Rothbard: Thatcher i podatek pogłówny

19 kwietnia 2013 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 10

Autor: Murray Rothbard
Tłumaczenie: Ewa Iwanowicz
Źródło: mises.org
Wersja PDF

Artykuł stanowi rozdział 62 książki Making Economic Sense Murraya Rothbarda i został pierwotnie opublikowany w czerwcu 1990 r. w czasopiśmie The Free Market.

Zamieszki na ulicach, protesty przeciw znienawidzonemu rządowi, policja aresztuje demonstrantów. W dzisiejszych czasach historia ta brzmi znajomo. Tymczasem dowiadujemy się, że bunt nie jest skierowany przeciwko komunistycznej tyranii w Europie Wschodniej, ale przeciw reżimowi Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii ― kraju uznanym za ostoję wolności i wolnego rynku. O co tu chodzi? Czy sprzeciwiający się rządowi manifestanci, których w Europie Wschodniej z pewnością uznano by za bohaterów, na zachodzie odbierani są wyłącznie jako szaleni anarchiści lub nieprzystosowani punkowcy?

Warto zauważyć, że antyrządowe zamieszki w Londynie pod koniec marca dotyczyły podatków, co oznacza, że nie mogły być z gruntu złe. Czy jednak u podstaw tych protestów nie leżała zawistna chęć pogrążenia bogaczy, a powodem wrogości wobec wprowadzonych przez Thatcher podatków nie był sprzeciw wobec braku egalitarnej równości?

Nie do końca. Nie ulega wątpliwości, że wprowadzony przez Thatcher „podatek lokalny” był odważnym i interesującym eksperymentem. Władze lokalne, często składające się głównie z przedstawicieli lewicowej Partii Pracy, w ostatnich latach w niekontrolowany sposób wydawały pieniądze. Tak jak w przypadku amerykańskich władz lokalnych, podstawowy lokalny dochód w Wielkiej Brytanii pochodził z podatku od nieruchomości (w Wielkiej Brytanii tzw. rates), którego wysokość zależy od wartości nieruchomości.

Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych konserwatywni ekonomiści z euforią podchodzili do opodatkowania proporcjonalnego (zwłaszcza dochodu) jako doskonałego i „neutralnego” wobec rynku, taczeryści widzieli mylność tego przekonania. Zgodnie z mechanizmami rynkowymi kupujący nie płacą za dobra proporcjonalnie do swoich dochodów. David Rockefeller nie płaci 1000 dolarów za bochen chleba, za który inni płacą 1,5 dolara. Przeciwnie, rynkiem rządzi silna tendencja do ujednolicania cen za dane dobro. Jeden towar, jedna cena. Oczywiście o wiele bardziej neutralne dla rynku byłoby, gdyby wszyscy zamiast płacić podatek dochodowy proporcjonalny do swoich dochodów, płacili podatek dochodowy w równej wysokości, i tyle. Podatek powinien być taki sam dla wszystkich. Ponadto, ponieważ demokracja oparta jest na zasadzie „jeden człowiek, jeden głos”, słuszna wydaje się więc zasada: jeden człowiek, jeden podatek. Równe prawa wyborcze, równe podatki.

Idea równego opodatkowania dla wszystkich nazywa się „podatkiem pogłównym” (ang. poll tax). Thatcher postanowiła utrzeć nosa władzom lokalnym przez zniesienie lokalnych podatków i zastąpienie ich podatkiem pogłównym, nazwanym eufemistycznie „podatkiem wspólnotowym”. Zatem przynajmniej na poziomie lokalnym skubanie bogaczy zastąpiono równymi podatkami.  

Nowy podatek ma jednak wiele wad. Przede wszystkim nadal nie jest neutralny wobec rynku, ponieważ istotne różnice pomiędzy cenami rynkowymi dóbr i usług kupujący pokrywają dobrowolnie, podczas gdy podatek nałożony jest przymusowo, nawet jeśli wartość „usługi” pełnionej przez rząd na rzecz danej osoby jest znacznie niższa lub ujemna w stosunku do pobieranej opłaty.

Ponadto podatek pogłówny pobierany jest od samej egzystencji obywatela, którego często trzeba ścigać dużym kosztem i przymuszać do zapłacenia należności. Narzucanie podatku na sam byt człowieka wydaje się oznaczać, że rząd jest właścicielem wszystkich podległych mu podmiotów — ich dusz i ciał.

Kolejna poważna wada związana jest z wymuszaniem. Chęć zastąpienia podatku od nieruchomości równym podatkiem była ze strony Thatcher niezwykle śmiała. Niemniej Pani Premier najwyraźniej nie zrozumiała głównego założenia równego podatku ― tego, co czyni go wyjątkowym. Otóż najwspanialsza cecha tego podatku polega na tym, że wymaga on drastycznego obniżenia poziomu podatków, inaczej w ogóle nie da się go wprowadzić.

Załóżmy na przykład, że współczesny podatek federalny nagle zamieniono na podatek równy dla wszystkich. Oznaczałoby to, że każdy obywatel, a zwłaszcza ten o niskim dochodzie, musiałby nagle płacić o wiele wyższy podatek, około 5000 dolarów w skali roku. Zatem cały urok podatku wyrównanego polega na tym, że zmusza on rząd do drastycznego obniżenia poziomu podatków i wydatków. Gdyby więc rząd USA ustanowił na przykład powszechny i równy podatek wynoszący 10 dolarów rocznie, osiągając tym samym imponującą kwotę 2 miliardów dolarów rocznie, wszyscy żylibyśmy dostatnio i żaden egalitarysta nie skarżyłby się na to, że nie udało mu się oskubać bogaczy.

Jednak zamiast drastycznie obniżyć wysokość lokalnych podatków Thatcher nie wprowadziła żadnych limitów, pozostawiając kwestie wydatków całkowitych i wysokość podatków władzom lokalnym, tak jak miało to miejsce wcześniej. Władze lokalne — zarówno konserwatyści, jak laburzyści — znacznie podniosły wysokość podatków, w wyniku czego Brytyjczycy zmuszeni zostali do płacenia podatku lokalnego wyższego o około jedną trzecią. Nic dziwnego, że wyszli na ulice! Zagadką pozostaje, dlaczego zamieszki nie przybrały bardziej drastycznej formy.

Mówiąc krótko, ważną zaletą podatku pogłównego jest to, że wymusza znaczne obniżenie podatków. Podniesienie ich po wyrównaniu jest absurdem ― jawnym zaproszeniem do uchylania się od płacenia i do rewolucji. W Szkocji, gdzie podatek taki już został wcielony w życie, nie ma kar za uchylanie się od płatności i szacowana jedna trzecia obywateli przestała płacić w ogóle. W Anglii, gdzie płatności są egzekwowane, sytuacja stała się bardziej napięta. Upadek autorytetu reżimu Thatcher nie dziwi w żadnym z tych przypadków. Ludzie Thatcher rozważają nałożenie ograniczeń na wysokości lokalnych podatków, ale to za mało: jeśli podatek pogłówny ma być utrzymany, drastyczne redukcje stają się polityczną i ekonomiczną koniecznością.

Niestety sprawa podatków lokalnych jest charakterystyczna dla reżimu Thatcher. Taczeryzm bardzo przypomina reaganizm: retoryka wolnego rynku przykrywa statystyki. Podczas gdy Thatcher angażowała się w prywatyzację, w okresie jej rządów zwiększył się stosunek wydatków rządowych i podatków do produktu narodowego brutto, a inflacja pieniężna doprowadziła do wzrostu cen. Zwiększyło się więc ogólne niezadowolenie, a wzrost poziomu podatków lokalnych przelał czarę goryczy. Wydawać by się mogło, że rząd uważający się za orędownika wolnego rynku powinien przede wszystkim obniżyć wydatki całkowite, stopy podatkowe i przychody oraz ukrócić inflacyjną kreację pieniądza. Przez dziesięciolecia żaden rząd brytyjski ani amerykański nie zdołał sprostać nawet tym podstawowym kryteriom.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Murray N. Rothbard

Murray Newton Rothbard (ur. 2 marca 1926, zm. 7 stycznia 1995) - ekonomista, historyk, filozof prawa i polityki. Uczeń Ludwiga von Misesa. Autor traktatu ekonomicznego "Man, Economy and State" (polskie wydanie: "Ekonomia wolnego rynku") oraz wielu innych książek i artykułów o ekonomii i historii. Jeden z twórców współczesnego libertarianizmu.

Pozostałe wpisy autora:

10 Komentarze “Rothbard: Thatcher i podatek pogłówny

  1. >>Ponadto podatek pogłówny pobierany jest od samej egzystencji obywatela, którego często trzeba ścigać dużym kosztem i przymuszać do zapłacenia należności. Narzucanie podatku na sam byt człowieka wydaje się oznaczać, że rząd jest właścicielem wszystkich podległych mu podmiotów — ich dusz i ciał.<<

    Aż niewiarygodne, że Rothbard mówił takie głupstwa, "pogłówny" to rzadki przykład sprawiedliwego podatku, byleby tylko był do uiszczenia przez każdego (np. 500 zł na 12 miesięcy).
    Fizjokraci z kolei promowali podatek od nieruchomości, który też spełnia wymogi sprawiedliwości – ostatni przykład to VAT, którego proponentami byli sami przedsiębiorcy.

    1. >> „pogłówny” to rzadki przykład sprawiedliwego podatku” <<

      To jest, Szanowny Panie, wyrażenie sprzeczne wewnętrznie. Od dłuższego czasu planuję napisać na swoim blogu tekst o tym, czym jest sprawiedliwość, ale jakoś nie mogę do tego zabrać, a że nie mam ochoty tym bardziej opisywać sprawiedliwości tutaj, dlatego też, żeby nie posądzono mnie o krytykanctwo i malkontenctwo, polecę Panu przeczytanie III Księgi "Traktatu o naturze ludzkiej" Davida Hume'a (zwłaszcza rozdziału pt. "O źródle sprawiedliwości i własności").

      1. Ale Szanowny Panie – w dowolnym zrzeszeniu pobierają składkę członkowską, która z tego co wiem zawsze jest równa dla każdego. To tylko można bronić w pogłównym – każda ma zapłacić jakąś niewysoką najlepiej kwotę na rzecz organizacji do której należy.
        A to, że państwo jest niedobrowolne, to już zupełnie inna sprawa 🙂

        1. To nie jest inna sprawa. To istota problemu. Mylenie stowarzyszenia z więzieniem jest głównym źródłem błędnego teoretyzowania, czego najlepszym przykładem jest teoria umowy społecznej. Składka jest sprawiedliwa, bo jest dobrowolna. Podatki sprawiedliwe nie są i nigdy nie będą, nawet jeśli są, jak twierdzą współczesne nauki społeczne, „konieczne”. Choć jest to rzecz jasna mit.

          1. >>Mylenie stowarzyszenia z więzieniem…<<

            Kłopot w tym, że czy tego chcemy czy nie, to tkwimy w tym więzieniu. Zanim zmieni się odpowiednio "świadomość społeczna", to miną wieki, ale może to też nigdy nie nastąpić.

            Dlatego należy promować rozwiązania zbliżające do "państwa minimalnego" – wtedy będziemy (liberałowie) bliżej celu niż dalej.

    2. Podatek pogłówny to najgłupszy rodzaj podatku, postulowany przez etatystów pokroju lewaka w muszce. Składki ZUS w Polsce to jest de facto podatek pogłówny narzucany ludziom przedsiębiorczym, a nieprzypadkowe jest, że to te właśnie składki są głównym hamulcem polskiej przedsiębiorczości.

      1. Ale pogłówny to tylko propozycja na rozsądniejsze rozwiązania.

        A składki ZUSowskie z tego co wiem są oznaczone w procentach pensji brutto, jest to więc „de facto” kolejny podatek dochodowy.

        Podstawa opodatkowania decyduje o sklasyfikowaniu jakiegoś podatku.

  2. „Kłopot w tym, że czy tego chcemy czy nie, to tkwimy w tym więzieniu. Zanim zmieni się odpowiednio „świadomość społeczna”, to miną wieki, ale może to też nigdy nie nastąpić.

    Dlatego należy promować rozwiązania zbliżające do „państwa minimalnego” – wtedy będziemy (liberałowie) bliżej celu niż dalej.”

    Nazywanie podatku pogłównego „sprawiedliwym” nie zbliża nas do państwa minimalnego. Poza tym podatek pogłówny to kiepski pomysł, lepszy byłby podatek od konsumpcji i to najlepiej tylko na niektóre rzeczy. Hume już o tym pisał, tylko nie mogę teraz fragmentu teraz znaleźć. To co najbardziej zbliżą nas do państwa minimalnego to dobrowolna składka.

    1. ,,To co najbardziej zbliżą nas do państwa minimalnego to dobrowolna składka.”
      Przepraszam, ale co to za bajki? Czyli jak ktoś nie zapłaci składki, to co Wojsko nie będzie go bronić w razie wojny? Policja nie będzie ścigać przestępcy, jeśli zostanie okradziony/zgwałcony/pobity? Żeby składka mogła być dobrowolna, to musi z niej płynąć jakaś korzyść. Jeśli korzystać będą wszyscy niezależnie od tego, czy płacą, czy nie (a tak by było( to nikt by nie płacił ,,Dobrowolna” składka w przypadku, gdy mowa o życiu w państwie, to jakiaś nierealna fantazja.

  3. Znalazłem:

    „The best taxes are such as are levied upon consumptions, especially those of luxury; because such taxes are least felt by the people. They seem, in some measure, voluntary; since a man may chuse how far he will use the commodity which is taxed: They are paid gradually and insensibly:c They naturally produce sobriety and frugality, if judiciously imposed: And being confounded with the natural price of the commodity, they are scarcely perceived by the consumers. Their only disadvantage is, that they are expensive in the levying.

    Taxes upon possessions are levied without expence; but have every other disadvantage. Most states, however, are obliged to have recourse to them, in order to supply the deficiencies of the other.

    But the most pernicious of all taxes are the arbitrary.”

    http://www.econlib.org/library/LFBooks/Hume/hmMPL31.html#II.VIII.5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *