Salerno: Mity i lekcje płynące z argentyńskiego kryzysu walutowego

16 kwietnia 2014 Ekonomia międzynarodowa komentarze: 2

Autor: Joseph T. Salerno
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Jerzy Jarosz
Wersja PDF

argentynaNiedawny krach argentyńskiego peso ukazuje kolejny skazany na porażkę eksperyment południowoamerykańskiego populizmu lewicowego. Nagła styczniowa piętnastoprocentowa dewaluacja peso względem amerykańskiego dolara jest jego największym spadkiem wartości od dewaluacji w 2001 roku, kiedy to Argentyna nie była w stanie spłacać długu zagranicznego. Od 21 stycznia do zamknięcia giełdy 23 stycznia kurs peso do dolara spadł z 6,88 do 8,00 na oficjalnym rynku. Na czarnym rynku kurs spadł o 6 proc. i 23 stycznia za jednego dolara płacono 13 peso. W ciągu ostatniego roku peso straciło na wartości 35 proc.

Argentyński bank centralny, w głupiej i daremnej próbie utrzymania przewartościowanego sztywnego kursu, sprzedawał w ciągu ostatniego roku rezerwy w wysokości 1,1 miliardów dolarów miesięcznie, skupując nadwyżkę pesos, zalewając tym samym rynki walutowe. W końcowym rozrachunku, rezerwy dolara w szybkim tempie zmniejszyły z rekordowo wysokich 52,6 miliardów dolarów w 2011 roku do najniższych od siedmiu lat 29,3 miliardów. Ponadto rząd Fernández de Kirchner wprowadził bardzo restrykcyjne kontrole wymiany w tym opóźnienia wypłaty dywidend zagranicznych firm poza Argentynę, a także restrykcje w zakupach przez turystów, podatkach przy płaceniu kartami kredytowymi, a ostatnio ograniczono także zakupy przez Internet w zagranicznych sklepach, co praktycznie uniemożliwiło przeciętnym obywatelom Argentyny nabycie dolarów, by je gromadzić albo inwestować za granicą. Oczywiście te drakońskie obostrzenia nie były w stanie zatrzymać odpływu dolarów w obliczu zbawiennego działania czarnego rynku, na którym dolary były swobodnie dostępnie w cenie równowagi 13 peso za dolara. W końcu rząd poddał się, odmawiając 22 i 23 stycznia ingerencji na rynkach walutowych, by podtrzymać wartość peso, która tylko 23 stycznia spadła o 10 proc. 24 stycznia rząd poszedł dalej i ogłosił poluzowanie kontroli kursu. W wyniku tego Argentyńczycy będą mogli kupować peso proporcjonalnie do ich dochodu, podczas gdy zwrot podatku za zakupy w peso został zredukowany z 35 do 20 procent.

To są fakty, lecz wielu komentatorów zbłądziło w swoich interpretacjach tej sytuacji[1].

Po pierwsze, gwałtowny spadek wartości peso nie jest odzwierciedleniem początku „kryzysu walutowego”, lecz wypadkową kryzysu, który już trwa od dłuższego czasu. Dewaluacja peso przez argentyńskie władze monetarne oznacza ni mniej, ni więcej zniesienie kontroli cen, które utrzymywały cenę dolara poniżej rynkowej ceny równowagi w odniesieniu do peso i w ten sposób wygenerowały stałą nadwyżkę popytu na dolary w Argentynie. Innymi słowy, dewaluacja peso jest po prostu przyznaniem, że peso zostało pozbawione swojej wartości w znaczącej części poprzez inflację. Zaciemniono to poprzez kontrolowaną cenę dolarów, w wyniku której ceny zagranicznych towarów były sztucznie zaniżone w odniesieniu do peso, podczas gdy argentyński eksport był droższy i mniej konkurencyjny na zagranicznych rynkach. Argentyński rząd próbował zmniejszyć powstały deficyt handlowy i niedobór dolara, kontrolując wymianę walut środkami stworzonymi do obniżenia wartości dolara względem innych walut. Dodatkowo, społeczeństwo zwiększyło popyt na dolara w celu jego gromadzenia bądź inwestowania za granicą, ponieważ przewidzieli nieunikniony spadek wartości peso oraz konsekwencje utraty siły nabywczej w odniesieniu do towarów. Pozwalając na wzrost kursu wymiany z kontrolowanej ceny 6,88 do 8,00 peso do dolara, doprowadzono do tego, że zagraniczne towary stały się droższe dla Argentyńczyków a krajowe towary tańsze dla obcokrajowców (ponieważ za daną ilość dolarów można kupić większą ilość peso).

Jeśli rząd będzie kontynuował zmianę swojej polityki w tym kierunku, to rezultatem tego będzie spadek importu i wzrost eksportu — aż do osiągnięcia równowagi między nimi. Zniknie zatem deficyt handlowy bądź zmniejszy się na tyle, żeby umożliwić jego finansowanie napływem zagranicznych inwestycji w sektorze prywatnym. Argentyna ciągle potrzebuje uporać się ze spłatą długów o wartości około 6,5 miliarda dolarów zagranicznych, zatem jest bardzo prawdopodobne, że będzie miała nadwyżkę handlową. Podsumowując, to nie jest początek kryzysu, lecz wypadkowa trwającego kryzysu, spowodowanego przez „ręczne” sterowanie cenami.

Po drugie, wielu komentatorów w mediach, a nawet ekonomistów, upiera się przy zdaniu, że dewaluacja w gruncie rzeczy przyśpieszyła krajowy kryzys, ponieważ powoduje ogólny wzrost cen w peso, zarówno jeśli chodzi o importowane, jak i eksportowane towary, które są obecnie sprzedawane za granicą w większych ilościach, redukując zapasy dostępne dla kupujących w kraju. Kupujący w kraju są zdania, że ogólny wzrost cen im szkodzi. Ta opinia pozwala dostrzec niezauważone i korzystne konsekwencje zaprzestania jakiekolwiek kontroli cen. Oczywistą prawdą jest, że na przykład zniesienie kontroli cen najmu zmniejszyło dobrobyt osób wynajmujących mieszkania, które muszą płacić wyższy czynsz za lokale. Jednocześnie prawdą jest, że jest wiele osób, które na tym skorzystały, włączając w to wszystkich tych wynajmujących, którzy zostali wykluczeni z rynku z powodu braku mieszkań — pomimo tego że byli chętni płacić wyższy czynsz albo powiodło im się w wynajmowaniu mieszkań dla znacznie większego czarnego rynku wynajmu. Podobnie zniesienie kontroli cen, które zawyżają wartość peso, jest korzystne dla firm eksportujących, ich pracowników i dostawców tak samo jak konsumentów wyłączonych z importu towarów lub inwestycji za granicą lub tych, którzy mogli to robić jedynie na czarnym rynku, płacąc znacznie więcej.

Tak więc dostosowanie argentyńskich cen zgodnie z rynkową wartością peso nie zubożyło całego narodu. Nastąpił po prostu transfer dochodu od osób zatrudnionych przez rząd — uprzywilejowanych firm odnoszących korzyści ze zniekształconego systemu cenowego — do tych niemających politycznych koneksji, które były ofiarami interwencjonizmu państwa. Dodatkowo, w przypadku zarówno kontroli najmu, jak i ograniczeniu wymiany walut, zniesienie kontroli poskutkowało większą wydajnością w alokacji zasobów i maksymalizacją obustronnych korzyści z wymiany na poziomie ceny równowagi.

W tym świetle zaskakujące i ani trochę zabawne jest stwierdzenie noblisty w dziedzinie ekonomii Josepha Stiglitza, zagorzałego keynesisty machającego palcem i surowo ostrzegającego przed oczywistoścą:

Rzeczywistość jasno wymusi pewne zmiany: musisz żyć na swój sposób — jeśli twoja waluta traci na wartości, oznacza to, że będziesz płacił więcej za importowane towary. Będą musieli zmienić swoją politykę i pytaniem jest kiedy i jak to zrobią.

Miejscem, w którym Stiglitz popełnia błąd, jest konkluzja, że wszyscy w Argentynie będą w gorszej sytuacji, ponieważ będą płacić więcej za swój import. Jednakże jak wykazała wcześniejsza analiza, rząd, ich serdeczni przyjaciele oraz uprzywilejowani wyborcy mogą mieć gorzej, lecz ci, którzy nie mieli wcześniej dostępu do dolara, wyłączając czarny rynek, będą w lepszej sytuacji w przypadku zdewaluowanego peso.

Po trzecie, media skupiają się na ubytku zagranicznych rezerw walutowych banku centralnego Argentyny jako głównym czynniku przyśpieszającym kryzys — co jest niedorzeczne. To nie spadek rezerw, ale sam fakt, że bank centralny musiał utrzymać rezerwy dolara w ogóle, jest znakiem kryzysu. Jedynym powodem, dla którego bank centralny potrzebuje rezerw, jest podtrzymanie przewartościowanego peso poprzez sprzedaż dolara, którego jest mało na rynku i skupowanie nieuniknionych nadwyżek peso. Jeśli kurs wymiany pomiędzy dolarem i peso zostałby uwolniony, tak że to wyłącznie rynek by o nim decydował, to argentyńskie władze nie odczuwałyby potrzeby, żeby zatrzymywać choćby jednego dolara — dlatego, że podaż i popyt na konkretną walutę w odniesieniu do innej równoważyłby się w każdym momencie nadwyżki albo niedoboru. Jeśli argentyński rząd potrzebowałby dokonać zakupów za granicą albo spłacić zagraniczne długi, mógłby łatwo nabyć dolary od prywatnych banków albo innych prywatnych instytucji na zagranicznym rynku wymiany. Zapłaciłby za jakąkolwiek ilość dolara, co wymaga peso otrzymywanego z dochodów podatkowych albo z pożyczek od obywateli lub z poprzez dodruk pieniądza przez bank centralny. W chaotycznym świecie krajowych pustych walut, kraj zapobiega dodatkowemu chaosowi i kryzysowi, pozwalając rynkowi wyznaczać wartość swojej waluty w odniesieniu do innych pustych walut z różnymi wielkościami inflacji.

To prowadzi mnie do mojego czwartego punktu. Wielu polityków i innych obserwatorów z prawicy w Argentynie i innych państwach, przypisują kryzys rozrzutnym programom wydatkowym lewicowej prezydent Fernández de Kirchner. Argumentują oni, że dotacje socjalne, nacjonalizacja zagranicznych firm, rozrost biurokracji itp. spowodowały popadnięcie budżetu rządowego w deficyt. Jednakże deficyt budżetu rządowego nie jest przyczyną przewartościowania waluty i deficytu w wymianie zagranicznej bardziej niż przyczyną inflacji. Więc jeśli dodatkowe wydatki zostałyby sfinansowane przez wzrost podatków lub pożyczkę od obywateli, to ceny by nie wzrosły. Jednakże argentyński rząd zdecydował sfinansować te deficyty, szybko zwiększając podaż pieniądza ze średnią stopą 30 procent rocznie w ciągu ostatnich czterech lat. To zaowocowało szybkim wzrostem argentyńskich cen i inflacja nieoficjalnie sięgnęła 28 procent w ostatnim roku — ponad dwukrotnie więcej niż 11 procent podawane przez argentyński rząd. Inflacja oraz oczekiwana inflacja stymuluje import i ucieczkę kapitału za granicę oraz tłumi eksport. Dlatego dodruk pieniądza, w połączeniu ze sztywnym kursem walutowym, jest jedyną przyczyną tak zwanego kryzysu walutowego.

Idealny globalny system monetarny to taki z pieniądzem dostarczanym przez rynek, jak na przykład za czasów klasycznego standardu złota w XIX wieku. W ramach tego systemu nierównowagi w bilansie płatniczym były szybko korygowane, ponieważ każda zmiana w podaży złota równomiernie rozkładała się na wszystkich uczestników systemu, co zapewniało mniej więcej jednolita inflację wśród wszystkich krajów. Jest to podobne do sytuacji występującej dzisiaj pośród różnych stanów USA, posiadających jeden standard amerykańskiego dolara. Tak więc nierównowagi w bilansie płatniczym, pomiędzy powiedzmy New Jersey i resztą stanów, są jedynie tymczasowe i szybko korygowane. Lekcją płynącą z mitów analizowanych powyżej jest fakt, że każda próba skopiowania operacji należącej do świata jednej waluty przez rządowe systemy ustalania cen z udziałem krajowych pustych walut jest skazana na porażkę i może tylko zaostrzyć monetarną nierównowagę, która zdominowała gospodarkę światową od czasu zniesienia międzynarodowego standardu złota w 1914 roku.

 


[1] Zob. The Guardian.com, Argentinian Peso in Freefall as Economic Crisis Deepens (January 23), http://www.theguardian.com/world/2014/jan/24/argentinian-peso-freefall-economic-crisis-deepens; Daniel Cancel, “Argentina to Ease Currency Controls after Devaluation,” Bloomberg.com (January 24), http://www.bloomberg.com/news/2014-01-24/argentina-to-ease-fx-controls-after-peso-devaluation.html; Jonathan Wheatley, “Argentine Peso Fall Threatens Government of Cristina Fernandez,” FT.com (January 24), http://www.ft.com/intl/cms/s/0/e0cd3f20-84d8-11e3-8968-00144feab7de.html#axzz2rLuT7yBF.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Joseph Salerno

Joseph Salerno jest profesorem na Pace University w Nowym Jorku.

Pozostałe wpisy autora:

2 Komentarze “Salerno: Mity i lekcje płynące z argentyńskiego kryzysu walutowego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy