Howden: Grecja – deflacja czy niewypłacalność

3 stycznia 2012 Deflacja komentarze: 5

Autor: David Howden
Źródło: cobdencentre.org
Tłumaczenie: Mikołaj Haich
Wersja PDF

deflacjaPierwotnym zmartwieniem było, czy Grecja w ogóle zbankrutuje. Następnie zastanawiano się, czy powinna zbankrutować. Obecnie dominującym pytaniem jest, jak zbankrutuje. Można zaryzykować stwierdzenie, że po tym, jak czarnoksiężnicy z Brukseli ustalą już, jak duże bankructwo umożliwi utrzymanie niemieckich (i pozostałych) pieniędzy dla funduszy ratunkowych, jedyną nurtującą kwestią pozostanie, kiedy bankructwo nastąpi. Jasne jest, że zdecydowana większość widzi bankructwo jako jedyną lub najlepszą opcję, bądź przynajmniej jako najbardziej wskazaną.

Bankructwo nie jest słowem codziennego i swobodnego użytku. Kiedy jednostka przestaje spłacać hipotekę, niesie to za sobą duży ból — traci ona dom, samochód oraz wszelkie inne aktywa, które stanowiły zabezpieczenie długu. Nie oznacza to, że jej długi są zapomniane i może ona zacząć od nowa (chociaż pospolite znaczenie tego słowa może sugerować coś takiego). Bankructwo przysparza bankrutowi cierpień. Jest zatem czymś, czego usiłujemy uniknąć za wszelką cenę.

Zanim greckie bankructwo nastąpi (co powoli staje się pewnikiem), musimy zbadać dwie kwestie z nim związane. Po pierwsze, co to bankructwo będzie oznaczać? Po drugie, czy istnieje jakieś lepsze wyjście z sytuacji?

Państwo może zbankrutować na dwa sposoby. Pośrednio — poprzez inflację (zwiększanie podaży pieniądza), w wyniku której realna wartość długu ulega zmniejszeniu — oraz bezpośrednio, czyli poprzez wstrzymanie obsługi części długu. Jeśli Grecja nie opuści strefy euro, to jasne jest, że pośrednie bankructwo za pomocą inflacji nie jest możliwe (niektórzy komentatorzy uporczywie nawiązują do tego tematu — tak, jak gdyby wyjście Grecji ze strefy euro i niwelacja problemu poprzez zwiększenie inflacji stanowiło jakiekolwiek sensowne panaceum). Po odrzuceniu tego wariantu, skupmy się na otwartym bankructwie.

Redukcja wartości nominalnej obligacji (ang. haircut), która dotknęłyby ich posiadaczy, wydaje się idealnie zaplanowanym bankructwem. W rzeczywistości, takie cięcia pozwoliłyby jedynie na połowiczne bankructwo.

Najbardziej oczywisty aspekt bankructwa to ból zadany kredytodawcom. Życzliwi pożyczkodawcy, którzy zaoferowali pieniądze greckim rządom, przypuszczalnie nigdy nie podejrzewali, że długi nie zostaną spłacone. A przynajmniej nie spodziewali się bankructwa o tak dużych rozmiarach (które może pozostawić w kieszeniach kredytodawców zaledwie 20 do 50 centów z każdego euro). Łatwo przytaczać w takiej sytuację zasadę caveat emptor, jednak nie tłumaczy ona wszystkiego.

Jeśli przestanę spłacać kredyt hipoteczny, nie tylko mój bank poniesie stratę. Poniosę ją również ja. Będę musiał wtedy bowiem stracić wszystkie dostępne aktywa w staraniu o maksymalne zaspokojenie banku. Nie ma zbyt wielu planów sprzedaży greckich aktywów rządowych w celu spłacenia ich długów (naturalnie, zasadne jest pytanie, czy ktokolwiek chciałby takie aktywa nabyć; osobiście jestem pewien, że niewielu kredytodawców wybrałoby takie obarczone związkami zawodowymi rządowe dobra, z którymi wiązałyby się nieustanne bóle głowy wywoływane przez strajki, zamiast prostego poniesienia strat do 100 procent wartości udzielonego kredytu).

Jeśli Grecja chce zbankrutować, musi przestrzegać zasad gry. Nie wydaje się jednak, aby obecny plan „bankructwa” dla Grecji respektował jakiekolwiek reguły — jest raczej prezentem. Niewielu Greków wydaje się chętnych do oddania kontroli nad aktywami obcokrajowcom — i przypuszczalnie nie bez racji. Jednak jeśli aktywa nie zostaną sprzedane w celu pokrycia długów, Grecja będzie musiała znaleźć inną drogę dla swego bankructwa.

Obcinanie wydatków to jedna ścieżka. Chociaż Grecy strajkują wobec samej idei takiego rozwiązania, jeżeli stanęliby przed jasno sformułowaną alternatywą: stracić kontrolę nad aktywami bądź zaakceptować obniżkę pensji — to  ich nastawienie mogłoby ulec szybkiej zmianie. Kraje kredytodawcy unikają takiego zaprezentowania dwóch alternatyw, bardzo niejasno przedstawiając, co bankructwo oznaczałoby dla Greków. Ta niejasność czyni tę grę znacznie dłuższą, niż jest to konieczne. Jako że przesadnie duże wydatki były tym, co wepchnęło kraj w to zamieszanie, to ten obszar właśnie wydaje się więc logicznym miejscem dla rozpoczęcia prób wyjścia z recesji. Oszczędności gospodarcze to może nieprzyjemna fraza, ale w tym przypadku są one konieczne.

Istnieje jednak jeszcze jedna opcja dla Grecji. Nie byłby to pierwszy taki przypadek, chociaż jest to również brudne słowo w niektórych kręgach. Grecja może nie być w stanie podążać drogą zewnętrznej dewaluacji poprzez inflację, ale może podążać drogą wewnętrznej dewaluacji poprzez spadek cen. Deflacja może skłonić niektórych do ucieczki wyjściem awaryjnym, ale stopniowo potwierdza swoją wartość. Irlandia rozpoczęła niedawno ucieczkę z recesji za pomocą deflacji, co sprawiło, że bankructwo Irlandii stało się mniej prawdopodobne. Deflacja niekoniecznie jest łatwa — pracownicy prywatni i publiczni będą musieli zaakceptować obniżki pensji, programy oszczędnościowe będą musiały zostać zintensyfikowane (i wypełnione!) — pozwala jednak państwu uniknąć utraty suwerenności, a kredytodawcom uniknąć utraty pożyczek. Niektórzy mogą twierdzić, że deflacja jest słowem mało przyjaznym, jednak nie bardziej niż słowa alternatywne. Została ona też skutecznie przetestowana przez inne europejskie kulejące gospodarki.


Podobał Ci się artykuł? Chcesz czytać ich więcej? Wesprzyj mises.pl!


Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

David Howden

Pozostałe wpisy autora:

5 Komentarze “Howden: Grecja – deflacja czy niewypłacalność

  1. Wszyscy doskonale wiemy, jak idiotycznym tworem w obecnej formie jest waluta euro. Przez chore ramy struktur europejskich – u samych swych podstaw, zbyt idealistyczne by miały sens, problem Grecji sprawia, iż robi się on problemem całej strefy euro i w dużym stopniu całej Europy. To co wg mnie powinno zostać zrobione – to wyrzucenie Grecji ze strefy euro. W innym przypadku greckie problemy nadal będą uderzały w sztuczną europejską walutę. Samo bankructwo wg mnie oznacza odcięcie możliwości finansowania na rynkach finansowych na wiele lat, ale nie wiąże się ono z utratą suwerenności (vide Argentyna). Z ciekawych statystyk dorzucę, iż Polska bankrutowała w XX wieku 3 razy poprzez ścieżkę otwartego bankructwa. 1936 – jako polska odpowiedź na Wielki Kryzys i wielkie inwestycje typu Gdynia, 1940 – gdzie najpierw nastąpiła utrata suwerenności, a następnie bankructwo. W okolicach 1970 znowu nam uwierzono – przez kilka lat żyło się dobrze jak na socjalizm, a potem bam 1981 kolejne bankructwo, które wlokło się z nami do 1990r., kiedy nastąpiła restrukturyzacja długu. Zaczynaliśmy od nowa – w relatywnie biednym kraju. Ale czy straciliśmy niezależność? NO nie wiem – bankructwo to jazda przez 2 na tym samym wózku – nikomu na tym tak naprawdę nie zależy – dłużnik może wpaść w skrajną biedę, ale mieć swoje majtki, natomiast bogaty wierzyciel może utracić swój sumiennie gromadzony majątek…

  2. Tłumaczenie sytuacji Grecji za pomocą wspólnej waluty jest bardzo często nadużyciem. Jeżeli banki z Niemiec czy Francji pożyczały by Grecji dolary a nie euro to sytuacja była by podobna. Problemem Grecji nie jest Euro tylko demokracja.
    1) Wyborcy chętnie zagłosują na gościa, który zapożyczy kraj w celu zrobiennia olimpiady.
    2) Rządzący lubią zwiększać deficyt bo forsa jest od razu a spłacać muszą najczęściej przeciwnicy polityczni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy