Rand: Nowy Jork był studnią niesamowitych teoretyków

1 kwietnia 2013 Teksty komentarze: 4

ayn rand„Nowy Jork był studnią niesamowitych teoretyków” – wywiad z Ayn Rand (przeprowadzony na krótko przed jej śmiercią)

Redakcja: Miała pani niezwykłe szczęście – w Nowym Jorku zetknęła się pani z wieloma wybitnymi myślicielami.

Ayn Rand: Tak, nie sposób temu zaprzeczyć. Człowiek nie jest samotną wyspą, a Nowy Jork był studnią niesamowitych teoretyków. Ayn Rand, Ludwig von Mises, Murray Rothbard, Milton Friedman, Ayn Rand…

Redakcja: Do tego myśliciele z innych tradycji…

Ayn Rand: No i nie zapominajmy o Ayn Rand.

Redakcja: Nie o każdym jednak myśli dziś pani pochlebnie. Weźmy sobie chociażby tę scysję z Rothbardem. O co właściwie poszło?

Ayn Rand: Rothbard splagiatował mój ówczesny pomysł na obronę wolnego rynku. Próbował go bronić za pomocą praw naturalnych. A przecież to ja byłam przed nim. Nie rozumiem, czemu sędzia tego nie rozumiał. On się tego nauczył ode mnie, a potem gdy się na mnie obraził, bo wytknęłam mistycyzm jego żonie, to przestał dawać przypisy do moich publikacji. Trudno wyobrazić sobie bardziej podstępne, nieobiektywne, nieracjonalne i nieromantyczne zachowanie. No i do tego ten jego cały anarchizm.

Redakcja: No właśnie, zatrzymajmy się przy tym. Uważa pani, że państwo minimum jest koniecznością, choć jednocześnie jest pani przeciwniczką podatków. Tymczasem Rothbard poświęcił sporo miejsca na to, żeby pokazać, że prywatne agencje ochronne i ubezpieczeniowe będą w stanie dostarczać dobra publicznego, jakim jest prawo…

Ayn Rand: Cała ta jego argumentacja jest kompletnie nietrafiona, bo rozmija się całkowicie z racjonalną strukturą świata. Jestem obiektywistką i wierzę, że świat istnieje, to jest oczywiste i racjonalnie dowiedzione. A jest równe A i A nie może być nie A, jeśli jest A. Kiedy zorientuje się pan, że świat nie istnieje, proszę mi dać znać i to udowodnić, to ja dowiodę odwrotnie. A anarchizm kłóci się z racjonalną, obiektywną i niepodważalną strukturą świata.

Redakcja: Czyli z czym?

Ayn Rand: Z tym, że nie lubię komunistów, a prywaciarze i szopenfeldziarze nie będą chcieli ich ganiać po całym globie.

Redakcja: Czy nie jest jednak tak, że owa nieugruntowana perspektywa teoretyczna charakteryzuje się wysokim stopniem przeciwskuteczności?

Ayn Rand: Tego typu argumentacja przypomina mi znaną przypadłość, na którą całe życie chorował Hayek, czyli „łokieć keynesisty”. Hayek miał w swoim życiu bardzo ciekawe i konkretne przemyślenia (zwłaszcza wtedy, kiedy siedział na londyńskim dachu w 1944 r., a Hans Senholz próbował go w tym czasie zbombardować). Niestety, kiedy do nich siadał i próbował je spisać w prosty sposób, ujawniała się jego germańska natura. Łokieć zaczynał drżeć i zamiast napisać po ludzku, że nie można „mieć ciastka i zjeść ciastka”, to zmieniał się nie do poznania i musiał pisać o tym, że „ograniczenia możliwości produkcyjnych mają charakter intertemporalny”. Do tego ta jego ekonomia trynitarna, gdzie wszędzie wciskał swoje trójkąty; zawsze wyczuwałam w niej jakiś mistycyzm. Poza tym Hayek był dla mnie za bardzo utylitarny.

Redakcja: Jak Friedman…

Ayn Rand: Ten wyjątkowo mi przeszkadzał. Wszystko mu się kojarzyło z pieniądzem i nie miał nigdy wstydu, żeby o tym otwarcie pisać. Mi się wszystko kojarzy z czym innym, ale mam zahamowania, żeby o tym pisać. Friedman taki nie był. Friedman był inny. Wyróżniał się z tłumu, nie wzbudzał podejrzeń. Ot, taki chłopak z sąsiedztwa, którego nigdy nie można byłoby posądzić o czyny, z których potem zasłynął. To było widać, gdy tylko pojawiał się w pomieszczeniu. Jego utylitaryzm mi szczególnie przeszkadzał. Przez niego czasami żałowałam, że nie jestem utylitarystką, bo z punktu widzenia efektywnej ochrony praw jednostki najlepiej byłoby Friedmana wysłać przymusowo na Fidżi i nie pozwolić mu stamtąd nigdy wrócić.

Redakcja: A jak z Misesem? On również był utylitarystą.

Ayn Rand: Mises miał swoje za uszami, ale o nim nie będę mówić złych słów, bo znowu otrzymam pocztę pełną nienawiści. Już raz popełniłam ten błąd. Ludzie grozili mi w listach, że wykupią moje wszystkie książki z rynku i zaczną je przerabiać na banknoty Rezerwy Federalnej. Ralph Raico przebił mi opony w samochodzie, a Walter Block powiedział, że skseruje wszystkie moje książki, co już było skrajnym ekstremum. Tak masowej kradzieży nie byłabym w stanie znieść.

Redakcja: Przejdźmy może do bardziej drażliwego tematu. Jak skomentuje Pani ścieżkę kariery pewnego obiektywisty Alana Greenspana?

Ayn Rand: Anakin. Kiedy Rothbard przychodził do nas na prywatki, od początku go nie lubił. I wyszło niestety na to, że Rothbard miał znowu rację. Greenspan potrafił się dobrze kamuflować. Zupełnie inaczej niż Benjamin, który był zawsze szczery w swoich kolektywistycznych zapędach.

Redakcja: Szczery?

Ayn Rand: Pamiętam, że kombinował już jako dziecko, gdy wpadł do nas na pierwszą komunię Brandena. Dzieciaki, wiadomo, mają wysoką czasową preferencję, więc stopa procentowa jest bardzo wysoka. A wymieniały między sobą dzisiejsze ciastka w zamian za obietnicę ciastek w przyszłości. Dyskonto było ogromne, ale Benjamin się nie poddawał. Był bardzo bystry i inteligentny, całymi dniami chodził i kombinował. Twierdził, że w końcu znajdzie taki sposób, żeby pożyczyć od kogoś dzisiaj kilka ciastek, aby potem oddać ich mniej za parę dni.

Redakcja: Czyli bez ogródek już od dzieciństwa. W sumie trochę tak jak pani, zadeklarowana obiektywistka od trzeciego roku życia.

Ayn Rand: Można tak powiedzieć. Benjamin to w pewnym sensie odbicie mojej osoby. Zdradzał całego siebie już w czasach młodości. Jazda w jego samochodzie była prawdziwą mordęgą. Chłopak nagrał taśmę w kółko z hymnem West Ham United. Tylko na koniec dograł “Son of the Preacher”. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć, o co chodziło z tym ostatnim.

Redakcja: Ostatnio zasłynęła pani kontrowersyjną tezą, że ekonomia jest istotniejsza od filozofii. Mocne słowa jak na filozofkę, etyczkę i doktrynerkę.

Ayn Rand: Panie Redaktorze, ekonomia to nasze sumienie i życie. To także światowe sumienie, dlatego trzeba postawić sobie nareszcie kilka pytań. Dlaczego wydawnictwa, a w efekcie czytelnicy, łożą tak olbrzymie sumy na czasopisma? Dlaczego autorzy piszą nie dla czasopism, tylko dla punktów? Dlaczego to nie autorzy, a wydawcy wyjeżdżają za granicę? Ja myślę, że tych pytań jest więcej i już pora sobie na nie konkretnie odpowiedzieć. Bo nikt za nas tego nie zrobi.

Redakcja: Dziękuję za rozmowę.

Wywiad powstał dzięki środkom z Europejskiego Funduszu Socjalnego w ramach programu „Aktywizacja kobiet po pięćdziesiątym roku życia na rynku pracy”.

Redakcja życzy serdecznie Czytelnikom słonecznych dni. Wywiad opublikowano pierwotnie pierwszego kwietnia 2013 r.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Instytut Misesa

O Autorze:

Instytut Misesa

Instytut Ludwiga von Misesa ufundowany we Wroclawiu w sierpniu 2003 r. jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej. Instytut został nazwany na cześć – naszym zdaniem najwybitniejszego ekonomisty XX w. – Ludwiga von Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

4 Komentarze “Rand: Nowy Jork był studnią niesamowitych teoretyków

  1. Pomieszały jej się zmysły na starość jak Nietzschemu. Ralph Raico przebił opony w jej wozie, Block obsesyjnie kserował jej książki, Rothbard zmałpował prawo naturalne a Lew Rockwell wykradł jej wszystkie rzodkiewki z ogródka. -Biedna kobieta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *