French: Zysk jest odpowiedzialny społecznie

3 czerwca 2012 Rachunek zysków i strat komentarze: 13

Autor: Doug French
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Maciej Troć
Wersja PDF

 

zyskW 1997 r. Gregory Bresiger napisał artykuł dla „Free Market”, w którym nie pozostawił suchej nitki na pojęciu „społecznie odpowiedzialnego inwestowania” (SRI [1]). Dyrektorzy skupiający się na sprawach społecznych zamiast na zysku okażą się nieskuteczni, ponieważ zasoby będą skierowane ku bezproduktywnym kwestiom. Bresiger spodziewał się zakończyć spór tą pozornie absurdalną propozycją:

 

Społecznie odpowiedzialne fundusze są faktycznie sposobem na rozwiązanie licznych sporów politycznych w kraju. Kiedy jakiś polityk proponuje wyższy podatek, nowy przepis prawny regulujący biznes czy nadaje sobie kolejne przywileje, niech zgłoszą się te „społecznie odpowiedzialne” przedsiębiorstwa, by można było to na nich wypróbować. Pozwólmy im płacić wyższe podatki, składki ubezpieczeniowe i pensje wraz z przyjęciem bardziej restrykcyjnych przepisów. Wtedy zobaczymy, co się stanie z ceną ich akcji w porównaniu do innych. Ktoś chętny?

 

Jednak ponad dekadę później nadal są chętni. „Wall Street Journal” informuje, że w siedmiu stanach firmy mogą zarejestrować się jako przedsiębiorstwa użyteczności publicznej (benefit corporations), co pozwala im realizować społeczne i ekologiczne cele bez obaw przed pozwem sądowym ze strony akcjonariuszy o świadome odłożenie na bok maksymalizacji zysków.

Te firmy nie są zwolnione z podatków ani nie są organizacjami non profit. Przedsiębiorstwa użyteczności publicznej płacą identyczne podatki jak te zorientowane na zysk, ale mają przywilej traktowania zysków jako drugorzędnego celu.

Casey Sheahan — dyrektor generalny firmy Patagonia Inc. zajmującej się elegancką odzieżą — bardzo szybko zmienił status swojej firmy, wierząc, że zyski akcjonariuszy nie powinny być ważniejsze od dobra wspólnego.

Jeff Furman — dyrektor w Ben & Jerry od lat 80., a obecnie prezes firmy — powiedział „Wall Street Journal”, że gdyby świadomy społecznie producent lodów miał status przedsiębiorstwa użyteczności publicznej w 2000 r., to nigdy nie zostałby przejęty przez Unilever PLC.

Ben Cohen i Jerry Greenfield są przedmiotem legendy, według której zainwestowali 12 000 USD w sklep z lodami na odnowionej stacji benzynowej, aby po 22 latach sprzedać swoją firmę za ponad 300 mln USD.

Poza aspektem czysto finansowym Cohen i Greenfield wynegocjowali, że holenderski koncern będzie przekazywał 7,5% zysków Ben & Jerry fundacji dobroczynnej oraz przekaże jej jednorazowo 5 mln USD, nie zmniejszy zatrudnienia, nie zmieni sposobu produkcji lodów,  stworzy fundusz o wartości 5 mln USD niosący pomoc ludziom z biednych okolic oraz małym przedsiębiorstwom będącym własnością mniejszości etnicznych, a także wypłaci kolejne 5 mln USD pracownikom firmy w terminie do sześciu miesięcy po fuzji.

Niewątpliwie Unilever musiałby zapłacić więcej pieniędzy bez powyższych społecznie odpowiedzialnych postanowień, które firma musiała uwzględnić przy tworzeniu swojej oferty. Opierając się na słowach Furmana, właściciele wciąż mają wyrzuty sumienia związane ze sprzedażą.

Prawo wymaga od przedsiębiorstw użyteczności publicznej corocznego zestawienia konkretnych celów społecznych i ekologicznych. Później stopień realizacji założeń jest na bieżąco kontrolowany. Oczywiście zmierzenie postępu realizacji celów, których nie można określić ilościowo, jest niemożliwe. To zapewnia wygodną wymówkę dla dyrektorów osiągających słabe wyniki. Akcjonariusze nie mają żadnej empirycznej podstawy do oceny zarządu, który wybierając taki sposób działalności mówi: „nie interesuje nas wynik finansowy; chcemy po prostu, aby świat stał się lepszy”.

Pamiętajmy, że gdy przedsiębiorca wygłasza patetyczne mowy o tym, że kwestie społeczne i ekologiczne są ważniejsze od zysku, to ma na myśli to, że te kwestie są ważniejsze od klientów.

To właśnie konsumenci sprawują bowiem kontrolę nad systemem zysków i strat. Producenci, którzy nie dostosowują się do nabywców, ponoszą straty i są zastępowani przez tych, którzy to czynią. Ludwig von Mises wyjaśniał, że to popyt klientów determinuje produkcję. Producenci muszą się stale dostosowywać nie ze względu na swoje opinie czy światopogląd, ale ze względu na nabywców. Mises wyjaśnia to w Profit and Loss:

 

Zysk i strata są stale obecne ze względu na nieustanną zmianę czynników gospodarczych, które bezustannie powodują nowe rozbieżności, a tym samym potrzebę dostosowania się do nich.

 

Podstawowa idea przyświecająca przedsiębiorstwom użyteczności publicznej jest taka, że zysk powinien zostać zlikwidowany. Efekty takiego posunięcia byłyby katastrofalne. Mises wskazuje na fakt, że gdyby zysk został przekazany konsumentom (innymi słowy, gdyby ceny nie mogły przekraczać kosztów), to taka regulacja sparaliżowałaby działanie rynku i spowodowałaby konieczność reglamentacji dóbr.

Z kolei, jeśli pracownicy mieliby otrzymywać wszystkie zyski, nie można byłoby gromadzić kapitału na rozwój i modernizację firmy.

Jeśli zaś państwo miałoby nałożyć podatek w wysokości 100% zysków, konsumenci straciliby swoją nadrzędną pozycję, a producenci „staliby się ludźmi decydującymi jedynie o tym, jak produkować”.

Murray Rothbard wyjaśnił w książce Ekonomia wolnego rynku, że każde ludzkie działanie ma na celu zysk, który przekracza koszty. Ten zysk i strata powinny być rozpatrywane w kategoriach „zjawiska psychicznego, które jest z definicji niemożliwe do zmierzenia i w żaden sposób nie można przekazać precyzyjnych informacji dotyczących jego nasilenia”.

Na przykład, proekologiczny dyrektor generalny może próbować wyjaśnić akcjonariuszom, że użycie droższych materiałów jest korzystne dla naszej planety, a więc bardziej wartościowe niż używanie tańszych, ale mniej ekologicznych. Nie da się dokładnie stwierdzić, jaki generujemy w ten sposób zysk netto dla ziemi. W takiej sytuacji dyrektor generalny po prostu prosi o dotację dla swojego światopoglądu.

Rothbard wyjaśnia, że strata i zysk w sensie finansowym są wyrażane pewną kwotą, która wskazuje, ile dane przedsiębiorstwo wytworzyło albo zmarnowało.

 

To nie jest twierdzenie dotyczące zjawiska społecznego ani wkładu jednostki w wysiłek społeczny w ocenie innych członków społeczności. To twierdzenie nie dostarcza nam żadnych informacji na temat poziomu szczęścia lub zadowolenia jednostek. Jedynie prezentuje ocenę wkładu we współpracę społeczną z perspektywy jego współobywateli.

 

Mike Brady — prezes Greyston Bakery z Nowego Jorku, dostawca ciastek czekoladowych do Ben & Jerry — twierdzi, że przedsiębiorstwa użyteczności publicznej „zwiększają świadomość i przejrzystość”. Jednak trudno zrozumieć, w jaki sposób przyczynia się do tego nierentowne wykorzystanie zasobów kosztem konsumentów.

Piekarnia pana Brady’ego zatrudnia 50 pracowników pochodzących z ubogich okolic. Wszystko w porządku, jeśli są to najlepsi pracownicy, jakich może znaleźć za pieniądze, które im płaci, ale jeśli tak nie jest, traci tylko pieniądze, za które mógłby usprawnić proces produkcyjny i w ten sposób przysłużyć się konsumentom niższymi cenami w piekarni.

Wolne społeczeństwo nie może przetrwać bez przedsiębiorczej działalności, a także bez przedsiębiorczych zysków i strat. Właściciele firm decydujący się na status przedsiębiorstwa użyteczności publicznej mogą mieć dobre intencje, ale powinni wziąć pod uwagę słowa Misesa:

 

Zniesienie zysku, jakimikolwiek metodami, musi przemienić społeczeństwo w bezmyślny chaos. Sprowadzi biedę na wszystkich ludzi.

 


[1] Skrót pochodzi od angielskiego wyrażenia Socially Responsible Investing.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas

O Autorze:

Doug French

Pozostałe wpisy autora:

13 Komentarze “French: Zysk jest odpowiedzialny społecznie

  1. A moim zdaniem gdyby dany producent stworzył produkty trwalsze i mniej je reklamował niż wynika to z analizy ekonomicznej to przysłużyłby się społeczeństwu. Łączny zysk innych osób byłby większy od jego kosztów.

  2. @2
    „Łączny zysk innych osób byłby większy od jego kosztów”

    a skąd to możesz wiedzieć? skąd przekonanie że konsumenci pragną produktów niereklamowanych i trwalszych?

  3. @2,3 – producent taki oczywiście prawdopodobnie osiągałby obiektywne, finansowe zyski (wynikające, powiedzmy, z subiektywnych wartościowań jego klientów) gorsze, niż idąc z prądem potrzeb rynkowych. Jednakże nie kłóci się to z możliwością osiągnięcia przez takie przedsiębiorstwo efektu pozytywnego w sensie Pareto (biorąc za domenę rozważań całe społeczeństwo Ziemi plus jego bezpośrednie otoczenie biofizyczne), podczas gdy pewne powszechnie przyjęte za sensowne strategie maksymalizacji zysku rynkowego będą negatywne w sensie Pareto. Typowym przykładem może być realizacja przez przedsiębiorstwo strategii „sustainable” versus bezmyślna eksploatacja zasobów nieodnawialnych/wolno odnawialnych. Wyobraźmy sobie, że jedno przedsiębiorstwo jest właścicielem wszystkich lasów na Ziemi. Celem maksymalizacji zysku po prostu je karczuje w maksymalnym możliwym tempie, zbierając maksimum możliwych zysków od swoich klientów. Po 100 latach życie na Ziemi przestaje istnieć; stan negatywny w sensie Pareto – bo ostatecznie nie można wskazać kogokolwiek, kto by zyskał PLUS zdewastowano środowisko, mimo że w każdym z krótkich okresów czasu sytuacja wydawała się spoko. Inne przedsiębiorstwo, w innej alternatywnej historii, nie maksymalizuje zysku, ale dba – przez dolesianie – o to, aby areał lasów z grubsza nie spadał. Po 100 latach mamy sytuację globalnie pozytywną – ludzkość odniosła wymierne zyski z eksploatacji lasu (fajne mebelki itd z takiej ilości drewna, którą można było w sposób odpowiedzialny eksploatować), środowisko zasadniczo nie ucierpiało, a ludzkość nie wymarła 🙂

    Powiecie pewnie zaraz że to nierealistyczny przykład, bo sensownie gospodarujące przedsiębiorstwo maksymalizuje zysk długoterminowy, a nie krótkoterminowy. Tak, to jest prawda, ale tylko wtedy, gdy przedsiębiorstwo to posiada dostatecznie głęboką wiedzę na temat uwarunkowań długoterminowego zysku (bo konsumenci, między odcinkiem Tańca z Gwiazdami a M jak Miłość, nie zaprzątają sobie tego typu problemami swoich zapracowanych intelektów) ORAZ że posiada motywację długoterminowego zarabiania. Że może nie mieć wiedzy wskazuje chociażby pobieżne przyjrzenie się poziomowi intelektualnemu tego i owego CEO. Że może nie mieć motywacji, wystarczy rozważenie przypadku obrzydliwie bogatego, zbliżającego się do kresu życia, bezdzietnego milionera-hedonisty (och, są tacy!).

  4. @3
    „Celem maksymalizacji zysku po prostu je karczuje w maksymalnym możliwym tempie, zbierając maksimum możliwych zysków od swoich klientów”

    a dlaczego wykarczowanie maksymalne lasów ma dać maksymalne zyski? w raz z wycinką lasów wartość każdego dodatkowego mebla będzie maleć(prawo malejących korzyści krańcowych). natomiast wartość coraz rzadszego lasu będzie rosła. np. osiedle przy lesie osiągnie wyższą cenę bo ludzie będą mieli dość mieszkań w betonie, chętniej będą chcieli wybrać się na spacer do lasu itd. w pewnym momencie nastąpi punkt zwrotny i zacznie się opłacać sadzić drzewa zamiast produkować coraz większą ilość mebli.

  5. „Celem maksymalizacji zysku po prostu je karczuje w maksymalnym możliwym tempie, zbierając maksimum możliwych zysków od swoich klientów.”

    W tym zdaniu zawarte jest założenie, że ludzie (konsumenci) w maksymalnie szybkim tempie potrzebują zużyć wszystkie zasoby drewna, co analizując ogólnoświatowy rynek jest fałszywym założeniem. Poza tym jeśli wykarczowanie wszystkich lasów ziemi daje większą stopę zwrotu niż inne działania to znaczy, że właśnie to dobro jest najbardziej niezbędne do życia ludziom w danym momencie. Zatem kiedy ograniczam im dostęp do tego dobra działam na szkodę ludzkości. Hipotezy można tu mnożyć: w pewnym momencie wylesienie miałoby na tyle negatywne skutki na życie konsumenta, że zaprzestano by kupować produkty firmy umniejszającej to zalesienie itd.

    Oczywiście maksymalizacja zysku może okazać się ex post szkodliwa, ale to oznacza tylko tyle, że ex ante brakowało wiedzy, i w takich warunkach zarówno podejmowanie działania jak i jego zaniechanie jest obarczone ryzykiem i może doprowadzić do strat. I nie ma lepszego mechanizmu, niż rynkowy, który eliminowałby negatywne skutki szybciej i efektywniej.

    Milioner hedonista szybko konsumujący swą fortunę ku chwale zagłady bliźnich? Pewnie jacyś są… ja nie znam. Za to znam dużo takich, którzy mimo pochylania się nad grobem dbali by ich imperia trwały.

  6. @5, w teorii tak, w praktyce zobacz liczne przykłady historyczne.

    @6, konsumentom to lotto, oni nie mają czasu na takie pierdoły, bo trzeba się dowiedzieć kto wygrał Taniec z Gwiazdami.

    „maksymalizacja zysku może okazać się ex post szkodliwa, ale to oznacza tylko tyle, że ex ante brakowało wiedzy” – otóż to; myślę, że przedsiębiorstwa operujące na innej bazie, niż banalne miary zysku, można traktować jako pewnego rodzaju ubezpieczenie przed takimi sytuacjami, a wyśmiewanie takich pomysłów jest objawem głębi dbałości o przyszłość charakterystycznej np. dla mieszkańców Wyspy Wielkanocnej…

  7. @7 odnosnie przykladow historycznych
    poprosze o jeden taki przypadek, zobaczymy czy przypadkiem rzad nie byl wlascicielem lasu

  8. @8, historia wielorybnictwa chociażby daje dużo takich przykładów; gdyby nie zakaz połowów z 1986, zapewne dziś wiele gatunków wielorybów znalibyśmy tylko z książek do historii.

  9. Ad panika2008
    O czym innym piszesz w punktach 4 i 7 do których odnoszą się balcerek i boniek (czyli o zasobach zarządzanych przez jeden podmiot) i o czym innym w punkcie 9 (tragedia wspólnego pastwiska).

  10. @panika2008

    „gdyby nie zakaz połowów z 1986, zapewne dziś wiele gatunków wielorybów znalibyśmy tylko z książek do historii.”

    Zastanawiające jest to, że zanim wprowadzono moratorium na połowy, liczba łowionych wielorybów drastycznie spadała od przynajmniej 10 lat:

    http://www.wdcs.org/graphics_bin/whaling_graphs.jpg

    Czyli mamy tutaj do czynienia z klasycznym „testem linii trendu”: https://libertarianizm.net/thread-2946-post-44267.html#pid44267

  11. Autor sugeruje, ze lepiej jest ‚przysłużyć się konsumentom niższymi cenami w piekarni.’ Jak dobrze, ze nie wszyscy tak mysla. W UK pojawil sie ruch odolny na rzecz zdrowszego chleba, na prawdziwym zakwasie, itp. Mimo wyzszej ceny w lokalnych piekarniach zaczeto wprowadzac takie pieczywo aby ludzie nie byli skazani na chleb ‚przemyslowy’ z masowej produkcji i zyli lepiej, zdrowiej. Podobnie trzeba sie ratowac przed GMO. Bo konsumenci wygina;)

  12. @Ola
    jeśli konsumenci chcą zdrowszego chleba i są skłonni za to zapłacić wyższą ceną to ten producent który taki chleb będzie dostarczać osiągnie wyższy zysk, a więc przysłuży się konsumentom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *