Rybarski: O małym człowieku i etatyzmie

28 maja 2014 Dziedzictwo komentarze: 1

Autor: Roman Rybarski
Opracowanie: Aleksy Przybylski
Wersja PDF

Tekst publikowany w ramach projektu Dziedzictwo

Tekst ukazał się pierwotnie w „Myśli Narodowej”, 29.04.1934, r. 14, nr 18

RybarskiPolska ma mało kapitału, a dużo rąk robo­czych. Kapitał jest drogi, a praca tania. Wynika z tego, że przede wszystkim należy popierać wy­twórczość, która w stosunku do kapitału zatrudnia wiele sił roboczych, a więc przede wszystkim wytwórczość średnią i drobną. Nie uwzględnia tego w dostatecznej mierze nasza polityka celna. For­sowanie racjonalizacji przemysłu, oparte na wzo­rach amerykańskich, gdzie robotnik jest drogi, w naszych warunkach doprowadziłoby do wzrostu bezrobocia Powiększają je pożyczki zagraniczne, połączone z importem obcych towarów, różne kon­cesje produkcyjne i handlowe, przyznawane kapi­tałowi zagranicznemu.

Państwo w dzisiejszych warunkach rozporzą­dza źródłami kredytu, ma wpływ na politykę kre­dytową różnych kredytowych instytucji. Trzeba ostrożnie traktować rolę państwa, jako pośrednika w udzielaniu kredytów. W tej dziedzinie zrobiliś­my bardzo smutne doświadczenia. Ale nie ulega wątpliwości, że jeżeli instytucje publiczne rozporzą­dzają wolnymi kapitałami, powinny je użyć prze­de wszystkim na poparcie średniej i drobnej wytwórczości. A już nienormalną jest rzeczą, jeżeli drobne oszczędności, które gromadzi np. komunal­na kasa powiatowa, nie zasilają miejscowego życia gospodarczego, a idą np. na finansowanie eksportu wielkiego przemysłu do Rosji.

Najważniejszym jednak hamulcem rozwoju średniej i drobnej wytwórczości są różnorodne cię­żary publiczne, zarówno ze względu na swoją wiel­kość, jak i sposób, w który się je nakłada i ścią­ga. Dzisiejsze gospodarstwo społeczne nie może wytrzymać tego obciążenia. Kartel ratuje się mo­nopolem cen, ma uprzywilejowane stanowisko. Urzędnik, dopóki ma pracę, ma zabezpieczony byt, choćby coraz nędzniejszy. Ale w innym położeniu są miliony rolników, rzemieślników, kupców, któ­rych dochody zmalały albo znikły, a administracja skarbowa nie chce tego przyjąć do wiadomości.

Niektóre formy obciążenia publicznego wprost utrudniają rozwój samodzielnych warsztatów pro­dukcyjnych, opartych przede wszystkim na pracy. Przy tzw. patentach czyli świadectwach prze­mysłowych bierze się za podstawę wysokości opła­ty nieraz ilość pracowników, a nie rentowność przedsiębiorstwa. Jeżeli ktoś zatrudnia 20 pracow­ników, to nie opłaci mu się zatrudnić jednego wię­cej, bo od razu awansuje do wyższej kategorii po­datkowej. Różne ciężary ubezpieczeń społecznych rozkłada się według ilości pracowników. Niewątpliwie o ile chodzi o składkę pracownika, nie moż­na tego pominąć; ale również i przedsiębiorca pła­ci od tej ilości, a przecież może mieć przy wielkim kapitale zakładowym mało robotników, a przy mniejszym — wielu. W ten sposób powstaje premia dla przedsiębiorców, którzy operują w większym stopniu kapitałem, a w mniejszym siłą robo­czą. Premia dla instalacji, maszyny kosztem czło­wieka, który nie ma pracy.

Rezultatem takiego ustawodawstwa podatko­wego i społecznego jest słabość samodzielnych war­sztatów produkcyjnych, działających jawnie, na które walą się najrozmaitsze ciężary, a natomiast roz­wija się chałupnictwo w najgorszej postaci, ukry­te przed okiem władz skarbowych i różnych urzę­dów opieki społecznej (…).

Nie rozwiąże się zagadnienia średniej i drob­nej wytwórczości, jeżeli do niej będzie się stoso­wało szablony ustawodawstwa podatkowego i spo­łecznego, wykształcone w innych warunkach, dla wielkiej wytwórczości. Produkcja średnia i drobna wymaga odrębnego traktowania, odrębnego ustawodawstwa i administracji. W innym położeniu niż wielki przemysł jest rzemiosło, w innym jest rolnictwo.

Ale co się ma stać z wielkim przemysłem? Nikt nie zechce twierdzić, że wielka wytwórczość zniknie na rzecz średniej i drobnej. Konieczności gospodarcze wymagają w niektórych działach ist­nienia wielkiej, czasami nawet bardzo wielkiej wy­twórczości.

Okoliczność, że nasz przemysł jest przeważ­nie w rękach obcych, że dzieją się w nim rzeczy, które budzą aż nadto uzasadniony krytycyzm, w nie­których umysłach budzą chęć rozciągnięcia wła­dzy państwa nad tym przemysłem, po prostu jego upaństwowienia. A zarazem chce się połączyć ra­zem dwie rzeczy, między którymi zachodzi sprzecz­ność: gospodarkę państwową w wielkim przemyśle z rozrostem prywatnej, średniej i drobnej wytwór­czości.

Niewątpliwie dla narodu nie jest obojętne, w czyich rękach jest wielki przemysł. Polityka gos­podarcza musi dążyć do jego unarodowienia, do tego, by się wyzwolić od przewagi obcego kapita­łu. Ale czy wywłaszczenie jest jedyną drogą?

Wywłaszczyć łatwo, nawet za małą cenę. Ale pomijam już okoliczność, że gdy się zacznie z wy­właszczaniem w przemyśle, to nie wiadomo, na czym się skończy. Ten proceder musi doprowadzić do zaniku oszczędności w produktywnej postaci, gdyż zniknie pierwiastek zaufania w stałość stosunków prawnych. A przecież kapitalizacja w Polsce przed­stawia się bardzo mizernie. Przede wszystkim jed­nak przejęcie przez państwo całej masy wielkich przedsiębiorstw pociągnie za sobą konieczność uzy­skania przez nie olbrzymiego kapitału obrotowego. Skąd go państwo weźmie? Jeżeli pożyczy za grani­cą, pogorszy od razu swój bilans płatniczy, a w tych warunkach można uzyskać kapitał tylko na wa­runkach lichwiarskich. A wtedy nie zniknie zależ­ność od obcego kapitału; przybierze bodajże gor­szą postać.

A może państwo wyprodukuje kapitał przez inflację? Wątpić można, czy kto poważny zechce widzieć w inflacji wyjście z tej trudności. Nie ma innej drogi, jak obciążyć całe gospodarstwo spo­łeczne kosztami utrzymania wielkiego państwowe­go przemysłu. Jeżeli dziś ciężar podatkowy jest znaczny, wydawałby się czymś lekkim po tej re­formie.

Ale obiecuje się, że te państwowe przedsię­biorstwa będą przynosiły dochody. Ale dlaczego nie przynoszą ich dzisiejsze państwowe przedsię­biorstwa, których jest wielka obfitość? Nie tylko dlatego, że państwo nie może rządzić się w pro­wadzeniu przedsiębiorstwa, pozostając pod nacis­kiem różnych względów politycznych i społecznych, zasadą czystego zysku. Ale równocześnie wielki przemysł w niektórych dziedzinach rozrósł się za­nadto, rentowność jego jest zachwiana. Nie miało­by sensu, by proces częściowej likwidacji wielkie­go przemysłu odbywał się na koszt państwa, to znaczy na koszt milionów ludzi, płacących podatki.

Należy zerwać z różnymi przywilejami, które otrzymują od państwa niektórzy „przemysłowcy”, zapobiec przez ustawodawstwo podatkowe i han­dlowe zwyrodnieniom kapitalizmu. Ale wielki prze­mysł w rękach państwa byłby groźniejszym konku­rentem średniej i drobnej wytwórczości, niż wielki przemysł w rękach prywatnych. Produkcja państwowa korzysta z takich przywilejów, że dusi swoich współzawodników. Rolnik średni i drobny, rzemieśl­nik, kupiec doznali już bardzo bolesnych uderzeń od rozrostu nieprodukcyjnych funkcji państwa, od różnych postaci rodzimego etatyzmu. I gdy warst­wy, które łączą w sobie własność i pracę, budzą się do nowego życia, muszą usunąć z drogi swego rozwoju te różne zawady. Nie będą chciały, by pań­stwo prowadziło tzw. planowe gospodarstwo, by nabywało nowe przedsiębiorstwa, bo już dzi­siaj zbyt wiele do nich trzeba z podatków dopła­cać. Tzw. planowa czyli przymusowa gospodar­ka, bezpośredni etatyzm państwa — nie godzą się z ideą średniego i małego człowieka.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Roman Rybarski

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Rybarski: O małym człowieku i etatyzmie

  1. ‚Jeżeli ktoś zatrudnia 20 pracow­ników, to nie opłaci mu się zatrudnić jednego więcej, bo od razu awansuje do wyższej kategorii po­datkowej”. Jak ten kraj miał/ma się rozwijać…Potomkowie ludzi, którzy tworzyli takie głupie prawo ciągle nami rządzą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy