Autor: Robert P. Murphy
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Wojciech Sabat
Wersja PDF

standard zlotaRóżne stany debatują ostatnio o statusie złota jako pieniądza. Z politycznego punktu widzenia, standard złota jest obecnie bardziej istotny niż w poprzednich dekadach. Gdy „LA Times” (by wskazać tylko jeden przykład) publikuje artykuł sucho stwierdzający, że „ekonomiści” jednomyślnie sprzeciwiają się standardowi złota, widać, że obrońcy obecnego systemu zaczynają być nerwowi.

Standard złota jest ostatnio bardzo gorącym tematem, więc ważne jest dokładne jego zrozumienie. W tym artykule spróbuję obalić kilka błędnych przekonań na ten temat.

 

Czy wszyscy ekonomiści sprzeciwiają się standardowi złota?

Wiem, że świadczy to o mojej naiwności, ale byłem naprawdę bardzo zaskoczony tym, że dziennikarze mogą pisać aż tak nieprawdziwe rzeczy. Oto lead z atykułu „LA Timesa”, zatytułowanego „Dążenie do przywrócenia standardu złota”:

 

Pomysł, by uczynić ten cenny metal legalnym środkiem płatniczym, zdobył akceptację w ponad dwunastu stanach. Wspierany jest on przez Tea Party i inne ruchy na rzecz ograniczenia władzy federalnej. Ekonomiści mówią, że wprowadzenie takiego planu w życie byłoby katastrofalne.

 

Przypuszczam, że ostatnie zdanie jest formalnie prawdziwe, ale bardzo mylące. To trochę tak, jak powiedzieć „Algida oferuje 31 smaków lodów, ale konsumenci kupują czekoladę”. Tak, niektórzy ekonomiści mówią, że standard złota byłby katastrofą i przyznaję, że może i ogromna większość tak mówi. Ale ta notka sugeruje, że właściwie wszyscy ekonomiści się temu sprzeciwiają — co nie jest prawdą.

Autor —  Nathaniel Popper — wspiera to błędne przekonanie również w dwóch innych miejscach. Próbuje skonfrontować biznesmenów i polityków z Tea Party z zawodowymi ekonomistami. Najpierw pisze:

 

Ostatecznym celem jest powrót USA do standardu złota, w którym każdy dolar miałby ekwiwalent w postaci ustalonej ilości tego cennego metalu. Ekonomiści wszystkich szkół mówią, że ten plan byłby rujnujący [dla gospodarki — przyp. red.], ale ten pogląd nie martwi zbytnio Pittsa (kongresmen z Południowej Karoliny).

„Szczerze, myślę, że ekonomiści uniwersyteccy myślą tylko w obrębie swojego własnego, małego świata” — powiedział Pitts. „Nie zajmują się rzeczywistymi problemami” ‒ dodał.

 

Dla upewnienia się, że czytelnik zrozumiał, Popper pisze dalej:

 

Stany Zjednoczone i większość krajów świata utrzymywały pełny standard złota do czasów wielkiego kryzysu. Ekonomiści generalnie zgadzają się, że przyczyniło się to do depresji i wcześniejszych poważnego załamań koniunktury poprzez ograniczenie rządowi możliwości kreacji pieniądza, co zawężało mu pole do pobudzenia gospodarki.

Uczeni mówią, że powrót do standardu złota z dużym prawdopodobieństwem spowolniłby i tak powolny już wzrost.

„W pewnym momencie ktoś może być na tyle szalony, by tego spróbować, ale to nie utrzyma się dłużej niż w przeszłości” — powiedział Allan Meltzer, profesor ekonomii na Carnegie Mellon University i krytyk obecnej polityki monetarnej Fedu.

Wobec braku wsparcia ze strony ekonomistów głównego nurtu aktywiści uczynili swoimi bibliami książki mniej popularnych ekonomistów, jak np. Pieces of Eight — niedrukowana już książka konstytucjonalisty Vieiry”.

 

W całym artykule Popper nie cytuje żadnego ekonomisty popierającego standard złota, ani nie parafrazuje nawet jego poglądów. Byłoby to do przyjęcia, gdyby nie to, że Popper cytuje lub odnosi się do biznesmenów, polityków i prawnika Vieiry.

Teraz łatwo byłoby mi oskarżyć Poppera o kłamstwo, ale z tego, co wiem, to był tak przekonany o niedorzeczności standardu złota, że nie próbował nawet znaleźć prawdziwego ekonomisty z doktoratem wykładającego na uczelni (a nawet z 20 najlepszych uczelni), którzy mieliby coś dobrego do powiedzenia o standardzie złota. Osobiście znam co najmniej 20 takich osób, więc proszę mi wierzyć — one są do dyspozycji, jeśli Popper albo inni dziennikarze naprawdę chcieliby zapewnić zwolennikom standardu złota uczciwą dyskusję.

Jeśli chodzi o książki o zaletach standardu złota, to naprawdę takie istnieją i to napisane przez ludzi z doktoratami z ekonomii. Klasyczny tekst to Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel Ludwiga von Misesa, a nowszą i dużo bardziej przyjazną czytelnikowi pozycją jest Złoto, banki, ludzie Murraya Rothbarda. Z kolei moja własna książka o wielkim kryzysie obaliła mit, że standard złota miał z nim cokolwiek wspólnego.

 

Czy złoto spowodowało wielki kryzys?

Nim przejdziemy dalej, zajmę się szybko tym konkretnym stwierdzeniem. Napisałem tu dłuższą odpowiedź, ale teraz musimy się zastanowić: jeśli nawet przyjmiemy, że to standard złota spowodował wielki kryzys, nie rozwiązuje to kwestii, dlaczego ta recesja trwała tak długo i była tak poważna? Przecież standard złota nie został wprowadzony w latach 20. Choć było mnóstwo kryzysów przemysłowych czy panik finansowych we wcześniejszych stuleciach, nigdy nie było tak długiej globalnej depresji jak w latach 30. — i to, pomimo że coraz więcej krajów dołączało do rosnącego światowego rynku z udziałem gospodarek opartych na standardzie złota. Stąd jasne, że nie wystarczy wskazać na „złote” kajdany systemu monetarnego, by wyjaśnić wydarzenia wielkiego kryzysu.

Obwinianie standardu złota o wielki kryzys jest więc tak samo bezsensowne jak oskarżanie „wolnorynkowych” działań Herberta Hoovera, który przecież nie różnił się od swoich poprzedników (nawet jeśli weźmiemy na poważnie jego rzekomo wolnorynkowe usposobienie). Przypominałoby to raczej wyjaśnianie wypadku lotniczego za pomocą grawitacji.

Ostatecznie, nie zapominajmy, że Fed zniósł standard złota w 1933 r. i skutkiem tego było przedłużenie kryzysu — po porzuceniu rzekomo okropnego standardu złota — na co najmniej 8 kolejnych lat (ja bym powiedział: na 13 lat, ponieważ nie uważam, by II wojna światowa „naprawiła” gospodarkę). Dziwnie jest sądzić, że standard złota siał takie spustoszenie na początku lat 30., pomimo że nigdy nie przyczynił się do niczego podobnego w historii USA, a potem mógł dalej „powodować” wielki kryzys — przez 8 do 13 lat — mimo że został zniesiony. Z tego powodu zaczynam się zastanawiać, czy ci „ekonomiści wszystkich szkół” wiedzą, o czym mówią.

 

Nie możesz zjeść złota!

Jednym z najbardziej absurdalnych zarzutów przeciwko powrotowi do standardu złota jest stwierdzenie, że: „Złota nie możesz zjeść”. Nie przesadzam, Dave Leonhardt z „New York Timesa” naprawdę tak powiedział do Rona Paula, gdy ten bronił standardu złota w programie „Colbert Report”.

Dr Paul nie miał tak naprawdę szansy na odpowiedź (zamiast tego Colbert opowiedział śmieszny żart o bałwochwalstwie), ale byłoby wybornie, gdyby spytał cynika: „Czy robisz kanapki z banknotów?” (na miejscu byłoby też: „Czy mam rozumieć, że proponujesz standard ziemniaka dla dolara?”).

Zupełna absurdalność zarzutu pod tytułem „nie możesz zjeść złota” polega na tym, że złoto przecież jest użytecznym dobrem wykorzystywanym do celów niepieniężnych. To prawda, że nie można go zjeść, ale można je nosić, leczyć zęby i artretyzm. Dla porównania, pieniądz fiducjarny służy tylko do wymiany dóbr i lepiej nie trzymać dużej części majątku w prawdziwych papierowych dolarach, ponieważ ich siła nabywcza stale spada wraz z upływem czasu.

 

Czy austriacy nie wolą wyboru rynkowego?

Jak na ironię, poza źle poinformowanymi krytykami — takimi jak z „LA Timesa” — standard złota ma krytyków także w obozie czysto libertariańskim. Tacy ludzie często pytają: „Co jest takiego szczególnego w złocie? Dlaczego Ron Paul i tak wielu innych, rzekomych zwolenników wolnego rynku woli, by rząd federalny decydował, jaki powinien być pieniądz?”.

Oczywiście Murray Rothbard — i, o ile wiem, to każdy żyjący austriak — wolałby, żeby branża pieniądza i bankowości została zwrócona sektorowi prywatnemu, i nie była poddana specjalnym regulacjom, ani nie posiadała żadnych przywilejów, odróżniających ją od innych branż.

To oznacza, że banki mogłyby emitować własne banknoty (zabezpieczone rezerwami w złocie), gdyby tylko chciały. Gdyby jednak wyemitowały ich za dużo i nastąpił „run” na banki, rząd nie ogłosiłby „wakacji bankowych” i nie zwolnił nieodpowiedzialnych instytucji z ich zobowiązań umownych.

Rothbard i jego następcy twierdzą, że złoto niemal na pewno zostałoby wybrane przez jednostki na całym świecie, gdyby mogły wybrać pieniądz nie poddany rządowym regulacjom o środkach płatniczych.

W międzyczasie, zakładając istnienie Rezerwy Federalnej (i innych banków centralnych), wielu austriaków (choć tu nie ma całkowitej zgody) uważa, że przywrócenie wymienialności dolara na stałą ilość złota, choć nie stanowiłoby idealnego rozwiązania, z pewnością byłoby krokiem w dobrą stronę.

Celem powiązania dolara ze złotem byłoby wyrugowanie tego, co eufemistycznie nazywa się „polityką monetarną” (bardziej dosadne określenie to „legalne fałszerstwo„) z polityki i z wpływu grup interesu na tyle, na ile się da. Ludzie chwalą obecny Fed za „niezależność”, ale to oczywiście absurd. Fed w obecnej postaci to narzędzie kartelu, który umożliwia transfer pieniędzy do kieszeni bogatych bankierów, dzięki którym rząd może finansować ogromne zadłużenie dużo taniej niż w innym wypadku.

 

Chcecie więc, żeby rząd ustalał ceny?

W związku z powyższą krytyką niektórzy ortodoksyjni wolnorynkowcy pytają: „Dlaczego nie chcecie rynkowo ustalanej ceny dolara i złota? Niech podaż i popyt wyznaczą ceny, a nie politycy biorący jakąś arbitralną wartość z kapelusza”.

Ten zarzut wygląda w pierwszej chwili wiarygodnie, ale też jest chybiony. Gdyby Fed powiedział: „Ogłaszamy nowy cel naszej polityki: utrzymanie ceny złota na poziomie 2000$ za uncję, od teraz na zawsze i zaczniemy gromadzić złoto, by upewnić inwestorów, że jesteśmy w stanie taką cenę utrzymać”, to nie będzie to analogiczne do rządowej deklaracji: „Ustalamy płacę minimalną na poziomie 7,25 USD za godzinę”.

Przy pełnym standardzie złota, gdy Fed ustala cenę złota w dolarach, to nie grozi ludziom grzywnami ani więzieniem, jeśli chcą handlować złotem po innych cenach. Raczej Fed (czy ogólnie rząd, jeśli nie ma banku centralnego) dostosowywałby ilość dolara w obiegu, by utrzymać cel. Gdyby siły podaży i popytu sprawiły, że cena rynkowa złota wzrosłaby do, powiedzmy, 2025 USD za uncję, to Fed (zakładając cel 2000 USD) musiałby sprzedać część swoich zasobów złota, przez co[1]:

1) na rynku pojawiłoby się więcej złota,

2) spadłaby ilość dolarów w systemie finansowym.

Taka polityka obniżyłaby cenę złota do 2000 USD za uncję.

Z drugiej strony, nikt nie byłby na tyle niemądry, by sprzedawać złoto za mniej niż 2000 USD, gdyby Fed (lub Skarb Państwa) był skłonny wymienić każdą uncję złota na 2000 USD w banknotach. Czemu ktoś miałby sprzedawać złoto innemu, prywatnemu podmiotowi za 1950 USD, gdy rząd USA zobowiązał się do skupu nieograniczonej ilości złota po stałej cenie 2000 USD?

Co więcej, krytycy mogliby (i faktycznie zrobili to na moim blogu) zapytać się, czym taki system różni się od obecnej sytuacji. W końcu również teraz Bernanke ustala stopy procentowe, choć nie przez bezpośrednią kontrolę cen. Zamiast tego, Fed dostosowuje wielkość rezerw sektora bankowego tak, by „rynkowa” stopa procentowa oscylowała w pobliżu celu, jaki założy sobie Fed. W takim razie, czy nie jest to standard złota, wykorzystujący po prostu inne „dobro” jako pieniądz?

Są dwa problemy z tym wyszukanym zarzutem. Po pierwsze, w obecnym systemie docelowy poziom stóp procentowych Fedu jest zmienny. W najlepszym razie byłaby tu analogia tylko wtedy, gdyby Federal Open Market Committee [Komitet ds. Operacji Otwartego Rynku — przyp. tłum.] mówił po każdym posiedzeniu: „Teraz ustalamy docelową cenę złota na takim i takim poziomie. Jednakże, jeśli bezrobocie zacznie rosnąć i inflacja bazowa będzie poniżej 2 procent, zaczniemy podnosić docelową cenę złota o 10 dolarów na każdym z kilku kolejnych spotkań”. Taki system nie miałby nic wspólnego z klasycznym standardem złota.

Jeszcze głębszy problem z tą analogią polega na tym, że w klasycznym standardzie złota rząd (niedoskonale) naśladuje to, co stałoby się, gdyby złoto naprawdę było pieniądzem, ludzie chodzili ze złotymi monetami w kieszeniach, zaś kupcy podawali ceny nie w dolarach, a w uncjach złota. Klasyczny standard złota przez ustanowienie wymienialności dolara na określoną i stałą ilość złota nie wprowadza innej ceny: dolar jest dokumentem uprawniającym do wymiany na złoto. To nie jest w istocie „ustalanie cen”, podobnie jak zdefiniowanie metra jako stu centymetrów nie jest „centralnym planowaniem”.

Jaka byłaby więc wolnorynkowa analogia do obecnej strategii Fedu polegającej na ustalaniu docelowych krótkoterminowych stóp procentowych? Jedyne, co mi przychodzi na myśl, to: gdyby środkiem płatniczym w społeczności nie było nic namacalnego, jak złoto, srebro czy tytoń, ale wystawiane przez banki obligacje „overnight”. A czym są obligacje, jeśli nie obietnicą dostarczenia pieniędzy? Jak więc pieniądze mogłyby być obligacją krótkoterminową? W tym miejscu porzucam analogię, zanim nabawię się oczopląsu.

 

Wnioski

Jako że deprecjacja dolara osiąga bezprecedensowe poziomy, coraz więcej Amerykanów uświadamia sobie zalety pieniądza towarowego. To nie populizm, istnieje poważna akademicka tradycja traktująca o zaletach standardu złota. Mam nadzieję, że jego krytycy w rodzaju Poppera z „LA Timesa” w przyszłości będą traktować ten temat bardziej uczciwie.

 


[1] Ta operacja byłaby automatyczna, gdyby system funkcjonował zgodnie z zasadami klasycznego standardu złota. Ludzie na całym świecie mieliby gwarancję, że mogą zawsze wymienić 2000 USD w gotówce na uncję złota. Gdyby cena złota kiedykolwiek wzrosła powyżej 2000 USD, spekulanci mogliby zarobić na arbitrażu, kupując złoto po 2000 USD od Fedu i sprzedając je na rynku za wyższą kwotę.


Podobał Ci się artykuł? Chcesz czytać ich więcej? Wesprzyj mises.pl!


8 odpowiedzi na „Murphy: Standard złota: mity i kłamstwa”

  • No i wreszcie w podtytule „Czy austriacy nie wolą wyboru rynkowego?” otrzymałem odpowiedź na nurtujące mnie pytanie – dlaczego akurat złoto? Oczywiście, historia pokazała, że złoto i tak zostanie wybrane, ale dlaczego nie dać ludziom szansy oprzeć prywatnych walut o srebro, platynę czy akcje KGHM. Rynek i konkurencja prędzej czy później same dojdą do standardu złota, a jeśli nie, to znaczy, że jest coś jeszcze lepszego. Ale teraz przyznaje rację – podobnie jak obniżenie VAT do 15% jest lepsze niż nie obniżenie go wcale, tak wprowadzenie standardu złota jest lepsze od waluty nic nie wartej.

  • „Jak na ironię, poza źle poinformowanymi krytykami — takimi jak z „LA Timesa” — standard złota ma krytyków także w obozie czysto libertariańskim. Tacy ludzie często pytają: „Co jest takiego szczególnego w złocie?”

    Tu chodzi pewnie o jakichś amerykańskich libertarianów. U nas nikt nie sprzeciwia się stosowaniu złota w handlu, ale podatkom. Przy pełnej dobrowolności opłat nie istnieje potrzeba jednego standardu pieniądza.

  • „Układ okresowy zawiera 118 różnych pierwiastków chemicznych. I jak do tej pory, przez tysiące lat, ludzie upodobali sobie szczególnie jeden z nich, a mianowicie złoto. Było ono używane jako pieniądz przez tysiąclecia, a jego cena ciągle rosła.

    Dlaczego złoto? Czemu nie osm, lit czy rutem?

    Udaliśmy się do eksperta, aby się dowiedzieć. Sanat Kumar, inżynier chemii na Uniwersytecie Columbia. Poprosiliśmy go, aby wziął układ okresowy i zaczął eliminować te pierwiastki, które nie sprawdzałyby się jako pieniądz.

    Układ okresowy wyglądem przypomina kartę bingo. Każde pole zawiera inny element – jeden węgiel, inny złoto, etc.

    Sanat zaczyna z prawą kolumną tabeli. Elementy tutaj są szczególne. Mają to do siebie, że się nie zmieniają. Są chemicznie stabilne.

    Ale jest też ich duża wada. Są gazami. Mógłbyś co prawda włożyć swoje gazowe pieniądze do jakiegoś naczynia, lecz kiedy byś je otworzył, ulotniły by się one. Tak więc Sanat wykreśla prawą kolumnę tabeli.

    Wtedy przenosi swoją rękę nad kolumnę po lewej stronie i wskazuje jeden z elementów tam: lit.

    „Kiedy wystawisz lit na powietrze, doprowadzi to do powstania ognia będącego w stanie nawet przepalić ścianę”

    Pieniądz, który spontanicznie się zapala nie jest dobrym pomysłem. W istocie, nie chcesz aby pieniądz wdawał się w jakiekolwiek reakcje chemiczne. A okazuje się, że duża część pierwiastków jest bardzo reaktywna.

    Nie wszystkie płoną. Ale czasami korodują, rozdzielają się.

    Tak więc Sanat wykreśla kolejne 38 elementów, ponieważ są one zbyt reaktywne.

    Wtedy pytamy go o te dziwne rzędy na dole tabeli. One są zawsze odseparowane od głównej części tabeli i mają nazwy typu: Promet czy Einstein (promethium, einsteinium)

    Okazuje się, że są one zbyt radioaktywne – jeśli włożyłbyś sobie trochę Einsteina do kieszeni, rok później byłbyś martwy.

    Tak więc w ten sposób ograniczyliśmy ilość elementów ze 118 do około 30, wykreślając te, które nie spełniały poniższych wymagań:

    – Nie jest gazem
    – Nie pali się i nie koroduje
    – Nie zabija

    Teraz Sanat dodaje kilka nowych wymagań. Chcesz aby to co nosisz przy sobie było rzadko spotykane w przyrodzie. W ten sposób wykreślasz wiele z pól u góry tabeli gdyż zbyt obficie występują one w przyrodzie.

    Jednocześnie nie chcesz, aby były zbyt rzadkie, tak więc osm, który dociera do nas głównie z meteorytów – dostaje po głowie.

    W ten sposób zostało nam 5 pierwiastków: rod, pallad, srebro, złoto i platyna. I każdy z nich jest uważany za metal szlachetny.

    Ale nawet teraz możemy trochę wykreślić. Srebro co prawda było powszechnie używane jako pieniądz, ale matowieje przez co nie jest najlepszym wyborem.

    Wczesne cywilizacje nie mogły używać rodu czy palladu, ponieważ zostały one odkryte dopiero po 1800 r.

    Zostaliśmy z platyną i złotem, które można było znaleźć w rzekach i strumieniach.

    Ale jeśli żyłeś w świecie średniowiecznym i chciałbyś robić monety z platyny, potrzebowałbyś do tego jakiegogoś magicznego pieca z przyszłości. Temperatura topnienia platyny to około 1650 stopni C.

    Złoto topnieje w znacznie niższych tempteraturach przez co, ludzie tamtego okresu łatwiej mogli sobie z nim poradzić.

    Tak więc pytamy Sanata: „Czy jeśli moglibyśmy cofnąć czas i zaczać wszystko od początku, czy sprawy mogłyby się potoczyć inaczej czy złoto zostałoby tym czym jest teraz?”

    „Biorąc pod uwagę parametry na Ziemi, złoto jest złotym środkiem i sprawy raczej nie mogłyby się potoczyć inaczej.”

    Dzisiaj oczywiście, nie używamy złota jako pieniądza w tym sensie, używamy zamiast tego papieru. Papier Cię nie zabije, ale występuje obficie i ma jeszcze tendencję do palenia się przy kontakcie z ogniem.”

  • Zgadzam się co do procesu w jakim złoto ewoluowało w kierunku środka płatniczego. Można dodać jeszcze jeden powód – wygląd, kolor. Ludzi już we wczesnych wiekach cywilizowania się pociągały kolory, które odbijały światło w ten „atrakcyjny” sposón.

  • „Ostatecznie, nie zapominajmy, że Fed zniósł standard złota w 1933 r. i skutkiem tego było przedłużenie kryzysu”

    To jest dopiero mit!

  • „(…)ale można je nosić, leczyć zęby i artretyzm.”

    a gdyby nie można było, to by to coś zmieniało ?

  • @łysy
    zmniejszyło by to wartość użyteczność złota a to napewno przełożyło by się na jego cenę.

  • @John Smith
    „(…)Było ono używane jako pieniądz przez tysiąclecia.”

    Głównie używano srebra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Rodzi się pytanie, kto ma planować? Czy każdy członek społeczeństwa powinien planować za siebie samego, czy też dobroczynny rząd powinien planować za wszystkich? Kwestią sporną nie jest tu działanie mechaniczne kontra działanie świadome: chodzi tu o autonomiczne działanie każdej jednostki kontra wyłączne działanie rządu. Krótko mówiąc: wolność kontra wszechmocny rząd. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
We wrześniu wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Mirosław Cierpich
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pani Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Sławomir Sławianowski
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Tomasz Wojtasik
Pan Jakub Wołoszyn
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Waldemar Zdanowicz
Pan Karol Zdybel
Pracownik Santander Consumer Banku

Łącznie otrzymaliśmy 2 279,56 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!

Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>