Iwanik: Językowa zasada nieagresji

1 stycznia 2012 Audio komentarze: 35

Autor: Jan Iwanik
Wersja PDF

Posłuchaj artykułu w wersji audio (mp3 3,72MB).

Nasz język jest lingwistyczną spuścizną minionych, autorytarnych społeczeństw. Jego historyczna ewolucja odzwierciedla potrzebę stawiania żądań przez władców, dominowania i zastraszania. Ten język dzieli dziś ludzi i wywołuje konflikty. Niemożność porozumienia się jest zaś pożywną glebą, na której wyrastają hierarchiczne struktury władzy państwowej.

Jeśli anarchokapitalistyczna ewolucja ma przebiegać przy pomocy anarchistycznych środków, to pierwszym krokiem w kierunku zmian społecznych może być tworzenie większej przestrzeni dla anarchii w swojej prywatnej sieci społecznej. Można to osiągnąć, stosując i rozszerzając anarchistyczną zasadę nieagresji w codziennych interakcjach.

W doskonałej książce Marshalla Rosenberga zatytułowanej Porozumienie bez przemocy natknąłem się na praktyczny pomysł, jak mogłoby to wyglądać. Rosenberg nie uważa się za anarchistę, jednak czytając tę książkę, byłem pod wrażeniem, jak głęboko anarchistyczne są jego idee. Według Rosenberga przemoc lingwistyczna prowadzi do niewydajnych, nieskutecznych i nieprzyjemnych interakcji międzyludzkich. W skrajnych przypadkach, przemoc językowa jest pierwszym krokiem do przemocy fizycznej.

Najbardziej oczywistą formą przemocy językowej jest stawianie żądań oraz mówienie ludziom, co „muszą” lub „powinni” zrobić. „Musisz” jest formą przemocy, ponieważ stanowi próbę przejęcia władzy nad drugą osobą i odebrania jej możliwości wyboru. Rosenberg uważa, że to królowie i inni tyrani stosowali „musisz”, aby móc sprawować kontrolę nad swoimi poddanymi. Bez słowa „musisz” nie byłoby możliwe wydawanie rozkazów żołnierzom ani pobieranie podatków. W komunikacji bez przemocy słowo „musisz”, ani jego odmiany, nie są w ogóle stosowane.

Podobnym przykładem agresji językowej jest wygłaszanie osądów. Na przykład stwierdzenie: „Podjąłeś złą decyzję”, oznacza, że osoba mówiąca stawia się w pozycji sędziego zachowań innych ludzi, a tym samym uzurpuje sobie władzę nad nimi. Jest to forma przemocy językowej, nawet wtedy, gdy wydany osąd jest pozytywny.

Przemoc stosowana przez organy władzy państwowej jest niezauważana przez większość obywateli, którzy uznają ją za normalny stan rzeczy. W podobny sposób uwadze większości ludzi umykają bardziej subtelne formy przemocy językowej.

Jednym z przykładów takiej, bardziej subtelnej przemocy językowej, jest etykietowanie. Łatwo zrozumieć, dlaczego oznaczenie kogoś etykietą „mordercy” jest pierwszym krokiem w kierunku odmówienia mu empatii. „Morderca” staje się kategorią abstrakcyjną. Wszystko, co mówi lub robi człowiek opatrzony taką etykietą, może być „wytłumaczone” przez pryzmat przynależności do kategorii mordercy. Nie ma więc już sensu próbować rozumieć tej osoby, jako człowieka.

Nazwanie kogoś „dobrym programistą” może być również uznane za przemoc, chociaż jest to mniej oczywiste, niż w poprzednim przypadku. Jest tak dlatego, że mówiący te słowa znowu stawia siebie w roli sędziego. Dodatkowo opatrzenie kogoś etykietą „dobrego programisty” powoduje że zaczynamy zwracać mniejszą uwagę na jego rzeczywiste dalsze działania (programistyczne). W konsekwencji pogarsza to jakość interakcji z tą osobą.

Szczególnie agresywną formą etykietowania jest porównywanie. Mówiąc: „Jesteś gorszym pracownikiem, niż twoi koledzy”, upośledzamy naszą relację z rozmówcą, gdyż wydajemy o nim osąd. Ponadto taka wypowiedź będzie odebrana jako niesprawiedliwa, ponieważ osoba osądzana nie ma żadnej kontroli nad swoimi kolegami, których działania mają wpływ na jej ocenę.

Polecam książkę Rosenberga wszystkim tym, którzy chcieliby zreformować swój sposób komunikacji z innymi. Praktykowanie językowej zasady nieagresji wzmacnia relacje międzyludzkie i utrudnia ich zniekształcenie i kontrolowanie przez struktury władzy. Budowanie silniejszych relacji z innymi ludźmi i zastępowanie nimi relacji opartych na strukturach politycznych, jest zaś logiczną strategią budowania anarchistycznego społeczeństwa.


Podobał Ci się artykuł? Chcesz czytać ich więcej? Wesprzyj mises.pl!


Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jan Iwanik

Pozostałe wpisy autora:

35 Komentarze “Iwanik: Językowa zasada nieagresji

  1. Czy naprawdę Instytut Misesa promuje powyższe… hm nonsensy?

    Wyrzućmy z języka „musisz” i co? będzie lepiej?? Mogę sobie wyobrazić tysiące pięknych zastosowań tego słowa i tysiące brzydkich – wszystkie potrzebne.
    Może autor powie coś więcej, chcecie stworzyć nowomowę?

    Kurcze, czytam sobie artykuły, myślę sobie wspaniała inicjatywa edukacyjna promująca wolny rynek a tu taki klops do niczego nie pasujący.

  2. Wg mnie powinniśmy dążyć do czegoś dokładnie odwrotnego – praktykowania językowej zasady agresji i nazywania rzeczy po imieniu. Działalność rozmaitych „dobroludzi” zainstalowanych w różnych opiniotwórczych ośrodkach władzy (uniwerki, media, szkoły powszechne, instytucje i agendy rządowe, kościelne ambony etc) narobiła już w języku takich spustoszeń, że został on bez reszty zdominowany przezróżne humanitarystyczno-sentymentalne infantylizmy. Weźcie dowolną europejską konstytucje albo akt prawny – krwotok słowny mega bełkotu. Że przypomnę socjal-demokratyczną definicje lobbingu:

    „Lobbing jest formą komunikacji społecznej, dialogiem decydentów z interesariuszami pewnym zestawem technik i narzędzi. Sam w sobie jest neutralny, ani dobry, ani zły. Aktorzy gospodarczy i polityczni potrafią, dzięki strategiom lobbingowym, realizować swoje interesy.”

    http://libertarianizm.net/thread-2182-post-32576.html#pid32576

    Precz z takim językiem!

  3. Aby nie praktykowac agresji jezykowej musisz wyrzucic slowo „musisz” ze swojego jezyka! A powaznie, ciekawy tekst, choc sadze, ze malo plodny. Jako apel o kulture jezyka trafny, ale tylko tyle.

  4. Przypomina mi się film Tima Burtona „Marsjanie atakują”, gdzie tytułowi kosmici mówią: „Przybywamy w pokoju” i laserami zabijaj ludzi. A tak serio, to Monteskiusz zauważył, że handel łagodzi obyczaje. Ludzie stają się mniej agresywni w czynach i słowach, bo im na tym zależy. W końcu wchodzi to w nawyk i mamy to co chciał autor. Ale do tego potrzebujemy wolności, a nie dobrych chęci, którymi jak wiemy piekło jest wybrukowane. Zresztą anarchokapitalista zapewne do mordercy nie powie: poniesiesz karę. A co to zaróżnica jak powie: musisz ponieść karę?

  5. @Maciek:

    Nie zgodze sie Twoim zdaniem.
    Zastanow sie nad tym, jak jezyk agresji (szeroko rozumiany) jest przyczynkiem do agresji fizycznej.
    „Odczlowieczanie” przyszlych ofiar przez rzady narodowosocjalistyczne (przedstawianie Zydow jako „szkodnikow” „roznoszacych zaraze”) stworzylo grunt pod przyszla agresje wobec tej grupy spolecznej.

    „Odczlowieczanie” „wrogow” przygotowuje np. zolnierzy do zabijania owych ludzi poniewaz pomaga przezwyciezyc naturalne mechanizmy ludzie zabijaniu sie przeciwstawiajace.

    Jezyk ( i propaganda agresji) jest narzedziem kazdego rezimu totalitarnego w walce z jakas grupa spoleczna(„zorganizowane elementy spekulacyje”)
    http://www.youtube.com/watch?v=k6rhIOsbPOw
    „meliny paskarzy i spekulantow”

    http://www.youtube.com/watch?v=Ys7ywCbpZlY
    „bikiniarze”

  6. A ja osobiście zgadzam się z koncepcją tekstu. Można dyskutować o poszczególnych słowach i formach, niemniej posługiwanie się językiem jako narzędziem jest na pewno najważniejszą umiejętnością, jaką należy posiąść. Anarchizm jest np. kojarzony przede wszystkim z otwartą przemocą, której każdy może użyć i ludzie boją się anarchii nieomal z definicji. Sam zmieniłem zdanie dopiero kilka lat temu. A teraz idźcie „do ludzi”, przedstawcie się jako anarchiści, a potem próbujcie im cokolwiek wytłumaczyć. Na pewno to kupią… chciałbym to zobaczyć.

  7. „Praktykowanie językowej zasady nieagresji wzmacnia relacje międzyludzkie i utrudnia ich zniekształcenie i kontrolowanie przez struktury władzy” – ja jednak sądzę że skuteczniejszym utrudnieniem byłaby zbrojna rewolucja. Ale to tylko moja osobista, niewartościująca, tolerancyjna, niehomofobiczna, nieeurofobiczna opinia 😉

  8. Ja mam jeszcze taki postulat, żebyśmy się klepali po tyłkach zamiast podawać sobie dłonie, bo to jest zbyt męski zwyczaj.

    Nie sądziłem, że na mises.pl zobaczę takie pierdoły, myślałem, że od spedalania języka i niewieścienia mężczyzn jest Krytyka Polityczna 😉

  9. @kawador, nie rozumiem Cię. W końcu jako główna podpora cytowanego przez Ciebie na każdym krokum forum powinieneś zgodzić się z opinią, że język, jako niczyja własność, może być do woli używany i nadużywany przez wszystkich, co nie? 😀

  10. @panika2008

    Oczywiście – ale w tym celu załóż sobie radio, telewizje albo wynajmij sale konferencyjną, cokolwiek. Ja nie mam zamiaru finansować nowomowy i nazywać wojny „misją stabilizacyjną”, a lobbingu „dialogiem społecznym”, a licencji państwowych „działaniem dla dobra ogółu”.

  11. @panika2008

    „nie ma to jak libertariańska konsekwencja 😉 widać są lepsze i gorsze wspólne pastwiska”

    Nie wiem, o co ci chodzi i czego się czepiasz. Libertariańska konsekwencja przejawia się m.in. w tym, że nie zmusza się ludzi do łożenia na instytucje, zatrudniające kłamców, kłamiących zgodnie z aktualnie obowiązująca „mądrością etapu”. I o tym traktuje tekst Iwanika. Poprawność polityczna na przykład nie miałaby żadnych szans stać się dyktaturą światopoglądową, gdyby nie prosty fakt, że do jej finansowania zmusza się podatników. Poprawność polityczna – że zacytuję Rolanda Baadera nie bierze się z niczego, ale należy do długiego szeregu ideologicznych indoktrynacji, płodzonych przez system edukacyjny, który nie był – i nie jest – poddany prawie żadnej dyscyplinie rynkowej.

    A co ty tam u siebie na swoim pastwisku będziesz wyczyniał, mnie nie interesuje – dopóki nie będę musiał tego finansować pod groźbą więzienia albo konfiskaty części majątku.

  12. Ja mam jeszcze jedno pytanie do Autora. Czy pisząc:

    „POLECAM książkę Rosenberga wszystkim tym, którzy chcieliby zreformować swój sposób komunikacji z innymi.”

    Nie dokonuje Pan agresji słownej, agresywnie epatując swoimi ksiązkowymi preferencjami?

    A czy stwierdzenie:

    „Budowanie silniejszych relacji z innymi ludźmi i zastępowanie nimi relacji opartych na strukturach politycznych, jest zaś logiczną strategią budowania anarchistycznego społeczeństwa.”

    nie jest wydawaniem osądu? Być może ktoś uważa, że inna strategia jest lepsza. W ten sposób, używając słowa „jest” etykietuje Pan czyjeś poglądy i uważa je za mniej wartościowe niż swoje. A stąd już tylko krok do faszyzmu.

    ad12

    Proszę wybaczyć, ale nie zrozumiałem tej wypowiedzi 😀

  13. @Lukasz Szostak

    Jak NAP, to NAP. Zgodnie z ta zasada, na inicjacje agresji (slownej) mozna odpowiedziec slowna przemoca. W tym celu trzeba jednak umiec odroznic slowna agresje np. od artykulacji pogladow, z ktorymi sie mocno nie zgadzamy. Non Violent Communication umozliwia takie rozroznienia, choc pewnie tez mozna to udoskonalic.

    @Filip Kostrzeba

    Rzeczywiscie moglem byl wyrazic sie jasniej. Chodzilo mi o to, ze w komunikacji warto unikac etykietowania i porownywania osob, z ktorymi sie rozmawia. Etykietowanie i porownywanie innych obiektow, np. idei, produktow lub zachowan jest OK. Podobnie komunikowanie preferencji, obserwacji, uczuc i idei jest wlasciwym, a wrecz glownym celem komunikacji.

  14. No dobrze, jak należy powiedzieć? Uważam, że jesteś gorszynm programistą od reszty zespołu? Czy może: Twoja praca przynosi pożytek niewspółmierny do moich oczekiwań.

    Jak nalezy mówić do mordercy? „Zabiłeś człowieka.” zamiast „Jesteś mordercą.”? W jaki sposób moje stwierdzenie „jesteś mordercą” narusza jakieś jego przyrodzone prawa? Przez przekaz emocjonalny? Bo przecież treść niesie taką samą.

    Nie mam pojęcia co właściwie miałbym zmienić w swoim języku według Ciebie, Autorze.

  15. W społeczeństwie prywatnego prawa będzie obowiązywać prawo i pewne czyny będą niedozwolone. Konieczne więc będą sformułowania typu „nie możesz kraść” „nie możesz inicjować fizycznej agresji”, „musisz wynieść się z mojej własności,gdyż cię na nią nie wpuściłem”, „musisz respektować warunki zawartej umowy”, „gdy jesteś na moim terenie musisz przestrzegać reguł na nim obowiązujących albo go opuścić”. Owszem,lepiej jest np motywować pracownika wskazując na jego dobre strony i nie wytykać ciągle wad drugiemu. Ale stąd daleko do rewolucji proponowanej przez Autora.

  16. @Marcin

    Jeśli dobrze rozumiem powyższy tekst i twoją wypowiedź chodzi o wyrzucenie ze słownika pewnych zwrotów i określeń typu „pedał”, „dobry programista”, „morderca”.
    I wtedy nie będzie agresji.

    Ponieważ nie jestem pacyfistą – uważam że mordercę dobrego programisty, który był pedałem należy skazać na śmierć.

    A poważnie – koncepcja przeintelektualizowana. Rozumiem, że nie chodzi o wprowadzaniu zmian do języka (w formie odgórnego zarządzenia) tylko w życiu osobistym nie atakowanie innych. Chyba że właśnie o takie zarządzenie chodzi – wtedy nie zajrzę już na misesa.

    Niestety nie uważam tej koncepcji nawet za dobrą radę. Mężczyzna potrzebuje odrobiny agresji, ciętego języka, szybkich decyzji, (a w tym celu upraszczania przez etykiety).

    Daleki jestem od mówienia innym co muszą a czego nie muszą. Po prostu trafiłem na tą stronę, od kilku tygodni się zaczytuję, poczułem powiew wolności, myślałem nawet o jakiejś formie wsparcia. Ten tekst nie pasuje do reszty… jest jak łyżka dziegciu.

  17. Bardzo dobry artykuł. Spora część libertarian chyba nie rozumie, że by ziścić wolność, należy ją przede wszystkim wprowadzić w swoim życiu osobistym, a to oznacza kierowanie się zasadą nieagresji w stosunkach międzyludzkich, w tym powstrzymanie się również od przemocy symbolicznej (m.in. językowej).

    Polecam audycje Stefana Molyneux, czołowego libertariańskiego filozofa ostatniej dekady.

  18. Nie zgadzam się z autorem.
    Po pierwsze, język jest spontanicznym tworem, który ukształtował się w wyniku dobrowolnych interakcji pomiędzy różnymi jednostkami – dlatego nie powiedziałbym, że jest „lingwistyczną spuścizną minionych, autorytarnych społeczeństw”.
    Po drugie, przemoc oznacza fizyczne naruszenie czyjeś własności. Pisanie więc o przemocy językowej jest więc cokolwiek bezsensowne (jeśli rozpatrujemy sprawę z libertariańskiego punktu widzenia).
    Pozdrawiam.

  19. Co za bzudry. Od kiedy anarchia jest porzadanym system?
    Jestem w stanie pojsc o zaklad, ze sam autor w to nie wierzy i codziennie „gwalci” te „swiete” zasady (tfu). Hipokryta do kwadratu. Skoro ocenianie jest zle to rozumiem, ze nie ma znaczenia czy pojdziemy do dobrego czy do zlego doktora, w sumie to nawet nie bedziemy wstanie stwierdzic ktory jest lepszy.
    Takim mysleniem sprowadzamy nasze zycie do tego, ze wszystko jest rownie szare i nic nie ma wartosci, a co za tym idzie wszystko jest dozwolone, typowe robta co chceta.
    Sam system prawny takze nie bedzie nam juz potrzebny – jako ten ktory zakazuje np. zabijania – prosto do kosza z nim, a za raz za nim autora.

    Bardzo prosze osoby z Instytutu Misesa o sprawdzanie artykulow publikowanych na stronie i niedopuszczanie do zamieszczania czegos takiego.

    Cenie wasza strone bardzo, ale tego typu rzeczy pozostawiaja niesmak. Mam szczera nadzieje, ze to nie bedzie sie powtarzac.

  20. „Przemoc językowa” to taki sam wymysł zamordystów jak „własność intelektualna”.

    „Nasz język jest lingwistyczną spuścizną minionych, autorytarnych społeczeństw. Jego historyczna ewolucja odzwierciedla potrzebę stawiania żądań przez władców, dominowania i zastraszania. Ten język dzieli dziś ludzi i wywołuje konflikty.”

    Skoro to język się dopasował do autorytarnych czasów, to dopasuje się też do czasów wolnościowych. Jest to nic innego jak wydumany problem.

  21. W ogóle to chciałem napisać że artykuł dobry, oby więcej takich, poruszających szersze, subtelniejsze tematy.

    Radzę nie zważać na malkontentów w komentarzach. A Wy, malkontenci – przecież nikt Wam nie broni poczytać komunałów które od lat niezmiennie tłucze Korwin. Nie ma przymusu rozszerzania horyzontów.

  22. Apanika2008
    moje horyzonty bardzo zostaly rozszerzone…
    a tobie proponuje sie stosowac do zalecen artykulu i po pierwsze: nie chwalic autora, ze dobry artykukl napisal (bo ocenianie i etykietkowanie jest slowna przemoca), a po drugie nie krytykowac „malkontentow”, bo zaraz do rekoczynow dojdzie, jako nastepstwa twojego agresywnego jezyka (haha)

    Tych bzdur nawet nie da sie trzymac, jak kolwiek sie na nie spojrzy.

  23. @e7th04sh

    Co do programisty, to pewnie najlepiej jesli tresc wypowiedzi zalezy do tego, co chemy osiagnac. Jesli chce Pan po prostu powiedziec programiscie, ze jest slaby, to tego faktycznie nie da sie tego powiedziec bez przemocy (w rozumieniu tego pojecia takim, jakie wytlumaczylem w artykule). Jesli ma Pan inny cel, na przyklad chce Pan pomoc programiscie poprawic swoja wydajnosc albo uzasadnic, dlaczego go Pan zwalnia, najlepiej jest powolac sie na konkretne przyklady jego pracy, a nie mowic o jego osobie w sposob ogolny.

    Co do kwestii, czy jezyk narusza czyjes prawa, to nie mam opinii, bo bardziej interesuje mnie, jak jezyk moze poprawiac lub utrudniac komunikacje i ewentulanie przyspieszac zmiany spoleczne.

    @Joker

    Prywatne prawo bedzie prawdopodobnie mowilo: „jesli ukradniesz to nasle na Ciebie windykacje”, „jesli zlamiesz kontrakt, to wymierze Ci kare”. „Musisz” nie jest potrzebne.

    @Maciek

    Interesuje mnie Pana poglad, ze mezczyzna potrzebuje odrobiny agresji, czy moglby Pan te mysl rozszerzyc?

    @Kelthuz & panika2008

    Dziekuje za mile slowa.

    @arkazy

    Faktycznie jezyk uksztaltowal sie rowniez na skutek dobrowolnych interakcji. Ale wydaje mi sie, ze takze na skutek innych interakcji. Jezyk jest elastyczny i dostosowal sie do takiego spoleczenstwa, jakie bylo.

    @johnmadlock

    Faktycznie, jezyk dostosuje sie sam to czasow wolnosciowych, o ile one nastapia. Ale moga nie nastapic jesli im nie pomozemy. W artykule probowalem przekonac, ze wolnosc nie nadejdze sama z siebie i mozna probowac przyspieszyc jej nadejscie poprzez pewne indywidulane zachowania.

  24. „Jednym z przykładów takiej, bardziej subtelnej przemocy językowej, jest etykietowanie. Łatwo zrozumieć, dlaczego oznaczenie kogoś etykietą „mordercy” jest pierwszym krokiem w kierunku odmówienia mu empatii. „Morderca” staje się kategorią abstrakcyjną. Wszystko, co mówi lub robi człowiek opatrzony taką etykietą, może być „wytłumaczone” przez pryzmat przynależności do kategorii mordercy. Nie ma więc już sensu próbować rozumieć tej osoby, jako człowieka.”

    Normalnie jakbym czytał jakiś postlewacki dyskurs. Brakuje tylko tekstów w stylu: „Nie można analizować czynu morderstwa bez odwołania się do porządku ideacyjnego, który bierze życie za matrycę przekonań.”

    🙂

  25. Przecież „musisz” to właśnie skrót od: jeśli chcesz cośtam cośtam albo jeśli nie chcesz być ukarany, to zrób to i tamto. Jakby tego nie ubrać w słowa to znaczy to samo. Jeśli ktoś nie jest pewny czyichś intencji, zawsze może dopytać „a jak nie, to co?”, co zresztą polecam.

    Wydawanie opinii to zwykła informacja. Jeśli w unikaniu słowa „musisz” widziałem jeszce jakiś cel, który jednak uznaję za daremny, a samą metodę za męczącą, to w wstrzymywaniu się od opinii widzę po prostu zubożenie informacyjne. A ten przykład szefa znęcającego się psychicznie nad podwładnym jest jak z socjalistycznej propagandy. Jak się nie podoba, to kończymy dobrowolną współpracę i tyle.

  26. Myślę, że stosowanie nieagresywnych sformułowań nie musi zmniejszać agresywności przekazu, natomiast może ułatwić komunikację. Taki język, jak pisze autor, ma zastosowanie tylko w grupie ludzi, między którymi nie ma relacji dominacji i pozwala unikać nieświadomego wprowadzania hierarchii, zmniejsza obszar ignorancji. Uważam, że takie sformułowania(musisz itd.) mają przedhistoryczne źródło luźno związane z początkiem agrokultury, miały i mają swój cel, ale część relacji między ludźmi może obyć się bez dominacji. Ja tak rozmawiam ze znajomymi(szczególnie nowo poznanymi) przez większość czasu i efekty są lepsze niż się spodziewałem, więc polecam spróbować.

  27. @ Iwanik

    „Interesuje mnie Pana poglad, ze mezczyzna potrzebuje odrobiny agresji, czy moglby Pan te mysl rozszerzyc?” – dziękuję za tak szczere zainteresowanie.

    Testosteron autorze, testosteron.
    Mężczyzna musi rywalizować. W sporcie, w życiu, na rynku – również z użyciem języka.

    Jeśli na chamską zaczepkę swojej kobiety mężczyzna nie potrafi zareagować agresywnie choćby językiem – to należy przyczepić mu nieprzychylną etykietę.

    (Np. „Ciota” – jakby ktoś nadal nie wiedział… brrr… jaka okropna etykieta)

  28. @Maciek

    Dziekuje za wyjasnienie.

    Ja przez agresje rozumiem inicjacje przemocy. Pan chyba definiuje to pojecia inaczej i stad nieporozumienie.

    Zgodnie z moja (i powszechnie przyjmeta przez libertarian) definicja, rywalizacja w sporcie i na rynku nie jest wiec oparta na agresji, bo nie wystepuje tu inicjacja przemocy. Wystepuje natomiast pokojowa konkurencja.

    Odpowiedz na cudza agresje rowniez nie jest agresja, ale jest samoobrona.

  29. Korzyści z libertariańskich relacji opartych na wyrugowaniu przemocy fizycznej dzieli się IMHO na etyczne i utylitarne. Dokładnie taką samą klasyfikację można zastosować do języka.

    Czy uważacie pomiatanie innymi za obojętne etycznie? W artykule nie dostrzegłem moralnej relatywizacji. Autor nie napisał, że językowe etykietowanie jest nielegalne. Libertarianom rozdział pomiędzy „nielegalnym” i „niemoralnym” powinien być bliski. W końcu dążymy do tego, żeby zachowania „nielegalne” wyrugować ze społeczeństwa i móc zająć się kwestiami bardziej cywilizowanymi – np. bardziej wysublimowanej moralności. Dlaczego nie zacząć już teraz? Hoppe na swój sposób to robi, chociaż od drugiej strony – być może bliższej większości braci tutaj.

    Co do kwestii utylitarnych – grzeczność zawsze zwiększa prawdopodobieństwo pozytywnego rozstrzygnięcia sporu. Nie wyobrażam sobie, żeby w firmie, w której pracuję, ktoś użył wobec mnie słowa „musisz”. To nie tylko nie jest potrzebne, ale i zmniejsza prawdopodobieństwo, że to, co mam do wykonania, faktycznie wykonam dobrze i szybko. Nie widzę też korzyści dla firmy z etykietek „dobry pracownik” – „zły pracownik”. Zobaczcie, że duże firmy prywatne (żeby nie użyć brzydkiego słowa na k…) rozwinęły bardzo specyficzne, wyrafinowane formy komunikacji, ewaluacji itd. Szczególnie tyczy się to krajów o dłuższych tradycjach wolnorynkowych (dłuższych niż polskie 🙂 ).

    Na koniec dorzuciłbym jeszcze estetykę. Osobiście wolałbym, żeby w komentarzach na mises.pl i innych libertariańskich forach nie przerzucać się „lewactwem”, „oraniem”, „pedalstwem”, „idiotami” itd., ale to może tylko ja…

  30. @autor

    Rzeczywiście nieporozumienie polega na odmiennym rozumieniu agresji.
    (aggressio – napaść, natarcie). Przeglądnąłem definicje – za wyjątkiem prawnej – dotyczącej polityki m. nar. – żadna nie wyklucza agresji w samoobronie. Również językowa.

    Uważam, że użycie wulgarnych słów jest zawsze agresją – również w samoobronie.
    Czyli na przykład: gdy na napastliwą zaczepkę czy prowokacyjne popchnięcie odpowiemy:
    „Odpie*dol się wredny sku*wysynu!” tonem jak najbardziej napastliwym i głośnym – będzie to agresja, mimo że użyta w samoobronie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *