Wołangiewicz: Chiny – niereformowalna gospodarka w nierównowadze

15 sierpnia 2014 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 2

Autor: Michał Wołangiewicz
Wersja PDF

ChinyOd samego początku reform rynkowych w Chinach z 1978 r. (Kaifang Geige, czyli otwarcia i reform autorstwa Denga Xiaopinga), gdy Komunistyczna Partia Chin chciała, przynajmniej w założeniu, doprowadzić do zmiany modelu rozwoju gospodarki z ekstensywnego na intensywny — tj. z opartego na akumulacji kapitału na oparty na wzroście wydajności — zwiększano państwowe wydatki w celu podtrzymania szybkiego wzrostu gospodarczego. W rezultacie, pomimo wielu werbalnych zapewnień planistów o konieczności kontynuowania transformacji podkreślanej w każdym planie pięcioletnim od 1981 r., wydatki inwestycyjne brutto ChRL wzrosły w z 33% do 42% w 2007 r., a dziś są jeszcze większe. Ma to swoje uboczne skutki, które mogą doprowadzić do załamania jej systemu finansowego, a co za tym idzie stagnacji w rozwoju, która może uderzyć w resztę świata. Choćby z tego powodu problemowi temu warto poświęcić nieco uwagi.

Spirala inwestycyjna

To, że Chińska Republika Ludowa wpadła w inwestycyjną spiralę, wymuszoną koniecznością utrzymywania legitymizującego władzę, szybkiego tempa wzrostu gospodarczego wynika z natury wzrostu gospodarczego opartego na zwiększaniu wydajności — słusznie twierdzi Mark DeWeaver, który zarządza funduszem rynków wschodzących Quantrarian Asia Hedge, a w latach 1985-1994 mieszkał w Chinach, gdzie m.in. studiował na uniwersytecie Sun Yatsen w Guangzhou. W przeciwieństwie do wzrostu opartego na inwestycjach dającego się dostosować do centralnego planowania, innowacje wymagają wszak „wiedzy dotyczącej konkretnych okoliczności miejsca i czasu”, by posłużyć się wyrażeniem Fryderyka von Hayeka z jego dzieła pt. „Wiedza w społeczeństwie”. Ten rodzaj wiedzy, jak wskazał wybitny austriacki ekonomista i filozof, jest „rozproszony wśród wielu jednostek” i „ze swej natury nie może być ujęty w statystyki i przekazany jakiemuś centralnemu organowi”. Centralne planowanie uniemożliwia bowiem przedsiębiorczość, która jest z natury zdecentralizowana. Za każdym razem, gdy ktoś stara się zadać kłam tej ekonomicznej prawidłowości, skutki jego działania nie należą do pożądanych. Nie inaczej jest w Państwie Środka.

 

Wykres nr 1. Wydatki rządowe w latach 2004-2012 [100 mln USD]

źródło: http://pl.tradingeconomics.com

Kolejne nierównowagi

Centralnie planowany, napędzany głównie kredytami, wzrost na poziomie 10 proc. rocznie spowodował szereg nierównowag w chińskiej gospodarce. Poza przechyłem inwestycyjnym i idącą z nim w parze luką popytowo-podażową,o której świadczy fakt, że moce produkcyjne większości gałęzi chińskiego przemysłu są za wysokie (Bank Światowy szacuje, że nawet o 40 proc.)[1], warto wspomnieć przede wszystkim bańkę na rynku nieruchomości. Otóż jak wynika z niezależnych badań akademickich przeprowadzonych przez trzech profesorów Uniwersytetu Tsinghua oraz Uniwersytetu Narodowego w Singapurze, a przytoczonych przez Nomura International w raporcie pt. China: Rising risk of financial crisis[2], w których został zanalizowany rynek 25 największych miast Państwa Środka, ceny nieruchomości wzrosły o 250 proc. na przestrzeni zaledwie pięciu lat, począwszy od 2004 r. Co więcej, w 2009 roku, po tym jak chińskie władze nakazały państwowym bankom spowodowanie wzrostu akcji kredytowej, inwestycje w sektor nieruchomości w Chinach sięgnęły 10 proc. PKB. Dla porównania, w Stanach Zjednoczonych, w których hossa na rynku nieruchomości załamała się w 2007 r. i stałą się iskrą zapalną największego kryzysu gospodarczego od czasu II wojny światowej, ten sam współczynnik nie przekroczył 6 proc. PKB[3].

 

Wykres nr 2. Indeks cen nowo wybudowanych nieruchomości mieszkalnych w Chinach w latach 2012-2014

źródło: http://pl.tradingeconomics.com

 

Wykres nr 3. Indeks cen nieruchomości mieszkalnych w Chinach i USA w latach 2000-2012


źródło: nomura.com

Inwestycje na kredyt

Ów raptowny wzrost cen nieruchomości to oczywiście skutek uboczny luźnej polityki kredytowej, którą na bankach wymusiły stymulujące inwestycje władze KPCh zainteresowane pompowaniem najważniejszego propagandowo wskaźnika, czyli PKB. Teraz jednak rząd, starając się zapobiec fali bankructw, ogranicza podaż pieniądza — jak podał Bloomberg, najszersza miara nowego kredytu w marcu 2014 r. spadła o 19 proc. w stosunku do tego samego miesiąca rok temu, a podaż pieniądza wzrosła najwolniej od 2001 r. Trzeba bowiem przy tym podkreślić, że spekulacyjny bąbel w tym sektorze chińskiej gospodarki nie jest klasyczny, tzn. nie został spowodowany wyłącznie przez spekulantów. W tym wypadku ceny są kontrolowane przez władze, więc ich spadek z pewnością nie będzie szczególnie gwałtowny i zaskakujący, tak jak to miało miejsce w USA. To na pewno lepszy scenariusz dla rynków finansowych, ale niekoniecznie dla samej gospodarki ze względu na brak efektu katharsis.

Inwestycje gwarantem wzrostu, wzrost gwarantem władzy

Odnosząc się zaś do najnowszej prognozy premiera Li Keqianga, która zakłada, że chińska gospodarka wrośnie w br. o 7,5 proc., wskazać należy że środkiem mającym zaprowadzić do jej wypełnienia ma być, co zapowiedziano, wybudowanie w bieżącym roku 6,6 tys. nowych linii kolejowych. O tysiąc więcej niż w roku poprzednim. Jak zatem widać gołym okiem, mimo że chińskie władze dostrzegają problem zbyt dużego przechyłu inwestycyjnego chińskiej gospodarki, nie chcą, choćby przejściowo, ograniczyć wzrostu na rzecz przesunięcia części siły roboczej i kapitału do sektora usług, co przyczyniłoby się do większej stabilizacji w gospodarce. A to, zdaniem autorów raportu agencji ratingowej Standard&Poors zatytułowanego The Investment Overhange: Echoes Of The Global And Asian Financial Crisis, w ciągu najbliższych pięciu lat (licząc od roku 2013) będzie wymagało w sektorze niefinansowym inwestycji rzędu 16-18 bln dolarów i nie wróży najlepiej, zwłaszcza ze względu na zbyt wysoki poziom lewarowania przez sektor prywatny[4], na który w swoim raporcie China: Rising risk of financial crisis szczególną uwagę zwracają z kolei eksperci Nomura.

 

Wykres nr 4. Akcja kredytowa w stosunku do PKB w Chinach w latach 1997-2012


źródło: nomura.com

Czas na reformy

Powyższe zdaje się dowodzić racji Zhang Liquna z Centrum Badań Rozwoju przy Radzie Państwa, który twierdzi, że „chińska gospodarka stoi w obliczu niezwykle skomplikowanej sytuacji, ponieważ musi się dostosować do fundamentalnych zmian, które przyniosą konieczne dla jej uzdrowienia reformy — trzeba to zrobić skutecznie i możliwie szybko”. Bankructwa wielu firm mogą spowodować falę niewypłacalności, co wywoła spore zamieszanie na rynku finansowym. To raczej przesądzone, ale jest to cena, jaką Chiny muszą zapłacić za jakościowe przemiany w gospodarce. Bólu tego nie da się uniknąć i bez niego Chiny nie oderwą się od starego modelu gospodarczego — słusznie mówi z kolei Yu Yongding, ekonomista z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych[5]. Czas na reformy jest jak najbardziej odpowiedni. Zdaniem Zhanga, jest bowiem przyzwolenie społeczne, rośnie również publiczna akceptacja wolniejszego wzrostu PKB. Korzystna pozostaje wreszcie sytuacja na rynku pracy, gdzie zapotrzebowanie na siłę roboczą, co ciekawe, przewyższa podaż — według danych Ministerstwa Zasobów Ludzkich i Bezpieczeństwa Socjalnego zapotrzebowanie na siłę roboczą przewyższa podaż. Na 100 osób poszukujących pracy czeka 107 wakatów.

 

Wykres nr 5. Podaż siły roboczej a wzrost PKB w Chinach w latach 2003-2012


źródło: nomura.com

 

L’Empire immobile

 Brakuje jedynie najważniejszego — woli politycznej KPCh, która, mówiąc Guy Sormanem, wciąż boi się myszy (patrz: powiedzenie Denga Xiaopinga o kocie i myszach/inwigilacja blogerów, których bronią są komputerowe myszki). Jak bowiem słusznie twierdzi Mark DeWeaver,„przełomowe zmiany w polityce gospodarczej musiałyby wiązać się z prywatyzacją zasobów będących własnością państwa oraz z realnym zaangażowaniem w budowę państwa prawa. Żadna z tych możliwości nie jest nawet w najmniejszym stopniu prawdopodobna, gdyż każda z nich podważyłaby władzę Partii. Chińscy przywódcy polityczni, podobnie jak przywódcy sowieccy w latach 80., planują wzmocnienie obecnego systemu, a nie prawdziwą reformę”.

Co gorsza, nie ma żadnego powodu, by oczekiwać, że odkładane ad calendas graecas reformy będą możliwe do wcielenia w życie nawet wtedy, gdy sytuacja się unormuje, a olbrzymie wydatki infrastrukturalne nie będą już konieczne dla podtrzymywania zadowalającego wzrostu gospodarczego. Wszak w istocie problem Chin jest — co często podkreśla się w różnych opracowaniach — natury politycznej, a nie gospodarczej. Tak długo jak „przewodnia rola partii” oraz „marksizm, maoizm i leninizm” pozostaną w preambule chińskiej konstytucji, szanse na prawdziwe zmiany będą nikłe. W każdym razie przekroczenie etapu rozwoju opartego na mobilizacji taniej siły roboczej i przejście do działalności opartej na innowacyjności oraz osobistego zaangażowania przez Chiny nie wydaje się w obecnym stanie rzeczy możliwe.

Teksty publikowane jako working papers wyrażają poglądy ich Autorów – nie są oficjalnym stanowiskiem Instytutu Misesa.

 

[1] Zob. Ho-fung Hung, Rise of China and the Global Overaccumulation Crisis.Review of International Political Economy, Maj 2008, s. 159.

[2] Zob. China: Rising risk of financial crisis, raport Nomura International, 2013 r.

[3] Zob. Jóźwik T., Chińska bańka, światowe kłopoty [online]. Forbes.pl.

[4] W odróżnieniu do ostatniego kryzysu w strefie euro, gdzie, jak się zdaje, przyczyną załamania była zbyt wysoka dźwignia finansowa sektora publicznego.

[5] Zob. Chiny: wzrost nie jest istotny, czas na reformy [online]. Forbes.pl.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Michał Wołangiewicz

Pozostałe wpisy autora:

2 Komentarze “Wołangiewicz: Chiny – niereformowalna gospodarka w nierównowadze

  1. Nie do końca zrozumiały tekst. Co wynika z rosnących wydatków państwowych w Chinach (wykres nr 1), zwłaszcza, że PKB też rośnie? Po drugie, nie wiem, co to jest przechył inwestycyjny i luka popytowo-podażowa i wolałbym, by te pojęcia były wyjaśnione w artykule, bez konieczności czytania drugiego artykułu. Po trzecie, co w drugim wykresie oznacza nawias „[sto mln USD]”, jeżeli wykres obrazuje (chyba) procentową zmianę cen rok do roku (swoją drogą, też dopiero po paru chwilach skojarzyłem, że „YOY” oznacza „rok do roku”). Po czwarte, jaki jest związek stosunku popytu na siłę roboczą i jej podaży do wzrostu PKB?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *