cię teraz na kosztowne rzeczy. Może mieć dom lub mercedesa i załatwiać je nie tylko dla siebie, ale i dla przyjaciół lub znajomych. Widzisz, że nagle masz ich znacznie więcej niż dawniej (wliczając w to wielu ekonomistów, którzy będą wyjaśniać, dlaczego twój monopol jest bardzo dobry dla wszystkich).

A co z konsekwencjami? Przede wszystkim należy zauważyć, że rosnąca ilość papierowych pieniędzy nie wpływa na ilość lub jakość dóbr niepieniężnych. Ilość pozostałych dóbr jest taka sama jak wcześniej. To od razu obala przekonanie — żywione chyba przez większość, jeżeli nie wszystkich ekonomistów głównego nurtu — że „większa” ilość pieniądza może jakoś zwiększyć „dobrobyt społeczny”. Wyznawać taki pogląd oznacza wierzyć w magię, że kamienie — lub raczej papier — można zamienić w chleb. Tak myślą najwyraźniej zwolennicy tzw. polityki łatwych pieniędzy, uważając ją za skuteczne i „odpowiedzialne społecznie” lekarstwo na problemy gospodarcze.

Drukowanie przez ciebie pieniędzy spowoduje dodatkowo dwie rzeczy. Po pierwsze, ceny będą wyższe, a siła nabywcza pieniądza obniży się. W konsekwencji będziemy mieli do czynienia z inflacją. Ważniejsze jest jednak to, że zwiększająca się ilość pieniędzy nie wpłynie na absolutny poziom bogactwa społecznego (całkowitej ilości wszystkich dóbr w społeczeństwie), jednak spowoduje jego redystrybucję do ciebie i twoich znajomych, to znaczy do tych osób, które jako pierwsze otrzymają nowo wydrukowane pieniądze. Innymi słowy: ty i twoi przyjaciele wzbogacicie się (będziecie posiadać większość całkowitego bogactwa społecznego) kosztem zubożenia innych.

Problemem nie będzie dla was działanie tego systemu. Działa on świetnie, zawsze z korzyścią dla ciebie (i twoich przyjaciół) i zawsze kosztem innych. Musisz tylko strzec się hiperinflacji, gdyż, jeśli nadejdzie, ludzie będą unikali używania pieniędzy i zaczną uciekać do realnych wartości, a ty stracisz swoją magiczna różdżkę. Jedyny problem z twoim monopolem może być taki, że zacznie on być postrzegany przez innych jako wielki przekręt, co zresztą będzie zgodne z prawdą.

Tego także można uniknąć. Wystarczy, że oprócz posiadania monopolu na produkcję pieniędzy, sam zaczniesz pełnić rolę bankiera i wejdziesz do biznesu, zakładając bank centralny.

Możliwość tworzenia pieniędzy z powietrza powoduje, że w ten sam sposób możesz tworzyć kredyty. Skoro więc potrafisz je tworzyć z niczego (bez żadnych swoich oszczędności), możesz oferować pożyczki z odsetkami niższymi niż ktokolwiek inny, o oprocentowaniu zero procent (lub nawet ujemnym). Dzięki temu uniezależnisz się od banków, a być może uzależnisz je nawet od siebie i w konsekwencji uda ci się wykuć żelazny sojusz między nimi a państwem. Nie musisz nawet osobiście angażować się w udzielanie kredytów. Zadanie to, wraz z towarzyszącym mu ryzykiem, możesz bezpiecznie pozostawić bankom komercyjnym. Wszystko, co ty (twój bank centralny) musisz zrobić, wygląda tak: tworzysz kredyt z powietrza, a następnie pożyczasz te pieniądze — na niższy od rynkowego procent — bankom komercyjnym. Zamiast płacenia odsetek bankom, banki płacą teraz odsetki tobie. One z kolei udzielają pożyczki swoim zaprzyjaźnionym biznesmenom po trochę wyższej, ale nadal nierynkowej, stopie procentowej (w ten sposób zarabiają na różnicy między oprocentowaniem). Dodatkowo, by jeszcze bardziej zachęcić banki do współpracy z tobą, możesz im pozwolić na stworzenie pewnej ilości własnego kredytu (pieniądza bankowego) z kredytu wykreowanego przez ciebie (system rezerw cząstkowych).

Jakie są konsekwencje takiej polityki monetarnej? W dużym stopniu pokrywają się z polityką łatwych pieniędzy. Po pierwsze, polityka łatwego kredytu także jest inflacyjna. Do obiegu wprowadza się więcej pieniędzy, więc ceny rosną, a siła nabywcza pieniędzy spada. Po drugie, ekspansja kredytowa również nie ma wypływu na ilość czy jakość istniejących dóbr. Więcej pieniądza oznacza tylko jedno: więcej papieru. Nawet odrobinę nie zwiększa to i nie może zwiększyć dobrobytu społecznego. Po trzecie, polityka łatwego kredytu sprzyja tobie, bankowi centralnemu i bankom komercyjnym z twojego kartelu. Dzieje się tak, ponieważ regularnie redystrybuuje ona bogactwo na waszą korzyść. Otrzymujesz więc dochód z odsetek od kapitału, który stworzyłeś praktycznie przy zerowych kosztach zupełnie z niczego (a nie z ciężko oszczędzanych pieniędzy, które zarobiłeś). Banki z kolei, korzystając z twoich darmowych pieniędzy, zarabiają na dodatkowym oprocentowaniu. Ty i twoi przyjaciele bankierzy przywłaszczacie więc sobie „niezarobiony dochód”. Bogacicie się kosztem ludzi „rzeczywiście” oszczędzających (którzy otrzymują niższy dochód z odsetek niż normalnie powinni, tj. bez wstrzykiwania taniego kredytu do rynku kredytowego).

Z drugiej strony, istnieje zasadnicza różnica między polityką łatwego pieniądza a polityką łatwego kredytu.

Polityka łatwego kredytu znacząco wpływa na strukturę produkcji. Zmieniają się zatem ci, którzy produkują, i to, co jest produkowane.

Jako szef banku centralnego możesz tworzyć pieniądze z powietrza. Nie musisz najpierw oszczędzać części swojego dochodu, tzn. ograniczać swoich wydatków i powstrzymywać się od zakupu pewnych niepieniężnych dóbr. Wystarczy, że włączysz maszynę drukarską i już możesz zaoferować niższą stopę procentową niż ktokolwiek na rynku. Przyznawanie kredytów nie wymaga od ciebie żadnych poświęceń (dlatego jest takie „fajne”). Jeśli wszystko pójdzie dobrze, twoja papierowa inwestycja zapewni ci dodatni zwrot. Jeśli nie, to jako jedynemu producentowi pieniądza zawsze będzie ci łatwiej niż innym pokryć straty. Ciągle możesz przecież drukować jeszcze więcej.

Nie ponosząc kosztów i nie będąc osobiście zagrożonym stratami, możesz przyznawać kredyty każdemu i na jakikolwiek cel, nie przejmując się jego zdolnością kredytową czy sensownością biznesplanu. Dzięki twojemu „łatwemu” kredytowi fundusze otrzymują pewni ludzie (w szczególności bankierzy inwestycyjni), którzy normalnie nie byliby uznani za wiarygodnych oraz pewne projekty (w szczególności banków i ich głównych klientów), które nie byłyby uznane za zyskowne.

To samo dotyczy banków komercyjnych z twojego kartelu. Dzięki waszym wyjątkowym relacjom, banki — jako pierwsi odbiorcy niskooprocentowanego kredytu — także mogą zaoferować pożyczki o oprocentowaniu niższym od rynkowego. Jeśli wszystko pójdzie dobrze — to dobrze, a jeśli pójdzie źle — to dobrze, że mają ciebie. Jako jedyny producent pieniądza pomożesz im tak samo, jak pomógłbyś sobie: większą ilością papierowych pieniędzy. Banki będą oczywiście łagodniejsze w selekcjonowaniu biznesplanów swoich klientów i chętniej będą finansować „niewłaściwych” ludzi oraz „niewłaściwe” projekty.

Istnieje też druga znacząca różnica między polityką łatwych pieniędzy oraz polityką łatwego kredytu. Ta różnica wyjaśnia, dlaczego redystrybucja dochodu i bogactwa, którą przeprowadzasz razem z bankierami dzięki łatwemu kredytowi, przybiera specyficzną formę czasowego cyklu koniunkturalnego. Po początkowej fazie pozornego ożywienia i powszechnej prosperity (napędzanej nadziejami na przyszłe zyski), następuje faza powszechnego zubożenia, gdy boom okazuje się tylko iluzją.

Ta koniunkturalna cecha jest logiczną — i fizycznie konieczną —konsekwencją kredytu stworzonego z powietrza, kredytu nieopartego na oszczędnościach, kredytu fiducjarnego (czy jak jeszcze można go nazwać) oraz tego, że przy każdej inwestycji potrzeba czasu, by przekonać się, czy będzie udana.

Przyczyna cyklu koniunkturalnego jest banalnie prosta. Robinson Crusoe może udzielić Piętaszkowi pożyczki w postaci ryb, których nie skonsumował.  Piętaszek może te oszczędności przekształcić w sieć rybacką (w ten sposób, że ryby posłużą mu za posiłek podczas pracy nad siecią). Z pomocą sieci jest w stanie spłacić pożyczkę Robinsonowi (wraz z odsetkami) i nadal wypracować dla siebie zysk w postaci dodatkowych ryb. Nie jest to jednak fizycznie możliwe, jeśli pożyczka Robinsona to jedynie papierowy banknot określony w rybach, lecz niezabezpieczony oszczędnościami w postaci prawdziwych ryb, czyli wtedy, gdy Robinson nie ma ryb, bo je zjadł.

W takim wypadku przedsięwzięcie Piętaszka skazane jest na porażkę. W prostej gospodarce barterowej od razu staje się to oczywiste. Po pierwsze, Piętaszek mógłby się zgodzić jedynie na kredyt towarowy i dlatego nie zaakceptuje kredytu papierowego. Nie zacznie się również cykl koniunkturalny.  Natomiast w złożonej gospodarce pieniężnej fakt wytworzenia kredytu z powietrza jest niedostrzegalny: wszystkie noty kredytowe wyglądają tak samo i właśnie dlatego są akceptowane przez kredytobiorców.

Nie zmienia to jednak fundamentalnej prawdy, że nie da się wyprodukować czegoś z niczego i że inwestycje bez realnego finansowania (z oszczędności) nie powiodą się. Model Robinsona Crusoe wyjaśnia natomiast, w jaki sposób może powstać boom — zwiększony poziom inwestycji z towarzyszeniem oczekiwań wyższych zysków w przyszłości (Piętaszek akceptuje asygnatę zamiast od razu odmówić). Wyjaśnia także, dlaczego mija trochę czasu, zanim rzeczywistość potwierdzi swoje prawa i odkryje złudność takich oczekiwań.

Co tam znaczy dla ciebie mały kryzysik? Nawet jeśli droga do bogactwa prowadzi przez powtarzające się kryzysy, spowodowane istnieniem papierowego pieniądza i działaniami banku centralnego, to z twojego punktu widzenia jako głowy państwa i szefa banku centralnego redystrybucja w formie polityki łatwego kredytu jest wygodniejsza od polityki łatwego pieniądza, nawet mimo tego, że na jej efekty trzeba czekać dłużej. O wiele trudniej przecież dostrzec, czym tak naprawdę jest. Zamiast prowadzić politykę łatwego pieniądza i wyjść na zwykłego oszusta i pasożyta, możesz udawać, że podejmujesz bezinteresowne działania „inwestowania w przyszłość” (a nie wydawania na doraźne głupstwa) lub „walczenia” z kryzysami (a nie powodowania ich).

W jakim my świecie żyjemy!

17 odpowiedzi na „Hoppe: Dlaczego państwo żąda kontroli nad pieniądzem”

  • Artykuł bardzo ciekawy. Minął jednak lata, zanim ludzie zrozumiej, że tworzenie takiego monopolu, nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Najważniejsze więc, aby myśleć i działać w zgodzie z własnym sumieniem.

  • Sienkiewicz ustami Kalego znacznie lepiej, prościej i krócej przedstawił sposób myślenia Hoppe’go, niż zrobił to on sam.

  • Drukowanie przez ciebie pieniędzy spowoduje dodatkowo dwie rzeczy. Po pierwsze, ceny będą wyższe, a siła nabywcza pieniądza obniży się. W konsekwencji będziemy mieli do czynienia z inflacją. Ważniejsze jest jednak to, że zwiększająca się ilość pieniędzy nie wpłynie na absolutny poziom bogactwa społecznego (całkowitej ilości wszystkich dóbr w społeczeństwie), jednak spowoduje jego redystrybucję do ciebie i twoich znajomych, to znaczy do tych osób, które jako pierwsze otrzymają nowo wydrukowane pieniądze. Innymi słowy: ty i twoi przyjaciele wzbogacicie się (będziecie posiadać większość całkowitego bogactwa społecznego) kosztem zubożenia innych.
    ————————————————
    Stopniowe zwiększenie ilości pieniądza (emisja = 5%) przy kontroli cen (inflacja = 0%) zwiększy produkcję, zmniejszy bezrobocie, zwiększy dobrobyt. Po prostu produkcja dostosuje się do ilości pieniądza.

  • Ad Naprzód
    Witam na stronie mises.pl głównego trolla internetowego z blogu pana Gwiazdowskiego. Czekam jeszcze tylko na „marko” z prokapitalizm.pl i będzie tutaj cała „elita” internetowych ekonomistów.

  • @Naprzod

    „Stopniowe zwiększenie ilości pieniądza (emisja = 5%) przy kontroli cen (inflacja = 0%) zwiększy produkcję, zmniejszy bezrobocie, zwiększy dobrobyt.”

    Aż muszę zacytować Davida Friedmana:

    W perfekcyjnym socjalistycznym państwie* władza nie będzie przyciągać maniaków. Decydenci nie będą w żadnym stopniu stronniczy, gdy przyjdzie im postanawiać o sprawach dotyczących ich samych. Nie będzie istniała możliwość, by zręczny człowiek mógł używać państwowych instytucji do swoich prywatnych celów. A rzeki będą płynąć pod górę.

    * w miejsce sformułowania „socjalistyczne państwo” wstaw „narodowo-interwencjonistyczne państwo ekonomisty Naprzoda”

    Po lekkim liftingu cytat z Friedmanan będzie wyglądał tak:

    W perfekcyjnym narodowo-interwencjonistyczne państwo ekonomisty Naprzoda władza nie będzie przyciągać fantastów i maniaków. Decydenci nie będą w żadnym stopniu emitować pieniądza powyżej 5%, gdy przyjdzie im postanawiać o sprawach dotyczących ich samych. Nie będzie istniała możliwość kontroli cen tak, żeby inflacja równała się np. 6%. Zręczny człowiek nie będzie mógł używać państwowych instytucji do swoich prywatnych celów. A rzeki będą płynąć pod górę.

    Witamy w Nibylandii.

  • „Stopniowe zwiększenie ilości pieniądza (emisja = 5%) przy kontroli cen (inflacja = 0%) zwiększy produkcję, zmniejszy bezrobocie, zwiększy dobrobyt. Po prostu produkcja dostosuje się do ilości pieniądza.”

    Proszę Pana, jeśli obniży Pan ceny poniżej poziomu rynkowego (kontrola cen) to będzie Pan musiał wprowadzić reglamentację. Potrzeby ludzkie są nieograniczone i nie powstrzyma Pan ludzi od wykupowania towarów ze sklepów.

    Dlaczego ludziom się wydaje, że od produkcji papierków czegokolwiek przybywa? Przecież to idiotyczne!

  • W perfekcyjnym narodowo-interwencjonistyczne państwo ekonomisty Naprzoda władza nie będzie przyciągać fantastów i maniaków. Decydenci nie będą w żadnym stopniu emitować pieniądza powyżej 5%, gdy przyjdzie im postanawiać o sprawach dotyczących ich samych. Nie będzie istniała możliwość kontroli cen tak, żeby inflacja równała się np. 6%. Zręczny człowiek nie będzie mógł używać państwowych instytucji do swoich prywatnych celów. A rzeki będą płynąć pod górę.
    ————————————————
    Ekonomia to prosta rzecz. Są dobra istniejące i dobra, które mogą zaistnieć. Gdy inflacja = 0% i ilość pieniądza = 100%, to i produkcja = 100%. Gdy inflacja = 0%, ilość pieniądza = 105%, to i produkcja też wzrośnie do 105%. Dobra potencjalne zamienią się w dobra rzeczywiste. System prosty i zrozumiały dla inteligentnych ludzi.

  • @3
    W sytuacji inflacyjnej stosujac sie do twojej rady rzad bedzie probowal ustalic ceny maksymalne (z koniecznosci ponizej wartosci rynkowej) i bedziesz mial sytuacje w ktorej wszyscy maja duzo „pieniedzy” (nominalnie, pamietajmy rowniez o przymusowym transferze bogactwa majacym miejsce przy inflacji) ale pustki w sklepach, bo przeciez nikt nie bedzie sprzedawal ze strata. Jedyna twoja funkcja jako centralnego fantasty bedzie pasozytnictwo i utrudnianie ludziom handlu, wtracajac ich do wiezienia lub nakladajac kary pieniezne, za to ze nie stosuja sie do twoich opinii („prawa”) nie wspominajac o tym ze jak beda stawiac opor „policji” to ta moze ich bezkarnie zabic w imie twoich opinii(„prawa”) ktore ty stanowisz, no bo przeciez „policja” ma monopol na egzekwowanie twoich opinii(„prawa”), wiec klienci, tfu… twoi niewolnicy, nie moga zrezygnowac z ich ani twoich uslug. Spowoduje to ze powstana „czarne” rynki na ktorych ceny sa oczywiscie wyzsze niz na wolnym rynku bo sprzedawcy musza liczyc sie z ryzykiem operacji na obszarze opanowanym przez agresywna i uzbrojona mafie, ale przynajmniej towary beda dostepne dla ludzi, ktorzy sa gotowi za nie zaplacic. Ty za wszystko zrzucisz wine na wolny rynek, spekulatorow i terrorystow ktorzy gdyby tylko sluchali sie twoich opinii(„prawa”) to wszystko byloby cacy. Rozwiazanie? „Wolny” rynek nie dziala, no bo przeciez sa pustki w sklepach wiec panstwo musi wziac sprawe w swoje rece i regulowac dopoki nie zaczna wreszcie sluchac, a jak nie zaczna to sie caly kolchoz znacjonalizuje.
    Panstwo to system decywilizacyjny i utopijny.

  • Drogi Naprzodzie, doceniam Twoje starania, proszę jednak o trudniejsze łamigłówki, ponieważ bardzo ciekawym zajęciem jest szukanie w nich błędów, ta konkretna jest zbyt prosta, ponieważ wystarczy skojarzyć pojęcie spadku siły nabywczej z prawem podaży i popytu by wysnuć, iż teza staje się poprawna po zmianie kolejności elementów 3 i 2, czyli odpowiednio korzystnych konsekwencji i rzekomej przyczyny(w rzeczywistości efektu koincydencji elementów 1 i 3).

    Dzięki za łamigłówkę, proszę o bardziej skomplikowane w przyszłości :).

  • „Ekonomia to prosta rzecz. Są dobra istniejące i dobra, które mogą zaistnieć. Gdy inflacja = 0% i ilość pieniądza = 100%, to i produkcja = 100%. Gdy inflacja = 0%, ilość pieniądza = 105%, to i produkcja też wzrośnie do 105%. Dobra potencjalne zamienią się w dobra rzeczywiste. System prosty i zrozumiały dla inteligentnych ludzi.”

    Widać nie taka prosta. Skąd Pan wziął taką genialną zależność? 🙂

  • @ Naprzód

    Ciekawe spojrzenie. Ekonomia to faktycznie prosta rzecz tylko, że nie dla ciebie.

    Gospodarka to nie jest system komputerowy czy program płatnik. Od przelewania z miski do miski jeszcze nikomu dobrobytu nie przybyło, a to co proponujesz jest właśnie swoistym przelewaniem. Gdyby produkcja dostosowywałaby się automatycznie do ilości pieniądza to nie istniałoby praktycznie zjawisko załamywania się produkcji i postrzegalibyśmy inflację w inny sposób niż obecny. Produkcja załamała się w Zimbabwe i doprowadziło to do regresu cywilizacyjnego w tamtym rejonie.

    I najważniejsze:

    a)Mógłbym prosić o wytłumaczenie na jakiej podstawie wysnułeś te zależności i co to znaczy, że produkcja = 100%?
    b) Czy to oznacza, że wszystkie czynniki produkcji zostały wykorzystane? W jaki sposób i za pomocą jakich narzędzi można to określić obecnie?
    c)W jaki sposób mogą powstać przyszłe dobra, jeśli czynniki produkcji (maszyny, ludzie) mają swoją krańcową produktywność i są już w pełni wykorzystane?

  • W sytuacji inflacyjnej stosujac sie do twojej rady rzad bedzie probowal ustalic ceny maksymalne (z koniecznosci ponizej wartosci rynkowej) i bedziesz mial sytuacje w ktorej wszyscy maja duzo „pieniedzy” (nominalnie, pamietajmy rowniez o przymusowym transferze bogactwa majacym miejsce przy inflacji) ale pustki w sklepach, bo przeciez nikt nie bedzie sprzedawal ze strata.
    ———————————————-
    Jaką stratą? Ceny pozostaną takie same jak przed rokiem (będzie kontrola), natomiast ilość pieniądza wzrośnie o kilka procent. Siłą rzeczy przy niezmienionych cenach i większej ilości pieniądza = wzrośnie produkcja. Tak działa w skrócie system towar za pieniądz.
    ———————————————-Spowoduje to ze powstana „czarne” rynki na ktorych ceny sa oczywiscie wyzsze niz na wolnym rynku bo sprzedawcy musza liczyc sie z ryzykiem operacji na obszarze opanowanym przez agresywna i uzbrojona mafie, ale przynajmniej towary beda dostepne dla ludzi, ktorzy sa gotowi za nie zaplacic.
    ———————————————-
    Sprzedawcy sprzedadzą więcej swoich towarów, więc nie będą stratni. Kupujący kupią więcej towarów, więc nie będą stratni. Dobrobyt wzrośnie. Czy pieniądze przesyłane przez emigrantów i nie wypracowane tym samym w Polsce, to dobra rzecz czy zła?
    ———————————————-
    Ty za wszystko zrzucisz wine na wolny rynek, spekulatorow i terrorystow ktorzy gdyby tylko sluchali sie twoich opinii(„prawa”) to wszystko byloby cacy. Rozwiazanie?
    ———————————————-
    Rynek ma być mądry. Spekulanci nic nie wytwarzają i są niepotrzebni.
    ———————————————-„Wolny” rynek nie dziala, no bo przeciez sa pustki w sklepach wiec panstwo musi wziac sprawe w swoje rece i regulowac dopoki nie zaczna wreszcie sluchac, a jak nie zaczna to sie caly kolchoz znacjonalizuje.
    Panstwo to system decywilizacyjny i utopijny.
    ———————————————-
    Niemcy jakoś sobie radzą. Mają wysokiej klasy produkty, mimo że u nich niby taki socjalizm.
    ———————————————-
    Drogi Naprzodzie, doceniam Twoje starania, proszę jednak o trudniejsze łamigłówki, ponieważ bardzo ciekawym zajęciem jest szukanie w nich błędów, ta konkretna jest zbyt prosta, ponieważ wystarczy skojarzyć pojęcie spadku siły nabywczej z prawem podaży i popytu by wysnuć, iż teza staje się poprawna po zmianie kolejności elementów 3 i 2, czyli odpowiednio korzystnych konsekwencji i rzekomej przyczyny(w rzeczywistości efektu koincydencji elementów 1 i 3).
    ———————————————
    Pytanie jest proste. Co się stanie, gdy ceny zostaną zablokowane administracyjnie, a ilość pieniądza wzrośnie o kilka procent w ciągu roku?
    ———————————————
    Gospodarka to nie jest system komputerowy czy program płatnik. Od przelewania z miski do miski jeszcze nikomu dobrobytu nie przybyło, a to co proponujesz jest właśnie swoistym przelewaniem. Gdyby produkcja dostosowywałaby się automatycznie do ilości pieniądza to nie istniałoby praktycznie zjawisko załamywania się produkcji i postrzegalibyśmy inflację w inny sposób niż obecny. Produkcja załamała się w Zimbabwe i doprowadziło to do regresu cywilizacyjnego w tamtym rejonie.
    ———————————————-
    Ja mówię o stopniowym i niewielkim zwiększaniu ilości pieniądza na rynku w ciągu roku, a nie o drukowaniu bez opamiętania jak w Zimbabwe. Producenci bowiem muszą mieć czas, żeby nadążyć za wzrostem ilości pieniądza.
    ———————————————-
    a)Mógłbym prosić o wytłumaczenie na jakiej podstawie wysnułeś te zależności i co to znaczy, że produkcja = 100%?
    ———————————————-
    100% to jest sytuacja wyjściowa powiedzmy na koniec roku 2011. Następnie w 2012 roku zwiększamy ilość pieniądza o 5% i blokujemy ceny. Co się wtedy stanie?
    ———————————————-
    b) Czy to oznacza, że wszystkie czynniki produkcji zostały wykorzystane? W jaki sposób i za pomocą jakich narzędzi można to określić obecnie?
    ———————————————-
    Czynniki produkcji w 2011 roku zostały wykorzystane w jakimś tam stopniu. Po wzroście ilości zamówień w roku 2012 o 5% (o tyle wzrosła ilość pieniądza) i blokadzie cen, producent wyprodukuje o 5% więcej produktów niż w roku 2011 po starej cenie. Większy zysk zostanie zaś przeznaczony na inwestycje i płace.
    ———————————————-
    c)W jaki sposób mogą powstać przyszłe dobra, jeśli czynniki produkcji (maszyny, ludzie) mają swoją krańcową produktywność i są już w pełni wykorzystane?
    ———————————————-
    W Polsce osiągnięto już wszystkie moce przerobowe? Powstanie nowej fabryki mebli, nowej fabryki zabawek jest wykluczone?

  • Wyobraziłem sobie i nie zgadzam się z dalszą częścią artykułu. Mam wyraźne ograniczenia. Po pierwsze konfliktów jest dość dużo, więc muszę rozwiązywać je nie bezpośrednio, ale poprzez ustalanie zasad. Muszę powołać sędziów, którzy wprowadzone zasady będą realizować bezpośrednio, muszę mieć ludzi od egzekwowania tych decyzji głównie perswazją, ale czasami i za pomocą siły. Po drugie moje państwo nie istnieje w próżni, ale obok są inne państwa z którymi muszę utrzymywać przyjaźń o ile nie chcę, by doszło do wojny. W ramach tego zagrożenia konieczne staje się wojsko i dyplomacja, a przecież dyplomacja i stosunki zewnętrzne będą dla mnie katorgą i wyraźnym ograniczeniem mojej niezależności przy podejmowaniu decyzji. Po trzecie mam ograniczoną wiedzę i doświadczenie, więc we wszystkich działaniach będę musiał opierać się na opinii ekspertów. Z tego punktu widzenia moja praca jest bardzo trudna, więc o ile nie czuję się do niej powołany będę czuł się nieszczęśliwy, oraz niezadowolony za każdym razem, gdy nie będę w pełni pewien swojej decyzji, lub gdy moi podwładni podejmą ją źle, albo gdy posłucham nie tych ekspertów co trzeba. Czyli raczej będę czuł olbrzymie brzemię odpowiedzialności, a nie radość. Z myślą o nich również raczej nie powinienem żyć ponad moje potrzeby, a i te powinienem trzymać w karbach. Założenie, że będę cieszył się z wysokiej pozycji i, że będę myślał głównie o wzbogaceniu się jest zarzuceniem mi pychy i chciwości, a wcale nie muszę taki być. Może właśnie będę pokorny i skromny. Nie wiem czemu z góry mam sobie przypisywać cechy negatywne i analizować, co zrobię jak będę zły. Ciekawszej jest dokonanie co z taką władzą mogą zrobić, gdy jestem dobry. Wtedy jeśli mógłbym poprawić coś względem anarchokapitalizmu okazałoby się, że władza dobrego człowieka może być lepsza od anarchokapitalizmu, a w innym wypadku należałoby wyprowadzić z tego wniosek, że dobry władca wprowadzi anarchokapitalizm o ile pozna i uzna za prawdziwą analizę dokonaną zgodnie z prakseologią. Dalej nie podoba mi się określenie „niewypracowany dochód”, bo przecież pracowałem. Podejmowanie ostatecznych decyzji jest pracą, a artykuł nie wykazał istnienia alternatywy, dla istnienie takiej instytucji. Nie wykazał możliwości istnienie systemu bez ostatecznych decyzji. Nie dość, że od razu przypisane są mi złe cechy, to jeszcze moja praca od razu określana zostaje, jako bezsensowna i niewarta przychodu, jaki za nią mam wyznaczyć sobie. Oczywiście możliwość przeceniania swojej pracy jest możliwe, ale w wypadku osoby niezwykle skromnej może dojść do zupełnie odwrotnej sytuacji. Istnienie prywatnych sądów może stanowić podstawę do wyceny pracy sędziów sądów państwowych. W taki sam sposób wyobrażając sobie państwo, jako duży zakład ubezpieczeniowy można ustalić mi pensję na wysokości Prezesa zakładu ubezpieczeń. Praca Prezesa zakładu ubezpieczeń, czy innego wielkiego międzynarodowego koncernu, jest nawet podobna do pracy władcy. Trudno tylko dokonać oceny inaczej niż poprzez porównanie do władców innych państw. Choć dokonanie ocen rządów nie jest takie łatwe, gdyż nie opiera się na zysku państwa, jak ocena prezesa opiera się na ocenie zysku korporacji, ale raczej na nieuchwytnym zadowoleniu z mojej pracy wśród poddanych i to tylko tych którzy mają wystarczający materiał porównawczy (żyli pod władzą różnych władców), wiedzę (wiedzą co robiłem i jakie są tego konsekwencje krótkofalowe i długofalowe). Niestety nawet ankieta wśród takich specjalistów od oceny mojej władzy nie będzie wolna od wpływu ideologii na myślenie oceniających. Mimo, to jakieś widełki można na podstawie porównania ustalić. Konfiskowanie pieniędzy, zamiast dóbr wydaje się mniej praktyczne. Wymaga, to dwóch operacji zamiast jednej. Zamiast konfiskować pieniądze i później wydawać je, mogę od razu pokonfiskować i nie martwić się o pieniądze. Dopiero przy dużej skali pieniądze się przydają do konfiskowania, by płacić pensję moim podwładnym o których potrzebach nie mam pełnej wiedzy, a wycenienie ich pracy jest dla mnie znacznie łatwiejsze, szczególnie w wypadku posiadania przez nich alternatywy wobec pracy dla mnie.

    Całkiem absurdalnie brzmi ten akapit: „W swoich wysiłkach szybko możesz napotkać pewne przeszkody. Ostatecznie próba dalszego zwiększenia dochodów podatkowych napotka opór, a wyższe stopy podatkowe spowodują ich zmniejszenie. Twoje dochody (a więc i twoje wydatki) maleją, ponieważ producenci obciążeni większymi podatkami po prostu mniej produkują.” Przecież dochody władcy praktycznie nie zależą od jego przychodów. Większość idzie na armię osób przez władcę zatrudnionych. Nawet przy dochodach stanowiących 10% obecnych, to mamy 27,3 mld zł. Najbogatszy Polak posiada majątek warty 7,4 mld złotych, a my mówimy o przychodzie rocznym. Przy rocznym przychodzie wynoszącym 10% zysku z kapitału uzyska on 740 milionów zł rocznie z tego niech nawet 5% idzie do jego kieszeni 37 milionów złotych, czyli miesięcznie trochę ponad 3 miliony złotych. Trudno jest mi w stanie sobie wyobrazić, bym mógł wydać takie pieniądze w miesiąc, a te 37 milionów, to 1,3 promila powyżej założonych przychodów. Wartości tego rzędu zawsze można znaleźć dokonując redukcji etatów, czy obniżając każdemu pracownikowi o 1,3 promila pensję. Związek między przychodami, a zarobkami władcy, więc będzie minimalny. Nawet w wypadku pożyczania, to zamiast monopolizować pieniądz mogę np. ogłaszać amnestię dla dłużników. Całe to wyobrażanie sobie rządzenia prof. HHH robi w strasznie pozbawiony wyobraźni sposób sugerując, że wszystko co jest zdeterminowane. Musi tak być i już. Za szybko się pan profesor zestarzał i nie ma już umysły tak otwartego jak dziecko.

  • @Naprzód
    Załóżmy, że Twój model działa tak, jak opisałeś. Mija kilkanaście lat i na rynku jest dwa razy tyle pieniędzy, co oznacza też mniej więcej dwukrotnie wyższe płace, a więc dwukrotnie wyższe koszty przedsiębiorców na płace. Tymczasem ceny żadnego produktu nie wzrosły. A zatem zysk przeciętnego przedsiębiorcy na jednostce produktu spadł. I spada z roku na rok. Aby poziom zysku się utrzymał ludzie muszą kupować coraz więcej i więcej. Ale czy będą chcieli? Ja np. nie będę kupował żelazek, garnków ani nawet chleba częściej niż obecnie, nawet jak będę miał więcej pieniędzy. Wiele branż doświadczy wzrostu kosztów na jednostkę produktu powyżej przychodu. To przepis na zapaść gospodarczą, a nie prosperity.

  • Ad. 12

    „Rynek ma być mądry. Spekulanci nic nie wytwarzają i są niepotrzebni.”

    Spekulanci tworzą autentyczną wartość dodaną w wieloraki sposób:

    1. Na rynku instrumentów pochodnych (np. kontrakty terminowe) są drugą stroną transakcji dla producentów (np. pszenicy czy cukru), eksporterów, importerów itd., którym umożliwiają zabezpieczenie się przed niekorzystnymi zmianami kursów/cen w przyszłości. Dzięki istnieniu spekulantów producent pszenicy może niejako „zamrozić” jej cenę i sprzedać ją w przyszłości po dziś umówionej cenie.

    2. Spekulanci zwiększają płynność rynku, ułatwiając otwarcie/zamknięcie inwestycji i zmniejszając spread między ofertami kupna i sprzedaży.

    3. Wbrew obiegowej opinii spekulacja prowadzi do stabilizacji cen. Istnieje wiele naukowych opracowań, które dowodzą, że w przeciwieństwie do tego, co bezmyślnie powtarzają politycy i media, utożsamiane ze spekulacją rynki kontraktów terminowych (futures) nie tylko nie zwiększają, ale znacząco ograniczają wahania cen.

    4. Im mniej restrykcji w handlu i spekulacji, tym rynek jest bardziej efektywny, tzn. ograniczone zasoby trafiają tam, gdzie mogą być najlepiej wykorzystane, czy do tych, którym najbardziej na nich zależy.

    Innymi słowy, spekulanci są tak samo pożyteczni i potrzebni jak lekarze, piekarze czy nauczyciele, a na pewno dużo bardziej niż politycy.

  • Naprzód, twoje pomysły zostały w 100% zrealizowane choćby w USA w latach 70-tych, czego skutkiem były gigantyczne niedobory benzyny i podstawowych artykułów, a produkcja właśnie nie wzrosła. Wiesz czemu?
    Prof. Reisman wyjaśnia to w klasycznym już dziele:
    http://mises.org/resources/3280/Government-Against-the-Economy

  • To zrozumiałe, że państwo dąży do pełnej kontroli na pieniądzem, ponieważ chce skubnąć jak największy kawałek z tego tortu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Istnieją dwa różne rodzaje współpracy społecznej: współpraca wynikająca z umowy i koordynacji oraz współpraca polegająca na wykonywaniu poleceń i podporządkowaniu się lub hegemonii. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W maju wsparli nas:
Pan Neil Abragimowicz
Pan Dominik Aromiński
Pan Marcin Bałazy
Pan Adam Banys
Pan Bartosz Baranowski
Pan Marek Barciński
Pan Bartosz Bartoszko
Pan Michał Basiński
Pan Kamil Becmer
Pan Konrad Berkowicz
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Sebastian Bigos
Pan Artur Tadeusz Birczyński
Pan Karol Bisewski
Pan Arkadiusz Bodura
Pan Tomasz Boguszewski
Pan Rafał Boniecki
Pan Tomasz Borkowski
Pani Dominika Buczek
Pan Arkadiusz Bykowski
Pan Marceli Chałubiński
Pan Robert Ciborowski
Pan Artur Czerwiński
Pan Marcin Dabkus
Pan Wojciech Dąbek
Pan Kamil Deleżuch
Pan Marcin Dengus
Pan Michał Dębowski
Pan Tomasz Dorau
Pan Stanisław Duda
Pan Tomasz Dworowy
Pan Gniewomir Dziadek
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Eugeniusz Flibrant
Pan Jarosław Garbowski
Pan Grzegorz Gawinowski
Pan Marek Gazda
Pan Łukasz Gąsowski
Pan Hubert Gebler
Pan Marcin Głombica
Pan Marcin Gmaj
Pan Adrian Gołosz
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Maciej Gorzelak
Pan Daniel Góra
Pan Karol Grodzicki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Mariusz Grzebielucha
Pan Kamil Grzebyta
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Jacek Hecht
Pan Andrzej Heydel
Pan Patryk Hołub
Pan Tomasz Hrycyna
Pan Stanisław Hyrnik
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Robert Iwaszkiewicz
Pan Marcin Jaczewski
Pan Bartosz Jakusz
Pan Mirosław Janisz
Pan Konrad Janiec
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Bartosz Jezierski
Pan Wojciech Jodłowski
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Dariusz Kabarciński
Pan Krzysztof Karp
Pan Paweł Kasprowicz
Pan Michał Kawa
Pan Piotr Kazimierski
Pan Rafał Kensy
Pan Michał Klich
Pan Tomasz Kłosiński
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Tadeusz Kominek
Pan Kamil Kopeć
Pan Jan Kosmala
Pan Tomasz Kowalczewski
Pan Rafał Kowalczyk
Pan Marcin Kowalewski
Pan Bartosz Kowalski
Pan Michał Kozar
Pan Antoni Kozielewski
Pan Andrzej Koźlik
Pan Daniel Marcin Krawieczyński
Pani Joanna Kruk
Pan Karol Krzysiak
Państwo Agnieszka i Łukasz Krzymowscy
Pan Mateusz Kućka
Pan Wojciech Kukla
Pan Tomasz Kułaga
Pan Marcin Kurzeja
Pan Mateusz Kuska
Pan Witold Kwaśnicki
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Szymon Loduchowski
Pan Maciej Lorenc
Pan Paweł Łagowski
Pan Adrian Łazarski
Pan Adrian Łukasik
Pan Mateusz Łukomski
Pan Jerzy Machowski
Pan Paweł Majdan
Pan Gracjan A. Majewski
Pan Tadeusz Malinowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Mateusz Małż
Pan Maciej Matwiejczuk
Pan Adam Mazik
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pan Dawid Megger
Pan Miłosz Mirowski
Pan Paweł Młynarek
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Błażej Naczyński
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Niedziałek
Pan Konrad Niemotko
Pan Dawid Nowak
Pan Paweł Nowak
Pan Filip Nowicki
Pan Marek Oleszko
Pani Karolina Olszańska
Pan Rafał Opryszczko
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Adam Pajęcki
Pani Maria Papis
Pan Wojciech Peisert
Pan Łukasz Piątkowski
Pan Iwo Pietrala
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Rafał Podgórski
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Alfred Podstolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Tomasz Polkowski
Pan Andrzej Pondarzewski
Pan Maciej Przepiórka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Dominik Pytlewski
Pan Michał Rałowski
Pan Jacek Rusiecki
Pan Karol Rzepiela
Pan Jakub Sabała
Pan Michał Sałaban
Pan Mateusz Sawicki
Pan Maciej Seremek
Pan Paweł Sierzupowski
Pan Wojciech Siłko
Pan Jarosław Skoczylas
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Maksymilian Spik
Pan Rafał Staniec
Pan Jan Stasiczak
Pan Piotr Szewc
Pan Władysław Szewc
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Maciej Szymański
Pan Adam Ślązak
Pan Marek Świerk
Pan Jan Maria Talar
Pan Tomasz Trocki
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Osman Waroński
Pan Piotr Warzecha
Pan Aleksander Adam Wegner
Pan Marek Wiatroszak
Pan Karol Więckowski
Pan Jacek Wilk
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Jacek Wołpiuk
Pan Michał Woźnikiewicz
Pan Paweł Wójtowicz
Pan Piotr Wrotny
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Wyszyński
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Jakub Zelek
Pan Marek Zemsta
Pan Andrzej Zientek
Pan Dawid Zięba
Pan Aleksander Żarnowski
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 29 345,82 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>