Klein: Mandela a ekonomia apartheidu

9 grudnia 2013 Filozofia polityki komentarze: 8

Autor: Peter G. Klein
Źródło: bastiat.mises.org
Tłumaczenie: Agata Liberska
Wersja PDF

Mandela
Kilka dni temu zmarł Nelson Mandela — symbol walki z apartheidem i pierwszy prezydent Republiki Południowej Afryki po jego upadku. W nadchodzącym czasie wiele zostanie o nim zapewne napisane, ale niewiele z tego będzie bezpośrednio dotyczyć systemu apartheidu, a konkretnie, jego aspektów gospodarczych. Apartheid jest szeroko rozumiany jako system oparty wyłącznie na uprzedzeniach na tle rasowym, podczas gdy w rzeczywistości był on bardziej złożonym połączeniem kontroli gospodarczej (przede wszystkim ograniczenia własności kapitału i  przepływu siły roboczej) i separatyzmu rasowego. Tom Hazlett nazywa to połączenie „socjalizmem o rasistowskiej twarzy”. Poparcie polityczne dla tego systemu wyrażali głównie (biali) Afrykanerzy z klasy robotniczej i ich związki zawodowe, pragnące zdusić konkurencję niewykwalifikowanych czarnoskórych robotników. Jak zauważa Hazlett: „Zazwyczaj uważa się, że apartheid został stworzony przez zamożnych białych, by zaszkodzić czarnej biedocie. Prawda jest taka, że system ten jest wynikiem wojny klas i w dużym stopniu został stworzony przez białych robotników, walczących przeciwko zarówno czarnej większości, jak i białym kapitalistom”.

Klasyczne podejście do apartheidu jako do systemu gospodarczego jest opisane w książce W.H. Hutta Economics of the Color Bar, wydanej po raz pierwszy w 1964 r. Autor opowiadał się w niej za wolnym rynkiem kapitałowym i rynkiem pracy, a także ścisłymi ograniczeniami dla interwencji rządowych w sprawy gospodarcze. (Hutt był studentem Edwina Cannana w London School of Economics, specjalizował się w ekonomii pracy i ekonomii monetarnej, był także znanym przeciwnikiem Keynesa; więcej informacji na ten temat można znaleźć w tym eseju). Książka Leona Louwa i Francess Kendalla pt. South Africa: The Solution z 1986 r. (wydana ponownie w 1987 r. pt. After Apartheid), zawiera dogłębną analizę systemu gospodarczego RPA oraz propozycję alternatywy w postaci wysoce zdecentralizowanego systemu, opartego na modelu szwajcarskich kantonów (zobacz recenzję Bettiny Bien Graves).

Niestety, liderzy ruchu przeciw apartheidowi, w tym także Mandela, uważali ten system za „kapitalistyczny” i postrzegali marksizm-leninizm jako jedyną realną alternatywą gospodarczą (i polityczną). Kiedy w 1994 r. do władzy doszedł Afrykański Kongres Narodowy, zniósł on system separacji rasowej oraz zagwarantował prawo posiadania gruntu i równe szanse na rynku pracy wszystkim obywatelom RPA. Wciąż hołdował jednak socjalistycznym zasadom gospodarki, leżącym u podstaw apartheidu. Jak zauważył Murray Rothbard, wolność gospodarcza jest skuteczniejszą drogą do równości rasowej: „Kapitalizm wolnorynkowy jest wspaniałym antidotum na rasizm. Na wolnym rynku pracodawcy, którzy nie zatrudniają efektywnych czarnych pracowników, zmniejszają własne zyski i szkodzą pozycji swojej firmy. Tylko ingerencje państwa pozwalają rządowi uspołecznić koszty rasizmu i wprowadzić system apartheidowy”.

 

 

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Peter G. Klein

Pozostałe wpisy autora:

8 Komentarze “Klein: Mandela a ekonomia apartheidu

  1. Mimo wszystko wydaje się, że za apartheidu było lepiej. W tym sensie – był zły, ale można byłoby go zreformować. Co interesujące – czarni mieli własny parlament i prawo głosu. Mandela był komunistą i terrorystą, nie powinno się go chwalić. Słyszałem też, że analfabetyzm wśród czarnych jest wyższy niż w czasach apartheidu. O czymś to świadczy.
    Głównie partie biały w RPA popierają wolny rynek, a partie czarnych socjalizm.

    1. Ciekawa dyskusja na ten temat jest na blogu Hendersona:
      http://econlog.econlib.org/archives/2013/12/nelson_mandela.html#commentsection

      Ja uważam, że argumenty ekonomiczne nie mogą przemawiać za przymusową segregacją. Jest ona pogwałceniem podstawowej wolności osobistej i jako taka jest zła, nawet jeśli skutkim jej zniesienia jest mniej efektywny rząd. Co bynajmniej nie oznacza, że opowiadam się za przymusową integracją. Związki między ludźmi powinny być dobrowolne. Nie wolno ani siłą oddzielać ludzi od siebie, ani siłą ich zmuszać do życia że sobą. Jestem przekonany, że porządek oparty na tej przesłance byłby także najwydajniejszy ekonomicznie.

      Owszem Mandela był komunista, ale to nie jest argument za rasizmem.
      http://klosinski.na.liberte.pl/ayn-rand-o-rasizmie/

      1. W pełni popieram, nie można ludzi zmuszać do wolności, można tylko edukować i dawać dobry przykład.
        A propos RPA – tu jednak sytuacja jest bardziej skomplikowana, mamy tu porównanie apartheid->demokracja – gdyby było to przejście apartheid->rynek zyskali by wszyscy, a tak rzeczywiście biali stracili i jak twierdzi Marcin czarni poniekąd także.

        1. „Ja uważam, że argumenty ekonomiczne nie mogą przemawiać za przymusową segregacją. Jest ona pogwałceniem podstawowej wolności osobistej i jako taka jest zła, nawet jeśli skutkim jej zniesienia jest mniej efektywny rząd.”
          Bądźmy realistami, niestety życie nie pozwala na całkowity wpływ na politykę, ja bym lobbował w okresie późno-apartheidowym za reformą systemu, a nie zmiany jej na przymusową integrację. Można zlikwidować obowiązkowej segregacji w autobusach, w toaletach, w barach itd, ale trzeba pozwolić prywatnym firmom na wprowadzania dobrowolnej segregacji.
          Błąd to wg przymusowe wsadzanie ludzi różnych kultur do tych samych szkół, biorąc realistycznie, że edukacja obowiązkowa i państwowa nie może być zlikwidowana, to czarnoskórzy powinni być zwolnieni z obowiązku, mieć prawo tworzyć własne szkoły (do których mogliby uczęszczać także biali i vice versa – jeśli na poziomie szkoły państwowej zgodzą się na uczęszczanie czarnego to czemu nie), mieliby odpowiedni odpis od podatku, aby nie zrzucać się na edukację białych. Można byłoby nadawać coraz większą władzę bantustanom, które byłyby w pełni samorządne. Jednakże, przydałaby się osobna izba parlamentu dla czarnych i białych, obie izby równoważyłyby stanowisko radykalnych rasistów z dwóch stron.

          1. „Można zlikwidować obowiązkowej segregacji w autobusach, w toaletach, w barach itd, ale trzeba pozwolić prywatnym firmom na wprowadzania dobrowolnej segregacji.”
            Tu się w pełni zgadzam – prawo do wykluczania to jedno z podstawowych praw wynikające w prawa własności. Jeżeli rząd nakazuje Ci wpuszczać kogoś do swojego lokalu to ogranicza Twoją swobodę rozporządzania własnością.
            A propos „bądźmy realistami” – gdy piszę o czymś na co nie mam wpływu to staram się opisać ideał do którego należy dążyć, szkoda mi czasu na gdybanie co by można było wykonać w praktyce. Realistą jestem, owszem, ale tylko w sprawach na które mam wpływ:)

  2. „The fact of the matter is that this country moved from segregation required by law to segregation forbidden by law without trying freedom of association for a millisecond.” — David Henderson

    Dobrowolna segregacja to nie jest apartheid, tylko wolność stowarzyszania się. Apartheid to państwowa segregacja. Nie mieszajcie terminów. Żaden późno-apartheidowy socjalizm (ani tym bardziej przymusowo-integracyjny socjalizm), tylko wolność jest rozwiązaniem. To jest portal promujący filozofię polityczną wolności osobistej, a nie realizmu systemu rasistowskiego kołchozu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy