French: Czy znowu mamy rok 1980?

30 kwietnia 2012 Finanse komentarze: 5

Autor: Doug French
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Grzegorz Dmitruk
Wersja PDF

standard zlotaFloyd Morris pisze dla „New York Times”, że ponownie mamy rok 1980.

Dyskusja na temat złota nie istniała jeszcze dekadę temu. Dziś debatujemy, czy na rynku złota mamy do czynienia z bańką. Z kolei dla republikanów zółty metal stał się tematem politycznego sporu. Ron Paul od dziesięcioleci domaga się powrotu do standardu złota, a społeczeństwo w końcu się tym tematem zainteresowało.

Kwestia ta odbija się echem wśród młodych ludzi, którzy w perspektywie krachu dolara i ogólnokrajowej biedy obawiają się o swoją przyszłość. Temat standardu złota jest na tyle gorący, że Newt Gingrich obiecał ustanowienie komisji ds. złota, w której ma zasiadać współautor The Case for Gold Lewis Lehrman oraz Jim Grant.

Kiedy Ronald Reagan przechodził przez farsę komisji złota w 1981 r., aby wypełnić wyborczą obietnicę zajęcia się tym problemem, Lehrman był jej członkiem. Jako jedna z dwóch osób sprzeciwił się reszcie komisji, która zagłosowała za utrzymaniem pustego pieniądza. Drugi głos na „nie” pochodził właśnie od Rona Paula. Jak wyjaśniał Murray Rothbard:

 

Standard złota był obietnicą wyborczą, z której najłatwiej było się wycofać. Prezydent Reagan powołał rzekomo bezstronną komisję złota, aby przestudiowała tę kwestię — komisję w przytłaczającej większości złożoną z zatwardziałych przeciwników złota. Komisja przedstawiła łatwy do przewidzenia raport, a złoto zostało pochowane.

 

W podobnym stylu Norris i „New York Times” poruszają temat słuszności wprowadzenia standardu złota, cytując badanie przeprowadzone przez University of Chicago. W jego ramach zapytano 37 ekonomistów o to, czy zgadzają się, że „poziom zatrudnienia i stabilności cen kształtowałyby się korzystniej dla statystycznego Amerykanina”, gdyby wartość dolara powiązana była ze złotem.

Norris zaznacza, że wśród 37 badanych byli doradcy zarówno demokratycznych, jak i republikańskich prezydentów. Jakby miało to dodać jakiejkolwiek obiektywności! Będziecie zszokowani niczym kapitan Renault w Casablance — otóż spośród 37 szanowanych ekonomistów wszyscy uważali, że standard złota to straszny pomysł.

Pierwsze stwierdzenie, do którego miało się odnieść 37 ekonomistów, brzmiało dokładnie tak:

 

Gdyby Stany Zjednoczone zastąpiły swoją swobodną politykę monetarną standardem złota, określając dolara jako określoną liczbę uncji złota, poziom zatrudnienia i stabilności cen byłyby korzystniejsze dla statystycznego Amerykanina.

 

Nie zgodziło się z tym 43% badanych, a pozostałe 57% nie zgodziło się z tym w sposób zdecydowany.

Badani mieli także określić pewność swojego stanowiska na dziesięciostopniowej skali. Większość mocno utożsamiała się ze swoimi przekonaniami. Uczelnie należące do ligi bluszczowej były reprezentowane przez niemal połowę uczestników badania, pochodzących z Yale, Harvardu i Princeton. Uniwersytety Berkeley i Stanford reprezentowało w sumie dziesięciu ekonomistów. Z przypuszczalnie wolnorynkowego University of Chicago pochodziło natomiast pięciu badanych — tylu samo co z Massachusets Institute of Technology.

Anil K. Kashyap jest profesorem ekonomii i finansów w University of Chicago. Wykorzystał on to badanie do sformułowania uszczypliwej tezy: „Standard złota byłby katastrofą dla każdej dużej rozwiniętej gospodarki. Przywiązanie do standardu złota sugeruje analfabetyzm w dziedzinie makroekonomii”.

Jak podaje na swojej stronie internetowej, profesor Kashyap prowadzi obecnie dwa zaawansowane kursy MBA: „Analiza kryzysów finansowych” i „Bankowość centralna”. Kashyap jest jednak bardzo zajęty pracą poza kampusem akademickim. Jest konsultantem Banku Rezerwy Federalnej w Chicago i członkiem Ekonomicznego Panelu Doradczego Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Ponadto pracuje też dla rządu Japonii. I wszystko jasne.

Z kolei Austin Goolsbee, były doradca ekonomiczny Obamy, również profesor z Chicago, kompletnie rozzłoszczony pytaniami o standard złota, pyta: „To do tego już doszło?”.

Bengt Holmstöm z MIT stwierdził zaś, że: „wszystkie spostrzeżenia płynące z przeszłych i obecnych kryzysów są przeciwko standardowi złota”.

W istocie jest zupełnie przeciwnie — historia pokazuje, że gdy utrzymywał się standard złota, kryzysów było mniej. Kiedy jednak już występowały, były krótkotrwałe, tak jak te w 1819, 1873 czy 1920 r. Odkąd ostatnie resztki standardu złota zostały usunięte przez Nixona w 1971 r., światowe gospodarki są seriami boomów, spadków, inflacji oraz niestabilności przy braku realnego wzrostu.

„Ta propozycja nie ma żadnego sensu we współczesnym świecie” — mówi William Nordhaus z Yale. „Spójrzcie na strefę euro, aby dostrzec konsekwencje” — dodaje. Z pewnością ten znakomity profesor nie uważa, że Europa wprowadziła standard złota. Przypuszczalnie zrównuje on puste euro ze złotym euro. Profesor Nordhaus powinien przeczytać Tragedię euro Philippa Bagusa. Bagus zauważa, że państwa członkowskie Unii Europejskiej utrzymują deficyty, oczekując, że zostaną one sfinansowane przez Europejski Bank Centralny. Europa ma zatem do czynienia z tragedią wspólnego pastwiska spowodowaną przez politykę monetarną, która doprowadziła do stworzenia niebezpiecznych bodźców dla państw członkowskich, w wyniku czego system nie działa.

Rządy nie mogą drukować dobrobytu. Kapitał berze się z oszczędności — z eteru go nie uzyskamy.

Wielu profesorów uczestniczących w badaniu komentowało, że cena złota jest zbyt chwiejna i niepewna, by wiązać ją z dolarem. Oczywiście nie zważają oni na to, że to nie cena złota jest niestabilna, lecz właśnie wartość dolara. Jest ona bowiem chwiejna głównie dlatego, że Fed kreuje go z niczego. Dowodem tego jest agregat M2, który wynosił 683,7 mld USD w sierpniu 1971 r., by wzrosnąć do 9 712,8 mld obecnie.

Tworzenie banknotów i zapisów elektronicznych jest tanie i nie wymaga wysiłku. Z wydobyciem złota zaś jest dokładnie odwrotnie: jest kosztowne, a znalezienie żółtego metalu jest bardzo trudne. „Grant’s Interest Rate Observer” — powołując się na agencję US Geological Survey — podaje, że światowe rezerwy złota rosły w tempie 1,7% rocznie w okresie od 1900 do 2009 r.

To prawda, charakteryzowały się stabilnym wzrostem na poziomie 1,7%. Produkcja złota osiągnęła boom w latach 30. ubiegłego stulecia, natomiast po roku 2000 tempo wzrostu spadło do poziomu 1,1%. Jednak, jak podaje „Grant’s Interest Rate Observer”:

 

Jednak w długim okresie Grant i Lehrman nie mają wątpliwości, że Newmontowie i Barrickowie [jest to odwołanie do Barrick Gold Corporation oraz Newmont Mining Corporation, dwóch największych światowych producentów złota — przyp. red.] tego świata są bardziej niezawodnymi źródłami pieniędzy niż różnego rodzaju rezerwy federalne.

 

Ekonomista behawioralny Richard Thaler pyta: „Dlaczego przywiązywać się do złota? Czemu nie do Bordeaux rocznik 1982?”. Zakładając, że profesor Thaler mówi serio, należy stwierdzić, że wino nie wydaje się wyjątkowo dobrym pieniądzem — jednak byłoby lepsze niż obecny system. W końcu wiele rzeczy w historii było używanych w roli pieniądza: sól, cukier, bydło, żelazne motyki, herbata, muszle, a nawet papierosy w zakładach karnych.

Ostatecznie towar wybrany przez rynek do pełnienia roli pieniądza musi posiadać takie cechy, jak: pokupność, podzielność, wysoka i stabilna wartość, trwałość, rozpoznawalność i jednorodność.

Bordeaux z 1982 roku Thalera oblewa większą część tego testu. Co prawda wino można podzielić, lecz jest zupełnie nietrwałe, a także z pewnością nie jest jednorodne. Natomiast przewożenie Bordeaux w butelkach czy beczkach byłoby kompletnie nieporęczne w tym — jakby to powiedzieli profesorowie — nowoczesnym świecie.

Trudno byłoby udowodnić, że Bordeaux rocznik 1982 to generalnie pokupny towar, mimo że handlowanie z butelką tego wina mogłoby w wielu sytuacjach dopomóc. Jego wartość może się znacząco zmieniać w zależności od pogody, zbiorów czy preferencji klientów. Prowadzi nas to do wniosku, że w niektórych częściach świata i dla niektórych ludzi wino — niezależnie od tego, czy jest to Bordeaux rocznik 1982, czy wino za 2 USD — nie ma żadnej wartości. Tymczasem żółty metal przechodzi ten test śpiewająco.

Drugą kwestią rozważaną przez panel badanych była teza o tym, że:

 

Istnieje wiele czynników oprócz ryzyka inflacji, które wpływają na obecną cenę złota w dolarach.

 

Z tezą tą zgodziło się 27% badanych, zaś pozostałe 73% zgodziło się zdecydowanie.

Daron Acemoglu z MIT zgodził się z tym stwierdzeniem zdecydowanie i skomentował, że „złoto jest właściwie bliskie do bycia bezużytecznym, dlatego jego cena jest »napompowana«”. Złoto było w użyciu przez tysiące lat jako środek wymiany. Kiedy profesor MIT mówi, że złoto jest bezużyteczne, to dosłownie opada szczęka. W rzeczywistości to dolar i zadłużenie amerykańskiego skarbu państwa są największymi bańkami, jakie widział świat.

Profesor Nordhaus również zdecydowanie się zgodził i napisał: „Nie ma żadnego dostrzegalnego związku pomiędzy ceną złota a zmianami wskaźnika inflacji (CPI) w okresie po demonetyzacji złota w 1971 r.”.

Serio? Ten wykres pokazujący wahania ceny złota i CPI obrazuje wyraźną korelację.

Wykres nr 1: zmienność wskaźnika inflacji (linia niebieska) i ceny złota (linia żółta) w USA po roku 1951.

Źródło: http://www.thumbcharts.com/1340/gold-and-the-cpi-10-year-trend-analysis

Związek przedstawiony na wykresie byłby jeszcze bardziej wyraźny, gdyby zamiast indeksu Biura Statystyki Pracy użyć statystyk firmy ShadowStats Johna Williamsa.

Polityka spod znaku „więcej zarówno armat jak i masła” Lyndona B. Johnsona w latach 60. XX wieku połączona z Nixonowskim konserwatyzmem wielkiego rządu — każde z nich uzupełnione ustępliwym Fedem — doprowadziły do uwolnienia dolara z jarzma ostatnich ograniczeń złota. Wynikająca z tego stagflacja lat 70. ubiegłego wieku doprowadziła do pojawienia się głosów nawołujących do powrotu dolara do złota.

Busha i Obamy polityka „dronów i kawioru” sprawiła, że Johnson i Nixon zaczęli się jawić jako twardogłowi fiskalni konserwatyści. Drukowanie pieniędzy nie ma końca, a cena żółtego metalu jedynie odzwierciedla inflację.

Aby postawić pytanie, czy rok 2012 jest drugim rokiem 1980, należy odpowiedzieć sobie, dlaczego koniecznie należy powrócić do złota.

Koszmarne rezultaty gospodarcze wywołane przez pozostawanie w — jak to określił Jim Grant — „standardzie doktorów” (ang. PhD standard) sprawiają, że nasz system gospodarczy wymaga zmiany. Coraz więcej ludzi przekonuje się o tym każdego dnia.

Pusty pieniądz, którego używanie nakazuje państwo, jest pieniądzem doktorów, podczas gdy złoto — którego wartość wywodzi się z dobrowolnych transakcji — jest pieniądzem ludzi.

Ludzie pragną odzyskać swoje pieniądze z wieży z kości słoniowej. Póki nie będzie za późno.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Doug French

Pozostałe wpisy autora:

5 Komentarze “French: Czy znowu mamy rok 1980?

  1. może mi się zdaje, ale w całej tej dyskusji o standardzie złota wydaje się, że mowa ciągle o jego ponownym ustanowieniu, wprowadzeniu itp, tak jakbyśmy chcieli, aby ktoś to zrobił…

    jeśli złoto jest pieniądzem wolnego rynku, to jego użycie jako takiego własnie samo powróci pewnego dnia, kiedy to po bułki będziemy biegać z taczką pieniędzy

    w jaki sposób? a skąd mam wiedzieć, gdybym wiedział, byłbym lewakiem

  2. Ad.1 W jaki sposób? W bardzo prosty. Wystarczy pozwolić ludziom używać czego chcą jako waluty. Wątpię żeby chcieli w takiej sytuacji dalej wymieniać się zadrukowanymi papierkami. Ot, w taki sposób. Jeśli chcemy powrotu do waluty wolnego rynku trzeba zezwolić na wolny rynek pieniądza.

  3. Panie JW: Tym wszystkim rządzą idee – nie jesteśmy zwierzętami (tzn. nie takiego poziomu).

    Pozwolę się sprzeciwić a propos lewactwa – bo cóż to znaczy? – ja ten termin już dość dawno porzuciłem – w rewolucji francuskiej mieliśmy prawicę (czyli oligarchię z przywilejami) i lewicę – na której byli i liberałowie i ci których nazywa się socjalistami – tak więc termin ten jest bez sensu.

  4. Wielkich szans na powrót standardu złota nie widzę. Owszem, jestem sobie w stanie wyobrazić rozliczenia w złocie w handlu międzynarodowym po okresie powrotu do barteru w rezultacie upadku dolara, ale raczej spodziewałbym się histerycznej nagonki rządu na posiadaczy złota, „które jest potrzebne narodowi”, niż umożliwienie swobodnego używania go w obrocie wewnętrznym, lub tym bardziej – o zgrozo! – jego tezauryzacji.
    Ale może byłby to pierwszy krok – zaprzeczający lepiej niż wszelkie wywody zwolenników standardu złota – propagandzie starającej się przekonać ludzi, że złoto nie jest i nie może być pieniądzem.

  5. Jeżeli rządy będą usiłowały skonfiskować złoto, to po pierwsze musi istnieć jakieś centrum obrotu złota niezależne od rządów, które sobie nawzajem nie ufają. Likwidacja standardu złota się udała dzięki całkowitej hegemonii USA nad innymi państwami po 1914 roku. Gdy ta hegemonia upadnie, to i wróci obrót złotem między państwami.
    Po drugie próba konfiskaty spotka się z buntem bogatszych rejonów, a wtedy pozostałe regiony nie zrobią konfiskaty. Rząd USA nie zmusi wszystkich stanów. Jeśli zaczną się negocjacje między rządem USA i stanami, to skończy się na standardzie złota w obrocie między stanami, a stąd blisko do standardu złota w ogóle. Podobnie UE nie zmusi wszystkich rządów do konfiskaty złota i oddania go UE. Wydaje mi się, że nie da się zatrzymać upadku papierowej waluty z góry na dół. I być może dlatego rząd Chin kupuje coraz mniej warte dolary i kupował będzie tak długo, aż mu się właśni mieszkańcy nie zbuntują.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy