French: Własność to sposób na ochronę środowiska!

12 sierpnia 2012 Ekonomia środowiskowa komentarze: 12

Autor: Doug French
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Paweł Kot
Wersja PDF

Artykuł ukazał się pierwotnie w czasopiśmie „Free Market

Dla większości obrońców środowiska naturalnego siermiężne działanie rządu jest konieczne dla ochrony przyrody. Niech się schowa cała ta własność prywatna ― rząd musi wkroczyć, bo w przeciwnym wypadku wszystkie gatunki zwierząt na ziemi zostaną zupełnie wytrzebione albo rozwój ludzkości zniszczy wszelkie pozostające jeszcze siedliska naturalne, co doprowadzi do całkowitego wyginięcia wszystkich gatunków.

Jednakże na afrykańskich równinach jest dokładnie odwrotnie. Z samochodu, którym podróżowaliśmy z lotniska Hoedspruit do Thornybush Game Preserve, nie widzieliśmy nic oprócz kilometrów afrykańskiej sawanny, ogrodzonej płotem pod napięciem (i w pewnym momencie jednej małpy przeskakującej przez drogę). Chociaż w pobliżu znajduje się państwowy Kruger National Park, teren zdominowany jest przez prywatne rezerwaty zwierzyny, a głównym motorem lokalnej gospodarki pozostaje ekoturystyka.

Gdyby nie te prywatne rezerwaty, wyginęłoby wiele gatunków. Ponieważ ludzie tacy jak ja i moi trzej towarzysze chcą zapłacić, by zobaczyć „wielką piątkę Afryki” i o wiele więcej, populacje tych zwierząt są bardzo liczne.

Przeżycia, których można doświadczyć w rezerwatach zwierzyny, chociaż w dużej mierze związane ze szczęśliwym trafem, zależą od ludzkiej wiedzy i doświadczenia. W Thornybush zakwaterowanie, posiłki i obsługa są pierwszej klasy, ale przyjeżdżasz tu dla zwierzyny: życiowej przygody, oglądania zwierząt z bliska, w naturze; dla czegoś, co widziałeś do tej pory tylko w albumach czy w zoo.

Po tym, jak popołudniu przybyliśmy na miejsce, nasze pierwsze safari rozpoczęło się po odpoczynku późnym popołudniem. Gdy popijałem lemoniadę, skromny młody Afrykaner zwrócił się do mnie po imieniu, przedstawiając się jako Werner (wymawiane przez „w”). Werner miał być przewodnikiem podczas naszych czterech safari.

Dla niewtajemniczonych przewodnik safari może wydawać się tylko kierowcą samochodu, wiozącym do dziesięciu turystów plus tropiciela usadowionego na masce. Już to byłoby imponujące, biorąc pod uwagę, jak skomplikowany jest labirynt zakurzonych dróg, które wiją się przez rezerwat o powierzchni 11 000 hektarów. Drogi są wąskie, mają głębokie koleiny, a w pewnych miejscach trudno nawet stwierdzić ich istnienie, ponieważ 36-godzinna ulewa kilka tygodni przed naszym przybyciem sprawiła, że drogi były prawie nieprzejezdne.

Oprócz swoich umiejętności prowadzenia samochodu, Werner mógł zaoferować encyklopedyczną wiedzę na temat flory i fauny Thornybush. Nie tylko o nazwach gatunków, ale o zwyczajach godowych, okresach ciąży, trawieniu i wszelkich innych rzeczach dotyczących 147 ssaków, 114 gadów, 507 ptaków, 49 ryb, 49 płazów, 970 gatunków traw i 336 gatunków drzew występujących w prywatnym rezerwacie.

Werner przedstawił nas Orlando, naszemu tropicielowi i osobie, która wspólnie z Wernerem stała się autorem naszych niezapomnianych przeżyć. Orlando pochodzi z pobliskiej wioski, do której po sześciu tygodniach pracy zawsze wraca, by spędzić dwa tygodnie z rodziną.

Naładowawszy Winchestera w wersji .375, ostrzegł nas, że zwierzęta są niebezpieczne i poinstruował, by nie wstawać z miejsca albo nie wystawiać rąk poza samochód.

Werner utrzymywał stały kontakt radiowy z innymi strażnikami i w tym samym czasie rozmawiał z Orlando w fanigalore, hybrydowym języku powstałym z połączenia bantu i angielskiego używanego w kopalniach RPA i pozwalającym na komunikację robotnikom z różnych części Afryki.

Impale i antylopy gnu są powszechnym widokiem, natomiast zwierzęta wielkiej piątki są bardziej nieuchwytne, dlatego strażnicy pozostają ze sobą w stałym kontakcie, aby wymieniać się informacjami o zaobserwowanych zwierzętach lub świeżych tropach. Strażnikom wolno zjeżdżać z drogi, tylko jeśli tropią gatunek z wielkiej piątki.

W czasie pierwszego wieczoru najczęściej napotykaliśmy się na złotego pająka jedwabnego, który przez tydzień tka rozbudowaną pajęczynę rozpiętą między krzakami po dwóch stronach drogi. Jak zapewnił nas Werner, złoty pająk jedwabny jest niegroźny, ale perspektywa twarzy oblepionych pajęczynami i pająków pełzających po nas o zmierzchu nie była taka pociągająca.

Po zniszczeniu pracy wielu pająków, ręka Orlando nagle coś wskazała i Werner zahamował, strasząc samca czarnego nosorożca, który ze swoją towarzyszką brał wczesnowieczorną kąpiel błotną.

Podczas naszego safari widzieliśmy zarówno czarne, jak i białe nosorożce — wielkie, ospałe bestie, które dumnie noszą rogi cenione w Chinach i Wietnamie ze względu na zastosowania medyczne. Według BBC „czarnorynkowa cena rogu nosorożca osiąga obecnie cenę w granicach 35 000 GBP (55 000 USD) za kilogram”.

W RPA żyje 70 do 80 procent światowej populacji nosorożców, a ponieważ handel ich rogami to wielomiliardowy biznes, w zeszłym roku kłusownicy zabili tam 450 nosorożców.

Prywatne rezerwaty zwierzyny robią wszystko, co mogą, aby ustrzec się przed kłusownikami. Nosorożce jako należące do wielkiej piątki są przecież rzadkie i ich zastąpienie jest drogie. Natomiast w rządowym Kruger National Park aresztowano ostatnio czterech pracowników pod zarzutem współpracy z kłusownikami polującymi na nosorożce.

Szef Sanpark David Mabunda mówi: „Jestem osobiście przygnębiony odkryciem, że niektórzy z nas mogliby tak bezwzględnie nadużyć zaufania i wiary, które w nich pokładaliśmy”.

Mabunda może być smutny, ale jak wyjaśnia Walter Block: „Tak jak inni pracownicy sektora publicznego, mogą to być ludzie z dobrymi intencjami, ale nie mają rzeczywistej motywacji pieniężnej do ochrony gatunków”[1].

Profesor Block zwraca uwagę, że rządy są nieudolne w powstrzymywaniu kłusowników, a rządowi pracownicy niskiego szczebla są podatni na korupcję.

Legalizacja sprzedaży rogów nosorożców jest w RPA przedmiotem debaty, ale organizacje ekologiczne takie jak World Wildlife Fund (WWF) gwałtownie sprzeciwiają się temu pomysłowi. Jak mówi Morne du Plessis z WWF w RPA: „Rozumiemy potrzebę opracowania nowych sposobów walki z handlem rogami nosorożców, ale jesteśmy przeciwko poglądowi, że rozwiązaniem jest legalizacja”.

I dalej: „W jaki sposób możemy kontrolować legalny handel rogami nosorożców, skoro nawet nie udaje nam się kontrolować nielegalnego handlu. Jest zbyt wiele niewiadomych, abyśmy mogli chociaż zacząć rozważać ten kierunek”.

Nie jest to nowa debata. Ponad 20 lat temu Block pisał, że kraje zamieszkiwane przez nosorożce praktycznie uniemożliwiają farmerom udomowienie nosorożców w celach zarobkowych. Zamiast tego słychać tylko „biurokratów recytujących frazesy o znaczeniu powstrzymania polowań na zwierzęta”[2].

Skomercjalizujmy handel nosorożcami i pojawią się farmy hodujące nosorożce ― w ten sposób ogromnie zwiększy się podaż nosorożców. Program 60 Minutes podał na przykład ostatnio, że wiele afrykańskich zwierząt ma się świetnie w prywatnych pawilonach myśliwskich w Teksasie.

Rezerwat zwierzyny to nie miejsce, w którym można się wylegiwać. Każdy budzony jest już o piątej rano, a strażnicy lubią zaczynać ranne safari przed 5:30. Poranne powietrze w lutym było idealnie rześkie, a my czekaliśmy na więcej obserwacji zwierząt z wielkiej piątki.

Niedaleko głównego budynku Thornybush jest lądowisko i jako pierwszą rzecz dostrzegliśmy tam dwie lwice, które, przechadzając się po powierzchni, korzystały z chłodnego porannego powietrza. Werner zatrzymał samochód bardzo blisko lwów, ale one tyko ziewnęły, wykazując niewiele zaniepokojenia czy zainteresowania.

Tego dnia w ciągu naszych dwóch safari zobaczyliśmy całą wielką piątkę Afryki: lwa, bawoła, słonia afrykańskiego, nosorożca i lamparta (najbardziej płochliwego). To wyrażenie odnosi do pięciu zwierząt, na które najtrudniej polować na piechotę.

Wielkie, potężne zwierzęta wydają się potulne, przebywając koło samochodów, ale są nadal dzikie i nieprzewidywalne. Przypomniała nam o tym dwuipółmetrowa czarna mamba, pełzająca przez drogę. Jest to najdłuższy i najszybszy wąż jadowity na świecie ― a do tego jeszcze agresywny. Oprócz tego każdego wieczoru któryś z pracowników odprowadzał nas do naszych domków, ponieważ samotni goście rezerwatów zwierzyny mogliby stać się ofiarami lampartów.

Werner i Orlando zdołali pokazać nam prawie wszystko, czego mogliśmy się spodziewać na tego typu safari. Dodatkowo, gdy wracaliśmy do kwatery pod rozgwieżdżonym niebem, członek naszej grupy zadawał pytania z dziedziny astronomii. W odpowiedzi Werner zatrzymał pojazd, wyciągnął wskaźnik laserowy i przerodził się w Galileusza.

Mieliśmy przed sobą jeszcze jedno safari, ale nadal nie widzieliśmy samca lwa. Powiedzieliśmy Wernerowi i Orlando, że ich zadaniem będzie znalezienie króla dżungli. Nie stało się to szybko. W przeciwieństwie do trzech wcześniejszych wycieczek tym razem wydawało się, że zataczaliśmy koła. Natknęliśmy się na parę sennych białych nosorożców. Ciekawe spotkanie, ale nie były to lwy. Żyrafy. Nuda.

Werner i jego partner poważnie potraktowali nasze życzenie dotyczące lwów. Nasz przewodnik dostał wiadomość o zaobserwowaniu śladów przez inny pojazd i Orlando wydawał się pewny, że lew przebywa niedaleko.

Orlando polecił Wernerowi zatrzymać samochód, wyskoczył i udał się w kierunku buszu. Wtedy usłyszeliśmy to ― jakbyśmy siedzieli w pierwszym rzędzie oglądając rozpoczęcie filmu wytwórni MGM! Orlando obrócił się, dobiegł do samochodu i wskoczył na swoje siedzenie. Werner wjechał w busz w stronę, z której dobiegał ryk.

Trzy lwice i samiec wyczekująco spoglądały w górę pewnego drzewa. Na drzewie był lampart ze świeżo upolowaną młodą impalą. Lamparty i lwy mogą być kotami, ale nie darzą się sympatią. Są zaciekłymi wrogami, a lampart był w znacznie gorszej sytuacji.

Werner uważał, że lampart mógłby przeczekać lwy. Lwy nie potrafią wspinać się z łatwością. Lampart zrobił się jednak nerwowy — nie wiadomo, czy z powodu lwów, czy też z powodu naszego pojazdu. Nagle lampart zeskoczył z drzewa ― z wysokości 5 do 6 metrów ― i pobiegł w kierunku drzewa znajdującego się przed naszym samochodem, a lwy ruszyły w pościg. Byliśmy zszokowani. Werner w pośpiechu wycofał samochód.

Lampart znowu zeskoczył i wbiegł na kolejne drzewo, uciekając lwom. Werner martwił się, że narażamy zwierzę na niebezpieczeństwo. Zakręcił w pobliżu drzewa, na którym lampart zostawił zawieszoną na gałęzi martwą impalę.

Wkrótce wróciły lwice i jedna spróbowała wspiąć się po zdobycz. Stupięćdziesięciokilowy kot zdołał wejść po pniu, żłobiąc pazurami ślady w korze. Odtąd zadanie było coraz trudniejsze. Impala wisiała poza zasięgiem lwa. Kot starannie balansował na konarze, który okazał się na tyle stabilny, że umożliwił mu dosięgnięcie i chwycenie impali.

W końcu impala znalazła się w paszczy lwicy. To jednak nie koniec trudności. Podczas gdy lamparty mają chwyt zamknięty czyli kość skokową pomagającą we wspinaniu się i schodzeniu, kości skokowe lwów zsuwają się na boki pod ich wielkim ciężarem.

W międzyczasie pozostałe dwie lwice spokojnie czekały pod drzewem, mając nadzieję na chwycenie upadającej impali, ale lwica wytrzymała, niezdarnie ześlizgując się po pniu. Gdy znalazła się na stałym lądzie, pewnie trzymając zdobycz, zaczęła oddalać się w gęstwinie buszu. Szybko pojawił się król dżungli i dołączył do niej.

To właśnie perspektywa oglądania tego rodzaju dramatycznych wydarzeń sprawia, że turyści wydają pieniądze, a umożliwiają to rynek i własność prywatna, motywując jednocześnie do ochrony i rewitalizacji gatunków uznanych kiedyś za zagrożone. Jak wyjaśnia profesor Block: „nie ma żadnego nieodłącznego konfliktu między rynkiem i środowiskiem”.

Dobre intencje rządu w niewielkim stopniu ochroniły przyrodę. Tylko własność prywatna i wycena rynkowa będą chronić te wspaniałe stworzenia, aby przyszłe pokolenia mogły się nimi zachwycać i cieszyć.

 


[1] Walter Block, Economics and the Environment: A Reconciliation, Fraser Institute 1990.

[2] Ibidem.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Doug French

Pozostałe wpisy autora:

12 Komentarze “French: Własność to sposób na ochronę środowiska!

  1. Dobre intencje rządu w niewielkim stopniu ochroniły przyrodę. Tylko własność prywatna i wycena rynkowa będą chronić te wspaniałe stworzenia, aby przyszłe pokolenia mogły się nimi zachwycać i cieszyć.
    ————————————————-
    A kto wytępił bizony w Ameryce Północnej? Prywatni czy państwowi właściciele?

  2. A do kogo należały te bizony? Do prywatnych właścicieli czy po prostu biegały sobie jako własność społeczna (komunizm)?

  3. Widocznie korzyści płynące z ich wytępienia były większe niż te płynące z ich utrzymania. Chciałbyś żeby wszystko co naturalne dalej istniało? Wtedy nie byłoby żadnego postępu i mieszkalibyśmy dalej na drzewach. Przesłanie artykułu to nie „prywatna własność sprawi, że środowisko naturalne się nie zmieni”, tylko „ludzie nie zniszczą czegoś, co inni ludzie mają ochotę podziwiać i są w stanie za to płacić”, o ile nie nastąpi jakaś pilniejsza potrzeba.

  4. Połowa tekstu to jakieś wspominki z safari i całą tezę, że własność prywatna to sposób na ochronę przyrody ma udowadniać jeden przykład pozytywny afrykańskich rezerwatów, gdzie ludzie chcą płacić za safari i negatywny z państwowego parku, gdzie chronione zwierzęta są też coś warte na czarnym rynku. Czyli zwierzęta, za których oglądanie nikt nie zapłaci albo mają nieszczęście żyć w niedostępnych miejscach, tudzież takie oglądanie byłoby dla nich zbyt szkodliwe po prostu nie mogą liczyć na ochronę w świecie prywatnej ochrony przyrody? Wybitne obalenie własnej tezy, gratuluję.

  5. „Przesłanie artykułu to nie „prywatna własność sprawi, że środowisko naturalne się nie zmieni”, tylko „ludzie nie zniszczą czegoś, co inni ludzie mają ochotę podziwiać i są w stanie za to płacić”, o ile nie nastąpi jakaś pilniejsza potrzeba.”
    Mówisz więc, że przesłaniem artykułu, że własność to sposób na ochronę środowiska jest stwierdzenie, że własność to beznadziejny sposób na ochronę środowiska, niczym nie różniący się od stanu bez ochrony środowiska? Miło, że to zauważasz.

  6. Niczym nie różniący się? Bez prywatnej własności tego środowiska zostałoby ono zniszczone. Gdyby nikt na nim nie mógł zarobić, to nie miałby motywacji by go nie niszczyć. Nie widzisz różnicy?
    Samo oglądanie to jeszcze nie wszystko. Dobrem które czerpie właściciel z ochrony swojej przyrody może być również możliwość życia w pięknym miejscu(wraz z gwarancją że nikt inny go nie zniszczy), lub ochrona przyrody sama w sobie. Problem z państwową ochroną przyrody jest taki, że nie ma żadnego rachunku zysków i strat. Państwo nie ma możliwości porównania korzyści płynących z utrzymania przyrody nienaruszonej z korzyściami możliwymi do osiągnięcia przy zniszczonej przyrodzie.

  7. A do kogo należały te bizony? Do prywatnych właścicieli czy po prostu biegały sobie jako własność społeczna (komunizm)?
    ———————————————-
    Bizony jako wolne stworzenia nie należały do nikogo. Nie podlegały też ochronie prawnej.
    ———————————————-
    Widocznie korzyści płynące z ich wytępienia były większe niż te płynące z ich utrzymania. Chciałbyś żeby wszystko co naturalne dalej istniało?
    ———————————————–
    Czyje korzyści? Bizonów czy ludzi?
    ———————————————–
    Wtedy nie byłoby żadnego postępu i mieszkalibyśmy dalej na drzewach. Przesłanie artykułu to nie „prywatna własność sprawi, że środowisko naturalne się nie zmieni”, tylko „ludzie nie zniszczą czegoś, co inni ludzie mają ochotę podziwiać i są w stanie za to płacić”, o ile nie nastąpi jakaś pilniejsza potrzeba.
    ———————————————-
    A w Polsce lasy są państwowe w większości i nie zostały zniszczone. Dlaczego?

  8. Naprzód:
    „Bizony jako wolne stworzenia nie należały do nikogo. Nie podlegały też ochronie prawnej.”

    – Skoro nie podlegały ochronie prawnej zatem nie można było je chronić. Wolny Rynek istnieje wtedy kiedy dwie lub więcej stron ma zagwarantowane te same prawa. Zatem ani bizony jako zwierzęta nie mogły się prawnie bronić =P Ani nie posiadając właściciela nikt nie troszczył się o ich interesy (ich wynikające z własnych).

    Bizony wybijano nie dla mięsa, ale dla ochrony rolniczej (błędnie zinterpretowano pewne procesy środowiskowe). Gdyby nie to Bozony nawet gdyby polowano na mięso spokojnie stadami żyłyby do dziś.

    Naprzód:
    „Czyje korzyści? Bizonów czy ludzi?”

    – A jak się prawnie może bronić Bizon?? W Polsce nawet pies i świnia tego nie zrobi. Za to właściciel konia w Polsce może żądać odszkodowania (pomijając sprawność i jakość naszych beznadziejnych sądów) za szkody jakie doznało jego zwierzę – czyli właściciel.

    Jeżeli dla mnie dobrem (materialnym) jest zwierzę to chce je chronić przed innym podmiotem (człowiekiem) bo mam tego zysk, np. z jajek, dobrej skóry (którą będę miał jeżeli dbam o zwierzę), turystów, czy wyścigów.

    Np. najdroższe mięsa na świecie pochodzą z hodowli wieprzy i krów, które są regularnie poddawane masażom i wszelkim wygodom jakie im służom dobremu samopoczuciu (idealne rozłożenie tłuszczu i mięsa).

    Szkoda, że nie podano innego przykładu prywatnej własności i ochronie środowiska. Otóż najdroższymi wyspami na świecie są wyspy prywatne. Dlaczego? Bo właściciele zaczynają o nie dbać. Ich ceny szybują nie tylko dlatego, że wybudowywuje się ekskluzywne domy. To nie problem dla deweloperów. Lecz dlatego, że przywracają bujny ekosystem, czasem dla siebie (DiCaprio), czasem dla przyciągnięcia turystów – tu przypomina mi się jeden z milionerów, który przywrócił jednej z wysp bujność życia i o którego wyspę najdroższe hotele się starały, na próżno.

    Naprzód:
    „A w Polsce lasy są państwowe w większości i nie zostały zniszczone. Dlaczego?”

    – Bo lasy państwowe to dziwny twór. Najpierw sie kilka lat szkolisz tylko na lesnika, nastepnie zyjesz z tego do konca zycia, a jak cos skopiesz wylatujesz. Lesnik pracuje zazwyczaj latami na jednym terenie i niejako z tego zyje. Ale nie jest tak różowo, zwłaszcza na scianie wschodniej. Kradzieże drewna, kłusownictwo i niewielkie prawa strazy lesnej. Na wschodzie lesnicy nie raz musza uwazac i przymykaja oczy bo po co zarobic kulke? Poznaj to od srodka a przestaniesz pierdoły opowiadac.

  9. – Skoro nie podlegały ochronie prawnej zatem nie można było je chronić. Wolny Rynek istnieje wtedy kiedy dwie lub więcej stron ma zagwarantowane te same prawa. Zatem ani bizony jako zwierzęta nie mogły się prawnie bronić =P Ani nie posiadając właściciela nikt nie troszczył się o ich interesy (ich wynikające z własnych).

    Bizony wybijano nie dla mięsa, ale dla ochrony rolniczej (błędnie zinterpretowano pewne procesy środowiskowe). Gdyby nie to Bozony nawet gdyby polowano na mięso spokojnie stadami żyłyby do dziś.
    ———————————————–
    Dlaczego nikt nie kupował ziemi razem z bizonami i nie czerpał z tego korzyści?
    ———————————————–
    – Bo lasy państwowe to dziwny twór. Najpierw sie kilka lat szkolisz tylko na lesnika, nastepnie zyjesz z tego do konca zycia, a jak cos skopiesz wylatujesz. Lesnik pracuje zazwyczaj latami na jednym terenie i niejako z tego zyje. Ale nie jest tak różowo, zwłaszcza na scianie wschodniej. Kradzieże drewna, kłusownictwo i niewielkie prawa strazy lesnej. Na wschodzie lesnicy nie raz musza uwazac i przymykaja oczy bo po co zarobic kulke? Poznaj to od srodka a przestaniesz pierdoły opowiadac.
    ———————————————–
    Na zachodzie Europy lasy są prywatne i w czym są lepsze od polskich państwowych? Chociaż jeden argument proszę. Ile tam jest niedźwiedzi, wilków, łosi itd.?

  10. „Na zachodzie Europy lasy są prywatne”

    Proszę udowodnić, że są prywatne.
    W 3RP też są formalnie prywatne, a „właściciel” nie może nawet sobie stawu wykopać ani drzewa ściąć. Cytat:

    Mój wujek ma około 1 ha lasu. Chce wyciąć kilkadziesiąt drzew, bo są one potrzebne mu do budowy szopy. Zawiadomił leśniczego by wydał pozwolenie na wycinkę drzew. Leśniczy przyszedł i powiedział mu, że nie może wydać mi takiego pozwolenia bo las jest za młody( ma 47 lat), a według niego musi mieć co najmniej 80 lat by takie pozwolenie wydać. Mówił także, że pozwolenie może wydać na wycięcie krzywych drzew, ale i tak ja nie mogę ich wyciąć tylko firma nadleśnictwa.”

    https://libertarianizm.net/threads/pa%C5%84stwowe-lasy.1649/page-2#post-33989

  11. Tutaj z kolei jakiś typ pyta, czy może wykopać staw. Mówi, że załatwił jakieś tam pozwolenia z Lasów Państwowych i urzędu, po czym dostaje taką odpowiedź:

    „Ja bezpośrednio zajmuje się pozwoleniami wodno-prawnymi – nie wiem kto Ci to „załatwił” lub gdzie załatwiłeś ale zgoda nadleśnicwa lub inna to wcale nie wszystko.
    1) staw przeciwpożarowy jest urządzeniem wodnym – wymaga pozwolenia wodnoprawnego za wybudowanie i na szczególne korzystanie z wód.
    2) abstrahuje już od Prawa budowlanego, które w obecnym brzmieniu wymaga pozwolenia na budowę praktycznie na każdy zbiornik wodny – i tu nie ma znaczenia głębokość.
    3) jeśli się wypowiadasz to musisz znać aktualne akty prawne – koledze od budowy stawu w lesie życzę powodzenia – przede wszystkim z wyłączeniem lasu z produkcji leśnej a skończywszy na wydaniu pozwolenia na budowę na takim gruncie.”

    https://libertarianizm.net/threads/pa%C5%84stwowe-lasy.1649/page-2#post-33999

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy