Krysiński: List do Józefa Kalasantego Szaniawskiego

27 czerwca 2012 Dziedzictwo komentarze: 1

Autor: Dominik Krysiński
Wersja PDF

Tekst publikowany w ramach projektu Dziedzictwo

List do Józefa Kalasantego Szaniawskiego[1]

Dnia 23 lipca 1807 r. w Warszawie

Dominik Krysiński do J. K. Szaniawskiego[2]

 

krysinskiUważając ciało polityczne jako machinę z rozmaitych złożoną części, które na siebie podług pewnych praw działając ruch jej nadają, nie masz tam żadnego, że tak powiem kółka, którego by działania na całość obrachować nie można; żadnej dźwigni, której by punkt wsparcia wyznaczonym być nie mógł. Wynaj­dowanie więc sposobów, za pomocą których części tej machiny z niewielkim tarciem, a tym samym dziel­nie, bez wielkiego własnego nadwerężenia funkcje swe odprawiać by mogły, jest i być powinno najwyższym zamiarem tych, którym układ tej machiny jest po­wierzony.

Tą wszystkich prawych rodaków interesującą, jeżeli nie teraz, to wkrótce od nich mającą być ujrzaną polityczną machiną jest Polska. Prawda, iż ten[3], który około jej budowy pracuje, wyższym jest od wszy­stkich przeszłych, a może i przyszłych mechaników poli­tycznych. Lecz nie dość na tym; potrzeba nam się przygotować, wyrobić się, że tak powiem, potrzeba, ażebyśmy tym łatwiej z rąk jego przyzwoitą układowi całej machiny odebrali formę. To zaś tym pewniej i łatwiej dokażemy, ile że już prawdziwi przyjaciele rodu ludzkiego wskazali środki, wykreślili prawidła, podług których w tym przygotowniczym a ważnym zawodzie postępować należy.

Jakim zaś sposobem szczęście narodu naszego ustalić? Jest to ważne problema, które sama przyszłość rozwiąże. Do nas należy się przykładać dzielnie do tego wielkiego rozwiązania. Przyłożymy się nieochybnie, jeżeli wspól­nie dobrem narodu naszego zajęci udzielać sobie będziemy ważne postrzeżenia i widoki, z przeszłych naszych i innych narodów doświadczeń czerpane, które każdego obywatela z własnym kraju jego oswa­jając interesem, światło narodowe rozszerzając, ducha narodowego podnosząc każdemu zostawują to chlubne przeświadczenie, iż lubo nie należy do tych dzielnych sprężyn machinę polityczną obracających, jednak z daleka do polepszenia jej bytu się przykłada.

W tym to ja celu ośmielam się rzucić niektóre myśli do ekonomiki politycznej stosowne.

Jak mało nauka ekonomii politycznej w kraju na­szym była uprawianą, każdemu jest o tym wiadomo. Wtenczas kiedy inne narody biorąc za wzór nauki dokładne wyszukiwały starannie zasad ekonomii poli­tycznej, aby tym pewniej w działaniach postępować, nas wtenczas gruba w tej mierze okrywała ciemnota; kiedy geniusze narodów kreśląc zasady wskazywały środki, za pomocą których można by je do rozmaitych miejsc, czasów i okoliczności stosować, my, zagrzebani w starych, czasami upoważnionych nałogach, nie umieliśmy z tych dzielnych korzystać nauk. Lecz co my ojcom naszym w tym względzie przebaczamy, to nam nikt pewnie i słusznie (gdybyśmy podobny błąd popełnić mieli) nie przebaczy. Już do nas należy pod­bić sobie, że tak powiem, wszystko, co tylko jest pło­dem rozumu w sztuce rządzenia; do nas należy przyśpieszyć, by prace mężów światłych w tej wielkiej sztuce w ojczystym okazały się języku, aby tym spo­sobem każdy z rodaków mógł się uczyć prawd nie tylko dla narodu naszego, lecz dla całego rodu ludz­kiego użytecznych.

Jeżeli kto z czystym sumieniem chce wejść do świetnego przybytku zarządzań publicznych; jeżeli chce zhańbić miejsce, które ma zająć, zdradzić na­dzieje, które w nim naród położy; słowem, jeżeli zechce być tym, czym na urzędzie publicznym być powinien; musi naówczas w zgłębianiu tych prawd, w zastanawianiu się nad nimi uczyć się tego, co do jego narodu użytecznie stosowanym być może; musi; nad tym umysłowym nowicjatem siły swoje próbować, musi je powiększać, aby się dopiero wtenczas uczyć nie zaczął, gdy już działać należy.

Gdyby Francja przez niedołężne zarządzenia Fouqueta[4] w nieładzie zostawiona, nie była znalazła wiel­kiego męża, który za wzór wszystkim służy i służyć będzie ministrom; gdyby ten znając swój kraj dosko­nale, nie był znał stosunków, jakie między Francją a innymi zachodzą krajami; gdyby znając potrzeby narodowe, wady publicznej administracji, niedołężność tych, którzy jej przewodniczyli, nie był się chwycił tych wielkich i nadzwyczajnych środków, które jedynie umysł wielki cechują; gdyby ten mąż z jednej strony wszelkie źródła handlu i przemysłu otwierając, bo­gactwo narodowe podnosząc, skarb publiczny z nie­ładu wyprowadzając, z drugiej — nie był z pochodnią, że tak powiem, w ręku, zapalał światło narodowe i nie umiał cenić i zachęcać tych, którzy się pracom umysłowym poświęcając bezpośrednio do oświaty się narodowej przykładają; słowem, gdyby Francja nie była znalazła wielkiego Colberta[5], wiek Ludwika XIV nie byłby tak ważnym w historii wiekiem. Lecz jakim sposobem ten wielki mąż się uformował? Jakim spo­sobem doszedł do tego stopnia wielkości? Czyli zro­dzony na łonie dostojeństw był już w kolebce mini­strem? Czyli też zrazu oddany zabawom wielkiego tonu, później przez intrygę, związek krwi nabył prawa do kierowania sprawami narodu? Bynajmniej. Ode­brawszy przyzwoite, męskie wychowanie, zbogacony wielkimi wiadomościami, wytrwały w pracowitości, nieustraszony wielkością swych zamiarów, wsparty własnym geniuszem, a co największa pełen cnót i gorli­wości Colbert stopniami do tak wielkiego przyszedł dostojeństwa. Lecz byłbyż ten wielki minister oddał tyle usług krajowi, gdyby naówczas dyrygujący kardy­nał Mazarini[6], poznawszy talenta jego nie był im przyzwoity nadał kierunek? Nie zapominajmyż więc, że jako w żyłach ziemi mogą się znajdować ukryte drogie kamienie, które tam wiecznie zagrzebanymi zostaną, jeżeli prawdziwy badacz natury nie będzie się o ich odkrycie ubiegał, tak w każdym narodzie mogą się znajdować ukryte prawdziwe dzielne umysły, które przyzwoity odebrawszy kierunek szczęście narodu zdziałać albo powiększyć mogą.

Jak niegdyś Francja, tak kiedyś Polska potrzebować będzie wielkiego Colberta. A jeżelibyśmy nie mieli być tak szczęśliwi w jednym rodaku tak wielkie razem znaleźć talenta, a wtenczas przynajmniej cząstkowe, że tak powiem, doskonałości, sklejone w jedność, będą musiały odpowiedzieć żądaniom narodu. Przy­bliżamy się zaś do każdej doskonałości drogą oświecenia, oświecamy się za pomocą prawd. Uczmy się ich więc, a stosownie do ekonomii politycznej, uczmy się ich w dziełach Smithów, Stewartów[7], Sayów.

Rolnictwo, handel, manufaktury, źródła dochodów rządowych, podatki, ich teoria, system monety, pa­piery krajowe, wydatki wszelkiego rodzaju, wojsko, jego utrzymanie, urzędnicy krajowi, banki, kasy wszel­kiego rodzaju, dług narodowy, bankructwo narodowe itp. oto są przedmioty, które ekonomia polityczna do rozwagi i zgłębiania przedstawia. Przedmioty te, równie jak wszystkie instytucje ludzkie mając bezpośredni stosunek z szczęściem człowieka, zastanawiały tych, którzy nie tylko dla swojej ojczyzny, lecz dla wszy­stkich pracują narodów. Szanujmy więc ich prace czerpiąc z nich zbawienne dla nas nauki, a tak umie­jąc korzystać z prawd, drogimi częstokroć ofiarami odkrytych, nie będziemy przymuszeni przechodzić przez ciąg smutnych doświadczeń dla wynalezienia pewniejszych w sztuce rządzenia zasad.

Nie idzie tu teraz (aczkolwiek ta praca jest świetną) o wynajdowanie nowych w ekonomii politycznej prawd, lecz o ogłaszanie i oswojenie się z tymi, które już odkryto. Prawdy te łatwe są do pojęcia. Wsparte bowiem do­świadczeniami, rozumowaniem i rachunkiem najwięcej przybliżają się do tych, które nam nauki dokładne, nauki matematyczne przedstawiają. Ogłaszajmy je więc pa­miętając na te ważne od ciebie[8] wyrzeczone słowa: prawda jest wyrazem rozumu, a kto się przeciw niej oburza, temu musiał się dostać w podziale tak maleńki promyk niebiańskiego daru, że dla niego rozum i drobniuchna indy­widualność jego, wcale różnymi i sprzecznymi są rzeczami. Pozwól więc, Szanowny Mężu, dotknąć jedną z wyżej wymienionych materii ekonomiczno-politycznych, to jest materię o podatkach.

 

[O PODATKACH]

Podatki, przeciwko którym powierzchowne powstają umysły, nie tylko są nieoddzielne od stanu społeczeń­stwa, w którym zostajemy, lecz nawet konieczne do jego postępnego[9] doskonalenia, które z gruntownych zasad każdego rodzaju instytucji, a tym samym i z sprawiedliwego rozkładu podatków wynika.

Wszyscy, mówi uczony Smith, co naród składają, powinni w stosunku swych możności, to jest tych dochodów, których pod opieką rządu używają, do pod­pory państwa należeć.

Potrzeba podatków raz uznana; starano się wynaleźć zasady, na których by podatkowanie wesprzeć można było. Różni ekonomicy polityczni z rozmaitego biorąc tę rzecz stanowiska, rozmaite podali systemata. Nie jest moim zamiarem wystawić ich obraz; praca ta osobnego w tej mierze potrzebowałaby dzieła, przytoczę tylko w krótkości to, co jeden z biegłych ekonomistów poli­tycznych francuskich o odbieraniu podatków i o podatkach niestałych napisał[10].

Jest prawie rzeczą niepodobną w jakimkolwiek bądź narodzie wyznaczyć liczbę stałą podatków, które mo­narcha od obywateli stosownie do ich ludności, przy­chodu rocznego z gruntu, z przemysłu i handlu żądać może. Pewniejszym w tej mierze jak wszelkie ocenie­nie teoretyczne termometrem jest powiększająca się ludność kraju. Jeżeli jej wzrost odpowiada korzystnemu przeznaczeniu, które ten naród od natury odebrał, wnieść wtenczas można, iż masa swobód narodowych się nie zmniejsza. Lecz dla otrzymania dokładnego wypadku potrzeba się radzić doświadczeń przez długi przeciąg czasu czynionych, gdyż zbyt wielki ciężar, podatków nie działa na ludność tak, jak działa morowa zaraza.

Jeden jest tylko dogodny, lud nie krzywdzący spo­sób odbierania podatków, a ten jest następujący; Żądać od niego sumy, którą ma płacić, a zostawić mu staranie zadośćuczynie temu żądaniu. Byleby jedna klasa w narodzie nie gnębiła drugiej i nie miała okropnego przywileju kazać płacić podatki innym, nie dźwigając je sama; sposób teraz namieniony byłby najdogodniejszym, gdyż lud znając swój własny interes będzie się starał płacić to, co powinien, sposobem, dla niego najmniej uciążliwym, sposobem, który mu najmniej prze­szkodzi do osięgnienia zysków. Lecz na tym się cała właściwie sztuka odbierania podatków gruntuje. Nie dosyć jest nałożyć podatki, lecz potrzeba je nałożyć tak, aby bez uszczerbku dochodów krajowych z ła­twością mogły być płacone. Lecz jeżeli podatki (co się często i łatwo przytrafia) tak są nałożone, iż przeszkadzają ludowi odnosić zyski, natenczas uciemię­żenie czuć się daje, a skutki uciemiężliwości są okropne.

Trojakiego rodzaju są podatki: podatki stałe, po­datki niestałe i monopolia. Pierwszy rodzaj podatków ma miejsce, kiedy monarcha przywłaszcza sobie część produktów i każe je albo w naturze, albo w pieniądzach dostawić; drugi rodzaj ma miejsce, kiedy panu­jący miesza się do sprzedaży i kupna i przymusza obywateli znosić albo podwyższenie ceny, gdy kupują, albo zmniejszenie onej, gdy przedają, odnosząc tak w pier­wszym, jak w drugim razie zysk ze stratą ludu. Trzeci na ostatek rodzaj podatków (monopolia) wtenczas ma miejsce, kiedy sam panujący chwyta niektóre produkta, przerabia je, a na swój zysk przedając staje się razem rękodzielnikiem i kupcem. Każdy widzi, iż ten ostatni rodzaj podatków niszcząc zyski, które by czynność ludzka ku przedmiotom od monopoliów zagarniętym skierowana odnieść mogła, jest pełen zgrozy.

Co się tyczy podatków stałych i niestałych, te na szczególną zasługują uwagę. Stronnicy podatków niestałych utrzymują, iż te ostatnie mają tę korzyść, że je płacić lub nie, do każdego należy woli, gdy tymczasem podatki stałe z przymusem, a nawet pomimo złej chęci tych, którzy je płacą, wybierane być muszą. Ponieważ argument ten zdaje się być najpodobniejszym do prawdy z tych wszystkich, które nam teoria podatków niestałych przedstawia, przeto nad nim zastanowić się należy.

A najprzód przeczymy temu, że podatki niestałe można dowolnie płacić lub nie. Jeżeli te ściągać się będą jedynie do przedmiotów zbytku, bez których się człowiek bezpiecznie obejść może, natenczas do­chód z podatków będąc mierny, rząd się w swych widokach zawiedzie.

Lecz rząd chcąc znaczny mieć przychód musi na­łożyć podatki na chleb, sól, mięso itp., to jest na to wszystko, bez czego człowiek żadnym sposobem nie mogąc się obejść musi koniecznie, choćby też za naj­większą cenę nabyć. Wypada więc stąd, iż każdy jest przynaglony płacić podatek niestały, z tą tylko róż­nicą, iż do zapłacenia własną wewnętrzną jest przy­naglony wolą, gdy tymczasem rząd przymuszać czę­stokroć musi leniwych lub upartych do płacenia po­datków stałych; przymus więc w tym ostatnim razie jest widocznym, w pierwszym lubo nim nie jest na pozór, nie mniej atoli jest rzeczywistym.

Teraz jeżeli podatki niestałe są wielkie, natenczas przemycania nie tylko znaczną część dochodu zmniej­szają, lecz co większa z rozmaitych stron psują cha­rakter moralny. Ażeby przemycaniom zapobiec, przy­muszeni jesteśmy nie tylko je surowo i nieproporcjo­nalnie do popełnionego momentalnego występku (któryże tak powiem, własnym naszym jest dziełem) ukarać, lecz nadto wynajdujemy rozmaite przeszkody, które równie jak wszystkie męczarnie fiskalne tamując handel i przemysł więcej niż same podatki naród ciemiężą.

W podatkach stałych, suma ich będąc dokładnie ozna­czona, rząd jest w stanie nie tylko poznać, czyli ta suma odpowiada potrzebom krajowym, lecz razem widzi, czy jest łatwą do płacenia lub nie tym, na których jest nałożona. Wszystko to w podatkach niestałych jest niepewnym. W tych ostatnich każdy dopiero po smutnym doświadczeniu poznaje, czyli podatek nałożony przechodzi jego siły! I tak, jeżeli na jaką rzecz nakładamy podatek, ta natychmiast drożeje. Ci, dla których ta rzecz stała się potrzebą, obejść się bez niej nie mogą, pomimo podwyższenia ceny, które lubo w sobie nie jest tak znaczne, przez częste jednak powtarzanie staje się ciężarem. Naby­wając tę rzecz za pieniądze wypada, iż suma pienię­dzy, która im na utrzymanie się np. przez rok cały służyć miała, nie wystarcza im, tylko na jedenaście miesięcy. Cóż będą robić dwunastego? Jeżeli mają jaki kapitał, ten zacznie niknąć; jeżeli mają jaką własność, tę zastawią, a tak pierwej się zniszczą, nim pojmą, iż można być zniszczonym. To nie ma miejsca w podatkach stałych; te uderzając prosto, bezpośrednio, każdy wie, co płaci i co mu się zostaje.

Co więcej, trudno jest wiedzieć, kto może płacić lub nie podatek niestały, gdy tymczasem dość dokładne obrachowanie płodów rocznych i nakładów do otrzy­mania tamtych nieodbicie potrzebnych jest w stanie udeterminować wprzód, czyli podatek jest niebez­piecznym lub nie. Nie można zaś tego dokazać w po­datkach niestałych. Z tego, że je każdy płaci, nie trzeba wnosić, że je płaci z własnego dochodu. Jest to wielka i ważna uwaga, którą nie można dość często powtarzać, że podobne podatki najczęściej się płacą z kapi­tału narodowego[11]. Wielka część indywiduów nie mogąc zmniejszyć liczbę swych swobód, które się dla nich stały potrzebą, przy tym nie będąc w stanie objąć ogół wydatków i porównać je z dochodami albo się wyzuwają z własności, albo je zastawiają; wtenczas grunta i domy do nikczemnej zniżają się ceny, pro­centa się podnoszą, długi się powiększają, a tak większa część narodu żyjąc z samego kapitału, moment katastrofy jest bliski[12].

Jest jeden pewny, lecz często zaniedbany sposób, za pomocą którego można poznać to straszne symptoma publicznego zniszczenia, a tym są hipoteki. Jeżeli te okazują, że właściciele znacznie się zadłużają, naten­czas można twierdzić z pewnością, że naród swój kapitał pożera. Stan ten okropny zaczyna się od ma­łych właścicieli, którzy są prawdziwą podstawą całego narodu.

Takie to są skutki, które sprawują podatki niestałe na złych zwłaszcza ugruntowane zasadach. Ciągnąc bowiem za sobą rozmaite zawady, niszczące dzielność handlu i przemysł narodowy, przynaglają płacić wiele, zamykając źródła większego zysku. Wypada więc stąd, iż monarcha prawdziwie szczęścia narodu pra­gnący powinien się trzymać podatków stałych, a niestałe powoli uchylać. Głębokie i niejedno stronne zastanowienie nad akcyzą, cłem, loterią itp. dostatecznie potwierdza, iż podatki stałe nie tylko są pewniejszym funduszem dochodów narodowych, lecz ze strony moralnej uważane, nie psują charakter moralny.

Pomimo jednak korzyści, które z przystosowania dopiero wspomnionych uwag wyniknąć by mogły, wyznać atoli trzeba, iż w dzisiejszym stanie rzeczy wprowadzenie samych podatków stałych wielkim by podpadało trudnościom, z których to jest największą, co z pozornego dotknięcia osobistego interesu pewnej towarzystwa klasy wynika.

Lecz jakkolwiek bądź podatki stałe będąc jednym z fundamentalnych i pierwszych dochodów krajowych powinny być u nas na przyzwoitszym jak dawniej postawione stopniu; mówię na przyzwoitym stopniu, gdyż każdemu prawdziwie swój kraj kochającemu Po­lakowi jest wiadomo, w jakim były stanie u nas po­datki i kto je opłacał.

Nie chcę ja dochodzić, w jakim stanie dziś podatki stałe u nas się znajdują i czy zachodzi przyzwoity i sprawiedliwy stosunek między nimi a podatkami niestałymi, powiem tylko, iż aby pierwsze sprawiedli­wie rozłożyć, potrzeba od wykonania ważnego projektu podanego przez zacnego kolegę Łęskiego[13], to jest od rozmiarów katastrowych, które lubo przy teraź­niejszych okolicznościach rozpoczęte być nie mogą, zwrócić jednak uwagę rządu powinny.

Że zaś rozmiary katastrowe długiego wymagają czasu, a potrzeby krajowe są wielkie, przeto przyzwoita odmiana w podatkach stałych dziś już nastąpić powinna; zwłaszcza że przeszły rząd mało się co oddalił od tych podatków stałych, które za czasów naszego politycz­nego bytu ustanowione zostały. Lecz [czy] podatki stałe są tylko ciężarem na samych właścicieli i dzierżawców gruntowych nałożonym? Myli się, kto tak sądzi. Nie jestże oczywista, iż oni tylko awansują podatek i na powrót odbierają od tych, którzy ich płody konsu­mują? Wreszcie któż by znając charakter Polaków, ich prawdziwą miłość Ojczyzny, widząc codzienne dowody poświęcenia się dla dobra narodu, któż by, mówię, mógł sądzić, iż u tych, co sprawami publicznymi kierują, a bezpośrednio do dźwigania podatków stałych należą, interes osobisty wyższym się okaże i prze­waży interes narodu.

 


[1] Józef Kalasanty Szaniawski (1764 — 1843) — polityk i filozof. Współredaktor „Gazety Warszawskiej”, twórca: Korespondencji w materiach obraz kraju i narodu polskiego rozjaśniających. Członek Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

[2] Z dzieła: Korespondencja w materiach obraz kraju i narodu polskiego rozjaśniających, Warszawa 1807, s. 141—148.

[3] Chodzi o  Napoleona.

[4] Nicolas Fouquet (1615—1680) — nadintendent skarbu króla Ludwika XIV, znany z wystawnego trybu życia. W roku 1661 oskarżony o obrazę majestatu i marno­trawstwo pieniędzy publicznych, uwięziony, skazany na dożywotnie wię­zienie.

[5] Jean Baptiste Colbert (1619—1683) — następca Fouqueta na stanowisku intendenta skarbu Ludwika XIV. Powiększył dochody skarbu przez eliminację nadużyć i likwidację części ulg podatkowych, zmniejszając przy tym podatki bezpośrednie. Popierał rozwój manufaktur i handlu.

[6] Jules Mazarini (1602 — 1661) — kardynał i polityk francuski pochodzenia włoskiego, następca kardynała Richelieu, sprawował władzę w czasie małoletniości Ludwika XIV.

[7] Dugald Stewart (1753—1828) – filozof i matematyk szkocki, profesor filozofii moralnej i matematyki uniwersytetu w Edynburgu.

[8] Krysiński cytuje Szaniawskiego, który poruszał tę kwestię na łamach „Gazety Warszawskiej”.

[9] Tu: dalszego.

[10] Chodzi najpewniej o  francuskiego ekonomistę Charle’a Ganilha i jego pracę Essai politique sur le revenu public.

[11] Krysiński ma tu na myśli majątek narodowy.

[12] Tu: „…zbliża się do momentu katastrofy”.

[13] Józef Franciszek Łęski (1760—1825) — matematyk, astronom, malarz i rytownik, w latach 1804—1809 profesor fizyki i matematyki w Liceum War­szawskim, od 1804 r. członek Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, dyrektor obserwatorium astronomicznego w Krakowie.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas

O Autorze:

Dominik Krysiński

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Krysiński: List do Józefa Kalasantego Szaniawskiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *