Macleod-Cullinane: Kobiety powinny stracić prawa wyborcze – tak jak i mężczyźni

10 stycznia 2014 Filozofia polityki komentarze: 11

Autor: Barry Macleod-Cullinane
Tłumaczenie: Jacek Sierpiński
Wersja PDF

Esej przetłumaczony i opublikowany pierwotnie na libertarianizm.pl

© 1993; Libertarian Alliance; Brithish Association of Libertarian Feminists; Barry Macleod-Cullinane.

Tekst opublikowany za zgodą Libertarian Alliance.

sufrazystki duze
Dwusetna rocznica Vindication of the Rights of Woman[1] Mary Wollstonecraft wydaje się dobrą okazją do przypomnienia czytelniczkom i czytelnikom prostej, acz często zapominanej prawdy. To, że kobiety powinny mieć takie samo prawo do stanowienia praw jak mężczyźni jest poza dyskusją. Tu kobiety i mężczyźni naprawdę są równi: „Nikt nie ma prawa stanowić Praw”[2].

Spadkobierczynie sufrażystek, współczesne feministki głównego nurtu twierdzą, że aby skończyć z uciskiem cierpianym przez kobiety i ich dyskryminacją konieczne są prawa stanowione przez państwo. Obojętnie, czy tą dyskryminacją są różnice w zarobkach, szansach na zatrudnienie, przysługujących prawach do posiadania majątku czy, co najważniejsze, przyzwolenie (męskiego) społeczeństwa na przemoc wobec ich osób i własności, feministki zwracają się o środki zaradcze i sprawiedliwość do państwowego prawodawstwa[3]. Społeczeństwo może być oparte na jednym z dwóch wzajemnie wykluczających się aksjomatów: przymusie albo zgodzie. Przymus tworzy hierarchiczne, oparte na sile stosunki między jednostkami, przybierające zwykle formę kradzieży, niewolnictwa i morderstwa — i jest on zinstytucjonalizowany w państwie. Zgoda jest podstawą wolnego handlu czy też laissez-faire z tylko jedną zasadą, prawem natury, które zachowuje prawo każdego do kontrolowania swej osoby i majątku pod warunkiem, że nie ingeruje on w podobne prawo kogoś innego do swobodnego posługiwania się własnym ciałem i majątkiem, i kontrolowania ich.

Męski szowinistyczny pracodawca, potępiany przez „politycznie poprawnych” intelektualistów za odmowę zatrudniania kobiet, jest karany za swe uprzedzenia, musząc oferować wyższe płace dla przyciągnięcia dodatkowych pracowników-mężczyzn. Jego zwiększone koszty i zmniejszona konkurencyjność pozwalają firmom zatrudniającym tańszych pracowników-kobiety sprzedawać taniej od niego, co po pewnym czasie podnosi płace kobiet i obniża płace mężczyzn[4].

Ustawy o „równych płacach” dają całkiem odmienny rezultat. Zakaz zastępowania kosztownych mężczyzn tańszymi pracownikami-kobietami zmniejsza szanse zatrudnienia kobiet; zatrudnieni już pracownicy wyciągają płace powyżej stawki rynkowej, co równa się przymusowej redystrybucji od biednych do bogatych. Nic dziwnego, że związki zawodowe popierają ustawy o płacach minimalnych.

Takie ustawodawstwo, czy roszczenia do majątku innych, wskrzesza na powrót sytuację, którą zdaniem feministek cierpią kobiety, tj. zalegalizowany przymus przypominający niewolnictwo — i popierając to feministki wydają się wypierać swych wcześniejszych zasad. Amerykański feminizm wyłonił się z XIX-wiecznego, radykalnie indywidualistycznego antyniewolniczego ruchu związanego z pismem „The Liberator” Williama Lloyda Garrisona[5]. Siostry Grimke, Sarah i Angelina, pokazywały w broszurach i prelekcjach, jak prawa kobiet i prawa niewolników na równi nie istnieją dla państwowego prawa.

A jednak niektóre feministki popierają przywrócenie ustawowego niewolnictwa, wyrażając to bardziej w języku roszczeń niż prawa do władania sobą. Jest to konsekwencja kampanii na rzecz ustawowego „prawa do aborcji na żądanie”[6]. Naturę tego żądania ujawnia następujący scenariusz: wyobraźmy sobie, że wszyscy lekarze odmawiają z takiej czy innej przyczyny przeprowadzania aborcji. Przy „prawie do aborcji na żądanie” konieczne byłoby zmuszenie kilku lub wszystkich opornych lekarzy do przeprowadzenia operacji i tym samym ustanowienie stosunków międzyludzkich opartych na przemocy, sprowadzające zmuszanych do roli niewolników.

Pogląd, że takie roszczenia można wywieść z reguł demokracji jest fałszywy z tej przyczyny, że jest obojętne, czy czyjeś prawo do władania sobą przywłaszcza sobie jedna osoba, czy milion osób, które to przegłosowują i wtrącają tego kogoś w niewolnictwo. Feministki domagające się sprawiedliwości i wolności powinny uzmysłowić sobie fakt, że sprawiedliwość nie może być stanowiona w drodze przymusu państwa nad jednostkami, musi natomiast być odkryta poprzez usunięcie owego zgubnego prawodawstwa, które unieważnia prawo kobiet i mężczyzn do władania sobą[7].

Jak zauważył Lysander Spooner, „jeśli kobiety, zamiast wnosić petycje o dopuszczenie do udziału we władzy ustanawiającej więcej praw, obwieszczą obecnym prawodawcom, że one, kobiety, pójdą do parlamentu i cisną w ogień wszystkie istniejące kodeksy, to zrobią bardzo rozsądną rzecz — jedną z najrozsądniejszych rzeczy, jakie są w stanie zrobić. I będą miały ze sobą tłum mężczyzn — przynajmniej wszystkich rozsądnych i uczciwych mężczyzn w tym kraju — którzy z nimi pójdą”[8].


[1] A Vindication of the Rights of Woman: with Structures on Political and Moral Subjects [1792], Penguin, Harmondsworth, Middlesex, 1992.

[2] Opinie wyrażone w artykule są zbliżone do tych wyrażanych przez czołowego XIX-wiecznego teoretyka wolnościowego Lysandra Spoonera w eseju „A Right to Make Laws?” opublikowanym w „Liberty” i „The New Age” J. M. L. Babcocka, i ponownie w znakomitej antologii Wendy McElroy, Freedom, Feminism, and the State: An Overview of Individualist Feminism, Cato Institute, Washington, D. C., 1982 [1st edition]. Książka McElroy jest być może ostatecznym zbiorem tekstów z tej dziedziny.

[3] McElroy w swym artykule „You’ve slid a long way, baby!”, opublikowanym w „No Statesman”, vol. 1, no. 1 (1990) oferuje szczególnie bezlitosną krytykę poglądu socjalistycznych feministek, że ucisk ma swe źródło w procesie rynkowym. Pokazuje ona, że ucisk nie jest konsekwencją działalności rynkowej, ale wynika z przemocy państwa i jego ingerencji w rynek. Jako że proces rynkowy karze po pewnym czasie dobrowolną dyskryminację jednostek, to wprowadza on — jak to ujął Ludwig von Mises — harmonię właściwie rozumianych interesów. Przewagi i przywileje mogą być zatem utrzymywane w obliczu tego procesu jedynie poprzez używanie przemocy, czy to indywidualne, czy zinstytucjonalizowane w formie państwa. Zob. także klasyczne rozróżnienie pomiędzy Państwem a Rynkiem nakreślone przez Franza Oppenheimera w The State, Vanguard Press, New York, 1926.

[4] Argument ten jest nakreślony dokładniej przez Waltera Blocka, który pokazuje, dlaczego „Męska Szowinistyczna Świnia” powinna być uznana za współczesnego bohatera — znajduje się on w jego godnym uwagi i głęboko przenikliwym przesłaniu tolerancji: Defending the Undefendable: The Pimp, Prostitute, Scab, Slumlord, Libeler, Moneylender, and Other Scapegoats in the Rogue’s Gallery of American Society, Fleet Press Corporation, New York, 1976.

[5] Jeśli chodzi o historyczne szkice na temat wyłaniania się myśli indywidualistycznego feminizmu, zob. The True Mothers of Feminism Wendy McElroy, opublikowane w „Reason”, lipiec 1983, str. 39-42, oraz jej późniejszy traktat na ten temat, „The Roots of Individualist Feminism in 19th Century America”, str. 3-26, który stanowi początkowy rozdział Freedom, Feminism, and the State. Dr Stephen Davies napisał podobną znakomitą historię wolnościowego feminizmu w Wielkiej Brytanii, Libertarian Feminism in Britain, 1860-1910, LA Pamphlet No. 7, Libertarian Alliance, London, 1987. Ten ostatni tekst służy do obalania mitów współczesnych socjalistycznych feministek na temat pochodzenia ruchu feministycznego w Wielkiej Brytanii.

[6] Jeśli chodzi o argument na rzecz prawa do aborcji wynikający jawnie z zasady władania sobą, patrz wystąpienie McElroy, „What Does it Mean To Be An Individual? (Self-Ownership Is Key To Abortion Issue)” w debacie z Doris Gordon z Libertarians for Life, organizacji antyaborcyjnej, w „Rampart Individualist”, vol. 1, no. 4, jesień, 1983, str. 3–9.

[7] Ten pogląd na państwo, prawo i sprawiedliwość jest poglądem Woluntarystów, z którymi Wendy McElroy mocno się utożsamia. Użyteczny zbiór pism Woluntarystów został opublikowany jako Neither Bullets nor Ballots: Essays on Voluntaryism, The Voluntaryists, Baltimore, Maryland, 1983; znajdują się tam eseje McElroy, George’a H. Smitha i Carla Watnera. Woluntaryści dążą do „delegitymizacji państwa przez edukację” i „orędują za wycofaniem się ze współpracy i milczącej zgody, na której ostatecznie opiera się władza państwa”. Powinno się jednak tu zaznaczyć, że nie jest to ostatnia nowinka strategiczna wśród wolnościowców i, jak podkreślają to współcześni Woluntaryści, pochodzi z klasycznego dzieła Etienne’a de la Boetie The Will to Bondage [trans. A Discourse on Voluntary Servitude], 1577, [1735], Libertarian Broadsides No. 6, Ralph Myles Publisher, Colorado Springs, 1974. Za część tej tradycji można uznać też Lysandra Spoonera; jego No Treason: The Constitution of No Authority and Natural Law: The Science of Justice są ostatnio dostępne w znakomitym zbiorze pod redakcją George’a H. Smitha, The Lysander Spooner Reader, Fox & Wilkes, San Francisco, 1992.

[8] Lysander Spooner, „A Right to Make Laws?”, str. 330.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Barry Macleod-Cullinane

Pozostałe wpisy autora:

11 Komentarze “Macleod-Cullinane: Kobiety powinny stracić prawa wyborcze – tak jak i mężczyźni

  1. Ha! Moje ulubione powiedzonko w akcji 😀 „kobiety nie powinny mieć prawa głosu……[grrrr…]…. tak jak i mężczyźni” :mrgreen:
    Miny kobiet bezcenne 😈

  2. Demokracja nie rozwiązuje problemów. Nie sądzę, aby pogląd Poppera, że demokracja jest na tyle dobrym systemem, że adaptuje się do nowej sytuacji (to rynek to robi, jak pisal A. Seldon). Nie jest najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich. Warto przypomieć słowa ojca prof. Józef M. Bocheński: ‚Demokracji w ogóle zdefiniować niepodobna tak wielkie jest pomieszanie pojęć w tej sprawie. Samo przekonanie, że demokracja jest dobrym ustrojem, nie jest zabobonem. Jest natomiast zabobonem ślepe wierzenie, że tylko demokracja jest dopuszczalną formą ustroju – i to bez rozróżnienia różnych znaczeń tego słowa. ‚ [na marginesie: ciekawe, że znany z ciętego języka i kąśliwego pióra prof. Robert Nisbet nie umieścił demokracji wśród przesądów w swoim słowniku filozoficznym]. Po lekturze ‚Teorii demokracji’ Satroriego mam więcej wątpliwości co do demokracji, niż po zgrabnej ‚Demokracji’ prof. Hoppego. To nie jest dobry system, wbrew temu co sadził o nim Churchill, wcale nie wyłoniły się po nim świetne elity, ale … reszte każdy zna.

  3. Popper dziwnie definiował demokrację, bo on zrównywał ją z rządami prawa. Dla niego demokracja była narzędziem wymiany władzy bez odwoływania się do przemocy. Tylko, że idea praworządności, czy szerzej – reguł określających wymianę władzy – jest znacznie starsza niż idea demokracji parlamentarnej. Co więcej, jak dowodzi de Jasay, była ona stosowana w wielu ustrojach poprzedzających demokrację – np. renesansowa Wenecja (http://en.wikipedia.org/wiki/Signoria).

    Z całą pewnością źródłem tego wynaturzenia liberalizmu są prace J.S. Milla, który po pierwsze zintegrował filozofię wolności osobistej z utylitaryzmem (który skłania do rządu nie ograniczonego, a coraz aktywniejszego) i zasadą „one-man-one-vote” (która sprawiła, że od początku XIX wieku wybór kolektywny systematycznie zawłaszcza wybór indywidualny – chociaż, po lekturze przemyśleń de Tocquevilla i Saya o Ancien Regime, mam wrażenie, że w zasadzie ten proces odbywał się i wcześniej, ale od XIX wieku znacznie przyspieszył). Być może za naszego życia będziemy świadkami patologicznych konsekwencji tych dwóch błędów Milla – tj. ustroju w którym 51% populacji żyje na koszt 49%, a rząd wprowadzi permanentny monitoring, żeby mógł wprowadzać „reformy”, których „potencjalne koszta są mniejsze niż potencjalne korzyści” (jak zresztą sam F.A. von Hayek, stary j.s.-millista, to ujął).

    Problem z demokracją jest taki, że pod jej reżimem każdy może stanąć na środku i powiedzieć: „Obywatele! Zagłosujcie na mnie, a podaruję wam sprawiedliwość społeczną zabierając bogatym ich pieniądze i oddając je wam”, co praktycznie predestynuje ją do nieustannie zaostrzającego się egalitaryzmu. Innym problem demokracji jest fakt, że jej wynik jest losowy (na co zresztą istnieje matematyczny dowód – tzw. „twierdzenie Arrowa”). Jeszcze inny problem z demokracją jest to, że po prostu jest władzą: tj. pozwala pewnej części społeczeństwa decydować o całości, czego się ze sprawiedliwością pogodzić po prostu nie da. Tylko, że ja, w przeciwieństwie do Was, zapewne, nie jestem zwolennikiem powrotu do teokratycznej monarchii – choć nie jestem ślepy na jej oczywiste przewagi nad demokracją. Ja jestem zwolennikiem konsekwentnego dążenia do uporządkowanej anarchii (jak ją zresztą – prawdopodobnie nieświadomie – wyłożył David Hume w „O źródle sprawiedliwości i własności” w „Traktacie o naturze ludzkiej”).

    Przy okazji polecę kilka tekstów na moim blogu dotyczących demokracji:
    http://klosinski.na.liberte.pl/egalitaryzm/
    http://klosinski.na.liberte.pl/demokracja/
    http://klosinski.na.liberte.pl/anthony-de-jasay-o-demokracji/
    http://klosinski.na.liberte.pl/tullock-o-paradoksach-demokracji/
    http://klosinski.na.liberte.pl/teoria-gier-anarchia-demokracja-i-konstytucja/
    http://klosinski.na.liberte.pl/anthony-de-jasay-o-liberalizmie/
    http://klosinski.na.liberte.pl/gordon-tullock-o-racjonalnosci-bojkotu-wyborow/

  4. Pytanie do redakcji mises.pl – czy rozważali Państwo wprowadzenie systemu oceniania artykułów? Wg mnie byłoby korzystne wprowadzenie takiego wewnętrznego sytemu – nie każdy daje lajka lub zostawia komentarz, co nie znaczy, że tekst nie jest czytany bądź ciekawy. Rozwiązanie takie byłoby pomocne dla użytkowników, a także wydaje mi się, że zapewniłoby redakcji lepszy feedback. Można by było przeglądać teksty wg ocen itp. Wiem, że portal to przede wszystkim treść, ale genialnie byłoby wokół tej treści zbudować społeczność. W razie czego służę pomocą 😉

    1. Zastanawialiśmy się nad tym. Możliwe, że do tego dojdzie. Co do Pańskiej oferty pomocy – dział IT stale rekrutuje wolontariuszy spełniających nasze kwalifikacje. Jeśli jest Pan przekonany do współpracy, to zapraszamy.

  5. Tomasz Kłosiński – nazywanie Hayeka „starym j. s. millistą” mija się w mojej opinii z prawdą. W „Zgubnej pysze rozumu” Austriak mocno krytykuje zarówno utylitaryzm Milla, jak i przyjęcie przez niego laborystycznej teorii wartości.

    1. Tak, zgadza się, Hayek nie był ani utylitarystą, ani zwolennikiem laborystycznej teorii wartości, ale jego filozofia polityczna była podobna – choć Hayek, w przeciwieństwie do Milla dostrzegał zagrożenia jakie niesie ze sobą demokracja. Sam stosunek Hayeka do Milla był raczej skomplikowany, raz go chwalił, raz go ganił, co zresztą doskonale opisał biograf Hayeka, Bruce Caldwell:
      http://public.econ.duke.edu/~bjc18/docs/HOPE404-06caldwell-2.pdf

      Ale dla mnie Hayek jest w tym sensie „J.S.-Millistą”, że akceptował logikę interwencji rządowych w tzw. problemie dóbr publicznych i efektów zewnętrznych, i innych podstawowych dóbr i usług, których „korzyści warte są poniesionych kosztów”. Generalnie „[r]ząd może świadczyć (…) wiele usług, które nie pociągają za sobą przymusu, z wyjątkiem gromadzenia środków przez opodatkowanie” – to tylko opodatkowanie, więc w czym problem? W pewnym fundamentalnym sensie Hayek jest podobny do Milla w tym, że poczynił wobec socjaldemokracji zbyt wiele ustępstw, za co go Hoppe i inni radykałowie słusznie krytykują.

      Choć nie umniejsza roli zarówno Milla jak i Hayeka w promowaniu filozofii klasycznego liberalizmu. Obaj są kopalnią wielu doskonałych idei, które ze spójnym liberalizmem można pogodzić (bardziej Hayek niż Mill). Po prostu trzeba mieć na uwadze, że są u nich też takie wątki, na które lepiej jest uważać, bo jawnie prowadzą do etatystycznych konkluzji.

      1. Dziękuję za obszerną odpowiedź. Choć dostrzegam zagrożenia związane z państwem umiarkowanie socjalnym na zasadach Hayeka, jednocześnie przekonuje mnie argumentacja jego oraz von Misesa za demokracją reprezentatywną.

        Swoją drogą, kontynuowana jest ona jedynie przez część dzisiejszych liberałów. Zastanawia mnie to – Instytut Misesa pod względem promowanych koncepcji politycznych plasuje się na ten przykład bliżej Rothbarda, spuścizna Ludwiga dotyczy niemal wyłącznie ekonomii. Osobiście uważam, że każdy system rządów bądź nierządu jest zły i nie sposób wyłonić najlepszy.

        Czy mógłby Pan zatem polecić mi najbardziej wg siebie fundamentalne książkowe wykładnie anarchizmu liberalnego lub krytyki demokracji reprezentatywnej?

        1. „Dziękuję za obszerną odpowiedź. Choć dostrzegam zagrożenia związane z państwem umiarkowanie socjalnym na zasadach Hayeka, jednocześnie przekonuje mnie argumentacja jego oraz von Misesa za demokracją reprezentatywną.”

          Mówiąc prostymi słowami, w demokracji własność prywatna mniejszości nie ostoi się. Miałem ostatnio ciekawą dyskusję z Jackiem Sierpińskim na łamach facebookowej strony Partii Libertariańskiej. Polecam:
          https://www.facebook.com/photo.php?fbid=470593669711414&set=a.286159744821475.56793.286158654821584&type=1&theater

          Naprawdę najlepszym argumentem przeciw demokracji jest poniższa tabelka:
          http://againstpolitics.com/2012/03/30/democracy-cant-be-fixed-its-inherently-broken/government-spending/

          Podpowiem, że od drugiej połowy XIX wieku głosowanie większości zadomawiało się w europejskich systemach politycznych, a po I WŚ w zasadzie powszechne prawo wyborcze zagościło w większości krajach. Oczywiście współwystępowanie nie oznacza przyczynowości, ale jest wiele argumentów przemawiających za tym, że to presja konkurencji wyborczej pcha rząd do coraz większego zawłaszczania sfery indywidualnego wyboru i zasobów w posiadaniu poddanych. Sporo cytowałem i pisałem o tym na swoim blogu, więc zapraszam:
          http://klosinski.na.liberte.pl/tag/demokracja/

          Oczywiście to jeszcze nie oznacza, że dyktatura czy monarchia będzie zawsze liberalna. W istocie bardzo trudno jest sprawić, aby dyktatura była liberalna, w zasadzie to ekstremalnie trudno, to prawie niemożliwe, o czym zresztą świetnie pisał sam Rothbard:
          http://mises.org/daily/4940

          Różnica między „liberalną” demokracją, a liberalną dyktaturą polega na tym, że w dyktaturze nie ma presji konkurencji, która zmusza rząd do przekupywania większości społeczeństwa, aby utrzymać władzę. W dyktaturze wystarczy przekupić policję polityczną, która terroryzuje opozycję – co zresztą samo w sobie do najliberalniejszych cech ustroju politycznego nie należy.

          „Swoją drogą, kontynuowana jest ona jedynie przez część dzisiejszych liberałów. Zastanawia mnie to – Instytut Misesa pod względem promowanych koncepcji politycznych plasuje się na ten przykład bliżej Rothbarda, spuścizna Ludwiga dotyczy niemal wyłącznie ekonomii. Osobiście uważam, że każdy system rządów bądź nierządu jest zły i nie sposób wyłonić najlepszy.”

          Nie będę się wypowiadał w imieniu polskiego Instytutu, ale amerykański Mises Institute też jest oskarżany o wybiórcze traktowanie Misesa. W istocie jest tak, że Rothbard wyciągnął z Misesa to, co uważał za fundament ekonomii i teorii społecznej (prakseologię) i oparł na niej swoje dzieło. Rothbardziści w przeciwieństwie do Misesa skłaniają się ku anarchii a nie demokracji (choć Mises był zwolennikiem secesji) i dystansują się od wątków utylitarnych w dziele Misesa, sami będąc zwolennikami teorii prawa naturalnego. Mises dlatego jest patronem Instytutu, bo był największym ekonomistą w historii ludzkości, a to promocja ekonomia jest najważniejszym zadaniem Instytutu. Myśl libertariańska, bardzo bogata i zróżnicowana, za patrona zdecydowanie powinna obrać sobie za patrona Rothbarda. Ja osobiście cenię sobie i Misesa i Rothbarda, choć w pełni i we wszystkich sprawach nie zgadzam się ani z jednym, ani z drugim.

          „Czy mógłby Pan zatem polecić mi najbardziej wg siebie fundamentalne książkowe wykładnie anarchizmu liberalnego lub krytyki demokracji reprezentatywnej?”

          http://en.wikipedia.org/wiki/Anarcho-capitalist_literature
          http://archive.lewrockwell.com/hoppe/hoppe5.html
          http://www.fijor.com/mity-demokracji/
          http://mises.pl/blog/2013/12/06/jasay-najlepsza-z-najgorszych-jaka-jest-cena-demokracji/
          http://oll.libertyfund.org/?option=com_staticxt&staticfile=show.php?title%3D2489
          http://klosinski.na.liberte.pl/egalitaryzm/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *