Wójcik: Obrona liberalnej doktryny gospodarczej. Myśl polityczna Ludwiga von Misesa oraz Friedricha A. von Hayeka.

5 lipca 2013 Prace Dyplomowe komentarze: 2

Miło nam zaprezentować kolejną pracę dyplomową – tym razem dotyczącą liberalizmu. Pani Wanda Wójcik, pod kierunkiem prof. dr hab. Tomasza Żyro, napisała na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego pracę magisterską pt. „Obrona liberalnej doktryny gospodarczej. Myśl polityczna Ludwiga von Misesa oraz Friedricha A. von Hayeka”.

Streszczenie
Napisana przeze mnie praca skupia się na jednym z nurtów politycznych – liberalizmie. Praca przedstawia rozwiązania liberalne jakie proponowali dwaj myśliciele: Ludwig von Mises i Friedrich August von Hayek. Celem pracy jest ukazanie jak idea liberalna wprzęgnięta została w całościową wizję społeczeństwa ze szczególnym wskazaniem na rolę jednostki w tworzeniu obszaru wolności. Pierwszy rozdział pracy przedstawia założenia myśli liberalnej, jej rozwój i najważniejsze cechy. W kolejnych rozdziałach opisane zostały najważniejsze wartości jakie reprezentowali obaj liberałowie: ich dzieła i idee.

Cała praca dostępna jest w formacie PDF.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Wanda Wójcik

Pozostałe wpisy autora:

2 Komentarze “Wójcik: Obrona liberalnej doktryny gospodarczej. Myśl polityczna Ludwiga von Misesa oraz Friedricha A. von Hayeka.

  1. „Mieszczaństwo uwalniając siebie z „więzów feudalnych”, było
    pierwszą z klas uciskanych, która uzyskała swoją świadomość i
    siłę, aby rozpocząć rewolucję.”

    Czytam, czytam – myślę sobie: może być, ale mogłoby być lepiej – aż tu nagle – bach! bęc!!! – „więzy feudalne”, „klasy uciskane”, „świadomość klasowa” i „rewolucja”! Patrzę na źródło a tu książka z 1978 roku. Dziwaczne, w 1978 – poza przypadkami medycznymi – już nikt (włączając w to członków partii) nie wierzył w „opium intelektualistów” (jak to Aron ujął), ale nawet jeśli się zdarzało, że akademicy (co dziwniejsze – zajmujący się liberalizmem!) nadal parali się sztuką teorii społecznej przy pomocy marksistowskiej metodologii, to nadal nie rozumiem po co powtarzać ich błędy w czasach dzisiejszych?

    „Przy takiej
    interpretacji leseferyzmu działalność państwa może obejmować
    wszystkie rodzaje funkcji usługowych – nawet włączając w to
    państwo opiekuńcze – przy założeniu, że nie będą one spełniane
    w sposób związany ze stosowaniem przymusu.”

    Z kolei w tym zdaniu najlepiej widać, jak J.S. Mill będąc jednym z największych obrońców wolności indywidualnej jednocześnie zasiał w doktrynie ziarno samozniszczenia.

    „Oczywiście nie
    może być tak do końca, bo człowiek aby się samorealizować musi
    mieć do tego stworzone warunki i mieć na to środki- dlatego np.
    liberał T. H. Green mówił, że pewien interwencjonizm państwowy
    oraz pewne formy wpływania na swobodę działania ludzi
    przyczyniają się do wzrostu wolności ogółu społeczeństwa”

    Mówiąc krótko: jeśli autorka pracy ma dwa telewizory w domu, a ja nie mam żądnego i jeśli przekonam państwo, że musi wysłać uzbrojonych ludzi, żeby autorce jeden telewizor skonfiskowało i oddało go mi, bo ja nie mam warunków i środków do samorealizacji bez telewizora – to wtedy „wzrasta wolność ogółu społeczeństwa”. Niech będzie przeklęty dzień, w którym wymyślili „równość szans”.

    „Państwo natomiast nie znosi własności prywatnej lecz ją
    gwarantuje.”

    Przed wszystkimi innymi poza samym sobą. „An expropriating property protector is a contradiction in terms” – jak powiada klasyk mniej sentymentalnego acz spójniejszego logicznie liberalizmu. 🙂

    „Klasyczny liberalizm uwypukla rolę praw człowieka,
    koncentruje się wokół prawa do życia i tego, że każdy człowiek
    jest równy wobec prawa. Autentyczna wolność i równość wymaga
    zaistnienia niezbędnych warunków w zakresie życia
    ekonomicznego, społecznego i kulturalno-oświatowego, dlatego
    wszyscy ludzie mają prawo do pracy, godziwej płacy,
    wykształcenia i wychowania, zabezpieczenia życia i zdrowia. To
    państwo ma być tym czynnikiem, który zdolny jest chronić tego
    rodzaju uprawnienia.”

    Autorka zdaje się o liberalizmie Rawlsa i Keynesa pisała pracę, a nie o liberalizmie Hayeka i Misesa.

    „Moim zdaniem, liberalizm oznacza wiarę
    w siłę rozumu, który jest w stanie regulować sposób życia, i
    pokazywać całkiem nowy, eksperymentalny stosunek do
    problemów rządu i społeczeństwa.”

    W takim razie Lenin też był liberałem.

    „W neoliberalizmie to państwo kieruje gospodarką. Jest to
    program sterowania siłami ekonomicznymi w celu zapewnienia
    równości społecznej i sprawiedliwości.”

    Co to w ogóle znaczy? Albo przedrostek „neo” nie jest potrzebny i słowo „liberalizm” nie oznacza już tego, co niegdyś znaczyło, albo autorce przedrostek „neo” pomylił się z przedrostkiem „anty”.

    A tak w ogóle to czytając ten tekst odnoszę wrażenie – bynajmniej nie dlatego, że uważam demoliberalizm i socjalliberalizm jako wyrażenia sprzeczne wewnętrznie – że autorka w ogóle Misesa i Hayeka nie czytała – zwłaszcza o tym co mieli do powiedzenia o secesji, demokracji, monopolu, redystrybucji i interwencji. Poza tym autorka z braku spójności logicznej XIX-wiecznych liberałów robi cnotę. Tak samo naiwna wiara Hayeka, że uchwalenie konstytucji gwarantuje wolność – gdyby tak było to PRL byłby znośnym miejscem do życia – nie jest powodem do dumy klasycznych liberałów. Ponadto autorka namiętnie posługuje się egalitarystycznym słownikiem: każdemu kto używa wyrażenia „neoliberalizm” polecam tekst Mario Vargasa Llosy „Liberalizm w nowym tysiącleciu”. Mówiąc krótko: następnym razem mniej romantycznych sentymentów a więcej konkretów.

    Biedna ta liberalna doktryna: Locke uprawomocnił własność swoją teorią zaopatrując ją w klauzulę, która jest niemożliwa do spełnienia na gruncie logiki; J.S. Mill i J. Bentham zbudowali obronę wolności na domku z kart – utylitaryzmie, który z łatwością można przefomułować w radykalny socjalizm, bo wystarczy udowodnić, że wtedy zwiększy się „total utility” czy „the greatest happiness of the greatest number”; przez cały XIX i XX wiek liberałowie-parlamentarzyści wypaczali doktrynę swoją praktyką polityczną; a na koniec Hayek, najsłynniejszy liberał XX-wieku, oparł całą swoją budowlę intelektualną na wierze w moc sprawczą kartki papieru (konstytucji). Żeby było śmieszniej liberalizm stał się nierozrywalny z demokracją parlamentarną, która przez ostatnie 100 lat zwiększyła pięciokrotnie (a w Szwecji nawet dziesięciokrotnie) udział wydatków państwa w dochodzie narodowym tworząc tym samym „państwo przemiałowe”, państwo masowej redystrybucji. Żeby było jeszcze śmieszniej to idea konstytucji wywodzi się idei umowy społecznej, której istota polega na tym, że ponieważ w anarchii nie jesteśmy w stanie egzekwować umów i w ogóle współpracować – wszyscy są sobie wilkami, czy jak to tam Hobbes ujął w „Lewiatanie – przeto musimy wspólnymi siłami zawiązać umowę społeczną, która stworzy państwo i wyrwie nas z dysfunkcjonalnego stanu anarchii. Kto by się przejmował logiką? No, ale cóż.. skoro tacy giganci jak Buchanan, Hayek czy Popper dali się nabrać, to cóż dopiero my, szare żuczki, możemy? 🙂

    Jedyną wartość w tej pracy jaką dostrzegam to skłonienie potencjalnych czytelników sięgnięcia po lekturę Hayeka czy Misesa, poza tym tekst ten tylko gmatwa i tak już pogmatwany – ponad granice zdrowego rozsądku i dobrego smaku – liberalizm.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy