Salerno: Druga strona monety biliondolarowej

27 marca 2013 Pieniądz komentarze: 15

Autor: Joseph T. Salerno
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Jan Fabiusz Wróbel
Wersja PDF

moneta biliondolarowaMimo swej pozornej niedorzeczności, pomysł stworzenia monety o wartości biliona dolarów sugeruje nam, jak dzisiejszy fatalny system monetarny można zastąpić innym, odrobinę lepszym. Jako że Departament Skarbu już definitywnie zarzucił plan wybicia takiej monety w celu ominięcia wirtualnego limitu zadłużenia, warto przyjrzeć się bliżej powodom tej decyzji i wyciągnąć wnioski z tej historii.

Ewentualne konsekwencje wprowadzenia takiego planu w życie sięgałyby znacznie dalej poza sztuczkę księgową pomocną w ominięciu limitu zadłużenia. Moneta biliondolarowa rzuciłaby wyzwanie bezpośrednio świętej i wychwalanej „niezależności” Rezerwy Federalnej. Dlatego też od samego początku wielbiciele Fedu ― zarówno z prawa, jak i z lewa ― bezlitośnie wyśmiewali ten pomysł w mainstreamowych mediach, a jego entuzjastów opisywali jako skrajnie nierozsądnych. Nie odważyli się jednak w pełni przedstawić jego konsekwencji.

Nie ma wątpliwości, że Fed był świadomy niebezpieczeństwa, jakie ta moneta niesie dla jego niezależności. Jak ujawnił wysoko postawiony urzędnik, gdyby Departament Skarbu wybił i zdeponował tę monetę, Fed odmówiłby udzielenia temu departamentowi kredytu na bilion dolarów. To pokazuje arogancję i potęgę Fedu, który w ten sposób groził prezydentowi i członkowi jego rządu niezastosowaniem się do przepisów prawa. Mimo że monety okolicznościowe rządu amerykańskiego ― a taką byłaby moneta platynowa ― nie są przeznaczone do obrotu, wciąż są legalnym środkiem płatniczym o ustalonej wartości nominalnej[1].

Jednym z niewielu komentatorów, który dokładnie zobrazował cios, jaki dla Fedu stanowiłaby moneta biliondolarowa, był Michael Sandler, lewicowy, populistyczny bloger, określający się jako „ekonomista polityczny, specjalista od zmian klimatu i zwolennik utrzymania środowiska naturalnego”. Mimo że jego artykuł to głównie stek bzdur, Sandler trafnie zauważył, że plan wybicia monety to wstęp do odebrania kontroli nad podażą pieniądza biurokratom z Fedu i oddania jej Kongresowi oraz Departamentowi Skarbu. Sandler wspiera reformę monetarną bazującą na pomysłach przeciwnego Fedowi American Monetary Institute. Dla Sandlera wybicie monety biliondolarowej to krok w stronę głównego punktu tego programu:

Znieśmy nakaz Kongresu nałożony na Departament Skarbu, aby ten emitował obligacje w sytuacji zatwierdzenia budżetu z deficytem. Zamiast tego Departament mógłby bezpośrednio wpuszczać w obieg pieniądze albo używać wolnych od długu instrumentów finansowych (których przykładem jest owa moneta) w procesie kreacji pieniądza (za zgodą Fedu lub bez ).

Wielu odruchowo sprzeciwi się tej propozycji, twierdząc, że jeśli pieniądz znajdzie się pod kontrolą Departamentu Skarbu, polityka monetarna stanie się gierką polityczną, inflacja wystrzeli w górę, USA zatonie w długach, wartość dolara na rynkach światowych zanurkuje, bla, bla, bla. O ile bardziej inflacyjna może stać się polityka monetarna od tej dzisiejszej? Niewybrani i nieodpowiedzialni za swoje czyny biurokraci z Fedu przyspawali gospodarkę amerykańską do polityki zerowych stóp procentowych, niekończącego się luzowania ilościowego i szalonego celowania w zmienne rzeczywiste (stopa bezrobocia), używając zmiennych nominalnych (tj. podaży pieniądza czy nominalnych stóp procentowych). To powrót do keynesizmu z epoki kamienia łupanego. Obecna polityka Fedu tak czy inaczej umożliwiła wysokie deficyty i narastający dług publiczny.

Przyjmijmy jednak na potrzeby dyskusji, że kontrola Kongresu nad polityką monetarną doprowadzi do mieszanki niższych podatków i większych deficytów pokrywanych kreacją pieniądza. Z punktu widzenia austriackiej teorii finansów publicznych liczy się to, ile rząd zebrał pieniędzy, a nie jakich metod użył w tym celu. Wszystkie wydatki rządowe, w tym transfery pieniężne, wysysają środki używane w produktywnych celach przez sektor prywatny i marnotrawią je rękami polityków i biurokratów. Wydatki rządowe mogą iść albo na konsumpcję bezpośrednio zaspokajającą potrzeby klasy politycznej lub jej bazy wyborczej albo na zmarnowane inwestycje, niepodyktowane kalkulacją zysków i strat dokonywanych przez przedsiębiorców i inwestorów prywatnych. Są tylko redystrybucją dochodu i środków produkcji z sektorów produktywnych do nieproduktywnych, od „podatników” do „podatkobiorców”.

Całkowita suma wydatków rządowych równa się temu, co Murray Rothbard określił jako (s. 279) „grabież produktu prywatnego”. Metoda, jaką rząd wybierze w celu grabieży ― opodatkowanie, zadłużenie czy kreacja pieniądza ― ma dla austriaków znaczenie drugorzędne. Jeśli dany poziom wydatków rządowych zostanie sfinansowany wyssaniem dóbr z sektora prywatnego poprzez kreację pieniądza, nie będzie to wcale gorsze niż uzyskanie ich dzięki opodatkowaniu. Finansowanie budżetu poprzez inflację może okazać się korzystniejsze niż poprzez podatki, ponieważ groźba przemocy fizycznej wisząca nad podatnikami szkodzi produktywności jednostek w sposób, który wykracza poza wywłaszczenie. Jak ujął to Rothbard (s. 10–11):

Dlaczego mielibyśmy wierzyć, że podatek jest korzystniejszy niż wyższe ceny? Inflacja służy jako forma opodatkowania, dzięki której rząd i pierwsi odbiorcy nowego pieniądza mogą wywłaszczyć tych, którzy otrzymują pieniądze po nich. Ale w wypadku inflacji ludzie wciąż mogą czerpać zyski z wymiany handlowej. Jeśli cena chleba wzrośnie do 10 USD za bochenek to fatalnie, ale wciąż możesz ten chleb zjeść. Jeśli wzrosną podatki, twoje pieniądze zostają wywłaszczone na rzecz polityków i biurokratów, a ty nie odniesiesz z tego żadnych korzyści.

Z punktu widzenia dobrobytu konsumenta i efektywności gospodarczej austriacki ekonomista będzie się naturalnie opowiadał po stronie mniejszego budżetu finansowanego z deficytów i kreacji pieniądza, a nie większego budżetu, za to zbilansowanego. Przykładowo, postawiony przed wyborem budżetu o wysokości dwóch bilionów dolarów finansowanego w pełni poprzez kreację pieniądza i zbilansowanego budżetu o wysokości czterech bilionów dolarów austriak bez wahania wybierze ten pierwszy jako mniej dokuczliwy dla procesu rynkowego i mniej szkodliwy dla dobrobytu jednostek, wytwarzających swój dochód poprzez pokojową kooperację i dobrowolną wymianę handlową. Tym, co ma znaczenie dla austriaka, jest całkowity poziom grabieży rządowej objawiający się wydatkami rządowymi. Deficyty i długi są w najlepszym razie drugorzędnym problemem, a w najgorszym zamazują obraz prawdziwych obciążeń rządowych.

Kontrola Kongresu nad podażą pustego pieniądza to rozwiązanie dalekie od idealnego systemu monetarnego, czyli pieniądza towarowego, opartego np. na złocie, którego podaż kontrolują całkowicie niezależne od rządu siły rynkowe. Niemniej koncepcja, by zastąpić szemrany, pseudonaukowy system kontroli nad „procesem kreacji pieniądza” przez klikę biurokratów z Fedu jawną kontrolą pieniądza przez wybieralnych urzędników i administrację partyjną, wiążę się z istotnymi zaletami[2]. Pozbawienie Fedu jego quasi-niezależnego statusu i przekształcenia go w lokaja Departamentu Skarbu za pomocą monety biliondolarowej przyniesie kilka korzyści.

Po pierwsze, pieniądz byłby kreowany w sposób przejrzysty i zrozumiały dla społeczeństwa. Departament Skarbu wydawałby Fedowi polecenie administracyjne, aby ten przesłał mu na konto kredyt na sumę potrzebną do spłaty wydatków rządowych niepokrytych podatkami. Formalnie nazywałoby to się „obligacjami Departamentu Skarbu”, ponieważ jednak nie obracano by nimi na rynkach finansowych, nie byłyby obligacjami z punktu widzenia ekonomii. Ani też odsetki płacone od tych pseudoobligacji nie byłyby realnie odsetkami, ponieważ nie ustalałyby ich rynki finansowe poprzez podaż i popyt. Służyłyby tylko opłaceniu kosztów administracyjnych Fedu, będących w pełni pod kontrolą Departamentu Skarbu. Dla społeczeństwa stałoby się jasne jak słońce, że zwiększanie podaży pieniądza przez Departament Skarbu nie odbywa się w celu „stabilizacji gospodarki” czy „zapobieżeniu kryzysowi finansowemu”, tylko przekazaniu pieniędzy konkretnym osobom czy firmom. Nowe pieniądze  zostałyby wytworzone z powietrza w celu zakupu myśliwców od Boeinga, subsydiowania gigantów agrobiznesu, takich jak Archer Daniels Midland, czy ratowania General Motors.

Dzisiejsza alternatywa dla takiego systemu to tajemniczy proces kreacji pieniądza, czyli wykup długu Departamentu Skarbu przez prywatne podmioty ― głównie banki i inne instytucje finansowe ― który następnie odkupuje Fed za pomocą operacji otwartego rynku. W ten zawiły sposób Fed „monetyzuje dług”, zwiększając jednocześnie podaż pieniądza pod pretekstem kontroli stóp procentowych. To, że około dwadzieścia uprzywilejowanych banków i instytucji finansowych z Wall Street sprzedających obligacje Fedowi ― tzw. Lista Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych ― osiąga dzięki temu procederowi niewyobrażalne zyski, pozostaje ukryte przed opinią publiczną. Na tym działaniu korzystają też banki oparte na rezerwie cząstkowej, jako że to one są pierwszymi odbiorcami nowo utworzonych rezerw, a w następnej kolejności ich klienci pożyczający pieniądze po obniżonej stopie procentowej i wydający je na dobra, zanim ich ceny wzrosną.

Istnieje jeszcze jeden powód, by Departament Skarbu przejął kontrolę nad podażą pieniądza poprzez powiększanie swego długu bezpośrednio w Fedzie. W ten sposób nie tylko odetniemy Fed od rynków finansowych i ujawnimy sposób kreacji pieniądza, ale odbierzemy też kartelowi bankowemu jego kluczową rolę w procesie zwiększania podaży pieniądza. Ukrócenie tego procederu zmniejszy siłę cykli koniunkturalnych. Gdy nowy pieniądz jest wpuszczany do gospodarki poprzez operacje otwartego rynku, jak dzieje się to dziś, zwiększa on rezerwy bankowe. Pożyczanie tych stworzonych z powietrza rezerw przez banki oparte na rezerwie cząstkowej obniża stopę procentową poniżej jej naturalnego poziomu zależnego od poziomu dobrowolnych oszczędności jednostek. Sztucznie niska stopa procentowa fałszuje kalkulacje ekonomiczne przedsiębiorców i domostw skłaniając ich do błędnych inwestycji i nadmiernej konsumpcji, co prowadzi do cyklu koniunkturalnego, kończącego się zwykle bańką na rynku dóbr kapitałowych i kryzysem finansowym. Jednak gdy to Departament Skarbu tworzy pieniądz, dokonuje tego poprzez wypisanie czeków biurokratom, wypłatę świadczeń i spłacenie swoich rachunków u osób prywatnych. Taka metoda kreacji pieniądza prowadzi do, jak ujął to Ludwig von Mises, „zwykłej inflacji”, nie wprowadzającej takiego chaosu na rynki finansowe i nie obniżającej sztucznie stopy procentowej. W Ludzkim Działaniu (s. 483) Mises wyjaśnia, że sytuacja, w której Departament Skarbu pożyczający pieniądze na swoje wydatki bezpośrednio od banku centralnego nie różni się niczym od sytuacji, w której rząd po prostu drukowałby pieniądze na spłatę zobowiązań:

Ze względów politycznych oraz z uwagi na ograniczenia instytucjonalne rząd zastępuje czasem emisję pustego pieniądza operacjami, do których wykorzystuje system bankowy. Skarb państwa zaciąga pożyczkę w banku, a bank udostępnia potrzebne fundusze przez wyemitowanie dodatkowych banknotów lub otwarcie rządowi konta depozytowego. Z prawnego punktu widzenia bank staje się pożyczkodawcą skarbu państwa. W rzeczywistości cała operacja sprowadza się do inflacji za pomocą pustego pieniądza. Dodatkowe fiducjarne środki wymiany trafiają na rynek za pośrednictwem skarbu państwa jako płatności różnych zobowiązań rządu. Właśnie ten dodatkowy popyt wytworzony przez rząd pobudza przedsiębiorstwa do rozszerzenia działalności.

Ponadto Mises twierdzi (s. 483), że zwykła inflacja raczej nie doprowadzi do cyklu koniunkturalnego:

Emisja owych nowo wytworzonych kwot pustego pieniądza nie wpływa bezpośrednio na rynkową stopę procentową brutto, bez względu na to, jakie odsetki płaci rząd bankowi. Oddziałuje ona na rynek kredytów i rynkową stopę procentową brutto, przyczyniając się także do powstania dodatkowego ażio cenowego, lecz jedynie wtedy, kiedy część owych kwot trafi na rynek kredytów w momencie, w którym nie zakończyła się jeszcze zmiana cen towarów i wysokości płac.

Innymi słowy, odbiorcy rządowych pieniędzy spoza sektora bankowego przeznaczą nowe pieniądze na konsumpcję i inwestycje w tym samym stosunku, co resztę dochodu. Ceny dóbr konsumpcyjnych i inwestycyjnych wzrosną w podobnych proporcjach, a rynkowa stopa procentowa nie będzie odbiegać od swojej naturalnej wysokości lub punktu równowagi. W rezultacie otrzymamy inflację, ale nie cykl koniunkturalny.

Wreszcie, jako instytucja podległa Departamentowi Skarbu, Fed nie będzie już kołem ratunkowym dla systemu bankowego. Ta jego rola ma ogromne znaczenie dla niemal wszystkich współczesnych ekonomistów, jednakże infekuje ona cały system finansowy chroniczną pokusą nadużycia. Fed nie będzie miał już możliwości ukradkiem, arbitralnie i bez jakiejkolwiek odpowiedzialności czy demokratycznego nadzoru ratować finansowych instytucji w Stanach Zjednoczonych i zagranicą. Takie decyzje podejmowałby Departament Skarbu pod rządami danej partii, pod czujnym okiem opozycji w Kongresie oraz kontrolą opinii publicznej. Jeśli każda prośba instytucji finansowych o pomoc spotka się ze sceptycyzmem i podejrzeniem ze strony Kongresu i społeczeństwa, a wysterylizowany Fed nie będzie w stanie tej pomocy udzielić, bank z rezerwą cząstkową będzie zmuszone do znacznie ostrożniejszych działań.

Nie chcę być źle zrozumiany ― nie zaprzeczam, że moneta biliondolarowa to absurdalny i niebezpieczny twór ― wskazuję tylko, że jeszcze bardziej absurdalnym i niebezpiecznym tworem jest Fed.


[1] Ponieważ Departament Skarbu nie używałby platynowej monety do spłacenia poprzednich zobowiązań w Fedzie, jeśli Fed odmówiłby jej zdeponowania, technicznie nie łamałby zasad prawnego środka płatniczego. Istnieją jednakże inne prawa i regulacje nadzorujące relacje pomiędzy Fedem a Departamentem Skarbu, które zostałyby naruszone, gdyby Fed odmówił Departamentowi Skarbu zdeponowania legalnego środka płatniczego i udzielenia na jego podstawie kredytu, zob.: „Can the Federal Reserve Really Refuse To Accept and To Credit A Platinum Coin Deposited By the US Mint?”.

[2] W The Case Against the Fed (s. 5-12) Murray Rothbard przedstawił definitywną krytykę rzekomego ideału „niezależności Fedu od polityki” z punktu widzenia austro-libertariańskiej ekonomii politycznej.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Joseph Salerno

Joseph Salerno jest profesorem na Pace University w Nowym Jorku.

Pozostałe wpisy autora:

15 Komentarze “Salerno: Druga strona monety biliondolarowej

  1. „O ile bardziej inflacyjna może stać się polityka monetarna od tej dzisiejszej?” hahaha, Salerno kpi czy o drogę pyta? W Argentynie był ostatnio, albo na Białorusi? W Wenezueli?

    „W rezultacie otrzymamy inflację, ale nie cykl koniunkturalny.” – heh, super, ucieczka od cyklu inflacją świetnie wyszła np. Niemcom w latach 20. Wdrożyli w życie idee Salerno, usunęli niezależność BC i poddali go ciągłej inflacyjnej presji politycznej.

    Jedyne, co może wytłumaczyć nagły przypływ miłości do inflacji u Salerno, to to, że ma jakiś ogromny kredyt. Bliższa koszula ciału 😉

    PS. Zła focia na stronie głównej. Chyba że chcecie zaznaczyć podobieństwo idei Salerno do Chaveza 😉

  2. ad Panika,

    u Amerykanów panuje jakieś takie skrajne niedocenianie niektórych walorów „niezależności” banku centralnego. Owszem, jej zwolennicy sporo przesadzają w przedstawianiu jej zalet i w ogóle mylą się co do tego, czy „niezależność” jest, ale nasi libertarianie czasami tak w nią uderzają, jakby nie widzieli, że w bankach centralnych pracują jednak mądrzejsi i przyjaźniejsi rynkowi ludzie, aniżeli w ministerstwach, gdzie dominuje polityczne kumoterstwo.

  3. Przede wszystkim faktem jest, że co by nie mówić o BC, to jednak w JAKIMŚ (IMHO często sporym, ale to dyskusyjne) stopniu reprezentują też interesy deponentów, podczas gdy polityka monetarna w 100% zależna od rządu może siłą rzeczy reprezentować WYŁĄCZNIE interesy mocno zadłużonych.

  4. @ panika2008
    Zapominasz, że przy obecnym systemie bankowo-finansowym pieniądze istnieją wyłącznie jako dług.
    Nie ma więc /oprócz właścicieli Fed/ nikogo niezadłużonego.

  5. Hm… 🙂

    Ale interesy których deponentów? Chyba tych, którym kreuje się depozyty z powietrza, a nie tych wcześniejszych, którzy pieniądze na depozycie trzymają z otrzymywanego na rynku dochodu? 🙂

    Cały system dzisiejszych rezerw cząstkowych z bankiem centralnym jest zrobiony tak, żeby rynki finansowe drenowały siłę nabywczą z istniejących depozytów na rzecz przerośniętego sektora bankowego, który wypycha prywatną akumulację kapitału.

  6. ad 4.

    Here we go again. Bardzo proszę o wskazanie „właścicieli Fedu”, którzy są „niezadłużeni”.

    Proszę wejść do jakiegokolwiek banku, otworzyć tam konto i wpłacić swoje pieniądze. Będzie Pan miał pieniądze, które nie są „długiem”.

  7. Ad 7

    „Bardzo proszę o wskazanie “właścicieli Fedu”, którzy są “niezadłużeni””

    Niestety odpowiedzi na pytanie nie dostałem.

    Sytuacja na Cyprze w niczym nie zmienia tego, co powiedziałem – proszę otworzyć konto w banku, wpłacić pieniądze. Będzie Pan miał własne pieniądze bez długu.

    A to, że mogą być zrabowane, to rządowa norma. Tak samo rząd może zabrać dom, albo samochód, ale to nie znaczy, że dom, lub samochód są automatycznie długiem.

  8. Skoro Pan nie wie, to wyjaśniam, że właścicielami Fed są właściciele 20 banków, a ponieważ to oni emitują pieniądze, więc co najwyżej mogą być swoimi dłużnikami.

    „Gotówka nie jest długiem”.
    Co najmniej kontrowersyjne stwierdzenie, gdyż gotówka, to też zobowiązanie rządu, że ma jakąś wartość, a zobowiązanie, to dług.
    Zresztą sam Pan stwierdził, że wkłady bankowe mogą być skonfiskowane. Na jaką skalę? Ano dowolną, więc nie ma pewności, że nie skonfiskują kilkakrotnej wartości depozytu. Wówczas na pewno wszystko wróci do normy, czyli pieniądza jako długu.

  9. Ad 10,

    Proszę wskazać dokładne nazwy banków, które są „właścicielami” Fedu. Zaraz sprawdzimy, czy nie są dłużnikami.

    Aha – czy rozumie Pan różnicę między „własnością” w sensie prawa cywilnego a „własnością” w systemie Fedu?

    Bo różnica między nimi jest mniej więcej taka jak między „własnością Kowalskiego” a „własnością grawitacji”. I jedno, i drugie jest nazywane „własnością”, ale to jednak coś innego.

    Przykładowo „własności” Fedu nie można w ogóle zastawiać, nie może stanowić żadnego zabezpieczenia, nie uprawnia do proporcjonalnej liczby głosów, nie daje prawa do decydowania o zarządzie. O wszystkim tym może Pan przeczytać zarówno w ustawach, jak i elementarnych wprowadzeniach do bankowości i finansów.

    Podobnie gotówka nie jest tak naprawdę żadnym „zobowiązaniem”. Żadnym. To, że jest księgowana po stronie pasywów tego nie zmienia. Nie ma żadnego zobowiązania na gotówce poza „In God we trust”.

    Powtórzę raz jeszcze kompletnie niekontrowersyjne stwierdzenie: gotówka nie jest długiem. Chyba, że wykona Pan językową ekwilibrystykę i tak nagnie definicję „długu”, że będzie nim wszystko.

    Sugeruję, żeby sięgnął Pan po specjalistyczne opracowania z zakresu rynków finansowych i bankowości. Mogą to być opracowania profesjonalne bardzo różnych autorów o bardzo różnych poglądach. „I z lewa, i z prawa”.

    Mimo wszystko „money as debt” (lub podobne tego typu broszurki wydawane przez niszowe wydawnictwa) to nie jest sensowne źródło do czerpania wiedzy na temat finansów i bankowości. Zdecydowanie odradzam.

  10. Gotówka była długiem wtedy, kiedy była wymienialna na złoto – faktycznie wtedy bank centralny [a nie żaden rząd] zobowiązywał wymienić papier na metal.

    Obecnie gotówka nie jest wymienialna na nic, więc nie jest żadnym długiem – nie czyni nikogo wierzycielem ani dłużnikiem.
    Długiem jest pieniądz dłużny [=elektroniczny, bankowy].

  11. @ MM
    Temat własności Fed był na tym forum tyle razy „wałkowany”, ze kolejna dyskusja na ten temat mija się z celem.
    Może Pan odszukać jakąś i z pewnością dowie się kto i jakie zdanie ma na ten temat .
    Dodam, że jakoś nikt nikogo nie przekonał do jego zmiany.
    Ekwilibrystyka? Moim zdaniem, znacznie większą uprawiają zwolennicy poglądu o rządowej własności Fed.

    @ Clegan

    Nie pisałem o wymianie gotówki na cokolwiek, lecz o gwarantowaniu przez rząd jego wartości, co jak wiadomo, jest kłamstwem w sytuacji utrzymywania istnienia rezerwy częściowej.

    Pozdrawiam i Wesołych Świąt!
    Tylko jakich? Wielkanocy, czy Bożego Narodzenia?

  12. ad 13,

    Widzi Pan, ale problem w tym, że nie został „zwałkowany”. Dla Pana samo słowo „własność” kończy sprawę. Widzi Pan słowo „udział” i koniec tematu, bo to znaczy, że jakiś prywaciarz rządzi bankiem centralnym. Ja tylko namawiam Pana, żeby wejść głębiej w temat. Bo to, że w ustawie jest napisane „udział” naprawdę, ale to naprawdę jeszcze nic nie znaczy. Proszę wejść w temat głębiej, sprawdzić literaturę i otworzyć się na to, że wszyscy sensowni eksperci nie są kupowani przez lobby i nie są korumpowani przez pieniądze bankierów. Proszę wziąć pod uwagę, że jest wielu krytyków Fedu, którzy bezwzględnie wytykają błędy jego działalności, ale jednocześnie zdają sobie sprawę, że linia „Fed jest prywatny” jest zupełnie nietrafiona. Głównie dlatego, że rzeczywista kontrola Fedu przebiega z innej strony niż od osławionych „udziałów”, o których Pan pisze. „Udziały” nie dają rzeczywistej WŁADZY nad Fedem. A naczelnym konsumentem „zysków Fed” nie są „udziałowcy”, ale jest nim rząd federalny (95%). Te fakty są bez przerwy przytaczane, ale druga strona jest w stanie tylko powtarzać jak mantrę „Fed jest prywatny”.

    Czemu? Bo na stronie Fedu i w ustawie pisze się coś o „udziałach”, które mają banki. Czy tak trudno dostrzec, jak bardzo płytkie jest takie podejście?

    Niestety zatrzymując się na słowach jak na ostatecznych zaklęciach nie da się dogłębnie zbadać żadnej sprawy. Naprawdę żadnej. Słowa bywają często tylko zaklęciami, a szczególnie zaklęciami wśród nurtów utopijnych, budujących swoje tezy na analizie wątpliwej jakości (jak np. „money as debt” movement).

    serdecznie pozdrawiam i spokojnego wieczoru

  13. Rząd nie gwarantuje wartości gotówki. Nikt nie ma w stosunku rządu roszczenia o cokolwiek z tytułu posiadania gotówki.
    Tworzysz Waszmość jakieś mity.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy