Ikeda: Niewidzialne miasta

13 września 2013 Ekonomia przestrzenna komentarze: 1

Autor: Sandy Ikeda
Źródło: fee.org (s. 4–5)
Tłumaczenie: Monika Butryn
Wersja PDF

Ikeda_Niewidzialne miastaNiewidzialne miasta Italo Calvino to krótka, w wielu miejscach cudowna, lecz enigmatyczna (przynajmniej dla mnie) powieść o rozległej rozmowie pomiędzy Marco Polo a Kublai Khanem. Marco dzieli się z Khanem zbiorem opowieści o fantastycznych miastach, które, być może, były jedynie jego wyobrażeniem.

Zawsze uznawałem, że tytuł książki nawiązuje do tych wyimaginowanych walorów, jako że nikt poza samym Marco nie widział miast przez niego opisywanych i prawdopodobnie istnieją one jedynie w jego umyśle lub słowach, w których je opisuje.

Kilka tygodni temu gościłem kilka grupowych „wycieczek” w mojej okolicy. Zwą się one „Spacery Jane”, na cześć wielkiej urbanistki Jane Jacobs. W trakcie wyjaśniania grupie jej (głównie leseferystycznych) zasad, którymi się kierowała, zdałem sobie sprawę, że istnieje inna interpretacja tytułu dzieła Calvino, która osobiście bardziej mi odpowiada.

Oto ona: miasta — zwłaszcza wielkiego — nie można tak naprawdę zobaczyć. Paradoksalnie, najprędzej możemy zobaczyć jakieś miasto poprzez wyobraźnię. W innym wypadku — jest niewidzialne. Co więcej, jeśli można całkowicie objąć rozumem jakieś miejsce, to nie jest ono miastem.

Nie zobaczysz miasta na mapie
Myśląc o konkretnym mieście, które znasz, co przychodzi ci do głowy? Obraz, uczucie, zapach czy dźwięk? Nim odwiedzimy miasto, możemy popatrzeć na zdjęcia jego części, być może znanych, charakterystycznych obiektów, lecz one same w sobie niewiele dla nas znaczą. Możemy studiować mapę Paryża, by zrozumieć sens jego układu infrastrukturalnego lub ogólny kształt metropolii. Lecz to, co widzimy, to nie miasto Paryż, lecz coś wysoce abstrakcyjnego, wydobytego nie tylko z Paryża, ale także z konkretnych realiów naszego życia. Jeśli, przed udaniem się tam, moglibyśmy w jakiś sposób spojrzeć na zdjęcie Paryża, które zrobimy już tam będąc, scena ta nie przywoła do nas żadnych wspomnień, ani nie będzie miała wielkiego znaczenia (chyba, że odniesiemy ją do czegoś, co już przeżyliśmy). Lecz patrząc na zdjęcie po pobycie tam, czujemy przypływ wspomnień, emocji i znaczenia, które wypływa daleko poza kontury zdjęcia.

Oczy na ulicę
Jeśli widok na miasto, które mam w pamięci, jest w zasięgu wzroku, gdy spogląda się na nie ze szczytu, powiedzmy, Wieży Eiffla, jestem w stanie ogarnąć wzrokiem większość fizycznego układu miasta. Lecz ani kupiona przeze mnie pocztówka, ani zdjęcie, które sam zrobiłem, nie nadają miejscu znaczenia — robi to wspomnienie, że tam byłem: stałem na tej platformie, wjeżdżałem tą windą bez końca, czułem chłód i tłum, widziałem ten widok. Miasto pode mną jednak pozostaje mi dalekie. To nie to miasto, które przeżywam na nowo w tym momencie; to widok, który podziwiam ze szczytu Wieży Eiffla.

W większości przypadków to, co pamiętamy z miasta, bierze się z poziomu jego ulic. Na pewno dotyczy to wspomnienia miejsca, w którym mieszkamy. Jak wytłumaczył architekt Kevin Lynch, miasto to kolaż obrazów w naszej głowie, które dzielimy z innymi mieszkańcami. Znajome nam miasto ma coś, co Ken-ichi Sasaki nazwał „namacalnością”, którą doświadczamy poprzez całe nasze ciała, a nie tylko oczy. Nie możesz zobaczyć miasta ze szczytu wieży lub z samolotu w większym stopniu, niż możesz poczuć miasta z tychże miejsc.

Więc jak w ogóle możemy zobaczyć miasto?
Jeśli nasze doświadczenie z miastem ogranicza się do, jak F. A. Hayek by powiedział, „konkretnych okoliczności czasu i miejsca”, jak w ogóle można je zobaczyć lub poznać? Tutaj wkracza Calvino. Poznajemy je dzięki mozaice naszych przeżyć po upływie czasu, plus wyobraźni.

Hayek, przykładowo, definiuje „porządek” (i tutaj cytuję) jako zbiór relacji, z których możliwe jest wyciągnięcie racjonalnych wniosków na temat części porządku, która jest nam obca, w oparciu o naszą wiedzę na temat części, którą znamy. Jeśli więc chodzi o taki rodzaj porządku jakim jest miasto, zaczynamy poznawać i dostrzegać miasto, kiedy zaznajamiamy się z wystarczającą ilością miejsc, które pozwalają nam poczuć „strukturę”, która scala je w jedność. W ten sposób zapełniamy luki w wiedzy. Znaczy to, że nasza wyobraźnia wysnuwa wnioski z tego, co wiemy i wstawia je pomiędzy miejsca, które znamy, by zapełnić luki, których nie jesteśmy w stanie zobaczyć ani doświadczyć.

Oczywiście im bardziej złożone jest miasto, tym trudniej jest to zrobić. Łatwiej o to w Purchase, gdzie uczę, niż w okolicach Nowego Jorku, gdzie mieszkam.

Niewidoczna infrastruktura
Nasza zdolność do kreatywnej ekstrapolacji i interpolacji między częściami miasta pozwala mu stać się nieco bardziej widzialnym. Lecz wszystkie te części ulegają ważnym zmianom, nim zdołamy ukończyć ten proces, co pozwala nam jedynie na ujrzenie mignięć miasta teraz i w przyszłości.

Co dokładnie widzimy w przelocie? To, co czyni wielkie miasto miastem, to nie budynki czy ulice — czyli jego fizyczna infrastruktura — ani nawet grupy ludzi w miejscach publicznych. Wielkie miasto, takie, które nie może być całkowicie dostrzeżone, składa się z relacji między tymi ludźmi. Te relacje — pomiędzy sąsiadami, przechodniami, kupującymi, sprzedawcami, kierowcami i pieszymi — umożliwiają ludziom wzajemne liczenie na siebie do pewnego stopnia oraz sprawne funkcjonowanie wszystkiego. Kiedy działa to poprawnie, ludzie czują się bezpieczni i wolni, by przemieszczać się z miejsca na miejsce, by przełamywać dawne więzy i formować nowe oraz by tworzyć nowe idee zostawiając za sobą stare.

Dynamiczna matryca tych relacji — społeczna infrastruktura miasta, również jest przeważnie niedostrzegalna. Społeczni teoretycy, jak Jacobs, próbują odkryć jej kawałki przez uważną obserwację i czyste myślenie, lecz ten proces ma swoje granice.

Jedna lekcja (z wielu)
Jedną z implikacji tego jest fakt, że żaden ludzki umysł nie jest w stanie uzyskać spójnej i pełnej wizji miasta, która zawierałaby jego skomplikowaną dynamikę, z pewnością nie takiej, która może zostać narzucona i działać w wolnym społeczeństwie. Prawdziwe miasto, tak jak proces rynkowy, jest wiele razy mądrzejsze i bardziej kreatywne niż pojedynczy umysł. Musi być, ponieważ problemy, którym stawia czoła, są wiele razy bardziej złożone niż takie, które jakakolwiek osoba czy grupa mogłaby próbować rozwiązać — lub nawet sobie wyobrazić.

Dlatego centralne planowanie na szczeblu lokalnym — dotyczące, przykładowo, autostrad i ogromnych osiedli mieszkaniowych — wydaje się tak samo nieudane jak centralne planowanie na szczeblu gospodarek narodowych. Wiara w takie planowanie sugeruje defekt/brak wyobraźni, a zwłaszcza umiejętności wyobrażenia sobie świata, którego nie można zobaczyć — który jest, w istocie, niewidzialny.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Sanford Ikeda

Sanford Ikeda jest profesorem ekonomii w Purchase College w Nowym Jorku, profesorem wizytującym i pracownikiem naukowym Uniwersytetu w Nowym Jorku oraz współpracownikiem naukowym FEE.

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Ikeda: Niewidzialne miasta

  1. Ciekawy temat, w miarę ciekawy artykuł (choć trochę chaotyczny i trudny w odbiorze) oraz BRAK KONKLUZJI …

    Właściwie nie wiem, dlaczego go przeczytałem, ani dlaczego Autor go napisał …

    Czy omawiana książka to tylko jakieś impresjonistyczne wizje do poczytania sobie dla przyjemności ? Czy może konkretne, warsztatowe dzieło mogące służyć jako przewodnik „how-to-do” ?

    Temat jest bardzo na czasie, gdyż dzięki internetowi następuje „OBYWATELSKIE PRZEBUDZENIE” („die bürgerliche Erwachung”). Praktycznie w każdym mieście na świecie tworzą się spontanicznie MILIONY nieformalnych grup wywierających nacisk na władze miejskie, wpływające na wyniki wyborów i podnoszące sprawy SPOŁECZNIE WAŻNE, jak jakość życia, środowisko, komunikacja, edukacja, budżet samorządu, urbanistyka itp.

    Ludzie pokazują w ten sposób, że coraz mniej ich interesuje IDEOLOGIA, a coraz więcej PRAWDZIWE ŻYCIE …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy