Humboldt: Cel człowieka

2 stycznia 2014 Filozofia polityki komentarze: 2

Autor: Wilhelm von Humboldt
Autor wprowadzenia: Sławomir Drelich
Źródło: W. von Humboldt, Cel człowieka, przeł. T.G. Pszczółkowski [w:] Materiały i rozprawy do teorii dziejów i współczesności liberalizmu, T.G. Pszczółkowski i R. Benedykciuk (red. i oprac.), Friedrich-Naumann-Stieftung i Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2004, s. 27–31.
Wersja PDF

Tekst opublikowany pierwotnie na liberte.pl.

220px-WilhelmvonHumboldtWprowadzenie
Żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku Wilhelm von Humboldt zaliczany jest do przedstawicieli niemieckiego liberalizmu klasycznego, do tych ludzi oświecenia i humanizmu, dla których indywidualizm i przywiązanie do autonomii jednostki ludzkiej było zawsze punktem wyjścia dla rozważań na każdym poziomie. Jego dorobek obejmuje szereg prac i artykułów z zakresu antropologii, filozofii, kulturoznawstwa i językoznawstwa, czym wpisuje się on głęboko w humanistyczną tradycję myślenia europejskiego, skupioną na refleksji nad duchem i jego wytworami. Każdorazowo fundamentem jest dla niego człowiek, jednostka, indywiduum, co w sposób oczywisty i bezdyskusyjny pozwala umieszczać go w ramach wartości i idei liberalnych czy też szerzej — wolnościowych.

Nowy oświecony humanizm Humboldta operuje pojęciem „samodoskonalenia”, wskazując, że dążenie do niego stanowi zasadniczy cel każdego człowieka. Prezentowany poniżej tekst zatytułowany właśnie Cel człowieka pomaga w odpowiedzi na pytanie o ów proces samodoskonalenia, jak jest ono przez niemieckiego myśliciela rozumiane, jakimi drogami może być osiągnięte i co niekiedy może stać się przeszkodą w realizacji tego celu. Samodoskonalenie próbuje Humboldt wyjaśniać przez pryzmat metafory artysty, wedle której każdy człowiek jest swoiście rozumianym artystą, wybitnym i kreatywnym twórcą, który kształtuje swoje własne życie, swoje relacje z innymi ludźmi i światem zewnętrznym, a przez to staje się on również de facto współtwórcą świata. Postęp należałoby rozumieć jako właśnie zsumowanie czy też kumulację wszystkich jednostkowych doświadczeń i osiągnięć, zdobyczy wypracowanych przez całą ludzkość. W ten sposób — mówi Humboldt — dokonuje się niejako zespojenie w jedno przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Rozwój jest więc dziełem aktywnego, ambitnego i przedsiębiorczego człowieka czy też właściwiej: aktywnych, ambitnych i przedsiębiorczych jednostek.

Znajdujemy więc u Wilhelma Humboldta manifest vita activa, poprzez który zdefiniowana zostaje także kondycja ludzka, a ludzka działalność sama przez się rozumiana jest jako moralne dobro. Nie jest jednak Humboldt atomistą i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że dopiero ludzka współpraca i wzajemna pomoc w realizowaniu zadań i wytyczonych sobie celów zwiększa prawdopodobieństwo osiągnięcia ostatecznego sukcesu. Stąd takie podkreślanie przez niego wartości miłości i przyjaźni jako tych form relacji międzyludzkich, które człowiekowi-artyście pozwalają jeszcze szybciej się rozwijać, które ułatwiają ów humanistyczny pęd do doskonałości oraz moralnego i intelektualnego piękna. Humboldt — podobnie zresztą jak współczesny jemu Benjamin Constant — byli wielkimi miłośnikami starożytnej Grecji i tych ideałów wspólnotowych, które starożytni opiewali, podnosząc wielokrotnie swą niechęć do wszelkiego zewnętrznego przymusu i nacisku. Wspólnota opierająca się na przyjaźni i miłości wolnych ludzi miała być tym ideałem, do którego tęsknili.

Odwołania do przyjaźni i miłości — w wielu miejscach przypominające fragmenty z Arystotelesa Etyki nikomachejskiej, w szczególności zaś te poświęcone etyce przyjaźni i dążeniom do doskonałości etycznej — każdorazowo naprowadzają Humboldta na zagadnienie wolności. Bo przecież trudno wyobrazić sobie przyjaźń z przymusu, trudno pokochać z obowiązku, dlatego właśnie podstawą wszelkiego rozwoju i tym samym fundamentem dla samodoskonalenia się człowieka musi być wolność. Wolność skrępowana wyłącznie wolnością drugiego człowieka, czyli rozumiana źródłowo liberalnie, tak jak pojmował ją John Locke. Wolność zapewnia również różnorodność w społeczeństwie, a przecież jedynie społeczeństwo różnorodne jest zdolne do jakiegokolwiek rozwoju. Wszak gdyby panował uniformizm, wówczas człowiek nie miałby się od kogo uczyć, nie miałby na kim się wzorować, trudno byłoby mu oceniać także swoje działania i osiągnięcia, jeśli nie posiadałby punktu odniesienia w postaci drugiego, różnego od niego, a zarazem wolnego człowieka.

Nietrudno na podstawie powyższego wprowadzenia wyobrazić sobie koncepcję państwa, jaka wyłania się finalnie z rozważań Wilhelma von Humboldta. Nie będę w tym miejscu jej zdradzał, chociażby dlatego, że zarys jej przedstawił on w tym krótkim tekście, który postanowiliśmy w tym numerze Państwu zaprezentować. Humboldt wzywa nas do postawienia na nowo pytania o wolność w kontekście zabiegów współczesnych państw, mających na celu troskę o dobrobyt i szczęście swoich obywateli. To pytanie postawione ponad 200 lat temu — stawiane przecież tak samo przez Benjamina Constanta czy Alexisa de Tocqueville’a — nabiera szczególnego wymiaru w okresie pokryzysowym, w dobie „doganiania Zachodu” i niwelowania tzw. różnic cywilizacyjnych. Pytanie to zdaje się stanowić jednocześnie ostrzeżenie.

 

Wilhelm von Humboldt

CEL CZŁOWIEKA

Prawdziwym celem człowieka — nie tym, który wyznacza mu zmienne upodobanie, lecz wiecznie niezmienny rozum — jest najwyższe i najbardziej proporcjonalne wykształcenie jego sił w jedną całość. Ażeby to osiągnąć, pierwszym i niezbędnym warunkiem jest wolność. Jednakże oprócz wolno­ści rozwój sił ludzkich wymaga jeszcze czegoś innego, choć ściśle związa­nego z wolnością: różnorodności sytuacji. Nawet najbardziej wolny i nie­zależny człowiek, jeżeli znajdzie się w sytuacjach nieskomplikowanych, mniej się rozwija. Wprawdzie z jednej strony ta różnorodność sytuacji za­wsze jest skutkiem wolności, z drugiej strony istnieje także swoisty rodzaj ucisku, który zamiast ograniczać człowieka nadaje rzeczom w jego otocze­niu dowolny kształt, tak że jedno i drugie w pewnym sensie są tym samym. Tymczasem dla jasności idei właściwsze jest jednak oddzielenie od siebie obu rzeczy. Każdy człowiek jest w stanie działać naraz tylko jedną siłą, al­bo też jego cała istota nastawia się za jednym razem na jeden rodzaj dzia­łalności. Stąd człowiek wydaje się przeznaczony do jednostronności i osła­bia swoją energię, gdy tylko rozdrobni się na więcej przedmiotów. Tej jednostronności uniknie jednak, gdy dążyć będzie do zjednoczenia poje­dynczych, często odrębnie rozwijanych sił, gdy pozwoli zarazem współdzia­łać niemal już wygasłej, ale i dopiero w przyszłości jasno rozbłyskającej iskrze w każdym okresie swego życia i zamiast przedmiotów, na które od­działuje, dążyć będzie do pomnożenia sił, którymi działa poprzez ich po­łączenie. Skutek, który poniekąd wywołuje tutaj połączenie przeszłości i przyszłości z teraźniejszością, wywołuje w społeczeństwie połączenie (zwią­zek — Verbindung) z innymi [ludźmi — przyp. tłum.]. Albowiem także przez wszystkie okresy życia każdy człowiek osiąga jedynie jedną z doskonałości, które tworzą niejako charakter całego rodzaju ludzkiego. Przez połączenia zatem, które wyrastają z wnętrza istot, jeden musi przyswajać sobie bogac­two drugiego. Jednym z takich związków kształcących charakter jest np., zgodnie z doświadczeniem wszystkich narodów, nawet najbardziej niewy­kształconych, połączenie obu płci. Jeżeli jednak przejaw zarówno różności, jak i tęsknoty za związkiem w pewnej mierze jest silniejszy, to obie rzeczy nie są z tego powodu mniej silne, lecz tylko trudniejsze do zauważenia, mimo iż właśnie przez to oddziałują silniej, także bez względu na ową róż­norodność i wśród osób tej samej płci. Idee te, obserwowane dalej i do­kładniej rozwinięte, mogłyby nas naprowadzić na bardziej prawidłowe wy­jaśnienie zjawiska połączeń, którym wśród starożytnych, zwłaszcza Greków, posługiwali się nawet ustawodawcy i które często zbyt nieszlachetnie nazy­wano mianem zwyczajnej miłości i zawsze niewłaściwie mianem czystej przyjaźni. Kształcąca korzyść takich związków polega zawsze na stopniu, w jakim samodzielność związanych [ze sobą ludzi — przyp. tłum.] wspiera równocześnie zażyłość związku. Jeżeli bowiem bez tej zażyłości jeden czło­wiek nie jest w stanie dostatecznie zrozumieć drugiego, to konieczna jest samodzielność, by to, co zostało zrozumiane, jak gdyby przekształcone zo­stało we własną istotę. Obie rzeczy wymagają jednak siły jednostek oraz odmienności, która nie może być za duża, by jeden człowiek mógł rozu­mieć drugiego, ani za mała, by wyzwolić pewien podziw dla tego, co po­siada druga osoba oraz życzenie posiadania go także. Ta siła i różnoraka odmienność łączą się w oryginalności, a zatem to, na czym ostatecznie po­lega cała wielkość człowieka, o co jednostka ludzka musi całe życie wal­czyć i czego ten, kto chce oddziaływać na ludzi, nie może tracić z oczu, jest właściwością siły i kształcenia. Podobnie jak właściwość ta uaktywnia się poprzez wolność działania i różnorodność osób działających, tak i wy­zwala ona ze swej strony obie rzeczy. Nawet nieożywiona natura, która roz­wija się równomiernie według wiecznie niezmiennych praw, wydaje się człowiekowi wykształconemu we własnym zakresie (eigengebildet) bardziej swojska. Przenosi on do niej jakby samego siebie i dlatego jest rzeczą w najwyższym rozsądku prawdziwą, że każdy zawsze przyjmuje w takim stopniu obfitość i piękno z zewnątrz, w jakim posiada te rzeczy w sobie. O ile bardziej podobne musi być jednak oddziaływanie przyczyny tam, gdzie człowiek nie tylko odczuwa i pojmuje wrażenia zewnętrzne, lecz sam zaczyna działać?

Za udowodniony przez to, co powiedziałem uprzednio, uważam fakt, iż prawdziwy rozum nie może życzyć człowiekowi żadnego innego stanu niż ten, w którym każda jednostka nie tylko cieszy się z najbardziej nieskrępo­wanej swobody rozwijania się w swej swoistości, ale w którym także natu­ra nieożywiona nie przyjmuje żadnej innej postaci z rąk ludzkich prócz tej, którą jej nadaje samodzielnie i dowolnie każda jednostka według własnej potrzeby i skłonności, będąc ograniczoną jedynie swymi możliwościami oraz prawem. Od tej zasady rozum moim zdaniem nigdy nie może odstą­pić bardziej, aniżeli jest to konieczne do swego utrzymania. Musiała ona więc być zawsze podstawą także każdej polityki, a w szczególności odpo­wiedzi na pytanie, o którym tu mowa.

Posługując się bardzo ogólną formułką, można by nazwać prawdziwym zakresem działalności państwa to wszystko, co byłoby ono w stanie uczynić dla dobra społeczeństwa, nie naruszając przytoczonej właśnie zasady; a bezpośrednio z tego można by wyprowadzić bliższe określenie tego, że zgub­ne jest każde dążenie państwa, polegające na wtrącaniu się w prywatne sprawy obywateli wszędzie tam, gdzie nie wpływają oni bezpośrednio na naruszenie praw jednego człowieka przez drugiego. Tymczasem jednak — by wyczerpać postawione pytanie — jest rzeczą konieczną dokładne prześle­dzenie poszczególnych elementów zwyczajnej lub ewentualnej działalności państw.

Cel państwa może być bowiem dwojaki; może ono chcieć wspierać szczęście lub tylko zapobiegać złu, a w tym ostatnim wypadku złu natury lub złu ludzi. Jeżeli ogranicza się ono do tego ostatniego, to dąży jedynie do bezpieczeństwa, a to bezpieczeństwo niech mi wolno będzie przeciwstawić wszystkim pozostałym ewentualnym celom, nazwanym łącznie mianem pozytywnego dobrobytu. Także różnorodność zastosowanych przez państwo środków daje jego działalności różne natężenie. Stara się ono bowiem osiągnąć swój cel bądź to bezpośrednio, czy to stosując przymus — naka­zujące lub zakazujące ustawy, kary — bądź też za pomocą zachęt i dając przykład, nadając albo sytuacji obywateli korzystną dla siebie postać i za­pobiegając jakby ich innemu traktowaniu, lub wreszcie starając się nawet doprowadzić do zgodności między ich skłonnościami a celami państwa, starając się wpłynąć na ich rozum i serce. W pierwszym wypadku określa ono najpierw tylko poszczególne działania, w drugim zaś już bardziej spo­sób postępowania, a w trzecim — charakter i sposób myślenia. Skutek ograniczeń jest w pierwszym wypadku najmniejszy, w drugim większy, w trzecim największy, po części dlatego, że zadziałały przyczyny, z których wypływa więcej czynności, po części zaś dlatego, iż sama możliwość od­działywania wymaga większej ilości przedsięwzięć (Veranstaltungen). Tak jak różne wydają się tu tymczasem dziedziny działalności państwa, tak też trudno jest o instytucję państwową, która by nie wiązała się z innymi rów­nocześnie, ponieważ np. bezpieczeństwo i dobrobyt pozostają względem siebie w ścisłej zależności, zaś to, co określa tylko pojedyncze działania, wpływa na charakter, jeżeli wskutek częstego stosowania stanie się przyzwy­czajeniem. Stąd też jest niezwykle trudno znaleźć tu odpowiadający tokowi analizy podział całości. Najlepiej będzie jednak najpierw sprawdzić, czy ce­lem państwa ma być pozytywny dobrobyt narodu, czy też jedynie jego bezpieczeństwo, a także przyjrzeć się w przypadku wszystkich instytucji tylko temu, jaki cel głównie im przyświeca lub jaki wywołują skutek i sprawdzić przy każdym z obu celów także środki, którymi wolno się państwu posłużyć.

Mówię tu więc o wszechstronnym dążeniu państwa do poprawy pozytywnego dobrobytu narodu, o wszelkiej trosce o ludność kraju, o zapewnie­niu utrzymania mieszkańców, czy to wręcz przez tworzenie przytułków dla ubogich, czy to pośrednio przez wspieranie rolnictwa, przemysłu i handlu, o operacjach finansowych i celnych, zakazach importu i eksportu itd. (o ile służą temu celowi), wreszcie o wszelkich przedsięwzięciach służących zapo­bieganiu i naprawie szkód wywołanych przez przyrodę, krótko mówiąc o wszel­kich instytucjach państwa, które zmierzają do utrzymania lub wspierania dobrobytu fizycznego narodu. Albowiem przez to, że moralność wspierana jest nie w sposób prosty ze względu na nią samą, lecz z myślą o bezpie­czeństwie, zajmę się nią w dalszym wywodzie.

Otóż wszelkie te instytucje, jak twierdzę, mają niekorzystne następstwa i nie przystają do prawdziwej polityki, która wychodzi od najwyższych, ale zawsze ludzkich punktów widzenia.

W każdej z takich instytucji panuje duch rządu, i jak mądry i zbawienny by ten duch nie był, to jednak powoduje w narodzie uniformizm i obcy mu sposób działania. Ludzie zamiast tworzyć społeczeństwo w celu natężenia swych sił, nawet gdyby przez to mieli stracić na wyłączności posiadania przyjemności, uzyskują dobra kosztem swych sił. Właśnie różnorodność powstająca z połączenia wielu ludzi jest najwyższym dobrem, które tworzy społeczeństwo, a ta różnorodność z pewnością zatraca się zawsze w miarę ingerencji państwa. Właściwie to już nie członkowie narodu żyjący ze sobą we wspólnocie, lecz poszczególni poddani wchodzą w relację z państwem, tzn. z duchem, który panuje w jego rządzie, w relację, w której już przewa­żająca potęga państwa ogranicza wolną grę sił. Jednorodne przyczyny wywo­łują jednorodne skutki. Im bardziej więc państwo współdziała, tym bardziej podobne do siebie jest nie tylko wszystko to, co działa, lecz również wszel­kie efekty działania. To także jest zamiarem państw. Chcą one dobrobytu i spokoju. Oba te elementy uzyskuje się jednak zawsze tym łatwiej, im mniej się ze sobą kłócą. Wszelako to, co zamierza i musi zamyślać czło­wiek, jest całkiem czymś innym: jest to różnorodność i działanie. Tylko to kształtuje wszechstronne i silne charaktery i zapewne jeszcze żaden człowiek nie upadł tak nisko, by przedkładać własny dobrobyt i szczęście nad wiel­kość. Ten jednak, kto wypowiada się za innych, tego posądza się, i to nie bez racji, o to, iż nie zna natury ludzkiej i chce uczynić z ludzi maszyny.

Chcąc wyciągnąć ostateczny wniosek z całego dotychczasowego rozumowania, pierwsza zasada tej części obecnych rozważań powinna być następująca: Państwo powinno się powstrzymać od wszelkiej troski o pozytywny dobrobyt obywateli i nie powinno pójść ani o krok dalej, aniżeli jest to ko­nieczne do zabezpieczenia ich przed nimi samymi i przed wrogami ze­wnętrznymi; w żadnym innym celu ostatecznym nie powinno ono ograni­czać ich wolności.

 

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Wilhelm Humboldt

Pozostałe wpisy autora:

2 Komentarze “Humboldt: Cel człowieka

  1. Tekst bardzo ciekawy, ogólnie zgadzam się z autorem odnośnie krytyki interwencjonizmu, jednak opisywanie celu człowieka to dość śmiałe posuniecie, jest to raczej ideał autora a nie całej ludzkości (niestety), ja osobiście nie ośmieliłbym się napisać nic ponad misesowskie „dążenie do usunięcia dyskomfortu”.
    Zdanie: „zapewne jeszcze żaden człowiek nie upadł tak nisko, by przedkładać własny dobrobyt i szczęście nad wiel­kość” to już przykład myślenia życzeniowego (no chyba, że w czasach Humboldta ludzkość była wyjąkowa 😉 ).

    1. Oświeceniowi pisarze byli nazbyt optymistyczni, bo na ich oczach dokonywała się prawdziwa rewolucja: rozwój nauk i rosnący dobrobyt społeczeństw. Oni popełniali ten sam błąd, który popełniają początkujący inwestorzy podczas bańki spekulacyjnej: wydaję im się, że będzie „rosło” w nieskończoność. Gdyby byli świadkami XX wieku to by bardziej sceptycznie sprawy postrzegali. Choć nie da się zaprzeczyć podstawowej intuicji von Humboldta: wolność lepiej służy indywidualnemu rozwojowi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *