Autor: Llewellyn H. Rockwell Jr.
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Dorota Sadowska
Wersja PDF, EPUB, MOBI

W kulturze amerykańskiej szkolnictwo państwowe jest publicznie chwalone i jednocześnie krytykowane po cichu, co jest swego rodzaju przeciwieństwem tego, w jaki sposób traktujemy duże przedsiębiorstwa, takie jak Walmart. Otwarcie wszyscy mówią, że Walmart jest straszny, wypełniony zagranicznymi produktami marnej jakości, a do tego wykorzystuje swoich pracowników. Ale prywatnie chętnie kupujemy wysokogatunkowe towary za rozsądną cenę, a kolejka osób starających się o pracę w Walmarcie jest długa.

Czemu tak jest? Ma to związek z faktem, że szkolnictwo publiczne jest częścią świeckiej religii, najchętniej przytaczanym argumentem na to, jak lokalne władze nam służą. Istnieje także czynnik psychologiczny. Większość z nas powierza swoje dzieci tym szkołom, więc z pewnością mają one na uwadze nasze dobro.

Ale czy na pewno? W swojej książce „Education: Free and Compulsory” Murray N. Rothbard wyjaśnia, że prawdziwe pochodzenie i cel szkolnictwa państwowego to nie tak do końca edukacja w naszym rozumieniu tego pojęcia, ale raczej indoktrynacja świeckiej religii. Tłumaczy to, dlaczego elity miejskie z taką podejrzliwością podchodzą do nauczania domowego i szkół prywatnych. Nie jest to spowodowane obawą przed złymi ocenami, ale raczej niepokojem, że dzieci nie będą uczyć się wartości uznawanych przez państwo za ważne.

Jednak celem tego artykułu nie jest atak na szkolnictwo państwowe. Są dobre szkoły publiczne, są i tragiczne, więc nie ma sensu generalizować. Nie ma też potrzeby powtarzać do znudzenia danych o wynikach testów wśród uczniów. Zajmijmy się po prostu ekonomią. Wszystkie badania pokazują, że przeciętny koszt edukacji jednego dziecka jest dwa razy wyższy dla szkoły państwowej niż dla prywatnej (przykładowe badanie można znaleźć tutaj).

Przeczy to intuicyjnemu przekonaniu, ponieważ szkoły publiczne są postrzegane jako darmowe, a prywatne jako drogie. Ale jeśli weźmie się pod uwagę źródło utrzymania (wpływy z podatków vs. czesne lub darowizny) to alternatywa prywatnego szkolnictwa okazuje się dużo tańsza.  Właściwie to szkoły państwowe kosztują tyle samo co najdroższe i najbardziej elitarne placówki prywatne. Różnica polega na tym, że w przypadku publicznej edukacji koszt jest podzielony na całe społeczeństwo, podczas gdy opłaty za szkoły prywatne są ponoszone tylko przez rodziny uczęszczających tam uczniów. W skrócie, jeśli moglibyśmy zlikwidować publiczną edukację i obowiązek szkolny, zastępując to wolnorynkowym systemem edukacji otrzymalibyśmy lepsze, tańsze o połowę szkoły i większą wolność. Tworzylibyśmy też bardziej sprawiedliwe społeczeństwo, w którym tylko korzystający ze szkolnictwa ponosiliby koszty z tym związane. Jak tu nie lubić tej idei? Cóż, istnieje problem okresu przejściowego. Są też oczywiste i poważne trudności polityczne. Można powiedzieć, że edukacja publiczna cieszy się politycznym poparciem z powodu efektów sieciowych. Znacząca liczba „subskrybentów” przyczynia się do utrzymania status quo ― a to ciężko zmienić.

Ale wyobraźmy sobie, że jakieś miasto stwierdziło, że koszty edukacji publicznej są zbyt wysokie w porównaniu do prywatnej i rada miejska zdecydowała o natychmiastowej likwidacji szkół publicznych. Pierwszą rzeczą, jaką możemy zauważyć, to nielegalność takich działań, ponieważ każde państwo wymaga od władz lokalnych zapewnienia edukacji publicznej. Nie mam pojęcia, co mogłoby się stać z taką radą miasta. Zostaliby uwięzieni? Kto wie? Na pewno zostałyby wyciągnięte konsekwencje prawne. Przyjmijmy, że w jakiś sposób uda się obejść ten problem, dzięki, powiedzmy, specjalnej poprawce do państwowej konstytucji, która zwalnia określone władze lokalne z tego obowiązku, jeśli rada miejska uchwali taką decyzję. Następnie, istnieje problem ustawodawstwa federalnego i przepisów. Jest to tylko gdybanie, jako że nie znam właściwych uregulowań, ale możemy zgadywać, że Departament Edukacji nie zgodziłby się na to i pociągnęłoby to za sobą jakąś narodową histerię. Ale powiedzmy, że jakimś cudem poradziliśmy sobie także z tym problemem i władze federalne pozwalają lokalnym na swobodne działanie. Przejście od edukacji publicznej do prywatnej obejmowałoby dwa etapy. W pierwszym działoby się dużo pozornie złych rzeczy. Chociażby co zrobić z budynkami? Zostałoby sprzedane osobie oferującej najwyższą sumę― nieważne, czy byliby to nowi właściciele szkół, biznesmeni, czy deweloperzy. A nauczyciele i administracja? Wszyscy zostaliby zwolnieni. Możecie sobie wyobrazić, jakie oburzenie by to spowodowało? Zniesienie podatku od nieruchomości spowodowałoby, że rodzice dzieci uczęszczających do publicznych placówek będą mogli przenieść się gdzie indziej. Nie będzie wyższej ceny za domy położone w pobliżu szkół z dobrą opinią. Wywoła to u niektórych złość, ponieważ rodzice, którzy zostaną, będą musieli poradzić sobie z poważnym problemem, co zrobić ze swoimi dziećmi podczas dnia. Likwidacja tych podatków umożliwi wprawdzie przeznaczanie dodatkowych pieniędzy na opłaty za szkoły, ale jednocześnie spadnie wartość posiadanych aktywów, co stanowi poważny problem, kiedy przychodzi do płacenia czesnego. Wywoła to oczywiście powszechną histerię na temat sytuacji biedniejszych grup społecznych, którym pozostanie tylko nauczanie w domu.

Wszystko to brzmi nieco katastroficznie, prawda? Prawda. Ale to tyko pierwsza faza. Jeśli w jakiś sposób dotrwamy do fazy drugiej, z tej sytuacji wyniknie coś całkowicie innego. Istniejące szkoły prywatne będą pękać w szwach i pojawi się nagląca potrzeba nowych ośrodków. Przedsiębiorcy szybko przejdą do tego sektora, żeby zaspokoić popyt na konkurencyjnych zasadach. Kościoły i inne instytucje obywatelskie będą organizować zbiórki pieniędzy, żeby zapewniać edukację.

Na początku nowe szkoły będą wzorowane na modelu szkolnictwa publicznego. Dzieci będą miały lekcje od 8:00 do 16:00 lub 17:00 i wszystkie zajęcia będą realizowane tak samo jak przedtem. Ale wkrótce pojawią się nowe alternatywy. Będą szkoły, gdzie zajęcia będą trwały o połowę krócej. Będą małe, średnie i duże szkoły. W niektórych w jednej klasie będzie 40 uczniów, a w innych czterech lub jeden. Rozwijać się będzie nauczanie indywidualne. Pojawią się różnego rodzaju szkoły wyznaniowe. Otwierane będą mikroszkoły mające zaspokoić niszowe zainteresowania: nauki ścisłe lub klasyczne, muzykę, teatr, komputery, rolnictwo etc. Będą szkoły żeńskie i męskie. To rynek zadecyduje, czy sport będzie zaliczany do programów szkolnych, czy raczej będzie stanowić zupełnie niezależną dziedzinę. Podział na szkołę podstawową, gimnazjum i średnią nie będzie już jedynym modelem. Klasy niekoniecznie będą tworzone tylko na podstawie wieku. Niektóre będą kompletowane ze względu na umiejętności i poziom rozwoju. Koszty opłat będą wahać się od zupełnego ich braku do bardzo wysokiego czesnego. Kluczowy jest fakt, że wszystko będzie zależeć od konsumentów. Stary system autobusów szkolnych zostanie zastąpiony przez nowo powstałe firmy przewozowe. Ludzie będą mogli zarobić przez kupowanie busów i świadczenia usług transportowych. We wszystkich obszarach powiązanych w jakiś sposób z edukacją, nowych możliwości zarobku będzie pod dostatkiem. W skrócie, edukacja funkcjonująca w oparciu o wolny rynek działałaby według tych samych praw co każdy inny rynek jak np. spożywczy. Kiedy jest popyt, a ludzie oczywiście chcą zapewnić swoim dzieciom edukację, jest też podaż. Są ogromne sklepy spożywcze, są małe, są dyskonty, są sklepy wysokiej jakości i zwykłe stoiska. Podobnie jest w przypadku jakichkolwiek innych dóbr i tak samo byłoby z edukacją. Powtarzam, to klienci by rządzili. W końcu to, co powstałoby, nie byłoby całkowicie przewidywalne ― przecież rynek nigdy taki nie jest ― ale cokolwiek by się wydarzyło, byłoby zgodne z życzeniami ogółu.

Po fazie drugiej to hipotetyczne miasto zostałoby uznane za jedno z najatrakcyjniejszych w kraju. Możliwości edukacyjny byłyby nieograniczone. Stałoby się to źródłem ogromnego postępu i przykładem dla całego narodu. Skłoniłoby cały kraj do przemyślenia koncepcji edukacji.  I wtedy ci, którzy wyemigrowali z miasta, wróciliby, żeby korzystać z najlepszego szkolnictwa w kraju za połowę ceny szkół państwowych, a ci bezdzietni nie musieliby płacić ani grosza za edukację.

A więc które miasto chce spróbować pierwsze i przetrzeć nam wszystkim szlaki?

5 odpowiedzi na „Rockwell: A gdyby zlikwidować szkoły publiczne?”

  • A jak się obudziłem to było rano

  • „Szkoła to więzienie” – we Wprost.
    Powoli pojawiają się szerzej informacje o cechach szkół publicznych, i alternatywach.

  • A ja się pytam cco z odwieczny płakaniem niektóych, że niektórych nie będzie stać na szkołę?

  • Myślę, że nawet jak się któraś gmina lub któryś powiat odważą na taki krok to szybko się to skończy ich rozwiązaniem, a względnie zawieszeniem. Istnieje konstytucyjny obowiązek edukacji do 18 roku życia, który realizowany powinien być w szkołach publicznych (ewentualnie może być realizowany w niepublicznych, ale to i tak nie ma znaczenia. Art. 70 ust. 2 i ust. 4 Konstytucji wskazują taki obowiązek.

    Więc nawet gdyby któryś organ w uchwale ustanowił taką „próbną” likwidację edukacji publicznej to zostałby rozwiązany (organ gminy na podstawie art. 96 ustawy o samorządzie gimnnym, etc.). Jest tam co prawda mowa o „powtarzającym się naruszaniu Konstytucji lub ustaw”, ale wobec pewnych społecznych protestów Premier nie czekałby (w końcu publiczna edukacja jest również w jego interesie) i przedłożył taki wniosek Sejmowi. Ten oczywiście by go poparł i tak w zasadzie skończyłaby się „próba”.

    Szanse na przeprowadzenie tego są obecnie zerowe, niestety.

  • @Kamil – istnieją organizacje charytatywne, które pomogą biednym. Gdy mniej pieniędzy zabieranych jest przez „państwową” dobroczynność, ludzie przeznaczają więcej dobrowolnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Zły ekonomista widzi tylko to, co bezpośrednio uderza wzrok; dobry ekonomista patrzy także dalej. Zły ekonomista widzi tylko bezpośrednie konsekwencje proponowanego kierunku polityki; dobry ekonomista spogląda także na konsekwencje dalsze i pośrednie. Zły ekonomista widzi tylko skutki, jakie dana polityka przyniosła lub przyniesie pewnej konkretnej grupie; dobry ekonomista bada także skutki, jakie polityka przyniesie wszystkim grupom. Henry Hazlitt
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W maju wsparli nas:
Pan Neil Abragimowicz
Pan Dominik Aromiński
Pan Marcin Bałazy
Pan Adam Banys
Pan Bartosz Baranowski
Pan Marek Barciński
Pan Bartosz Bartoszko
Pan Michał Basiński
Pan Kamil Becmer
Pan Konrad Berkowicz
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Sebastian Bigos
Pan Artur Tadeusz Birczyński
Pan Karol Bisewski
Pan Arkadiusz Bodura
Pan Tomasz Boguszewski
Pan Rafał Boniecki
Pan Tomasz Borkowski
Pani Dominika Buczek
Pan Arkadiusz Bykowski
Pan Marceli Chałubiński
Pan Robert Ciborowski
Pan Artur Czerwiński
Pan Marcin Dabkus
Pan Wojciech Dąbek
Pan Kamil Deleżuch
Pan Marcin Dengus
Pan Michał Dębowski
Pan Tomasz Dorau
Pan Stanisław Duda
Pan Tomasz Dworowy
Pan Gniewomir Dziadek
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Eugeniusz Flibrant
Pan Jarosław Garbowski
Pan Grzegorz Gawinowski
Pan Marek Gazda
Pan Łukasz Gąsowski
Pan Hubert Gebler
Pan Marcin Głombica
Pan Marcin Gmaj
Pan Adrian Gołosz
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Maciej Gorzelak
Pan Daniel Góra
Pan Karol Grodzicki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Mariusz Grzebielucha
Pan Kamil Grzebyta
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Jacek Hecht
Pan Andrzej Heydel
Pan Patryk Hołub
Pan Tomasz Hrycyna
Pan Stanisław Hyrnik
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Robert Iwaszkiewicz
Pan Marcin Jaczewski
Pan Bartosz Jakusz
Pan Mirosław Janisz
Pan Konrad Janiec
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Bartosz Jezierski
Pan Wojciech Jodłowski
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Dariusz Kabarciński
Pan Krzysztof Karp
Pan Paweł Kasprowicz
Pan Michał Kawa
Pan Piotr Kazimierski
Pan Rafał Kensy
Pan Michał Klich
Pan Tomasz Kłosiński
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Tadeusz Kominek
Pan Kamil Kopeć
Pan Jan Kosmala
Pan Tomasz Kowalczewski
Pan Rafał Kowalczyk
Pan Marcin Kowalewski
Pan Bartosz Kowalski
Pan Michał Kozar
Pan Antoni Kozielewski
Pan Andrzej Koźlik
Pan Daniel Marcin Krawieczyński
Pani Joanna Kruk
Pan Karol Krzysiak
Państwo Agnieszka i Łukasz Krzymowscy
Pan Mateusz Kućka
Pan Wojciech Kukla
Pan Tomasz Kułaga
Pan Marcin Kurzeja
Pan Mateusz Kuska
Pan Witold Kwaśnicki
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Szymon Loduchowski
Pan Maciej Lorenc
Pan Paweł Łagowski
Pan Adrian Łazarski
Pan Adrian Łukasik
Pan Mateusz Łukomski
Pan Jerzy Machowski
Pan Paweł Majdan
Pan Gracjan A. Majewski
Pan Tadeusz Malinowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Mateusz Małż
Pan Maciej Matwiejczuk
Pan Adam Mazik
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pan Dawid Megger
Pan Miłosz Mirowski
Pan Paweł Młynarek
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Błażej Naczyński
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Niedziałek
Pan Konrad Niemotko
Pan Dawid Nowak
Pan Paweł Nowak
Pan Filip Nowicki
Pan Marek Oleszko
Pani Karolina Olszańska
Pan Rafał Opryszczko
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Adam Pajęcki
Pani Maria Papis
Pan Wojciech Peisert
Pan Łukasz Piątkowski
Pan Iwo Pietrala
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Rafał Podgórski
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Alfred Podstolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Tomasz Polkowski
Pan Andrzej Pondarzewski
Pan Maciej Przepiórka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Dominik Pytlewski
Pan Michał Rałowski
Pan Jacek Rusiecki
Pan Karol Rzepiela
Pan Jakub Sabała
Pan Michał Sałaban
Pan Mateusz Sawicki
Pan Maciej Seremek
Pan Paweł Sierzupowski
Pan Wojciech Siłko
Pan Jarosław Skoczylas
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Maksymilian Spik
Pan Rafał Staniec
Pan Jan Stasiczak
Pan Piotr Szewc
Pan Władysław Szewc
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Maciej Szymański
Pan Adam Ślązak
Pan Marek Świerk
Pan Jan Maria Talar
Pan Tomasz Trocki
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Osman Waroński
Pan Piotr Warzecha
Pan Aleksander Adam Wegner
Pan Marek Wiatroszak
Pan Karol Więckowski
Pan Jacek Wilk
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Jacek Wołpiuk
Pan Michał Woźnikiewicz
Pan Paweł Wójtowicz
Pan Piotr Wrotny
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Wyszyński
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Jakub Zelek
Pan Marek Zemsta
Pan Andrzej Zientek
Pan Dawid Zięba
Pan Aleksander Żarnowski
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 29 345,82 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>