Rothbard: Ocena rządów pani Thatcher

8 maja 2013 Historia gospodarcza komentarze: 10

Autor: Murray Rothbard
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Grzegorz Gawinowski
Wersja PDF

Odejście od władzy pani Margaret Thatcher odbyło się w tym samym stylu, w jaki sprawowała rządy — buńczucznym słowom „Żelazna Dama nigdy nie odejdzie” towarzyszył brak jakiegokolwiek działania z jej strony, co w efekcie doprowadziło do jej szybkiej dymisji.

Retoryka, którą się posługiwała, przywróciła blask ideom wolnorynkowym po raz pierwszy od pięćdziesięciu lat. Dzięki niej osoby z londyńskiego Institute of Economic Affairs  zaczęły być uważane za ekspertów w Wielkiej Brytanii. Rządy Margaret Thatcher w dużym stopniu przyczyniły się także do przesunięcia się labourzystów bardziej na prawo w swoich poglądach oraz porzucenia różnych obłąkanych lewicowych pomysłów. Kolejnym sukcesem było zdecydowane porzucenie przez Brytyjczyków postkryzysowej psychozy odnośnie do stopy bezrobocia przekraczającej poziom 1%.

Dokonania Pani Thatcher to już jednak zupełnie inna historia, a do tego niejednoznaczna. Z jednej strony w trakcie jej rządów przeprowadzono znaczną denacjonalizację oraz prywatyzację, włączając w to sprzedaż państwowych mieszkań ich lokatorom. Spowodowało to, że najemcy będący zwolennikami labourzystów stali się nagle konserwatywnymi posiadaczami nieruchomości. Innym sukcesem pani Thatcher było poważne ograniczenie siły związków zawodowych.

Niestety, pozytywne dokonania pani Thatcher przyćmione zostały faktem, że pod koniec jej rządów państwo było o wiele większym pasożytniczym obciążeniem dla gospodarki i społeczeństwa niż miało to miejsce, zanim objęła urząd premiera. Przykładowo, pani premier nigdy nie odważyła się tknąć świętej krowy, czyli państwowej opieki zdrowotnej National Health Service (odpowiednik polskiego Narodowego Funduszu Zdrowia — przyp. tłum.). Z tego i wielu innych powodów wydatki rządowe Wielkiej Brytanii były większe niż kiedykolwiek wcześniej.

Ponadto, pomimo deklarowanych poglądów monetarystycznych, jej wczesne sukcesy w walce z inflacją nie trwały długo, a ekspansja monetarna, inflacja, deficyt wydatków rządowych oraz stopa bezrobocia były wyższe niż kiedykolwiek wcześniej. Pani Thatcher opuściła swój urząd po jedenastu latach, w samym środku haniebnej slumpflacji, kiedy inflacja wynosiła 11 proc., a stopa bezrobocia – 9 proc. Podsumowując, osiągnięcia makroekonomiczne pani Thatcher są raczej nędzne.

Na domiar złego jej największym błędem było zastąpienie lokalnego podatku od nieruchomości podatkiem od osoby o jednakowej wartości dla wszystkich (podatkiem pogłównym). W Anglii, w odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych, rząd centralny posiada władzę na rządem lokalnym, w którym często zasiadają lewicowi labourzyści wydający publiczne pieniądze jak szaleni. Celem podatku pogłównego było więc ograniczenie wydatków samorządów.

Zamiast tego stało się coś, co było łatwe do przewidzenia. Samorządy podwyższyły kwotę podatku pogłównego oraz zwiększyły wydatki. Wyższe podatki dały się mocno we znaki ludziom biednym oraz klasie średniej. Rządy lokalne za zaistniałą sytuację obwiniły oczywiście reżim pani Thatcher.

Ponadto, we wszystkich swoich poczynaniach thatcheryści zapomnieli, że wprowadzeniu podatku pogłównego musi towarzyszyć znaczna obniżka pozostałych podatków, tak, aby mogli płacić je biedni. Podwyższenie takiego podatku ponad poziom podatku od nieruchomości, lub też przyzwolenie na podwyższenie podatków ogółem, jest pomysłem z gatunku „ekonomicznego szaleństwa”. Szaleństwa, za które pani Thatcher poniosła zasłużoną karę.

Dlaczego rząd pani Thatcher po uchwaleniu podatku pogłównego dla samorządów nie wydał dekretu o drastycznym obniżeniu innych podatków dla każdej gminy? Przecież wtedy tłumy Brytyjczyków przeciwne podatkowi pogłównemu przyjęłyby go z otwartymi rękami. W odpowiedzi thatcheryści twierdzili, że w takim przypadku rząd centralny musiałby szacować wydatki samorządów np. na edukację, co zwiększyłoby stopę opodatkowania lub deficyt.

Ale to posuwa naszą analizę o krok dalej. Dlaczego rząd pani Thatcher nie był przygotowany na obcięcie tego typu wydatków, które były napompowane prawie tak samo jak w Stanach Zjednoczonych? Najwyraźniej thatcheryści albo nie wierzyli w swoje własne przekonania, albo nie mieli dość odwagi, by wprowadzić je w życie. W obu przypadkach pani Thatcher zasłużyła sobie na swój los.

Jednak w jednej kwestii dotyczącej makroekonomii musimy przyznać rację pani Thatcher. Jej głos był jedynym głosem sprzeciwu wobec utworzenia Europejskiego Banku Centralnego, odpowiedzialnego za emisję europejskiej jednostki monetarnej. Niestety, odkąd pani Thatcher zwolniła swojego doradcę ekonomicznego, monetarystę sir Alana Waltersa, nie potrafiła przekonać opozycji do odrzucenia idei wspólnej waluty. Jej argumenty były nietrafione i odnosiły się głównie do brytyjskiej dumy narodowej stojącej w sprzeczności z subordynacją wobec Europy kontynentalnej. Tym sposobem wyszła na krótkowzroczną, antyeuropejską obstrukcjonistkę wobec pozornie oświeconej i korzystnie zjednoczonej Europy.

Problemem prawie wszystkich analiz dotyczących nowej Wspólnoty Europejskiej jest postrzeganie państwa oraz społeczeństwa jako jedności. Europa jako obszar wolnego handlu i swobodnego przepływu kapitału wyjdzie na dobre zarówno społeczeństwu, jak i gospodarce. Przyczyni się do dalszego podziału pracy, zwiększenia produktywności oraz poprawy standardu życia wszystkich uczestniczących narodów. Niestety, esencją nowej Europy nie będzie wolny handel, ale gigantyczna biurokracja państwowa z kwaterą główną w Strasburgu i Brukseli, której celem będzie kontrola, regulacja i „wyrównywanie” stawek podatkowych, polegające na zwiększeniu ich wszędzie tam, gdzie są niskie.

Największą wadą całej tej zjednoczonej Europy będzie dokładnie ten obszar, który pani Thatcher obrała za cel, czyli pieniądze i bankowość. Monetaryści są w wielkim błędzie, przedkładając indywidualny pusty pieniądz dla każdego państwa nad światowy pieniądz oparty o standard złota. Mają natomiast absolutną rację, dostrzegając niebezpieczeństwa wspólnej waluty. Problemem jest oczywiście to, że nowy pieniądz nie będzie oparty złoto lub tworzony przez rynek, ale będzie to po prostu nowy pieniądz fiat emitowany w nowych jednostkach. W rezultacie tego neokeynesistowskiego planu otrzymamy kolejny inflacyjny, pusty pieniądz, którego emisja będzie kontrolowana przez nowy bank centralny, czyli nowy rząd.

Utworzenie jednego banku centralnego dla Europy ułatwi współpracę między bankami centralnymi Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Japonii oraz EBC, ale może również przyczynić się do urzeczywistnienia starej keynesistowskiej mrzonki o światowym banku centralnym wraz z nowym, światowym, papierowym pieniądzem. Jeśli do tego dojdzie, będziemy musieli zająć się tworzeniem jednej światowej polityki monetarnej i makroekonomicznej, będąc na łasce światowej inflacji sterowanej centralnie przez samozwańczych, wszystkowiedzących keynesistowskich mistrzów. Wielka szkoda, że pani Thatcher nie wykorzystała powyższych argumentów w swojej walce przeciwko idei europejskiej unii monetarnej.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Murray N. Rothbard

Murray Newton Rothbard (ur. 2 marca 1926, zm. 7 stycznia 1995) - ekonomista, historyk, filozof prawa i polityki. Uczeń Ludwiga von Misesa. Autor traktatu ekonomicznego "Man, Economy and State" (polskie wydanie: "Ekonomia wolnego rynku") oraz wielu innych książek i artykułów o ekonomii i historii. Jeden z twórców współczesnego libertarianizmu.

Pozostałe wpisy autora:

10 Komentarze “Rothbard: Ocena rządów pani Thatcher

  1. Niestety cienizna i dodatkwo Rothbard chyba korzystał z lewicowej prasy jako jedynego źródła.

    1. Rothbard uczepił się tej biedoty. Co do tej biedy w UK, to szkoda że p. Rothbard nie przyjechał do UK zobaczyć tych biedaków i próbować z nimi rozmawiać. Zresztą kim byli i są ci biedacy w UK.

    2. Prędzej Polsce sprywatyzujemy NFZ niż Brytyjczycy pozwolą tkną dumę NHS. Tyle, że nie wiem kogo NHS leczy, bo poziom tam jest strasznie niski. Taki paradoks. Duma, choć kiła.

    3. Co do finansów publicznych – to czy ktoś pamięta jakie p. Thacher miała pole manewru na tej działce? Kiedyś Patrick Minford stwierdził, że porównywanie sytuacji makroekonomicznej i używanie tych samych metod analiz w USA i UK jest bez sensu, bo są zbyt wielkie różnice instytucjonalne. Zwłaszcza te co narosły w drugiej połowie XX wieku. Rothbard nie znał realiów w UK.

    Lubię czytać Rothbarda, zwłaszcza gdy pisze nt. historii ekonomii i wolności. Ale gdy wchodzi na grunt polityki – np. polityki międzynarodowej w O nową wolność – to okazuje się taki naiwny i płytki. Podobnie jest z oceną p. Thatcher.

  2. @ marcinach, mam identycznie jeżeli chodzi o Rothbarda. Jego „Wielki Kryzys” uważam za najbardziej wciągającą książke jego autorstwa i świetną rozprawę z XX wiecznym keynesizmem. Natomiast podczas lektury „Manifestu libertariańskiego” co chwila łapałem się za głowę, zastanawiając się, jak ktoś tak błyskotliwy jak Rothbard mógł napisać coś takiego.

    Z resztą, von Mises miał chyba podobne zdanie na temat Rothbarda, jeżeli Szanowna pani z tego klipu nie mija się z prawdą 😉 :
    http://www.youtube.com/watch?v=iWfrsXQgEtc

  3. @panika2008
    Nie wiem czy to prawda, ale syszałem, ze któryś z rzadów – chyba laburzystowski – zrobił brytyjskiemu NHS dobrze i określił, że lekarz nie może zarabiać mniej niż £80 000 rocznie. Taki prykaz. Miałem okazje być u brytyjskich lekarzy – tragedia – jeden na pieciu kumaty, reszta jak nie wie to sprawdza w wikipedii (to jest żart!). A szczerze, to z brytyjskimi pielegniarkami nie warto rozmawiać, jeśli ci życie miłe (polskie babcie na szpitalnym korytarzu wiecej wiedzą o lekach, co na co niż te pielegniarki zwylevelowanym NVQ). Jak miałbym się leczyć prywatnie w Polsce lub UK – wybrałbym Holandię lub w Niemcy, hehehehe. No dobra prędzej Polskę niż UK. Kiedyś pisał o tym śp. Maciej Rybiński i ja się śmiałem. Potem mogłem sam się przekonać na własnej skórze, że p. Ryba nie żartował. To tak jak z brytyjskimi serialami komediowymi. Śmiejesz się i myślisz, ale śmieszne, ale absurd. Jedziesz do Anglii, a tu ci niespodzianka.

  4. Kiedyś Brytyjczycy wołali to wolny kraj. Krzewili po chrześcijańsku ‚kulturę prawa i wolności’. Tak twierdzi choćby Niall Ferguson. Teraz są jak dzieci, które się przedwcześnie zestarzały. Nie zmądrzały, nie dojrzały, a jak kiedyś pisał Norman Barry – wolność po II wś kojarzyła im się z wolnością do łóżkowej swawoli. Zapytaj ilu Anglików obecnie podejmie własną inicjatywę poprawy swego losu. W UK wciąż jest więcej możliwości biznesowych niż na starym kontynencie. Narzekają i obwiniają – to Thatcher, to imigrantów, to Bóg wie kogo. Mówią, że kolejny ‚Paki’ otworzył biznes lub ‚przejął’ biznes. A wy co pytam, nie ma cie rączek? Nie możecie wziąć na siebie ryzyka biznesowego? To słyszę tysiąc wymówek. A niby Napoleon kpił sobie, że to naród sklepikarzy. Już nie. Tylko wypić, po****ć, zakąsić, a jak stracić robotę, to po zasiłek. Wracając do wątku. Lady Thatcher nie była libertarianką, zapierdziałą Toryską, tylko konserwatywnym liberałem. Wszyscy punkole, skinole, ska, młodzieżówa lat 1980-tych była przeciew Thatcher. Teraz to są libertarianie? Uraz i bunt został? Tak jakby wszysycy zapomieli ile było komunistycznych i socjalistycznych krajów w tamtych czasach. Krajów, którym lady Thatcher potrawiła powiedzieć nie.

  5. ad 6
    Genialne rozwiązanie – zbyć wszystkie krytyczne głosy wobec Thatcher stwierdzeniem, że krytykujący to sługusy komunistów i ćpuny.

  6. Ad 7
    Dziękuję. No może nie wszysycy, ale dużo – tak. Niestety trzeba znać historię, ludzi, kto, co i jak. Przecież Anglicy mieszają tradycję ze bzdurami, a socjalizm ze wzniosłymi ideami. Spójrzmy na dzisiejszą Partię konserwatywną, która jest konserwatywna tylko już z nazwy. Żyjemy w czasach wielkiej imitacji, przeciw której była Thatcher.

  7. Chbya mnie nikt nie rozumie. Znam Anglików bardzo dobrze. Rozmawiam z nimi – nie o pogodzie i sporcie – od kilku lat. Zjechałem kawał UK i mieszkałem w kilku miejscach również. Głównie są to ludzie mili, pragnący kontaktu, nieoczytani i uważający, że inni – np. Francuzi, Szkoci – to ignoranci. Druga sprawa to każdy z nich jest starsznym skarżepytą. Gdyby u nich był komunizm, a nie umiarkowana wersja socjalizmu powojennego, to działaby bardziej wydajnie niż na kontynencie. łatwo dają się namówić do głupich idei (gorbizm i antythatcheryzm w latach 1980-tych), jednocześnie pozostając konserwatystami w kwestii kuchni, itd. Tak a domy komunalne uważają za swoją własność, podobnie z prawem do zasiłku. Tragedia. Władimir Bukowski napisał kiedyś ksiązkę ‚Listy rosyjskiego podróżnika’ – tam jest tyle trafnych spostrzeżeń, że nie chce mi się wiecej pisać. Madsen Pirie kiedyś pisał o takim sofizmacie – Wina Thatcher. Też wyborne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy