Machaj: Między interwencjonizmem a wolnym rynkiem, czyli o kryzysie, Grecji, Lehman Brothers i ludzkiej naturze

18 maja 2012 Teksty komentarze: 9

Wersja PDF

Wywiad z dr. Mateuszem Machajem, adiunktem na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii UWr oraz głównym ekonomistą Instytutu Misesa, przeprowadzony przez Michała Wołangiewicza, ukazał się pierwotnie w czasopiśmie „Uniwersal”.

Pytanie: Co Pan sądzi o osławionej „trzeciej drodze” między socjalizmem a kapitalizmem?

Mateusz Machaj: To zależy, co mamy na myśli, mówiąc o „trzeciej drodze”. Zazwyczaj chodzi o niektóre interwencje państwowe, które mają na celu poprawiać efekty rynkowej alokacji. Ocena każdej z tych interwencji wymaga osobnej i często zupełnie odrębnej analizy. Czym innym jest bowiem propozycja kontrolowania cen przez państwo (na przykład przez płace minimalną), czym innym jest propozycja prowadzenia polityki pieniężnej, czym innym polityka konkurencji, a wreszcie czym innym jest propozycja produkcji tak zwanych „dóbr publicznych”. Każdy z tych przypadków wymaga osobnej dyskusji.

 

Prof. Kołodko uważa, że taki „złoty środek” już wynaleziono, mianowicie „socjalizm rynkowy”. Twierdzi ponadto, że Chiny, gdzie ów system jest obecnie najbliższy ideału, zajmą w niedługiej perspektywie miejsce USA, które miałyby podzielić rzekomo los imperium Filipa II, nad którym nigdy nie zachodziło słońce…

Rzeczywiście Chiny są pewną mieszanką polityki rynkowej z polityczną dyktaturą, budowaną na wzór trochę merkantylistyczny. Niemniej jednak imponujący wzrost Chiny zawdzięczają przede wszystkim głównie urynkowieniu i postawieniu w pewnym zakresie na otwarcie się na korzystną wymianę handlową. Jeśli jednak pozostaną zdominowane przez polityczną nomenklaturę i ład merkantylizmu, to będą tylko silnym producentem na rynku międzynarodowym, a nie gospodarką o wysokim poziomie życia dla mas. Czy można uznać to za wielki sukces? Wątpię. W końcu Rosja też jest w kilku branżach imponującym producentem, a ciężko uznać ją za gospodarkę dużego dobrobytu.

 

Zajmijmy się przez chwilę wspomnianą polityką pieniężną. Jej ostatnio zebrane owoce to ekspansja kredytowa oraz niskie stopy procentowe, a więc czynniki generujące nierentowne inwestycje i miejsca pracy, które są w dłuższej perspektywie nie do utrzymania. Nie były one przypadkiem owocami zakazanymi, za których zerwanie płaci obecnie cała ludzkość?

Polityka pieniężna jest obecnie najbardziej kontrowersyjnym zagadnieniem we współczesnej makroekonomii. Główna oś sporu dotyczy tego, co polityka pieniężna jest w stanie osiągnąć, a co pozostaje poza jej kontrolą. Zwolennicy zarówno różnych wersji „monetaryzmu” jak i również różnych wersji „keynesizmu” utrzymują, że manipulowanie ilością pieniądza w obiegu jest w stanie przynieść realizację celu makroekonomicznej stabilności. Różnica między nimi polega na niewielkich szczegółach o tym, jak dokładnie to manipulowanie ilością pieniędzy powinno wyglądać. Ostatnie lata dowiodły jednak, że o ile manipulowanie pieniądzem może prowadzić do nie bardzo wysokiej (lecz mimo to dodatniej) inflacji, to jednak nie tylko nie doprowadziło do makroekonomicznej stabilności, a gorzej. Spowodowało to masowe błędy inwestycyjne, które przyniosły największy kryzys finansowy i gospodarczy od czasów Wielkiego Kryzysu.

 

W Grecji bankrutuje to samo, co doprowadziło do upadku Lehman Brothers — etatystyczne przekonanie, że trwały i szybki wzrost gospodarczy jest możliwy do osiągnięcia dzięki drukarskiemu perpetuum mobile nieustannie rolującego długi. Epigoni Keynesa nie czytali jego książek? On przecież chciał, żeby rządy w czasach prosperity rządy oszczędzały na tzw. chude lata.

Grecja i Lehman to trochę inne przypadki. W wypadku Lehmana problem dotyczył przede wszystkim systemu bankowego, który opiera się na ekspansji długu realizowanej w systemie dekretowanego przez państwo pieniądza. Chodzi zatem o podmiot prywatny, który korzysta na kreacji pieniądza. Przypadek Grecji jest trochę podobny, ale jednocześnie inny, ponieważ chodzi o pozycję podmiotu państwowego w międzynarodowym kartelu banków centralnych. Niemniej jednak również chodzi o pewien podmiot, który korzystał na kreacji pieniądza przez bank centralny (europejski) i dzięki temu emitował dług, tylko że publiczny. Jak się do tego wszystkiego ma Keynes, to już inna sprawa. Keynes zostawił po sobie pewną hermeneutyczną tradycję dyskutowania o tym, co „naprawdę, naprawdę, naprawdę” mógł mieć na myśli. Stąd trudno o zwięzłą odpowiedź na tę kwestię.

 

Paul Krugman, laureat Nagrody Nobla i spadkobierca Keynesa, próbował udowodnić, że walka z kryzysem wymaga współczesnej formy interwencjonizmu, podobnego nieco do New Deal, tyle że rozciągniętego na całą kulę ziemską. Teoria godna uwagi czy jednak tego się nie bierze na serio?

Bierze się to jak najbardziej na serio, mimo że Krugman przedstawia swoją argumentację w bardzo absurdalny sposób. W jednym ze swoich publicystycznych tekstów argumentował, że ludzkości przydałoby się fikcyjne zagrożenie, na przykład w postaci inwazji kosmitów. Jego zdaniem dzięki temu w gospodarce szybciej zaczęłyby krążyć pieniądze, ponieważ ludzie wydawaliby je na zbrojenia i zabezpieczenia. Krugman odwołuje się tutaj do najprostszej i najbardziej trywialnej wersji keynesizmu, zgodnie z którą w wypadku pojawienia się kryzysu potrzebne są zwiększone wydatki na cokolwiek. Choćby nawet oznaczały drukowanie pieniędzy, zakopywanie ich pod ziemią w butelkach, a potem zatrudnianie ludzi do ich wykopywania. Grunt to zwiększyć „popyt globalny” bez względu na to, czy ta metoda ma cokolwiek wspólnego z efektywnością ekonomiczną czy nie. Wybitny dziewiętnastowieczny francuski ekonomista, Fryderyk Bastiat, nazwał ten pogląd „sofizmatem zbitej szyby”.

 

Może podstawowym błędem było więc odejście od parytetu złota? Albo, idąc dalej, winą należy obarczyć samego Gutenberga (śmiech)?

Odejście od parytetu złota pozwoliło na stworzenie takiego systemu, w którym produkcja pieniądz jest dekretowana, to znaczy nie zależy od kosztów produkcji, tylko od decyzji tego, który ma przyznany monopol na jego produkcję. Zanim jeszcze tę zmianę wprowadzono, można było pokusić się o spekulację, jakie będą tego konsekwencje: ciągłe wzrosty cen, rekordowe w czasach pokoju wielkości inflacji, zwiększenie długu prywatnego emitowanego w oparciu o kreację pieniądza, zwiększenie długu publicznego emitowanego pod zastaw kreacji pieniądza, ogromne zwiększenie zarobków i zysków w systemie bankowym, zmniejszenie roli prywatnego kapitału w procesach produkcji, zmniejszenie skłonności do oszczędzania, zmniejszenie dynamiki wzrostu gospodarczego, zwiększenie sektora publicznego, a wraz z nim zwiększenie biurokracji i bezproduktywnych wydatków. Do tego należy dodać wzrost wpływu władzy bankowej i pogorszenie dystrybucji dochodów poprzez osłabienie klasy średniej. W istocie takie można było czynić przewidywania w momencie zniesienia pieniądza towarowego na rzecz pieniądza dekretowanego. I jak przyjrzymy się danym empirycznym po 1971 roku (odejście przez Nixona od pokrycia dolara), to wszystkie z tych konsekwencji możemy bezspornie zaobserwować w danych statystycznych. Można argumentować oczywiście, że jedno nie ma z drugim związku, choć trudno się spotkać z jakimiś alternatywnymi wyjaśnieniami owej zbieżności.

 

Wychodzi na to, że dziś władza powinna być, jak ujęłaby to prof. Staniszkis, swoistym regulatorem samoregulacji. Czy nie mają w takim układzie racji zwolennicy anarchokapitalizmu, krytykujący koncepcję państwa jako „nocnego stróża”, wskazując, iż rządy nie kierują się rozwagą, a ich działania to wypadkowa interesów grup nacisków?

Niewątpliwie sporo w tym racji. Hobbes chyba trochę przesadzał demonizując ludzką naturę, ale słusznie wskazywał na jej ciemne strony. Tworząc państwowe monopole, trudno jednak zmienić naturę człowieka. Tworzy się przy tym dodatkowe kanały pozwalające na jej realizację, także jej ciemnej strony.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

9 Komentarze “Machaj: Między interwencjonizmem a wolnym rynkiem, czyli o kryzysie, Grecji, Lehman Brothers i ludzkiej naturze

  1. ad kawador

    Czym zaorze? Żonglerką historycznymi danymi i tabelkami? Tak można do końca świata. Czy ta żonglerka danymi z przeszłości posuwa naszą wiedzę ekonomiczną do przodu? Np. przedsiębiorców nie interesuje przeszłość (historia), interesuje ich przyszła działalność na rynku (jak najlepsza umiejętność przewidywania zmian na rynku, przydaje się im znajomość odkrytych praw ekonomicznych). Ale jeśli chodzi o przyszłość, to Trystero prorokiem nie jest.

  2. Ad kawador 3
    „Pierwsze próby orania już były. Zaczyna się od: „Dzięki za przypomnienie jak niski poziom prezentują eksperci polskiego Instytutu Misesa” –

    http://www.trystero.pl/archives/11743„.

    Przeczytałem.
    Podtrzymuję: Trystero zaorze Pana Machaja kiedy piekło zamarznie, jednak teraz wiem, że dodatkowo świnie muszą zacząć latać.

  3. Mam nadzieję, że p. Benedykt się nie popłakał, bowiem tak dogłębna i inteligentna krytyka w wykonaniu p. Trystero niejednego mężczyznę do płaczu by doprowadziła 😉
    Widzę natomiast, że powróciła moda na kliometrię i bardzo dobrze.

  4. Niniejszym przepraszam Pana Trystero. Trystero nigdy nie usuwał moich komentarzy. Moja pomyłka. Jeszcze raz przepraszam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy