Autor: Rafał Rudowski
Wersja PDF

Choć pojęcia komunizm i socjalizm powstały stosunkowo niedawno, odnoszą się do idei i zjawisk liczących tysiące lat. Potwierdzenie tej tezy znajdziemy, między innymi, w treści takich publikacji jak The Socialist Tradition, Moses to Lenin (Tradycja socjalistyczna. Od Mojżesza do Lenina) Alexandra Graya czy Forty Centuries of Wage and Price Controls (Czterdzieści wieków kontroli płac i cen) Roberta L. Schuettingera i Eamonna F. Butlera[1]. Należy podejrzewać, że ludzie „od zawsze” mieli skłonność do ulegania urokowi komunistycznych i socjalistycznych pomysłów naprawy świata. Lecz co może być tego przyczyną? Odpowiedź mamy przed oczami każdego dnia – musimy tylko spojrzeć na świat wokół nas, i siebie samych, z niecodziennej perspektywy.

Zacznijmy od krótkiego wyjaśnienia, czym są komunizm i socjalizm. Komunizm, jako ideologia, postuluje stworzenie społeczeństwa, dla którego czymś obcym będzie gospodarka rynkowa oraz indywidualna własność (choć ta ostatnia może być dopuszczona w jakimś zakresie, zależnie od skrajności danej doktryny). Ludzie mają  być zorganizowani we wspólnotę, docelowo obejmującą całą ludzkość, w ramach której będą mogli korzystać z dostępnych dóbr w zależności od potrzeb, jednocześnie dobrowolnie i bezpłatnie służąc jej zgodnie ze swoimi możliwościami i talentami. Slogan „od każdego według możliwości, każdemu według potrzeb” dobrze opisuje ten ideał. Wszystko ma być wspólne i każdy będzie mógł dostać to, czego potrzebuje, za darmo. W komunistycznych wizjach występuje też z reguły jakiś organ zarządzający, dbający o odpowiednią koordynację działań członków wspólnoty i dystrybucję dóbr. Socjalizm to mniej radykalna forma komunizmu, pewien kompromis, względnie etap na drodze do pełnego ustroju komunistycznego (przykładowo, utworzone w dwudziestym wieku państwa socjalistyczne były w zamierzeniu stadium przejściowym przed nastaniem prawdziwego komunizmu). Socjaliści z reguły koncentrują się na wprowadzaniu poszczególnych rozwiązań, będących w duchu bardziej w zgodzie z komunistycznym ideałem niż zasadami gospodarki rynkowej. System ubezpieczeń zdrowotnych, zapewniający w teorii wszelkie usługi medyczne w zależności od potrzeb, a jednocześnie pobierający składkę zdrowotną uzależnioną od zarobków, jest tego dobrym przykładem.

Znane z historii próby wprowadzenia komunizmu w życie – zarówno na drodze przymusu, jak też ochotniczej partycypacji w tworzonych przez wizjonerów komunach, zakończyły się porażką. Zapewne było też wiele prób, o których nie wiemy, ponieważ nie zachowały się żadne o nich zapisy. Dlaczego w ogóle ludzie podejmowali się tego rodzaju przedsięwzięć? Najprostsza odpowiedź, to że komunistyczna wizja organizacji społeczeństwa po prostu wydawała im się słuszna. Czy jednak takie ich przekonanie wynikało z analizy rozumowej, czy też opierało się na intuicjach, odczuciach? Oba czynniki mogły wchodzić w grę, ale zauważmy, że komunistyczne rewolucje, jak również wiele socjalistycznych projektów reform, cieszyło się, lub cieszy, szerokim poparciem „mas”. Trudno zakładać, by rzesze ludzi niemających do czynienia na co dzień, a często nigdy, z zaawansowanymi analizami funkcjonowania społeczeństwa, w tym gospodarki, doszły do swych przekonań na drodze głębokich przemyśleń. Oni po prostu „czują”, co jest słuszne. Skąd jednak takie odczucia się biorą?

Aby odpowiedzieć na powyższe pytanie, musimy przyjrzeć się funkcjonowaniu „podstawowej komórki społecznej”, czyli rodziny. Rodzina jest wspólnotą realizującą w praktyce, w miarę swoich możliwości, komunistyczny ideał. Po pierwsze, dystrybucja dóbr nie opiera się na wymianie tytułów własności, ale zwyczajnym dawaniu jej członkom tego, co potrzebują. Jest to konieczność, jeśli rodzina ma przetrwać, albowiem część jej członków nie posiada wcale, lub w niewielkim stopniu, zdolności do zdobywania bądź wytwarzania dóbr materialnych. Chodzi o dzieci i przynależące do rodziny osoby chore i zniedołężniałe. Z punktu widzenia przedłużenia gatunku kluczowy rzecz jasna jest dobrobyt dzieci. Gdybyśmy wymagali od nich, by „zarobiły” na swoje utrzymanie, tzn. dostarczyły dobra w ilości i jakości porównywalnej z tym, co dostarczają dojrzali i wyspecjalizowani wytwórcy, skazalibyśmy je na śmierć. Dzieci muszą po prostu dostawać, a nie kupować to, co jest im potrzebne. Po drugie, wszyscy zdolni do pracy członkowie rodziny pracują na jej rzecz dobrowolnie, kierując się miłością i poczuciem odpowiedzialności i nie oczekując za to ekwiwalentnego wynagrodzenia. Po trzecie, rodzina realizuje zasadę wspólnego użytkowania posiadanych przez nią dóbr i zajmowanej przez nią przestrzeni. Gdy przyjrzymy się funkcjonowaniu typowego domu rodzinnego, dostrzeżemy, że nie ma tam podziałów w rodzaju „kuchnia moja, łazienka twoja”. Każde z pomieszczeń stanowi przestrzeń wspólną. W ramach tej wspólnej przestrzeni występują różne przedmioty, które są użytkowane przez domowników w zależności od ich bieżących potrzeb. Gdy ktoś potrzebuje łyżki, wyciąga ją z szafki i nie zastanawia się, czy to akurat jego łyżka i czy nie narusza czyichś praw własności. Gdyby dla odmiany przyjąć zasadę, że każdy przedmiot lub pomieszczenie jest czyjąś własnością i podlega użytkowaniu tylko przez właściciela, rodzina nie mogłaby funkcjonować. Trzeba jednakże przyznać, że w ramach rodziny występuje też pewna imitacja praw własności. Nawet małe dzieci mają swoje zabawki i rozumieją, że np. samochodzik lub lalka jest „ich”, co sugeruje, że możemy od urodzenia mieć pewne instynktowne predyspozycje do posiadania praw własności. Z drugiej jednak strony, trudno, przynajmniej w przypadku dzieci, mówić o prawdziwej własności. Dzieci nie mają do „swoich” rzeczy takich praw jak właściciele. Na przykład muszą udostępniać swe zabawki innym dzieciom, jeśli tak nakaże im któryś z rodziców. Rodzice mogą swobodnie rozporządzać „mieniem” swych dzieci, gdy uznają to za uzasadnione. Po czwarte, posiadane przez rodzinę zasoby zarządzane są przez jednostki (lub jednostkę) dysponujące wiedzą i doświadczeniem. Pozostali członkowie rodziny, np. dzieci, poddają się ich opiece i kierownictwu.

Można zadać pytanie: skąd ludzie wiedzą, że rodzinę należy zorganizować na zasadzie scharakteryzowanej powyżej wspólnoty? Czy wiedza ta jest wynikiem osobistych przemyśleń ludzi zakładających rodziny, warunkowania kulturowego, czy wrodzonego instynktu? Tezę o podstawowej roli przemyśleń można raczej odrzucić. Pozostają kultura i instynkt, czynniki kształtujące nasze zachowanie przez zestaw odruchów i emocji. Powszechnie wiadomo o istnieniu instynktu macierzyńskiego i ojcowskiego, ale nawet jeśli nie jesteśmy rodzicami, posiadamy intuicje, wskazujące, jakie zachowania w ramach rodziny są właściwe, a jakie nie. Przykładowo, z aprobatą potraktujemy postępowanie żywiciela rodziny, który rozdzieli pożywienie między dzieci, nie patrząc na ich zasługi dla niego samego, czy też wkład w dobrobyt gospodarstwa domowego, a kierując się jedynie ich potrzebami. Gdyby zaś pokierował się efektywnością dzieci w pracy dla domu, skazując mniej wydajne dzieci na głód, stałby się w naszych oczach potworem. Podobnie z odrazą przyjęlibyśmy zapisywanie przez rodzica bądź innego opiekuna wszystkich wydatków na dziecko, po czym domaganie się od niego „spłaty długu”, kiedy dorośnie. Nie podobałoby nam się również analogicznie „bezwzględne” postępowanie dzieci wobec rodziców, gdy ci utracą zdolność zdobywania dóbr na skutek choroby lub zaawansowanego wieku. Trudno powiedzieć, w jakim stopniu nasze reakcje byłyby wynikiem warunkowania kulturowego, w tym życia w ramach wspólnoty rodzinnej, a w jakim instynktu, ale należy przypuszczać, że nasze intuicje dotyczące właściwego funkcjonowania rodziny nie są jedynie dziedzictwem kulturowym, ale w jakimś stopniu są wrodzone. Niezależnie jednak od ich źródła, istotne jest, że istnieją i mogą wpływać na nasze postrzeganie relacji między ludźmi również poza kręgiem rodzinnym, w tym relacji gospodarczych. Stąd prawdopodobnie bierze się wrogość do gospodarki rynkowej, która nie tylko funkcjonuje na zupełnie innych zasadach niż rodzina, ale dodatkowo te zasady kojarzą się z postępowaniem, które w ramach rodziny uznalibyśmy za godne potępienia. Po pierwsze, uczestnicy transakcji rynkowych nie są skłonni dzielić się z kontrahentami tym, co mają, tylko z racji tego, że ci drudzy istnieją. Domagają się od nich czegoś w zamian i jeszcze chcą, by dostarczany towar był pod względem jakości i ilości konkurencyjny z tym, co oferują inni dostawcy. Nie obchodzi ich sytuacja osobista kontrahenta, jego stan zdrowia, ani to, czy jest w większej potrzebie niż jego sąsiad. Liczy się to, co może dać w zamian. Po drugie, u podstawy gospodarki rynkowej leży wymiana tytułów własności, zaś własność jest rodzajem monopolu na korzystanie z danego dobra. Swobodnym użytkownikiem dobra jest tylko jego właściciel. Może on udostępniać to dobro innym, jeśli kupią od niego takie prawo, co z reguły wymaga od nich przebicia w tym względzie konkurencji. Patrząc z punktu widzenia relacji panujących w rodzinie, gospodarka rynkowa może się wydawać bezwzględna i bezduszna. Jednakże jest ona bardzo wydajnym sposobem zorganizowania działań gospodarczych dużej grupy ludzi. Dzięki systemowi cen następuje w jej ramach samoistna koordynacja wieloetapowych procesów produkcyjnych, w których biorą udział setki, lub nawet tysiące, nieznających się osób, a jednocześnie dzięki istnieniu praw własności zapewniony jest bodziec do pracy i efektywnego gospodarowania zasobami. Jednakże ten typ gospodarki jest nie do zastosowania wobec jednostek nie dysponujących zdolnościami wytwórczymi, o ile chcemy, by takie jednostki przetrwały. Z drugiej strony, niemożliwe jest skuteczne zastosowanie modelu gospodarki rodzinnej do licznej populacji. Ustanowienie zasady wspólnoty dóbr i podziału owoców pracy, obowiązującej nie tylko w odniesieniu do członków rodziny, ale całego społeczeństwa, będzie działało totalnie demotywująco. Jeśli, przykładowo, ktoś postanowi wybudować ładny, przestronny dom, to będzie się musiał liczyć z niechcianymi lokatorami, bo do zamieszkania w nim będą mieć prawo wszyscy. Podobnie będzie z innymi dobrami. Komu się będzie chciało starać? Nierealistyczne jest oczekiwanie, że ludzie będą równie chętnie pracowali na rzecz nieznanych lub obojętnych im członków wspólnoty, co swoich bliskich – to bowiem byłoby sprzeczne z naszym instynktem cenienia szczególnie wysoko dobra tych, których znamy i kochamy. Podobnie nierealistyczna jest nadzieja, że nie znajdzie się wielu chętnych do nadużywania możliwości darmowego korzystania z wysiłku innych ludzi. Takie problemy pojawiały się natychmiast we wszystkich komunach, prowadząc do ich szybkiego upadku.

Wracając do zasadniczego tematu – choć podstawową, i niezbędną, funkcją naszych „rodzinnych” intuicji jest kształtowanie relacji między członkami małych grup przeważnie blisko spokrewnionych osób, to jednak, niejako „przy okazji”, mają one ogromny wpływ na rzeczywistość polityczną i gospodarczą całych społeczeństw. Przez  oddziaływanie na umysły intelektualistów i polityków przyczyniają się do powstawania komunistycznych i socjalistycznych idei, projektów reform, propozycji rozwiązań prawnych itp., a zarazem pomagają w ich realizacji, powodując, że tego rodzaju inicjatywy powszechnie budzą pozytywne emocje, dzięki czemu zyskują społeczną akceptację. Większość ludzi darzy odruchową sympatią działania państwa, które kojarzą im się ze sposobem, w jaki funkcjonuje rodzina, w tym zwłaszcza polegające na zaspokajaniu potrzeb obywateli poprzez bezpłatne usługi lub wsparcie finansowe. Pozytywnie odbierana jest również idea zarządzania gospodarką przez państwowe instytucje, realizowana najpełniej w krajach z gospodarką centralnie planowaną, ale w mniejszym lub większym stopniu wszędzie. Ludzie mają tendencję, by postrzegać państwo jako potężny, opiekuńczy byt, dysponujący wielkimi możliwościami i ogromną wiedzą. Krótko mówiąc, ich postrzeganie państwa przypomina postrzeganie rodziców przez dzieci. Dlatego zgodnie z powszechnymi odczuciami powinno ono wykonywać zadania podobne do tych, które wykonują rodzice. Oznacza to, oprócz zapewniania bezpieczeństwa, kierowanie wykorzystaniem zasobów społeczeństwa i ich odpowiednią dystrybucję. Takie odczucia w odniesieniu do państwa podzielają zarówno rządzeni, jak też rządzący. Wiele osób sprawujących władzę stawia siebie mentalnie w roli „rodziców”, których zadaniem jest roztoczenie opieki nad niesfornymi i  niedojrzałymi „dziećmi”, czyli obywatelami; czasem wbrew ich woli, ale cóż – z dziećmi tak trzeba.

Z powyższej analizy można by wyciągnąć wniosek, że jesteśmy skazani na bycie komunistami bądź socjalistami. Tak jednak nie jest. Dzięki rozumowi możemy nabrać dystansu do naszych „komunistycznych” intuicji. Tym niemniej powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że zasady życia we wspólnocie rodzinnej, dyktowane naturą czy kulturą, czy też oboma tymi czynnikami na raz, mają tak silny wpływ na psychikę ludzi, że zwolennicy wolnego rynku i państwa minimum mają małe szanse, by kiedykolwiek przekonać do swych poglądów większość społeczeństwa. Należy też liczyć się z tym, że zawsze będzie istniało zagrożenie ze strony ideologii komunistycznej, przybierającej różne postacie (może to być np. koncepcja „Gospodarki Opartej na Zasobach” [2]), ale nieodmiennie stawiającej sobie za cel likwidację gospodarki rynkowej na rzecz realizacji pozornie pięknej idei przekształcenia całej ludzkości w jedną wielką rodzinę.

 


[1] Alexander Gray, The Socialist Tradition, Moses to Lenin, Ludwig von Mises Intitute, 2009;
Robert L. Schuettinger i Eamonn F. Butler, Forty Centuries of Wage and Price Controls, Ludwig von Mises Intitute, 2009.

[2] Na temat gospodarki opartej na zasobach można przeczytać na stronie The Zeigeist Movement: http://tzmpolska.org/wiki/gospodarka-oparta-na-zasobach. Zob. też krytykę: http://mises.pl/blog/2010/12/17/murphy-na-wenus-tez-potrzeba-austriakow/

30 odpowiedzi na „Rudowski: Skąd się biorą komunizm i socjalizm”

  • Interesujący tekst. Jest jeszcze jeden sposób uzasadniania tezy o tym, że każdy rodzi się socjalista i dopiero rozumowa analiza (po części naukowa) zmienia postrzeganie świata. Chodzi mianowicie o naszą ocenę wszelkich utopii. Ich autorzy widząc zło na świecie próbowali mu zapobiec. Socjalizm jest taką właśnie próbą, prawie każdy, niewprawiony w „analizie funkcjonowania całej gospodarki i społeczeństwa”, podchwyci z radością piękną wizję państwa – utopii (czy to Marksa, czy Kaczyńskiego). Dopiero analiza , między innymi skuteczności w osiąganiu zamierzonych celów, prowadzi do rzetelnej i negatywnej oceny utopii. Na początkowym etapie mojej edukacji ekonomicznej, zachwyciły mnie wnioski płynące z tzw „krzywej phillipsa” – jaki to prosty sposób na zmniejszenie bezrobocia. Wystarczy pozwolić na niewielką inflację. Dopiero teoria cen i pieniądza pozwala ocenić skuteczność i skutki „które widać i te których niewidać”.

  • Teza o „rodzinnej” konotacji socjalizmu mnie nie przekonuje. Jakoś nie słyszałem, żeby socjaliści (z wyjątkiem hybryd typu PiS) czy komuniści, powoływali się na organizację rodziny. Oni raczej rodziny bardzo nie lubią. Wręcz przeciwnie, to zwolennicy wolnego rynku są gorącymi obrońcami rodziny. Posługując się typologią Hoppego, tyko socjalizm konserwatywny (w przeciwieństwie do radzieckiego, socjaldemokratycznego, inżynierii społecznej) ceni w jakiś sposób rodzinę, a marksiści by ją przecież najchętniej zlikwidowali.

  • @2
    Niektórzy komuniści mogą chcieć zlikwidować rodzinę, bo postrzegają ją jako przeszkodę w tworzeniu jednej wielkiej ludzkiej rodziny, podobnie jak marksiści chcieli zlikwidować narody, by utworzyć jeden wielki naród proletariacki.

  • Tekst fajny. Ale z 2 strony Socjaliści nie lubią rodziny i systemu opartego na rodzinie z trzech powodów: rodzina jest hierarchiczna, rodzice są konkurencyjnym źródłem autorytetu dla państwa czy władz partii, a ponadto poszczególne rodziny są nierówne i nierówno wychowują dzieci (których trzeba capnąć do szkoły państwowej)

  • @2 i 4

    Nigdzie w tym tekście nie napisano przecież, że socjaliści lubią rodzinę i że ją wspierają. Autor stara się doszukać związku między naturalną konstrukcją „polityczną” i gospodarcza panująca w rodzinie, a panującą w społeczeństwie sympatią do socjalizmu i wskazuje na pewne cechy rodziny, które pchają ludzi w ramiona socjalistów.

  • Bardzo dobry tekst. Niektórzy jednak wyciągają nielogiczne wnioski.
    Rzecz w tym że socjalista jest jak młody człowiek który nie chce dojrzewać z wiekiem i żyć na swój koszt, i do tego jeszcze pracować na innych(członków rodziny,którą ewentualnie założy).
    Socjaliści nie widzą tej złożoności, jako niedojrzali, chcą stosować w życiu proste schematy.Te które poznali jako dzieci,tylko na większą skalę.Mają dziecinny zapał.Te ich cechy wykorzystują przebiegli gracze do zdobycia władzy.O ile sami nie zostają takimi graczami.

  • Wyjątkowo głupi tekst. Nie bierze on pod uwagę tego, ze rodzina wyłoniła się z rodu w Europie w okresie wczesnego średniowiecza (patrz Koneczny i Fukuyama) dzięki wpływom Kościoła. Rodzina jest niezbędna dla zaistnienia wolności osobistej i własności prywatnej. Dlatego jest zwalczana przez komunistów. Instynktem można tłumaczyć zachowania społeczne owadów (patrz socjobiologia). Zbyt wiele w tekście pozornych oczywistości, a to że wszyscy pracują w niej dobrowolnie dla dobra wspolnego, a to że nie można posłać dzieci do pracy itd. Generalnie bełkot.

  • Cóż za absurdalny tekst.Doskonały dowód na to,że z tych samych faktów można wyciągnąć zupełnie inne wnioski. Po pierwsze małe dziecko jako ” doskonały egoista” uczy się w procesie wychowania, że bez ustępstw i współpracy nie jest w stanie zaspokoić własnych potrzeb. Po drugie w obliczu trudnej do poskromienia natury, ludzie organizowali się w grupy, bo tak łatwiej było im przetrwać. Nadmierny indywidualizm jest tak samo destrukcyjny jak komunizm. Po prostu nie leży w naturze człowieka! Nie przypadkiem zawsze mieliśmy jakieś zorganizowane społeczności w których miała miejsce redystrybucja dóbr, gdyby tej redystrybucji brakowało, społeczność rozpadłaby się a pojedyncze jednostki nie poradziłyby sobie. Myślenie socjalistyczne jest zwyczajnie bliskie naturze człowieka. Prawdziwa wolność jest tak samo utopijna jak komunizm. Niestety modele ekonomiczne oparte wyłącznie na analizie efektywności wytwórczej mają jedną zasadniczą wadę, zapominają o złożonej psychologii istoty ludzkiej. Dlatego kapitalizm miota się od kryzysu do kryzysu. A czysty liberalizm dziewiętnastowieczny skończył się komunizmem (odreagowanie), rewolucją i dwiema wojnami światowymi! Nadmierne bogacenie się jednych, słabość drugich. Prowadzi do frustracji społecznej, przestępczości i wojny. Niestety nie wszyscy jesteśmy równi, piękni i zdolni ale wszyscy chcemy żyć. Pozdrawiam wszystkich liberałów w czasach w których ich pomysł na społeczeństwo doprowadził do kolejnego przesilenia! Cóż od ściany do ściany

  • Zgadzam się z komentującymi, chciałbym jednak nawołać do zastanowienia się, czy nie za bardzo wierzymy w siłę rozumu, mówiąc że socjaliści są jak niedojrzali ludzie, chcący żyć na koszt dorosłych. Stawianie siebie w roli osoby dojrzałej jest pewnego rodzaju butą, nigdy nie możemy być pewni że to właśnie nasze poglądy są dojrzałe.

  • Wyjątkowo nieudany tekst.

    1. Luźne spekulacje na podstawie wybiórczych obserwacji. Nie skontrastowane krzyżowo (Pierwsze z brzegu pytanie do skontrastowania: czy członkowie rodziny nie mają żadnych intuicji dotyczących postępowania wobec innych ludzi, poza rodziną? A jeśli mają, czy są one „komunistyczne” – te intuicje? A jeśli nie – co to oznacza?)

    2. Kompletnie bezsensowne przywołanie źródła na początku (nie na temat) do tego od najgorszej strony. Pojęcia komunizm i socjalizm nie odnoszą się do zjawisk istniejących od tysięcy lat. Tzn.: można je odnosić i to się nazywa: ideologia.

    Czy naprawdę wystarczy napisać cokolwiek o komunizmie i socjalizmie, żeby być tu opublikowany?

  • @Rafał Trąbski

    „Autor stara się doszukać związku między naturalną konstrukcją “polityczną” i gospodarcza panująca w rodzinie, a panującą w społeczeństwie sympatią do socjalizmu i wskazuje na pewne cechy rodziny, które pchają ludzi w ramiona socjalistów.”

    Nigdzie nie wskazano żadnego „pchania”. W najlepszy wypadku pokazano pewne podobieństwa.

    Ale uprawianie nauki w oparciu o znajdywanie podobieństw i dopasowywanie ich do tezy to uprawianie ideologii. Rzetelność wymaga albo kompletnego zestawienia podobieństw i RÓŻNIĆ. albo ograniczenia się do stwierdzania występowania podobnych elementów, bez nieuprawnionego przenoszenia na szersze struktury. Bo: komunizm nie wyczerpuje się w sprzeciwie wobec wolnego rynku (o czym niektórzy zbyt łatwo zapominają) i nie każdy anty-indywidualista jest komunistą.

    Można oczywiści uważać inaczej i budować sobie historię idei na swobodnych skojarzeniach, ale to się na pewno nie nadaje do publicznego prezentowania – to jest kawiarniana zabawa.

  • @8
    Cóż za absurdalny komentarz. Doskonały dowód na to,że z tych samych faktów można wyciągnąć zupełnie inne wnioski. Kapitalizm prowadzi do komunizmu i wojen. To pewnie dlatego przed kapitalizmem nie było nigdy wojen 🙂 A lekarstwem na to ma być socjalizm. Tyle, że idąc tym tokiem rozumowania to socjalizm zawsze prowadzi do własnego upadku i kapitalizmu. Pozdrawiam wszystkich socjalistów i interwencjonistów w czasach, w których ich pomysł na państwo opiekuńcze i życie na kredyt doprowadził do kolejnego przesilenia!

  • „Skąd się biorą komunizm i socjalizm”

    Dzisiaj – państwowe szkolnictwo. Kiedyś – bajki i marzenia o lepszym świecie.

    Poza tym na komunizmie można się dorobić. Polecam poczytać tym razem nie Rothbarda, ale wspomnienia młodej holenderskiej trockistki:

    https://libertarianizm.net/threads/komunizm-w-praktyce.4126/#post-68620

  • Wszelkie kolektywizmy (socjalizmy, nazizmy, komunizmy etc) mają źródło w zawisci i strachu przed nierównością błednie traktowanej jako niesprawiedliwość. Natomiast socjalistami mogą być albo głuptasy, albo cwaniaki-kłamczuchy-złodzieje itp typy, które chcą na tym coś ugrać dla siebie.

  • Kolejna kwestia, zresztą bardzo ważna, to podejście socjalistów do natury ludzkiej i motywów działania człowieka w tym produkowania. W dużym uproszczeniu – teoria szlachetnego dzikusa przemiawiała do apokaliptycznego Karola Marksa lub czystej tablicy do Stalina i Mao (tworzenie mowego człowieka, człwiek sowiecki itd. Na marginesie świat idei jest ciekawy i pelen sprzecznosci. Np utylitaryzm przemawial do klasycznych ekonomistow liberałów, jak i do socjalistów fabiańskich). Druga kwestia altruizm i przymus. Jak nie tworzysz komuny i dla dobra komuny po dobroci, to cie towarzysze przymusza – albo się ciebie… Znamy historię guałgów, masowych mordów, zagłodzenia.

  • Drogi Panie Antoni. Użyłem w swoim komentarzu skrótów myślowych. Przepraszam, ale to był tylko komentarz, nie książka.Wojny wybuchały zawsze o dobra. Jak mawiają liberałowie, poza powietrzem i wodą słoną wszystkie dobra są deficytowe. Wolny rynek i kapitalizm są synonimem wojny. Czyż nie rywalizujemy na wolnym rynku o dobra? Gdyby nie instytucje państwa i demokracja tobyśmy się pewnie znów zabijali. Chce Pan powiedzieć, że do dzisiejszego kryzysu doprowadził socjalizm? Bank Lehman Brothers był instytucją państwową? Rozwój rynków finansowych, spekulacja, oderwanie giełd od realnej gospodarki to nie wymysł socjalizmu, to demoralizacja wolnego rynku i kapitalizmu. Chciałem powiedzieć w moim komentarzu , co Pan pominął, że socjalistyczne myślenie jest naturalne dla człowieka i że każdy system zdemoralizowany upada. Pozdrawiam Jarek Polowiec

  • Ad 13 kawador
    Ale się na tego Rothbarda uwziąłeś. Musiał Ci czymś bardzo zajść za skórę.

  • @jarek polowiec
    ” Po pierwsze małe dziecko jako ” doskonały egoista” uczy się w procesie wychowania, że bez ustępstw i współpracy nie jest w stanie zaspokoić własnych potrzeb”

    i dlatego ludzi dorosłych trzeba przymuszać do współpracy? sami nie są w stanie odkryć tych korzyści?

    „gdyby tej redystrybucji brakowało, społeczność rozpadłaby się a pojedyncze jednostki nie poradziłyby sobie”

    a niby czemu redystrybucja musi być przymusowa? społeczeństwa w których relacje są oparte o przymus są bardziej skłonne do rozpadu i generowania konfliktów.

  • Ad jarek polowiec
    Tania dialektyka. W kapitalizmie to konsumenci decydują kto wygra rywalizację o zasoby. Za dużo się Pan naczytał o wojnie klas. A propo wojny wywołanej przez systemy społeczne: „Go west”.

  • @16

    Panie Jarku,
    może Wy byście się zabijali bo My na pewno nie. Może nawet Wy byście zabijali Nas ale po to właśnie powołaliśmy organy mające bronić Nas przed Wami i sadzać Was do pierdla. My wolimy dobrowolnie wymieniać się dobrami bez zabijania, kradzieży, … Ale jak Wy nie macie za bardzo czym się (albo nie chcę Wam się) wymieniać a wspomniane wyżej organy patrzą Wam na ręce to wykombinowaliście sobie kradzież w majestacie prawa: przymusową redystrybucję w imię sprawiedliwości społecznej. Niech Pan tego „Wy” nie bierze personalnie. 🙂
    Banki ?
    A gdzie jest teraz Lehman Brothers ? Nie ma.
    Szkoda, że nie pozwolono upaść zgodnie z zasadami wolnego rynku pozostałym bankom zaangażowanym w przekręt z kredytami subprime. To jest właśnie łamanie reguł wolnego rynku ale przypisywanie winy za skutki tych interwencji dla tegoż wolnego rynku. Teraz wszyscy bankierzy wiedzą: hulaj dusza – zawsze nas wyratują. To nie jest wolny rynek.
    Ale Grecja tu już chyba nie jest prywatna ? Przecież to właśnie socjalizm doprowadził ją do ruiny jak za chwilę doprowadzi całą UE łącznie z Polską.

  • Panie Jarku, odnośnie Pana konstatacji „Wolny rynek i kapitalizm są synonimem wojny (…) Gdyby nie instytucje państwa i demokracja tobyśmy się pewnie znów zabijali”, czy nie pomyślał Pan sobie nigdy że może być zupełnie inaczej, niż Pan myśli? Że wolny rynek i kapitalizm istotnie są synonimem wojny, ale instytucje państwa i demokracja są czynnikiem jeszcze bardziej tą wojnę zaogniającym, przez monopolizację przemocy i jej drastyczną koncentrację w hierarchicznych strukturach biurokracji?

  • Panie Jarku, Frederic Bastiat- Harmonie ekonomiczne wyleczą Pana z tych bredni.

  • „Wolny rynek i kapitalizm są synonimem wojny. ”

    Jest tylko jedna drobna różnica. Wolny rynek i kapitalizm nie polega na zabijaniu ludzi. Ale to tylko drobiazgi, jakieś tam różnice, a przecie ważne żeby widzieć podobieństwa. Podmioty rynku w pewien sposób konkurują, żołnierze też, a zatem rynek to wojna. Proste.

  • Ad 16 Prywatne banki są w symbiozie z państwem,a szczególnie z państwowym bankiem centralnym, który dowodzi banksterskiemu kartelowi. Banki zgrzeszyły chciwością i do tej pory możnaby to było uznać za wadę wolnego rynku na którym działają ludzie niedoskonali (pomińmy kwestię rezerwy cząstkowej i tego czy jest ona zgodna z prawem własności). Wolny rynek jednak wprawdzie pozwala na błędy,ale pozwala też na ponoszenie konsekwencji tych błędów. Tymczasem w USA i Europie mamy przykład dotowania banków z pieniędzy podatników-a więc pogwałcenie własności i konkurencji.

    Jeśli zaś chodzi o rodzinę,to artykuł ukazuje fragment prawdy,ale nie całą prawdę. W rodzinie istotnie uczy się dystrybucji wg potrzeb (co z resztą nie przeszkadza libertarianom,gdyż jest dobrowolne). Czy jednak ludzie bardziej „rodzinni” są bardziej socjalistyczni? Czy może odwrotnie-brak rodziny sprzyja ucieczce w inną wspólnotę-państwo? Czy przyczyną myślenia kolektywistycznego jest akurat stosunkowo młoda instytucja rodziny (w dzisiejszej formie) czy raczej dziedzictwo plemienne?

  • 1. Istnieją tylko dwie formy istnienia społeczeństw: zarządzane i pozbawione kontroli. Marzeniem każdej władzy jest stworzenie takiej ideii ( idea jest konstrukcją umysłu, nie zaś czymś istniejącym w materialnej rzeczywistości ), która będzie powszechnie i bez zastrzeżeń akceptowana. Pieniądze nadają się do tego celu wybornie, ponieważ WIARA w ich „wartość” okrzepła do tego stopnia, że w praktyce mało kto ją kwestionuje. Tymczasem system bankowy ( lichwy wraz z rezerwą częściową ) jest niczym innym, jak największą współczesną RELIGIĄ świata.
    Ów mechanizm bankowy może wygenerować jeden i tylko jeden scenariusz: coraz większej koncentracji władzy w rękach tych ludzi, którzy podejmują decyzje o wykreowaniu pieniędzy i wpuszczeniu ich do obiegu. Na końcu tego procesu jest bardzo nieliczna grupa osób zarządzająca całą populacją.
    Od chwili, kiedy pieniądze zaczęły „reprezentować” wyłacznie same siebie ( 1971 r. ) i nie mają pokrycia w ŻADNYM istniejącym źródle energii ( pożywienie i paliwa kopalne ) rozpoczęła się systematyczna i metodyczna droga do społeczeństwa totalitarnego ( jakkolwiek to nazwać: faszyzm, komunizm – bez znaczena – nazwa nie jest istotna, ważne jest jak funkcjonuje ów system ).
    2. Ludzie, aby przeżyć i nie doprowadzić do samozagłady nie mogą konkurować, ale są skazani na dobrowolną współpracę.
    3. Przed stuleciami można było się wręcz kąpać w ropie nie śniąc nawet, że kiedykolwiek powstanie technologia silnikow spalania wewnętrznego. Od kilku dzisięcioleci, jeśli nie od czasów N.Tesli, istnienie urządzeń energii tzw. punktu zerowego jest skutecznie ukrywane przed społeczeństwem, a wynalazcy zastraszani lub „likwidowani”. Powód jest jeden. Nie sposób kontrolować dostępu do energii, która wystepuje bez jakichkolwiek ograniczeń.

  • Istnieją tylko dwie formy społeczeństwa: zarządzane ( władza = kontrola ) i nie zarzadzane.
    Ideologia to nic innego, instrukcja postpowania, wymyślona przez jednostkę w celu podporzadkowania sobie innych ludzi.
    System polityki pieniążnej ( lichwa + rezerwa częściowa ) jest najwiekszą religią współczesnego świata, bo opiera się na WIERZE, że pieniądze mają jakąkolwiek wartość, tymczasem od 1971 r reprezentują one same siebie.
    System bankowy realizuje tylko jeden scenariusz: stopniowego tworzenia społecznej struktury totalitarnej, w której ludzie, którzy decydują o wykreowaniu i wpuszczeniu w obieg pieniędzy posiadają realną władze polityczną.

  • @gaga, „Istnieją tylko dwie formy istnienia społeczeństw: zarządzane i pozbawione kontroli” – o, ciekawe, proszę podaj przykład tego drugiego przypadku 😀

    „istnienie urządzeń energii tzw. punktu zerowego jest skutecznie ukrywane przed społeczeństwem” – no chyba nie tak skutecznie, skoro, szerloku, wytopiłeś temat 😀

  • @panika 2008
    1. Ludzie mają tylko jeden rodzaj problemów – natury technologicznej. Można przedstawić komuś instrukcję postępowania, w jaki sposób prowadzić i obsługiwać samochód, ale nie mozna wziąć odpowiedzialności za to, w jaki sposób ten ktoś będzie tym samochodem jeździł.
    2. Jest dość materiałów w sieci na temat urządzeń tzw. wolnej energii. Trzeba tylko poszperać, a nie czekać, aż jakikolwiek rządzący wygłoszą oficjalne oświadczenia przyznając, że takie wynalazki już istnieją. Nie leży to w ineteresie rzadzących.
    3. Jeśli ktoś uważa, że niezbędny jest mu autorytet, który bedzie mu mówił co ma robić i jak postepować w relacjach miedzyludzkich, bo sam nie potrafi podejmować decyzji, zawsze bedzie niewolnikiem czyjegoś widzimisie.
    4. Człowiek powinien poszukiwać tego, co jest, a nie tego co jego zdaniem powinno być.

  • „Człowiek powinien poszukiwać tego, co jest, a nie tego co jego zdaniem powinno być” – exactly. Dlatego radzę dać sobie spokój z bzdurami spod szyldu „free energy” i zająć się czymś kreatywnym.

  • @panika2008 Dziękuję ale akurat z tej rady nie skorzystam.
    Tak się składa, że przed rokiem byłem świadkiem kilkuminutowej obserwacji obiektu, który poruszał się w przestrzeni w sposób niedostępny dla znanej nam technologii. Bez względu na to, kto był jego twórcą i czy był to obiekt pochodzenia ziemskiego, czy nie, wiem co widziałem, i żadna czyjaś opinia nie jest w stanie tego zmienić. Ludziom można ufać lub nie, ale nie można zaprzeczyć swoim doświadczeniom. Mam większe zaufanie do swojej percepcji, niż do czyjejś o niej opinii.
    P.S. Z wykszatałcenia jestem inżynierem automatykem konstrukcji lotniczych.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Historia gospodarcza to w istocie dzieje przedsięwzięć rządów, które zakończyły się niepowodzeniem, gdyż zaplanowano je z całkowitym lekceważeniem praw ekonomii. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W lipcu i sierpniu wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Tomasz Bethke
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Paweł Bochnowski
Pan Rafał Boniecki
Pan Michał Brański
Pani Dominika Buczek
Pan Przemysław Buszka
Pan Mirosław Cierpich
Pan Szymon Curyło
Pan Maciej Czaplewski
Pan Maciej Czyż
Pan Marcin Dabkus
Pan Wojciech Dąbek
Pan Michał Dębowski
Pan Daniel Długozima
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Mariusz Dziechciaronek
Pan Tomasz Gaździk
Pan Rafał Główczyński
Pan Sebastian Glapiński
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Marek Górecki
Pan Witold Grabowski
Pan Karol Grodzicki
Pan Tomasz Gruszecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Pan Stanisław Hyrnik
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Michał Idec
Pan Tomasz Jabłoński
Pan Kazimierz Jacoń
Pan Łukasz Jasiński
Pan Piotr Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Sylwester Kozak
Pan Mateusz Kozłowski
Pan Krzysztof Kożuchowski
Pan Sławomir Krawczyk
Pan Krzysztof Krzaczkowski
Pan Wojciech Kukla
Pani Paulina Kurzyk
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Paweł Lewandowski
Pan Sławomir Majewski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Joanna Morawska
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pani Wanda Musialik
Pan Mateusz Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Wojciech Paryna
Pan Tomasz Pawlak
Pan Paweł Pietrasiński
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Bartosz Pilarski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Arkadiusz Przybyłek
Pan Adrian Przybysz
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Dawid Robaczyński
Pan Piotr Różański
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Karol Sobiecki
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Ryszard Staszowski
Pan Mikołaj Stempel
Pan Ryszard Strzelecki
Pan Dawid Szczepański
Pan Łukasz Szostak
Pan Grzegorz Sztemborowski
Pan Dariusz Szumiło
Pan Tomasz Tarczyk
Pan Jarosław Tyma
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Tomasz Wojtasik
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Mateusz Wójcik
Pan Adrian Wróble
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Jakub Zelek
Pan Marek Zemsta
Pracownik Santander Bank

Łącznie otrzymaliśmy 10 949,39 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!

Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>