Anderson: Czy ekonomia to bezwartościowa ideologia?

16 marca 2012 Dydaktyka ekonomii komentarze: 1

Autor: William L. Anderson
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Dominika Łysoniewska
Wersja PDF

W komentarzu na temat sukcesu najnowszych laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii — Christophera Simsa i Thomasa Sargenta — „New York Times” stwierdza, że ich wyróżnienie jest niejako dowodem „zwycięstwa” empiryzmu nad teorią. Mimo że redaktorzy nie krytykują teorii wprost, w czytelny sposób wyrażają swoje zdanie, oświadczając, że nagroda ta jest „wyzwaniem dla polityków, którzy bardziej kierują się ideologią, niż starannym rozważaniem realnych konsekwencji swoich działań dla świata”. Innymi słowy, żaden pogląd na świat będący pod wpływem teorii ekonomicznej i analizy zakorzenionej w ludzkim działaniu nie może być słuszny, skoro Sims i Sargent otrzymali Nobla.

To stwierdzenie jest ironiczne, ponieważ Sargent i Sims wykazali, że wiele rządowych programów (w tym programy popierane przez „NYT”) nie przyniosło oczekiwanych rezultatów, ponieważ na ich drodze stanęła ludzka zdolność przewidywania i w konsekwencji interwencja. Warto zauważyć, choć nikogo to chyba nie zdziwi, że wiele z tych nieudanych programów wprowadzono ze względu na ideologię polityków z obozu „NYT”. Niemniej, jakoś wątpię, czy naszym oczom kiedykolwiek ukaże się artykuł na ten temat, skoro „rekordowo poczytny dziennik” nigdy się nie myli.

Artykuł powiela popularną opinię na temat ekonomii i odzwierciedla to, co politycy powtarzają od lat. Na przykład Franklin D. Roosevelt uparcie twierdził, że teoria ekonomiczna jest niczym więcej niż stworzonym przez człowieka zbiorem zasad:

 

Lecz kiedy oni rozprawiają o prawach ekonomii, ludzie umierają z głodu. Musimy wziąć pod uwagę, że te prawa nie zostały stworzone przez naturę, lecz przez ludzi.

 

Kiedy w 1976 r. amerykański socjalistyczny senator Henry „Scoop” Jackson startował w wyborach na prezydenta, usłyszał, że jego pomysły są sprzeczne z ekonomią. Jackson znalazł na to bardzo proste rozwiązanie, odpowiedział mianowicie: „Zatem stworzymy po prostu nową ekonomię”.

I tak się stało. Bez wątpienia każdy, kto wyraził tego typu komentarz, wierzył, że mówił o czymś głębokim i „praktycznym”. Przecież teoria jest sztywna i doktrynerska; empiryzm natomiast pragmatyczny i pozwala ludziom, żeby byli elastyczni w myśleniu, a podobno elastyczność jest zaletą — przynajmniej w ekonomii.

Jest w tym wszystkim ironia, ponieważ nigdy nie widziałem, żeby „NYT” popierał (lub atakował) jakąkolwiek politykę bez wtrącenia elementu ideologicznego i teoretycznego. Oto przykładowy cytat z artykułu „NYT” na temat Nagrody Nobla:

 

Ekonomia jest w najlepszym wypadku zbiorem idei i metod mających na celu ulepszenie społeczeństwa. Nie jest ona, jak to się często wydaje w dzisiejszych czasach, zbiorem ideologicznych zasad stanowiących usprawiedliwienie, dlaczego nie możemy stawić czoła wyzwaniom takim jak stagnacja, utrata pracy czy powiększające się nierówności.

 

Osobiście nie miałem pojęcia, że takie zagadnienia, jak: prawo rzadkości, prawo kosztów alternatywnych i prawo użyteczności krańcowej są niczym więcej niż „ideami i metodami”, a nie podstawowymi prawami ludzkiego działania. Z pewnością jednak cały artykuł bombarduje nas ideologią. Mamy tego wyraźną wskazówkę. Spójrzmy, co redaktorzy uznają za swój as atutowy w ataku na szał ideologiczny (lub co określają jako szał ideologiczny u innych ludzi):

 

Wpływy wyborów politycznych mogą być modelowane i poddawane dyskusji, podobnie jak konsekwencje niepodjętych działań. Jednak w obecnej debacie na temat ożywienia gospodarki i ograniczenia deficytu budżetowego republikanie zaczęli od odrzucenia dwóch ważnych propozycji: zwiększenia krótkookresowych wydatków w celu stworzenia miejsc pracy, przy jednoczesnym podwyższeniu  podatków po to, by sfinansować nowe programy i w końcu zredukować deficyt.

 

Trudno wyjaśnić, jak redaktorzy są w stanie powiązać to, co wygląda na wzajemnie wykluczające się zasady keynesizmu (zbiór „teorii”, które rzeczywiście popiera „NYT”). Jedna mówi o prymacie wydatków rządowych, przewidzianych, aby wzmocnić gospodarkę w czasie recesji, a druga ostrzega przed podnoszeniem podatków podczas tej samej recesji. Jednak gdy twierdzi się, że można być skutecznym bez teorii, wszystko jest możliwe.

Interesujące, że podczas gdy „NYT” krytykuje teorię ekonomiczną, to jednocześnie najsłynniejszy felietonista tego dziennika, Paul Krugman, regularnie odwołuje się do teoretycznych modeli keynesizmu. Mało tego, mimo iż austriacy, wśród nich Murray Rothbard, są zdania, że w tych modelach roi się od błędów — zarówno pod względem założeń, jak i wniosków — to Krugman stosuje teoretyczną perspektywę w swojej pracy. Jednak podobnie jak redaktorzy „NYT” Krugman ma postępowe poglądy, a postępowcy instynktownie wierzą, że postęp ludzki może mieć miejsce tylko wtedy, kiedy potęga państwa rośnie.

Podczas gdy takie przekonanie można by było potraktować jako religijne, podziela je wielu ludzi, wierząc, że sam zamiar w wykorzystywaniu potęgi państwa jest tym, co przekłada się na rezultaty. Zatem jeśli rząd wydaje miliardy dolarów na wsparcie finansowe zakładów produkujących „zieloną energię”, którym groziłoby bankructwo bez tej pomocy, to dzięki temu wciąż „tworzy miejsca pracy”, ponieważ właśnie taki był deklarowany od początku cel pomysłodawców tej konkretnej polityki. Tak samo jeśli państwo deklaruje się jako arbiter decydujący o tym, które produkty spożywcze są zdrowe, a które nie — jeśli rząd oznajmia, że dany produkt jest zdatny do spożywania, to z definicji jest on zdrowy.

Mimo że to, co napisałem, wydaje się irracjonalne, to jednak jest to wciąż produkt teoretycznego tworu. Postępowy pogląd na państwo polega na tym, że zatrudnia ono „ekspertów”, którzy mogą określić, co leży w „interesie publicznym”, a co nie, oraz że ta „ekspertyza” jest „dowodem” na to, że ich teoria państwa i postępu jest słuszna. (Jeśli takie rozumowanie wydaje się Wam przykładem błędu petitio principii, to macie rację).

Czytając artykuł, staje się jasne, że redaktorzy wykorzystują ideologię w celu obalenia tego, co uważają za ideologię teorii ekonomicznej. Ta koncepcja nie jest logiczna, lecz ważne, aby zrozumieć, że jeśli ktoś chce głosić pogląd, według którego logika leżąca u podstaw teorii ekonomicznej nie jest słuszna — i nie można podważyć solidnej logiki za pomocą… innej logiki — to jedyną możliwością jest ideologia. To tylko świadczy o tym, że „NYT” wyznaje pogląd ideologiczny rodem z Folwarku zwierzęcego, czyli taki, w którym ideologia rzekomo jest zła, ale istnieją dobre ideologie, a szczególnie te, które opierają się na błędach, a nie te logiczne i wykorzystujące prawa ekonomiczne.

Wprawdzie przy użyciu statystycznych sztuczek jest możliwe wysuwanie twierdzeń sprzecznych z prawami ekonomii (jak na przykład „badanie” Davida Carda i Alana Kruegera, dowodzące, że podniesienie płacy minimalnej zwiększyłoby zatrudnienie), jednak gołym okiem widać, że mimo upływu czasu prawa ekonomii wciąż utrzymują się, a dzieje się tak dlatego, że oparte są na tych rzeczach, które możemy poznać a priori. Na przykład nie ma takiej możliwości, żeby Card i Krueger mogli obrócić swoje badanie z 1994 r. w coś, co doprowadziłoby do wniosku, że ostatnia podwyżka płacy minimalnej (do ponad 7 USD za godzinę) miała pozytywny efekt na perspektywy zatrudnienia czarnych nastolatków, ponieważ to zatrudnienie jest historycznie niskie.

Teoria ekonomiczna wyjaśnia efekt, jaki miały podwyżki płacy minimalnej na zatrudnienie czarnoskórych nastolatków i niewykwalifikowanej siły roboczej. Wyjaśnia również, jak kontrole cen przyczyniają się do niedoborów, czyli zjawiska, które obserwujemy w miastach, gdzie praktykowane są restrykcyjne kontrole warunków wynajmu, nie wspominając już o różnych innych kontrolach cen nakładanych przez państwo i lokalne samorządy w rezultacie klęsk żywiołowych. To nie ideologia sprawia, że niedobór nazywany jest niedoborem, lub że osoba orientująca się w zakresie teorii ekonomicznej twierdzi, że wzrost płacy minimalnej ponad poziom rynkowy doprowadzi do jeszcze większego bezrobocia. Zamiast tego, jest to solidna teoria oparta na logicznych podstawach. Murray N. Rothbard pisze:

 

Po pierwsze, rozdźwięk pomiędzy „teoretycznym” a „praktycznym” jest nieprawdziwy. W ekonomii wszystkie argumenty są teoretyczne. A ponieważ ekonomia opisuje zjawiska realnego świata, te teoretyczne argumenty są z natury również „praktyczne”.

 

Nie można mieć za złe redaktorom „NYT” tego, że chcieliby, aby gospodarka umożliwiała obywatelom wykorzystywanie ich umiejętności i pozwalała zarabiać na życie. Nie ma nic złego w tym, że ktoś pragnie lepszego życia dla ludzi, którzy obecnie zmagają się z biedą z powodu kiepskiej koniunktury. Jednak, aby cieszyć się dobrze prosperującą gospodarką, przedstawiciele rządowi muszą zrozumieć prawa ekonomii i stosować się do nich, a nie omijać je, uciekając się do podstępnych metod, czego jesteśmy świadkami.

Pamiętam pewną dyskusję (myślę, że można to tak nazwać) z bardzo postępowym przewodniczącym Wydziału Nauk Politycznych na naszym uniwersytecie [Frostburg State University — przyp. red.]. Powiedziałem mu wtedy, że nie wierzę, żeby standardy CAFE obowiązujące dla pojazdów sprzedawanych w USA były dobrym rozwiązaniem. Zanim miałem szansę uzasadnienia mojego zdania, krzyknął (dosłownie) do mnie: „Jesteś ideologiem, a ideolodzy są przyczyną kłopotów na tym świecie!”

Nic dziwnego, że nie traktował siebie jako ideologa, skoro wychodził z założenia, że jeśli samochody będą miały lepsze zużycie paliwa, to sam ten fakt będzie dobrą rzeczą. Nie mógł uwierzyć, że całkowity koszt zrealizowania tych celów dotyczących zużycia paliwa mógłby być większy, niż jakakolwiek oszczędność wynikająca ze zwiększonej ekonomiczności auta. Co więcej, on założył, że byłem przeciwny CAFE jedynie na podstawie rzekomej niedzisiejszej „ideologii wolnego rynku”, która wystrzega się wszelkiego dobra na rzecz surowej świeckiej teologii. Zatem uczynił to, co większość postępowców czyni w sytuacji, kiedy dochodzi do konfrontacji ich poglądów z poglądami zupełnie odmiennymi: wrzeszczał, krzyczał i stawiał zarzuty.

Przez ponad 100 lat amerykańscy postępowcy żyli w przekonaniu, że byliby w stanie obejść obowiązujące od dawna prawa ekonomii, odrzucając je po prostu jako nieuzasadnione wymysły człowieka. Teraz, kiedy gospodarka USA boryka się z wysokim bezrobociem, ogromnym długiem oraz wszechobecną niepewnością, postępowcy zdecydowali, że konieczne jest przede wszystkim podjęcie tych samych działań, które doprowadziły nas do obecnej sytuacji, tylko w większym wymiarze.

Oni określają te działania mianem „pragmatycznych”. Według mnie natomiast, działanie, które polega na powtarzaniu w kółko tego samego i oczekiwaniu różnych rezultatów, ociera się o coś, co Einstein uznawał za szaleństwo. Geniusz fizyki dobrze rozumiał teorię, ale rozumiał także, że nie wolno kwestionować teorii, których słuszność udowodniono, i oczekiwać wyników, które zupełnie odbiegają od przewidywań teorii.

Prawdopodobnie postępowcy będą pomstować na teorię ekonomiczną i, biorąc pod uwagę ich wpływy obecne w tylu obszarach amerykańskiego życia, być może uda im się nawet wykorzystać swoją siłę, aby zepchnąć na margines ludzi światłych i naukowców, którzy wiedzą, że teoria ekonomiczna nie tylko może uzasadniać nasze wybory, lecz może je również ograniczać. (Doskonałym przykładem na to jest Ron Paul.) Unieważnić prawa ekonomiczne mogą jednak z takim samym powodzeniem, co unieważnić prawo grawitacji. To ich jednak nie zniechęca ani nie powstrzymuje przed oskarżaniem innych, którzy w rzeczywistości rozumieją prawa ekonomiczne, podczas gdy ich wysiłki, aby dokonywać cudów wbrew teorii, naturalnie spełzają na niczym.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

William Anderson

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Anderson: Czy ekonomia to bezwartościowa ideologia?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy