Gordon: Czy większa produktywność jest zagrożeniem?

18 lutego 2013 Struktura produkcji komentarze: 1

Autor: David Gordon
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Mateusz Cyrzan
Wersja PDF

Jest już wystarczająco źle, kiedy przeciwnicy wolnego rynku niesłusznie obwiniają kapitalizm o zanieczyszczenie środowiska, recesje gospodarcze i wojny. Bez względu na niedociągnięcia swoich teorii, przynajmniej są oni skoncentrowani na niezaprzeczalnie złych rzeczach. Niewątpliwie przekraczamy pewne granice w momencie, gdy rynek jest obwiniany o coś dobrego.

Tim Jackson, profesor zrównoważonego rozwoju na Uniwersytecie
w Surrey, dokonał tego w swoim artykule „Bądźmy mniej produktywni”, który ukazał się w „New York Times” 26.05.2012 r.

Jackson sugeruje, że większa wydajność mogła osiągnąć swoje „naturalne granice”. Przez produktywność rozumie „wielkość produkcji otrzymywanej na godzinę pracy w gospodarce”. Przyznaje, że wraz ze wzrostem efektywności pracy osiągnięto znaczne korzyści: „nasza zdolność do generowania większej produkcji przez mniejszą liczbę ludzi wymazała z naszego życia znój i mordęgę oraz dostarczyła nam w obfitości materialnego bogactwa”.

Pomimo tych korzyści istnieje również niebezpieczeństwo:

 

Stały wzrost produktywności oznacza, że jeśli nasza gospodarka nie będzie się ciągle rozwijać, ryzykujemy zwalnianiem ludzi z pracy. Jeśli w każdym roku możemy wyprodukować więcej dóbr na każdą godzinę pracy, to albo produkcja musi wzrosnąć albo jest mniej pracy dla wszystkich. Czy się to wam podoba czy nie, jesteśmy uzależnieni od wzrostu.

 

         Jeśli kryzysy finansowe, wysokie ceny surowców takich jak ropa, czy szkody wyrządzane środowisku naturalnemu będą dalej powodowały niezdolność do generowania wzrostu, istnieje ryzyko bezrobocia. „Rosnąca produktywność zagraża pełnemu zatrudnieniu”.

Więc co musimy zrobić? Jackson ma genialne rozwiązanie. Powinniśmy się skoncentrować na pracy w obszarach o niskiej produktywności. „Niektóre zadania polegają ze swej natury na alokowaniu ludzkiego czasu i uwagi. Dobrym przykładem są usługi opiekuńcze: medycyna, praca socjalna, edukacja. Rozwój naszych gospodarek w tym kierunku może przynieść najrozmaitsze korzyści”. Cynik mógłby się zastanawiać, czy to przypadek, że Jackson sam pracuje w jednym z tych działów gospodarki.

Jackson ma również w planach inne reformy poza położeniem większego nacisku na „usługi opiekuńcze”. (Swoją drogą ciekawe, czy przez takie nazewnictwo Jackson chciał zasugerować, że osoby pracujące w obszarach o wysokiej produktywności nie dbają o innych ludzi. Byłaby to co najmniej bardzo odważna sugestia). Powinniśmy także przeznaczać więcej zasobów na dobra wymagające znacznego czasu potrzebnego do ich wyprodukowania, jak również do „sektora kultury”.

Program Jacksona rodzi pytanie: w jaki sposób osiągnąć proponowane zmiany? Jackson przygotował odpowiedź. Oczywiście, przejście do nisko produktywnej gospodarki nie nastąpi dzięki życzeniowemu myśleniu. „Wymaga to zwrócenia szczególnej uwagi na system bodźców, np. niższych podatków od pracy oraz wyższych od zużycia surowców i zanieczyszczeń”.

Jackson ma oczywiście rację, że gdy praca staje się bardziej produktywna, pracownicy muszą poszukać innych sposobów wykorzystania czasu, który teraz jest dla nich dostępny. Ale dlaczego ma być to problemem? Ludzie mają nieograniczone potrzeby i zawsze istnieją nowe zastosowania dla kapitału ludzkiego i pracy człowieka.

Jak zauważa Murray Rothbard,

 

Praca musi być „oszczędzana”, ponieważ jest ona wybitnie rzadkim dobrem oraz dlatego, że potrzeby materialne człowieka są dalekie od zaspokojenia… Im więcej pracy uda się „zaoszczędzić”, tym lepiej, jako że jest ona wykorzystywana, wraz z większą ilością lepszej jakości dóbr kapitałowych, do zaspokajania potrzeb konsumentów w krótkim okresie czasu…

Postęp technologiczny w jakimś przemyśle będzie powodował wzrost zatrudnienia w tym przemyśle, jeżeli popyt na dobro produkowane w tym przemyśle jest elastyczny, to znaczy, że większa podaż towarów generuje większe wydatki konsumentów. Z drugiej strony, innowacje w przemyśle z nieelastycznym popytem spowodują, że konsumenci będą wydawać mniej na bogatszą ofertę produktów, co doprowadzi do zmniejszenia zatrudnienia w tym przemyśle. W skrócie, proces innowacji technologicznych przesuwa pracę z przemysłów o nieelastycznym popycie do tych o popycie elastycznym[1].

 

Kryzys finansowy może przerwać okres wzrostu, jednak biorąc pod uwagę charakter potrzeb konsumentów, nie może go na trwałe zastąpić. Jackson zaoferował nam lekarstwo, jednak nie był w stanie udowodnić, że istnieje choroba, która wymaga użycia jego remedium.    

 


[1] M. Rothbard, Man,  Economy, and State, Ludwig von Mises Institute, Scholar’s Edition Auburn, Alabama, 2009, s. 587–88, podkreślenia pominięte.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

David Gordon

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Gordon: Czy większa produktywność jest zagrożeniem?

  1. W takim modelowym podejściu do produktywności i przyjęciu definicji pełnego zatrudnienia to twierdzenie rzeczywiście ma sens.

    Jednak przy przeniesieniu do rzeczywistości – na sektor usługowy – tak naprawdę ciężko stwierdzić, gdzie jest punkt przegięcia, przy którym efektywność pracy szkodzi. A już tym bardziej zmierzyć produktywność przy kilkudziesięciu rodzajach wykonywanej pracy, włącznie ze standardowymi przykładami – czyli np. pisanie maili.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *