Hayek: Kapitalizm dał życie proletariatowi

14 sierpnia 2013 Filozofia polityki komentarze: 0

Autor: Friedrich von Hayek
Autor wstępu: Sławomir Drelich
Wersja PDF

Tekst opublikowany pierwotnie na liberte.pl

proletariat

WPROWADZENIE

Załamania gospodarcze, kryzysy ekonomiczne, gwałtowne spadki produkcji, bankructwa przedsiębiorstw stanowiących podstawę państwowych gospodarek, a także systematyczny — niejednokrotnie lawinowy — wzrost bezrobocia w społeczeństwach, sprawiają, że nie tylko politycy, ale również ekonomiści zaczynają poszukiwać sposobów wyjścia ze spadkowego klinczu. Podobnie też dziś — w dobie światowego kryzysu gospodarczego i finansowego — poszukuje się dróg poprawy koniunktury i zatrzymania niepokojących tendencji ekonomicznych. Warto więc przy tej okazji zwrócić się do jednego z największych klasyków myśli liberalnej w zakresie liberalizmu ekonomicznego — czy też kapitalistycznego — oraz rozważyć proponowane przez niego recepty bądź propozycje. Może warto chociażby na chwilę przyjąć jego perspektywę i niekoniecznie próbować uratować świat przed kryzysem, ale przemyśleć podłoże jego stanowiska. Tym bardziej że myśliciel ów — Friedrich August von Hayek (1899–1992) — cały bez mała XX wiek brał udział w politycznych i ekonomicznych debatach nad stanem światowych gospodarek i właściwych sposobów zarządzania — czy raczej powstrzymywania się od zarządzania — nimi.

Uhonorowany w 1974 roku Nagrodą Nobla w zakresie ekonomii Hayek, choć w dorosłe życie wchodził z poglądami socjalistycznymi, to jednak bardzo wcześnie zdał sobie sprawę ze ślepej uliczki, którą socjalizm i rozwiązania socjalistyczne prowadzą bądź mogą prowadzić współczesne państwa. Jako dwudziestokilkulatek przeczytał książkę Ludwiga von Misesa przetłumaczoną na angielski jako Socialism. An Economic and Sociological Analysis i od tego czasu był już bezwzględnym obrońcą wolnego rynku i krytykiem nie tylko gospodarki centralnie planowanej, ale również interwencjonizmu gospodarczego. W czasach kryzysowych dawał zawsze odpowiedź, iż wszelkie interweniowanie państwa poprzez kontrolę i regulację mechanizmu cen oraz produkcji raczej pogłębia kłopoty gospodarek, które znalazły się w tarapatach recesji. Państwo powinno się więc wstrzymać przed masowym udzielaniem kredytów inwestycyjnych, przejmowaniem nierentownych przedsiębiorstw czy tym bardziej subsydiowaniem branż, które finalnie okazały się niezyskowne.

Przekonywał Hayek również, że kapitalizm — czy właściwie katalaksja, bo takim mianem nazywał on mechanizm spontanicznego wchodzenia jednostek w sieć zależności opierających się na wymianie handlowej w ramach wolnego rynku — jest najskuteczniejszym mechanizmem działania gospodarki, że dzięki niemu właśnie udało się przyspieszyć cywilizacji zachodniej i wejść na ścieżkę permanentnego niemalże i szybkiego rozwoju. W zaprezentowanym poniżej fragmencie z jednej z jego ostatnich książek zatytułowanej Zgubna pycha rozumu. O błędach socjalizmu (The Fatal Conceit. The Errors of Socialism) Hayek stara się obalić jedną z najgłośniejszych i — jego zdaniem — najbardziej kłamliwych tez socjalizmu: jakoby kapitalizm prowadził do biedy znacznej rzeszy społeczeństwa i wyzyskiwania tej biedniejszej części przez bogatych właścicieli. Wskazuje, że prawda, jaką przekazuje analiza historyczna i wnikliwe obserwowanie rozwoju społeczeństw, jest wręcz odwrotna: to dzięki kapitalizmowi żyjemy na tak wysokim poziomie i tak wielu ludzi może dostąpić takiego dobrobytu. Teza bardzo ciekawie postawiona, tok dowodzenia również bardzo wciągający. Życzymy dobrej lektury.

 

Friedrich August von Hayek

KAPITALIZM DAŁ ŻYCIE PROLETARIATOWI

 

Możemy teraz w pozostałych akapitach zestawić nasze główne argumenty i wskazać niektóre ich konsekwencje.

Jeśli zapytamy, co przede wszystkim ludzie zawdzięczają moralnym praktykom tych, których nazywa się kapitalistami, odpowiedź brzmi: ich własne życie. Socjalistyczne koncepcje wiążące powstanie proletariatu z wyzyskiem grup, które wcześniej były zdolne do samodzielnej egzystencji, są zupełną fikcją. Większość ludzi tworzących dziś proletariat nie byłaby w stanie egzystować, gdyby inni nie zapewnili im środków do życia. Pomimo iż część z nich może czuć się wyzyskiwana, a politycy mogą wzbudzać to uczucie i grać na nim, by zdobyć władzę, to jednak większość zachodniego proletariatu oraz milionów żyjących w krajach rozwijających się zawdzięcza swój byt możliwościom, jakie stworzyły im kraje rozwinięte. Problemu tego nie można ograniczyć do krajów zachodnich i rozwijających się. Kraje komunistyczne, takie jak Rosja, głodowałyby dziś, gdyby ich ludność nie była utrzymywana przy życiu przez świat zachodni, choć niełatwo byłoby skłonić ich przywódców, by przyznali publicznie, że możemy utrzymywać obecną ludność świata, w tym także krajów komunistycznych, o ile tylko zdołamy skutecznie zachować i ulepszyć podstawę, jaką stanowi prywatna własność, która umożliwia istnienie naszego rozszerzonego ładu.

Kapitalizm wprowadził także nową formę uzyskiwania dochodu z produkcji, która uwalnia ludzi i często ich potomstwo od zależności od klanów rodzinnych czy plemion. Dzieje się tak nawet wówczas, gdy czasem próbuje się powstrzymać kapitalizm przed stwarzaniem możliwości dla chętnych do ich wykorzystania poprzez tworzenie monopoli zorganizowanych grup robotników — „związków zawodowych” — które doprowadzają do powstania sztucznego niedoboru rodzaju pracy przez nich wykonywanej, uniemożliwiając zatrudnienie skłonnych do wykonania jej za mniejsze wynagrodzenie.

Ogólna korzyść zastępowania konkretnych, partykularnych celów abstrakcyjnymi zasadami uwidacznia się w takich przypadkach w sposób jednoznaczny. Nikt nie spodziewał się tego, co się stanie: nie zadecydowała o tym ani świadoma chęć wytworzenia warunków, w których gatunek ludzki rozwijałby się najszybciej jak to możliwe, ani troska o życie konkretnych jednostek. Nie zawsze też potomstwo tych, którzy zapoczątkowali nowe formy praktycznego działania (oszczędzanie, własność prywatna, itp.), zyskało w ten sposób lepsze szanse przetrwania. Praktyki te nie służą bowiem zachowaniu jednostkowych istnień, lecz raczej zwiększają szanse (czy perspektywy lub prawdopodobieństwo) szybszego rozwoju grupy. Rezultatów tych ani nie oczekiwano, ani również ich nie przewidywano. Część z wymienionych wcześniej praktyk mogła rzeczywiście doprowadzić do zmniejszenia szacunku dla niektórych indywidualnych istnień, zrodzić gotowość do dokonywania dzieciobójstwa, do pozostawiania chorych i starych samym sobie i do likwidowania niebezpiecznych osobników, dla zwiększenia szans przetrwania i rozmnażania się pozostałych członków grupy.

Trudno jednak uznać, iż zwiększenie liczby ludzi jest dobre w jakimś absolutnym sensie. Twierdzimy jedynie, że w rezultacie wzrostu liczebnego niektórych populacji, których członkowie postępowali według określonych zasad, nastąpiła selekcja tych praktyk, których przewaga spowodowała dalszy przyrost naturalny. (Nie sugeruje się tu, jak to widzieliśmy w rozdziale I, że rozwinięta moralność, która ogranicza i tłumi określone wrodzone uczucia, powinna całkowicie je zastąpić. Nasze wrodzone instynkty są wciąż ważne w relacjach z najbliższymi sąsiadami, jak również w innych sytuacjach).

Jeżeli ekonomia rynkowa rzeczywiście odniosła zwycięstwo nad innymi odmianami ładu, ponieważ umożliwiła grupom, które przejęły jej podstawowe zasady, skuteczniejsze rozmnażanie się, to fakt ten oznacza, że kalkulacja przy użyciu wartości rynkowych jest kalkulacją dotyczącą ludzkich istnień. Jednostki kierujące się tą kalkulacją dokonały tego, co w najwyższym stopniu przyczyniło się do zwiększenia ich liczebności, chociaż właściwie nie było to ich zamiarem.

RACHUNEK KOSZTÓW TO RACHUNEK ISTNIEŃ LUDZKICH

Pomimo, iż pojęcia „rachunek istnień ludzkich” (calculus of lives) nie należy rozumieć dosłownie, jest ono jednak czymś więcej niż metaforą. Być może nie istnieją proste relacje ilościowe, które rządzą zachowaniem ludzkich istnień dzięki działalności gospodarczej, to jednak nie można przecenić wagi ostatecznych efektów zachowań rynkowych. Należy jeszcze dodać kilka zastrzeżeń. Najczęściej tylko nieznane ludzkie istnienia będą uważane za tak liczne jednostki, gdy w grę wchodzi problem poświęcenia kilku istnień dla ratowania większej ich liczby w jakimś innym miejscu.

Nawet jeśli nie chcemy zaakceptować tego faktu, to jednak wciąż musimy podejmować tego rodzaju decyzje. Nieznane, indywidualne istnienia ludzkie, z punktu widzenia publicznych czy prywatnych decyzji, nie są wartością absolutną. Kierujący budową dróg, szpitali czy urządzeń elektrycznych nigdy nie będą dbali o zapewnienie najwyższego poziomu bezpieczeństwa przed śmiertelnymi wypadkami, ponieważ unikając wzrostu kosztów, można zmniejszyć gdzieś indziej ogólny poziom zagrożenia życia ludzkiego. Kiedy wojskowy chirurg po bitwie dokonuje „wyboru przez eliminację” (triage), pozwalając umrzeć komuś, kto mógłby zostać ocalony, ponieważ w tym samym czasie może ocalić trzy inne istnienia — stosuje rachunek istnień . Jest to kolejny przykład kształtowania naszych poglądów — nawet jeśli są to jedynie niejasne odczucia, co należy czynić — przez alternatywę między ratowaniem większej czy mniejszej liczby ludzi. Wymóg zachowania maksymalnej liczby istnień nie oznacza, że wszystkie indywidualne istnienia są równie ważne. Ważniejsze bowiem może być uratowanie życia lekarzowi z powyższego przykładu, niż jakiemukolwiek z jego pacjentów, ponieważ w przeciwnym razie nikt nie zdoła przeżyć. Niektóre istnienia są ewidentnie ważniejsze, jeśli są źródłem nowego życia lub służą zachowaniu przy życiu pozostałych istnień. Dobry myśliwy czy obrońca społeczności, płodna matka i być może nawet stary, mądry człowiek mogą mieć większe znaczenie niż większość dzieci czy starców. Życie wielu ludzi może zależeć od zachowania przy życiu dobrego wodza. Z kolei najpłodniejsi mogą być bardziej cenni od innych dorosłych osobników. Ewolucja będzie zatem maksymalizować potencjalny strumień przyszłych istnień, a nie aktualną ich liczbę. Jeśli w danej grupie przetrwają wszyscy mężczyźni lub kobiety w wieku rozrodczym i wymagana liczba tych, którzy zapewnią im ochronę i żywność, to perspektywy przyszłego rozwoju nie będę naruszone. Natomiast śmierć wszystkich mężczyzn poniżej 45. roku życia pozbawi grupę wszelkich możliwości przetrwania.

Lecz jeśli z tego powodu wszystkie nieznane istnienia powinny być traktowane w ładzie rozszerzonym na równi, to cel ten — a nasze ideały bardzo zbliżyły się do niego, gdy idzie o działania rządu — nigdy nie kierował zachowaniem w małej grupie czy naszymi wrodzonymi reakcjami. Tak dochodzimy do pytania o moralność lub o to, czy zasada wyraża dobro moralne (goodness of the principle).

Głównym „celem”, do którego przygotowana jest struktura psychiczna człowieka (jak i każdego organizmu), jak również jego tradycje, jest spłodzenie innych istnień ludzkich. Człowiek osiągnął zdumiewającą skuteczność pod tym względem, a jego świadome dążenia będą przynosiły najbardziej trwałe skutki tylko wtedy, gdy będzie się on przyczyniał — świadomie lub nie — do uzyskania tego rezultatu. Nie ma sensu zadawać pytania, czy takie działania są rzeczywiście dobre, szczególnie wtedy, gdy chcemy się upewnić, czy rezultat nam odpowiada. Jak bowiem widzieliśmy wcześniej, nie mieliśmy nigdy możliwości dokonania wyboru naszej moralności. Istnieje wszakże tendencja, by interpretować dobro w sposób utylitarystyczny, twierdząc, iż „dobrem” jest to, co przynosi pożądane rezultaty. Stanowisko to nie jest jednak ani prawdziwe, ani użyteczne. Nawet jeśli ograniczymy się do rozpowszechnionego sposobu mówienia, przekonamy się, iż słowo „dobro” generalnie odnosi się do tego, co tradycja nakazuje nam byśmy czynili, nie wiedząc dlaczego. Nie oznacza to, iż przeczymy, że zawsze tworzy się uzasadnienia dla konkretnych tradycji. Możemy jednak równie dobrze zapytać, które spośród wielu wykluczających się zasad uznawanych przez tradycję za dobre, zapewniają, gdy zachodzą odpowiednie warunki, przetrwanie oraz przyrost naturalny grupie postępującej według nich.

ŻYCIE JEST CELEM DLA SIEBIE

Życie istnieje, o ile samo wspiera swe trwanie. Bez względu na cel, dla którego ludzie żyją, większość z nich egzystuje dziś tylko dzięki ładowi rynkowemu. Staliśmy się istotami cywilizowanymi wskutek wzrostu naszej liczebności, i w takiej samej mierze rozwój cywilizacji umożliwił nam wzrost liczebny. [Alternatywa, wobec której stoimy, jest jasna]: możemy być nielicznymi dzikusami lub licznymi ludźmi cywilizowanymi. Gdyby zredukować populację ludzkości do wielkości, jaką posiadała 10 tysięcy lat temu, nie byłaby ona w stanie zachować cywilizacji. Nawet gdyby przechowano całą dotychczas zdobytą wiedzę w bibliotekach, ludzie nie bardzo byliby w stanie jej wykorzystać, ponieważ brakowałoby osób, które zdolne byłyby do wykonywania niezbędnych zadań w warunkach rozwiniętej specjalizacji i podziału pracy. Cała wiedza dostępna w książkach nie uchroniłaby 10 tysięcy ludzi, którzy przeżyli zagładę atomową, przed powrotem do gospodarki łowiecko-zbierackiej, chociaż prawdopodobnie skróciłaby czas pozostawania ludzkości w tym stanie.

Kiedy wytwory ludzkiej działalności zaczęły być doskonalsze od wiedzy, którą posiadali, to stało się tak dlatego, iż poczęli podporządkowywać konkretne wspólne cele abstrakcyjnym zasadom, umożliwiającym im uczestniczenie w procesie uporządkowanej współpracy, której nikt nie mógł wcześniej zbadać, zorganizować czy przewidzieć, tworzyli przy tym sytuacje niezamierzone i często niepożądane. Może nam się to nie podobać, że nasze zasady ukształtowały się głównie ze względu na ich przydatność dla wzrostu liczebnego populacji, ale nie mamy teraz zbyt wielkiego wyboru (jeśli kiedykolwiek go mieliśmy), ponieważ musimy mieć do czynienia z sytuacjami już istniejącymi. Na świecie żyje tak wielu ludzi, że tylko gospodarka rynkowa jest w stanie utrzymać tę wielką masę przy życiu. Szybkość przekazywania informacji sprawia, iż ludzie wszędzie wiedzą, jak wysokie mogą być standardy życia. Większość tych, którzy żyją na terenach rzadziej zamieszkałych, może osiągnąć ten standard tylko poprzez wzrost liczebności populacji i dalsze bardziej intensywne zasiedlanie swych terytoriów, a więc zwiększając jeszcze bardziej liczebność populacji, którą można utrzymać przy życiu dzięki gospodarce rynkowej.

Skoro możemy zachować obecną liczbę ludzi i zapewnić im bezpieczeństwo, tylko postępując zgodnie z tymi samymi ogólnymi zasadami, naszym obowiązkiem jest — chyba, że naprawdę chcemy skazać miliony na śmierć głodową — przeciwstawić się niektórym doktrynom, które usiłują zniszczyć podstawowe reguły tej moralności, takiej jak na przykład instytucja własności indywidualnej.

Na podstawie: F. A. von Hayek, Zgubna pycha rozumu. O błędach socjalizmu, przeł. M. i T. Kunińscy, Kraków 2004, s. 198-203.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Friedrich August von Hayek

Noblista z 1974 r.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *