Salerno: Pozwólmy odejść niesolidnemu pieniądzowi

27 października 2012 Bankowość komentarze: 14

Autor: Joseph T. Salerno
Źródło: mises.org
Tłumacz: Marcin Moroń
Wersja PDF

Poprawiona wersja pisemnego oświadczenia przedstawionego 28 czerwca 2012 r. Podkomisji Wewnętrznej Polityki Pieniężnej i Technologii należącej do Komisji Usług Finansowych Kongresu USA (Subcommittee on Domestic Monetary Policy and Technology of the Committee on Financial Services) zatytułowanego „System rezerw cząstkowych i bankowość centralna jako źródła niestabilności gospodarczej: alternatywny system solidnego pieniądza”.

pieniadzPanie Przewodniczący Paul i Szanowni Członkowie Podkomisji, jestem bardzo zaszczycony tym, że mogę stanąć przed Wami, aby mówić na temat systemu rezerw cząstkowych. Dziękuję za Wasze zaproszenie i uwagę.

W krótkim czasie będącym do mojej dyspozycji chciałbym zwięźle opisać system rezerw cząstkowych, przedstawić problemy związane z jego funkcjonowaniem w obecnych warunkach ustrojowych i zaproponować ich możliwe rozwiązanie.

Bank to po prostu przedsiębiorstwo, które emituje tytuły do pewnej ustalonej sumy pieniędzy złożonych w depozyt. Te roszczenia są realizowane na żądanie i bez żadnych dodatkowych kosztów dla deponenta. We współczesnym świecie takie roszczenia mogą przybrać formę np. depozytów czekowych — zwanych tak, gdyż mogą być przekazane osobie trzeciej poprzez wypisanie czeku osobie wymienionej na nim. Mogą także przybrać formę depozytów „oszczędnościowych” z ograniczonymi lub bez operacji czekowych, których wypłata odbywa się osobiście w oddziale banku lub w bankomacie. W USA waluta, w której te roszczenia są realizowane, to banknoty Rezerwy Federalnej, czyli „banknoty dolarowe”, z którymi wszyscy jesteśmy zaznajomieni.

O systemie rezerw cząstkowych mówimy wtedy, gdy bank pożycza lub inwestuje część pieniędzy swoich deponentów, zatrzymując tylko część depozytów w gotówce. Ta gotówka to rezerwa banku — stąd nazwa „system rezerw cząstkowych”. Obecnie wszystkie banki komercyjne oraz instytucje finansowe w USA działają w tym systemie.

Pozwólcie, że pokażę na prostym przykładzie, jak działa ten mechanizm. Przyjmijmy, że bank posiadający 1 milion USD w depozytach wydaje 900 tysięcy USD na pożyczki i inwestycje. Jeśli dla uproszczenia pominiemy kapitał wpłacony przez właścicieli banku, będzie on utrzymywał rezerwę gotówkową w wysokości 10 procent swoich zobowiązań pieniężnych związanych z depozytami. Bank na mocy umowy jest bowiem zobowiązany do wypłacenia tych zobowiązań na żądanie. Aktywami banku są jego rezerwy, udzielone pożyczki i inwestycje. Rezerwy składają się z banknotów dolarowych w jego sejfach i bankomatach oraz depozytów banku w Rezerwie Federalnej (Fed), wypłacanych na żądanie w banknotach drukowanych przez Bureau of Engraving and Printing na polecenie banku centralnego. Pożyczki i papiery wartościowe stanowią niepieniężne aktywa banku, które są tytułami do sum pieniężnych płatnych tylko w gotówce, w bliskiej lub dalszej przyszłości. Aktywa te obejmują krótkoterminowe pożyczki biznesowe, zobowiązania posiadaczy kart kredytowych, pożyczki pod hipotekę oraz papiery wartościowe emitowane przez Departament Skarbu USA oraz instytucje finansowe innych rządów.

Kluczem do zrozumienia natury systemu rezerw cząstkowych i problemów, jakie powoduje jest zauważenie, że depozyt bankowy nie jest równoważny z pieniądzem. Jest raczej substytutem pieniądza, to jest roszczeniem do prawdziwych pieniędzy — banknotów dolarowych — powszechnie uważanych za całkowicie bezpieczne.

Depozyty bankowe przelewane za pomocą czeków lub kart debetowych będą rutynowo opłacane i przyjmowane zamiast pieniędzy tylko tak długo, jak długo ludzie nie będą mieli najmniejszej wątpliwości, że bank, który tworzy te depozyty, będzie w stanie wypłacić je bez żadnego opóźnienia i dodatkowych kosztów.

W takich okolicznościach depozyty są chętnie utrzymywane przez przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe jako tożsame z pieniędzmi w postaci gotówki. Dlatego też są zaliczane do podaży pieniądza, to jest całkowitej podaży dolarów w gospodarce.

Już sama natura systemu rezerw cząstkowych sprawia, że od razu trafiamy na pierwszy problem. Z jednej strony pasywa banku w postaci depozytów mają natychmiastową zapadalność, ponieważ bank obiecał realizować je na żądanie. Z drugiej strony w danym momencie tylko mała część aktywów jest dostępna, aby pokryć owe zobowiązania. Dla przykładu, amerykańskie banki posiadają zazwyczaj znacznie mniej niż 10 proc. wartości swoich depozytów w rezerwie gotówkowej. Reszta pasywów banku będzie płatna dopiero po kilku miesiącach, latach ― a w przypadku hipotek ― dekadach. W żargonie ekonomicznym bankowość oparta o system rezerw cząstkowych zawsze zawiera w sobie „ryzyko niedopasowania aktywów i pasywów”, które wynika z różnych terminów zapadalności pasywów i aktywów banku.

W języku laików banki pożyczają od kogoś na krótko, jednocześnie udzielając pożyczek na długo. Problem wychodzi na jaw, gdy żądania wypłaty depozytów przekroczą istniejące rezerwy gotówkowe banku. Bank jest tym samym zmuszony do pośpiesznego sprzedania części swoich długoterminowych aktywów, z których wiele nie jest łatwo zbywalnych, co naraża bank na duże straty. Cały ten proces powoduje panikę u reszty deponentów banku, którzy rzucą się, aby wypłacić swoje depozyty zanim stracą one całą swoją wartość. Rozpoczyna się wtedy klasyczna panika bankowa. W tym momencie wartość pozostałych aktywów banku będzie niewystarczająca, aby spłacić wszystkie zobowiązania depozytowe o ustalonej wartości pieniężnej, w związku z czym bank upadnie.

Dlatego też bank z cząstkową rezerwą może pozostać wypłacalny jedynie tak długo, jak długo istnieje społeczne przekonanie, że depozyty rzeczywiście są pozbawionymi ryzyka roszczeniami do gotówki. Jeśli z jakiegokolwiek powodu ― prawdziwego lub wymyślonego ― wśród klientów banku powstanie choćby najmniejsza wątpliwość co do możliwości wypłaty depozytów na żądanie, reputacja takiego banku jako emitenta substytutów pieniądza natychmiast znika. Marka substytutów pieniądza produkowana przez te bank traci na wartości, a klienci pędem śpieszą, aby wypłacić gotówkę ze swoich depozytów ― której żaden bank z rezerwą cząstkową nie jest w stanie dostarczyć na żądanie w wystarczającej ilości. Dlatego też ryzyko utraty marki oraz niewypłacalności zawsze wisi nad bankami działającymi w systemie rezerwy cząstkowej.

W związku z tym, aby stworzyć klientelę traktującą swoje depozyty jako substytuty pieniądza, bank z rezerwą cząstkową musi wytworzyć to, co Ludwig von Mises nazwał „wyjątkowym rodzajem dobrej woli”. Na wolnym rynku tego typu dobra reputacja jest bardzo trudna i kosztowna nie tylko do uzyskania, ale i do utrzymania. Niemniej, to właśnie ona jest tym, co skłania klientów banku do powstrzymania się od błyskawicznego spieniężenia swych depozytów, a tym samym doprowadzenia banku do natychmiastowej niewypłacalności. Oczywiście, aby pozostać rentownym, bank musi także zbudować typową reputację biznesową, która zależy od korzystnej lokalizacji, znakomitej obsługi klienta, ładnych placówek, reputacji kadry zarządzającej itd. Ale w odróżnieniu od powszechnej formy reputacji — kluczowej w funkcjonowaniu każdego biznesowego przedsięwzięcia — jest ona warunkiem sine qua non do funkcjonowania depozytów danego banku jako substytutów pieniądza. W niemal wszystkich pozostałych gałęziach gospodarki zaufanie klienta może podlegać wahaniom i zazwyczaj nie zanika naraz w całości, niszcząc markę produktu i wpędzając przedsiębiorstwo w natychmiastową niewypłacalność.

Ludwig von Mises opisał utratę zaufania w wypłacalność banku i związane z tym zjawisko zaniku marki tymi słowami:

 

Zaufanie wobec banku jest nieodłączne od zaufania wobec wyemitowanych przez niego substytutów pieniądza. Albo ufają bankowi wszyscy jego klienci albo żaden. Jeżeli utraci zaufanie część klientów, to utracą je także pozostali. (…) Nie można zapominać, że każdy bank emitujący fiducjarne środki płatnicze jest w dość ryzykownej sytuacji. Reputacja to najcenniejsza rzecz, jaką posiada. Z chwilą gdy pojawią się wątpliwości co do jego niekwestionowanej wiarygodności i wypłacalności, musi zbankrutować[1].

 

W związku z tym emisja depozytów niezabezpieczonych w całości gotówką jest na wolnym rynku zawsze niepewnym przedsięwzięciem. Najmniejsza nawet obawa dotycząca wypłacalności banku wśród części jego klientów natychmiast zniszczy rolę depozytów jako substytutów pieniądza. Co więcej, utrata zaufania, która powoduje zanik marki, jest także przyczyną — a nie skutkiem — paniki bankowej i nie może być ograniczona poprzez wysoki współczynnik rezerw do depozytów, ponieważ w systemie rezerw cząstkowych rezerwy z definicji są zawsze niewystarczalne do spłacenia wszystkich zobowiązań pieniężnych płatnych na żądanie, które zaciągnął bank. Właściwie poziom rezerw pieniężnych nie ma bezpośredniego wpływu na stabilność banku. To po  prostu jeden z kilku czynników, które biorą pod uwagę klienci, gdy formułują swoją własną opinię dotyczącą tego, czy depozyty oraz papiery emitowane przez bank są substytutami pieniądza, czy nie. Dla przykładu w XIX w. stosunek rezerw złota do banknotów i depozytów Banku Anglii wynosił tylko 3%, co nie zmieniało faktu, że był on uważany za jedną najbardziej stabilnych instytucji finansowych na świecie.

Szczególne i nadrzędne znaczenie zaufania społecznego dla utrzymania bankowości w systemie rezerwy cząstkowej zostało podkreślone zwłaszcza przez Murraya N. Rothbarda:

 

W jakim sensie bank może być „pewny”, gdy jeden szept na temat jego zguby lub załamanie zaufania społecznego może szybko doprowadzić go do upadku? W jakiej innej gałęzi gospodarki zwykła plotka lub cień wątpliwości może pogrążyć pozornie solidną firmę? Co takiego jest w bankowości, co sprawa, że społeczne zaufanie odgrywa w niej tak niezwykle ważną i kluczową rolę? Odpowiedź leży w naturze naszego systemu bankowego ― zarówno banki komercyjne, jak i kasy oszczędnościowe działają na zasadzie rezerwy cząstkowej: to znaczy kwota posiadana przez nie w gotówce jest dużo niższa niż suma roszczeń o wypłatę gotówki na żądanie ich klientów[2].

 

Argument Rothbarda na temat skrajnie wysokiej wrażliwości zaufania publicznego do emitentów częściowo pokrytych substytutów pieniędzy dobrze ilustruje szokujący upadek Washington Mutual (WaMu) z sierpnia 2008 r. Była to największa katastrofa pojedynczego banku w historii USA. WaMu istniał od 119 lat i był szóstym pod względem wielkości bankiem w kraju z majątkiem rzędu 307 mld USD. Miał swoje oddziały w całym kraju i mienił się Walmartem bankowości. Był także jedną z lepiej radzących sobie na Wall Street firm ― aż do czasu na krótko przed swoim upadkiem. To jasne, że deponenci WaMu mieli wielkie zaufanie do jego wypłacalności ― tym bardziej, że jego depozyty były ubezpieczone przez rząd federalny oraz politykę „zbyt duży, by upaść” prowadzoną przez Fed. Pomimo to, niemalże z dnia na dzień ta szczególna forma dobrej woli, która nadała depozytom WaMu status substytutu pieniądza, zniknęła, gdy ogarnięci paniką klienci pośpiesznie usiłowali wypłacić swoje fundusze. Nieoczekiwanym wydarzeniem, które zapoczątkowało nagły spadek zaufania i następujący po nim zanik marki, był kryzys Lehman Brothers, zasłużonego banku inwestycyjnego. W tydzień po jego upadku WaMu było już historią.

Szeroko opisywane w prasie bankructwo Lehman Brothers wstrząsnęło zaufaniem społecznym nie tylko do wypłacalności WaMu, ale w stosunku do całego systemu bankowego. Gdyby nie agresywne działania Fedu i Departamentu Skarbu jesienią 2008 r. w celu dokonania bailoutu największych banków, bezsprzecznie cały system padłby w krótkim czasie. Rzeczywiście, w grudniu tego samego roku łączna wysokość kryzysowych pożyczek Fedu i Departamentu Skarbu sięgnęła 1,2 biliona USD. Wśród odbiorców tych funduszy były jedne z najbardziej zaufanych i cenionych marek w bankowości: Citibank, Bank of America, Morgan Stanley oraz takie europejskie banki jak Royal Bank of Scotland czy UBS AG. Bez tej bezprecedensowej dotacji zdyskredytowane marki trafiłyby na śmietnik historii.

Nieustannie obecne ryzyko niewypłacalności to jednak względnie mały problem bankowości z systemem rezerw cząstkowych. Jego efekty są ograniczone do udziałowców, wierzycieli i deponentów banku, którzy dobrowolnie akceptują szczególne ryzyko związane z tym przedsięwzięciem.

Głównym problemem związanym z rezerwą cząstkową są jej szkodliwe skutki dla gospodarki, spowodowane przez powiązane zjawiska inflacji i cyklów koniunkturalnych.

Po pierwsze, system rezerwy cząstkowej z natury wspiera inflację. Bank, pożyczając depozyty swoich klientów, nieuchronnie zwiększa podaż pieniądza. Gdy ludzie deponują w banku 100 000 USD w gotówce, jego zobowiązania zwiększają się o 100 000 USD, jednocześnie jednak powiększają się również jego aktywa w postaci gotówki w swoich sejfach o 100 000 USD. Całkowita podaż pieniądza, zawierająca zarówno banknoty będące w obiegu, jak i depozyty bankowe, nie zmieniła się. Deponenci zmniejszyli ilość gotówki w obiegu o 100 000 USD, które są teraz zdeponowane w sejfie banku, ale też zwiększyli o tę samą ilość sumę, którą mogą wypłacić za pomocą czeków i kart kredytowych. Przypuśćmy teraz, że pracownicy banku pożyczają konsumentom i przedsiębiorstwom 90 000 USD z tej zdeponowanej gotówki, zatrzymując pozostałe 10 000 USD jako rezerwę. Pożyczki zwiększają podaż pieniądza o 90 000 USD, ponieważ pierwotni deponenci wciąż mają prawo do 100 000 USD na swoich kontach, zaś pożyczkobiorcy otrzymują dodatkowe 90 000 USD gotówki, której nie mieli wcześniej.

Zwiększenie podaży pieniądza nie zatrzymuje się jednak w tym miejscu. Gdy pożyczkobiorcy wydają pożyczoną gotówkę, aby nabyć towary lub by wypłacić pensje, odbiorcy gotówki ponownie deponują część lub całość tej gotówki w swoich bankach, które z kolei pożyczają pewną część nowych depozytów. W wyniku tego procesu tworzy się i pomnaża bankowo-depozytowe dolary w ilościach dużo większych niż sumy pierwotnych depozytów gotówkowych (biorąc pod uwagę obecny stan prawny w USA, każdy dolar w gotówce zdeponowany w banku może zwiększyć podaż pieniądza w kraju maksymalnie o 10 USD). Gdy dodatkowe dolary pochodzące z depozytów są wydawane, ceny w gospodarce stopniowo rosną, czego nieuniknionym efektem jest inflacja z wszystkimi związanymi z nią negatywnymi skutkami.

System rezerwy cząstkowej generuje jeszcze jedną istotną szkodę gospodarce. Aby zachęcić przedsiębiorstwa i konsumentów do pożyczania dodatkowo stworzonych dolarów, banki muszą obniżyć stopy procentowe poniżej poziomu równowagi rynkowej, określonego przez ilość dobrowolnych oszczędności. Przedsiębiorstwa są zwodzone przez sztucznie zaniżone stopy i zachęcane do brania pożyczek na rozbudowę infrastruktury lub prowadzenia różnego rodzaju nowych długoterminowych inwestycji. Przyszła rentowność tych przedsięwzięć zależy jednak od nadziei na to, że kredyt bankowy pozostanie tani mniej więcej w nieskończoność. Także konsumenci są zmyleni przez niższe stopy procentowe kredytów i pośpiesznie nabywają większe posiadłości lub domki wypoczynkowe. Biorą także kolejne hipoteki na swoje domy, żeby kupować luksusowe towary. Rozpoczyna się fałszywy boom gospodarczy, który skazany jest na przekształcenie w kryzys, gdy tylko stopy procentowe zaczną ponownie rosnąć.

W trakcie inflacyjnej koniunktury wraz ze wzrostem cen rośnie zapotrzebowanie na kredyt, a ponadto coraz większe sumy gotówki są wypłacane z depozytów bankowych, aby pokryć koszty codziennych zakupów. Banki reagują na taki rozwój wypadków ostro podwyższając stopy procentowe i ograniczając liczbę kredytów i depozytów, powodując spadek podaży pieniądza. Może się ona załamać równie mocno jak we wczesnych latach 30. XX wieku, ponieważ społeczeństwo traci zaufanie do banków i domaga się z powrotem swoich depozytów w gotówce. W tym wypadku następuje seria panik bankowych, wpędzająca wiele banków o rezerwie cząstkowej w niewypłacalność, która natychmiast niszczy ich substytuty pieniędzy, które wcześniej krążyły w obiegu, będąc częścią podaży pieniądza. W wyniku tych wydarzeń następuje recesja oraz deflacja. Jaskrawo widoczny staje się szał błędnych inwestycji oraz nadmiernej konsumpcji przejawiający się w porzuconych budowach, opuszczonych budynkach biurowych czy przejętych przez wierzycieli domostwach zaśmiecających gospodarczy krajobraz. W końcu okazuje się, że w wyniku ekspansji kredytowej w systemie rezerw cząstkowych prawie wszystkie gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa biednieją ― nawet te, które początkowo zyskały na inflacji.

Inflacja oraz cykle koniunkturalne powodowane przez bankowość w systemie rezerwy cząstkowej są mocno intensyfikowane przez ingerencje Rezerwy Federalnej oraz rządu USA w sektor bankowy. Te ingerencje są usprawiedliwiane przez ekonomistów i polityków właśnie przez niestabilność systemu rezerw cząstkowych. Najgroźniejszymi formami interwencji rządowych są uprawnienia Fedu do tworzenia rezerw bankowych z powietrza poprzez operacje otwartego rynku, używanie przez Fed fałszywych rezerw do wykupywania upadających banków i odgrywanie roli pożyczkodawcy ostatniej szansy oraz federalne zabezpieczenie depozytów bankowych. W wyniku istnienia takich regulacji depozyty wszystkich banków są przez społeczeństwo postrzegane i obdarzane zaufaniem jako homogeniczny rodzaj substytutu pieniądza, w pełni gwarantowany przez rząd federalny i zabezpieczony uprawnieniami Fedu do swobodnego dodrukowywania rezerw bankowych oraz ratowania niewypłacalnych banków. W obecnym systemie monetarnym nie ma więc żadnych ograniczeń naturalnej skłonności banków o rezerwie cząstkowej do niedopasowywania struktury płatności swoich aktywów i pasywów, do zwiększania ilości kredytów i depozytów i do sztucznego obniżania stóp procentowych. Bez zasadniczych zmian w amerykańskim systemie monetarnym rozwój baniek spekulacyjnych w różnych sektorach gospodarki oraz będące tego następstwem kryzysy gospodarcze są nieuniknione.

Rozwiązaniem tych problemów jest traktowanie sektora bankowego jak każdego innego i pozwolenie mu na operowanie na wolnym rynku ― rynku całkowicie wolnego od rządowych gwarancji dla depozytów bankowych i możliwości bailoutów dokonywanych przez Fed. Aby to osiągnąć, trzeba stopniowo wycofać rządowe gwarancje dla depozytów, a Fed musi być legalnie i na stałe pozbawiony prerogatyw do tworzenia rezerw bankowych z niczego. Najlepszą drogą do tego celu byłoby ustanowienie prawdziwego standardu złota, w którym złote monety znajdowałyby się w obiegu oraz tworzyłyby rezerwy bankowe. Jednocześnie Fed musiałby być pozbawiony swych uprawnień do emisji banknotów i przeprowadzania operacji otwartego rynku. Ponadto banki musiałyby znów posiadać prawo do emisji własnych banknotów, tak jak miało to miejsce w XIX i na początku XX wieku.

Gdy nastąpi takie drastyczne ograniczenie rządowych ingerencji w sektorze bankowym, każdy bank o rezerwie cząstkowej będzie ściśle ograniczony zaufaniem społecznym w kwestii emisji substytutów pieniądza. Jeden fałszywy krok banku ― jedna podejrzana pożyczka lub jedna nieroztropna emisja niezabezpieczonych banknotów lub tworzenie niepokrytych depozytów ― mógłby spowodować natychmiastowy zanik marki jego substytutów pieniądza, panikę bankową i niewypłacalność.

Na rynku bankowym, jaki opisałem, przewiduję nieustanne zagrożenie niewypłacalnością, które zmusiłoby banki do powstrzymania się od dalszego pożyczania swych depozytów wypłacanych na żądanie. Oznacza to, że gdyby bank chciał zaoferować pożyczki o krótszym lub dłuższym okresie płatności, robiłby to emitując instrumenty kredytowe, których okres realizacji pasowałby do analogicznego okresu pożyczek. Dlatego też dla krótkoterminowych pożyczek biznesowych emitowałby certyfikaty depozytowe o okresie płatności od trzech do sześciu miesięcy. Dla sfinansowania pożyczek na samochód mógłby emitować trzy- lub czteroletnie obligacje. Pożyczki pod hipotekę byłyby pokrywane z obligacji pięcio- lub dziesięcioletnich. Bez takich instytucji państwowych jak Fannie Mae czy Freddie Mac ― popartych uprawnieniami Fedu do tworzenia pieniędzy ― bezwarunkowo gwarantujących hipoteki, pożyczki pod hipotekę prawdopodobnie zostałyby przekształcone w krótsze, pięcio- lub dziesięcioletnie kredyty balonowe, tak jak to było aż do lat 30. XX wieku. Bank mógłby zachować możliwość refinansowania kredytu hipotecznego, gdy nadejdzie czas jego spłaty w przypadku ponownej oceny sytuacji finansowej oraz zdolności kredytowej posiadacza hipoteki, a także ogólnej sytuacji gospodarczej. W skrócie, na wolnym rynku system rezerwy cząstkowej wraz ze wszystkimi właściwymi sobie problemami powoli zaniknąłby.

 


[1] Ludwig von Mises, Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii, tłum. Witold Falkowski, Warszawa 2007, s. 373-374, 380.

[1] Murray N. Rothbard, Making Economic Sense, Auburn 2006, s. 326.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Joseph Salerno

Joseph Salerno jest profesorem na Pace University w Nowym Jorku.

Pozostałe wpisy autora:

14 Komentarze “Salerno: Pozwólmy odejść niesolidnemu pieniądzowi

  1. Czekam z niecierpliwością na „Ekonomię w jednej lekcji”, czy wiadomo juz kiedy i gdzie będzie dostępna? Gdzieś wyczytałem, że ma byc wydana w zaledwie paru tysiącach egzemplarzy, mam nadzieję że dla wszystkich wystarczy!

    1. Hej! Książka będzie za kilkanaście dni w naszym sklepie i pewnie do końca listopada w bibliotekach w całej Polsce 🙂 Wrzucimy jutro informację na główna stronę!

  2. Ponieważ ktoś a priori uznał, że jedynym „prawdziwym” pieniądzem jest gotówka ?
    To przejaw dopasowywania definicji do ideologii.
    Równie dobrze mogę powiedzieć, że jedyny prawdziwy pieniądz to monety bo są z metalu, a banknoty to tylko substytut bo są z papieru.

    Pieniądz to środek wymiany – zarówno gotówka jak i depozyty ten warunek spełniają czy się to komuś podoba czy nie.

  3. W Polsce jest to niestety rozstrzygnięte prawnie. Pieniądz to gotówka i zapisy na rachunkach w NBP. Depozyty w bankach komercyjnych to tylko natychmiastowe tytuły do tych pieniędzy i stąd bierze się ich użyteczność. Stąd np. lokatami się nie płaci w sklepach – nie są to natychmiastowe tytuły do pieniądza, przez co nie są jego substytutem.

  4. w pełni się zgadzam, i uważam że rozwiązanie proponowane na końcu jest najlepszym możliwym rozwiązaniem – dać bankom wolność – odebrać politykom możliwość regulacji.

  5. @MB, może Pan podać konkretnie gdzie (w jakiej ustawie) prawnie jest rozstrzygnięte, że „pieniądz to gotówka i zapisy na rachunkach w NBP”, zaś „depozyty w bankach komercyjnych to tylko natychmiastowe tytuły do tych pieniędzy”?

    Czy aby na pewno lokatami się nie płaci w sklepach? A Visa? To nie jest natychmiastowy tytuł do pieniądza… okresy rozliczeniowe itd…

  6. ad 9
    W ustawie o NBPie jest, że gotówka przez nich emitowana jest prawnym środkiem płatniczym i przez to jest pieniądzem. Z rachunkami w NPBie to już moja interpretacja.
    Z depozytami w bankach komercyjnych to chodziło mi o ich postrzeganie przez ludność, sądzi się, że są wymienialne na żądanie na gotówkę i tyle. Ja, żeby z kart kredytowych korzystać, nie musiałem żadnych lokat zakładać. Jak z karty korzystam, to raczej bank tworzy mi depozyt, z którego środki są transferowane na depozyt podmiotu, z którego usług skorzystałem. Nie bardzo rozumiem, co opóźnienia w księgowaniu miałyby tu zmieniać.

  7. „Nie bardzo rozumiem, co opóźnienia w księgowaniu miałyby tu zmieniać.” – powodują, że nie jest to natychmiastowy tytuł do pieniądza. A jednak sklepy przyjmują w tym zapłatę.

  8. Raczej zgadzają się na to, że ich rachunek bankowy wzrośnie dopiero po kilkunastu/kilkudziesięciu godzinach. Można by powiedzieć, że udzielają bardzo krótkoterminowego kredytu z bardzo małym ryzykiem braku zapłaty, ale zapłata w końcu następuje w formie środków na depozycie, uznawanych za natychmiastowy tytuł do pieniądza.

  9. „udzielają bardzo krótkoterminowego kredytu z bardzo małym ryzykiem braku zapłaty” – ja bym powiedział że ze znikomym/pomijalnym ryzykiem braku zapłaty. Dlatego działa rezerwa częściowa – dowód empiryczny 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy