Poindexter: Imigracja – niesłuszne oskarżenia

5 listopada 2014 Ekonomia pracy i demografia komentarze: 3

Autor: Joel Poindexter
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Katarzyna Lasek
Wersja PDF

Tekst opublikowany w listopadzie 2011 r.

Pointdexter_ imigracja_niesłuszne_oskarżenia_bigKonserwatyści uwielbiają głosić zasady wolnego rynku. Zazwyczaj są pierwsi, aby chronić działalność gospodarczą przed zwiększaniem regulacji i podatkami, oraz generalnie sprzeciwiają się wszelkim interwencjom rządowym na rynku. Jednak w kwestii nielegalnych pracowników owi sympatycy wolnego rynku nagle stają się gorliwymi zwolennikami centralnego planowania.

Konserwatyści krytykują tych pracodawców, którzy zatrudniają nielegalnych pracowników i domagają się zamknięcia ich przedsiębiorstw, nakładania na nich wysokich grzywien, oraz wprowadzenia innych drakońskich środków. Podczas niedawnej prezydenckiej debaty kandydatów partii republikańskiej wymiana zdań na temat nielegalnych pracowników tylko potwierdza powszechne stanowisko amerykańskiej prawicy odnośnie tej sprawy.

Po pierwsze, konserwatyści uważają, że imigranci łamią prawo. Twierdzą oni, że nie można tolerować osób obchodzących system, ponieważ podważa to ideę rządów prawa. Jednak normy prawne są uzasadnione tylko wtedy, gdy chronią one prawa naturalne innych ludzi. W innym przypadku są one jedynie malum prohibitum, państwowym mechanizmem opartym na rozciąganiu kontroli nad nieagresywnymi zachowaniami obywateli. W wolnym społeczeństwie to poszczególni właściciele decydowaliby, kto byłby wpuszczany na ich teren, a kto nie.

Kolejny argument prezentowany przez konserwatystów przeciwko nielegalnym imigrantom dotyczy bezrobocia. Odwieczny slogan głosi, że jeśli nie „zabieraliby naszych miejsc pracy”, to ciężko pracujący Amerykanie mogliby ponownie do nich wrócić. Założenie to jest niepoprawne z dwóch powodów. Po pierwsze, i najważniejsze, nie można ukraść miejsca pracy. To pracodawca jest w jego posiadaniu, i tylko on/ona ma prawo decydować, kto je zajmie. Kolejny problem dotyczący tego przekonania polega na tym, że nie jest ono w stanie wytłumaczyć bezrobocia wśród pracowników wykwalifikowanych — większość „nielegalnych” imigrantów wykonuje pracę niewykwalifikowaną.

Jedyny znaczący wpływ, jaki imigranci wywierają na rynek pracy, to zwiększenie podaży samej pracy, co zazwyczaj prowadzi do obniżki płac. Przy założeniu, że pozostałe warunki są niezmienne, jedyną przewagę, jaką imigranci mają w kwestii zatrudnienia jest fakt, że są oni chętni pracować za niższe stawki niż obywatele danego kraju. Aby zwiększyć maksymalnie zyski, właściciele przedsiębiorstw chcą wypłacać najniższe możliwe wynagrodzenia, które nie obniżą produktywności krańcowej. Jeśli imigrant chce pracować za mniejszą stawkę, i jest on wystarczająco wydajny, wtedy jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydaje się zatrudnienie tańszej siły roboczej. Wielu ludzi na całym świecie podejmuje takie same decyzje na co dzień, podczas wyboru towarów i usług — nazywamy to polowaniem na okazje.

Kiedy właściciel i pracownik zawierają umowę, angażują się w dobrowolną wymianę. Wedle tej zasady funkcjonowałby rynek bez nacisków ze strony państwa. Ludzie w swoich wyborach opierają się na dwóch podstawowych potrzebach: gospodarczym przetrwaniu, oraz polepszeniu własnych warunków życia. Ani pracodawcy, ani imigranci nie naruszyli praw naturalnych innych ludzi, więc nie dopuścili się żadnego przestępstwa, oraz nie przyczynili się do wzrostu bezrobocia.

To interwencje rządu na rynku pracy, włączając w to ograniczenia dotyczące pozwoleń na pracę w Stanach Zjednoczonych, prowadzą do bezrobocia. Zaostrzenie walki z nielegalną imigracją niewątpliwie doprowadzi do pogorszenia sytuacji finansowej wszystkich mieszkańców. Stopa bezrobocia będzie wzrastać, płace realne ulegną obniżeniu ze względu na spadek produktywności, a ponadto nastąpi ogólny spadek standardu życia. Już w tym momencie widoczne są skutki ustawodawstwa dotyczącego nielegalnych imigrantów. Ostatnio odnotowano, że ze względu na prawo przyjęte w kwietniu, rolnicy z stanu Georgia zmuszeni byli zostawić warte 75 mln USD plony, aby zgniły na polach, ze względu na niedobór siły roboczej. Firmy, które zwolniły nielegalnych pracowników z obawy, że stracą swój biznes, mogły zatrudnić na ich miejsce legalnych pracowników, ale raczej nie będą w stanie zastąpić każdego. W przeciwnym razie byłoby oczywiste, że zrobiliby tak od razu, bez uciekania się do łamania przepisów prawa.

Nie wiadomo, jaki będzie dokładny wskaźnik bezrobocia, ale zakładając, że w niektórych gałęziach przemysłu trzech nielegalnych imigrantów może być zatrudnionych w miejsce dwóch legalnych obywateli, gdy zwolnieni zostają ci pierwsi, aby zapewnić miejsca pracy tym drugim, widzimy, że o ile wcześniej mieliśmy dwóch bezrobotnych, obecnie mamy trzech. Wcześniej firma osiągała zdolność produkcyjną trzech pracowników, obecnie jest ona równa dwóm. Zmuszanie przedsiębiorstw do zwalniania pracowników ze względów na ich status imigracyjny raczej nie jest najbardziej skutecznym sposobem na zmniejszenie stopy bezrobocia, oraz zwiększenia rzeczywistego dobrobytu.

Najprawdopodobniej jedyne słuszne twierdzenie konserwatystów dotyczy faktu, iż amerykańscy obywatele przez całe życie wpłacali pieniądze na utrzymanie państwa, w związku z czym jest niesprawiedliwe, że imigranci przybywają do ich kraju nielegalnie i pobierają świadczenia socjalne. Nie jest to jednak problem dotyczący polityki imigracyjnej, ale rządowej polityki w kwestii opieki społecznej. W wolnym społeczeństwie jednostki płaciłyby bezpośrednio za produkty, które byłyby im potrzebne, a tzw. efekt gapowicza zanikłby.

Jak wyjaśnia Stefano R. Mugnaini, jednym skutkiem dotychczasowego wypierania imigrantów w Stanach Zjednoczonych jest prawdopodobieństwo wystąpienia wzrostu przestępczości. Nielegalni imigranci najprawdopodobniej nie wrócą do swojej ojczyzny, biorąc pod uwagę koszty. Wielu z nich prawdopodobnie zwróci się w kierunku czarnego rynku, uciekając się do popełniania rzeczywistych przestępstw (malum in se), aby przetrwać. Jest to kolejnym argument za tym, iż dalsza interwencja doprowadzi do kolejnych problemów.

Wiele osób błędnie skierowało swój gniew na nielegalnych imigrantów, albo przedsiębiorstwa, które ich zatrudniają. Zamiast tego oburzenie powinno być wymierzone tam, gdzie rzeczywiście powinno — w stronę rządu. Zamiast nalegać na kolejne interwencje związane z wprowadzaniem dowodów tożsamości, albo systemem E-verify mającym na celu sprawdzać zagranicznych pracowników, konserwatyści powinni zażądać zmniejszenia roli rządu w tej dziedzinie. Alexis de Tocqueville bystrze dostrzegł, że „Amerykanie tak bardzo uwielbiają równość, że wolą być równi w niewoli niż nierówni w wolności”. Nadszedł czas, aby Amerykanie zdali sobie sprawę, że więcej tego samego — to jest niewoli — nie może przynieść więcej dobrobytu.

Jest oczywiste, iż obecne problemy mogą być bezpośrednio powiązane z rządową ingerencją w rynek. Jeśli pracodawca i pracownik mogliby sami wynegocjować warunki umowy, bez ingerencji państwa, każdy miałby rzeczywiście takie same możliwości w prowadzeniu interesów, a tym samym osiągnięta zostałaby najlepsza jakość za najbardziej korzystną cenę. Tego typu wolność gospodarcza jest podstawą wolnego społeczeństwa, i tylko wtedy, gdy rynek nie będzie w żaden sposób powiązany z państwem, będzie mogła ona w pełni zrealizować swój potencjał.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Joel Poindexter

Pozostałe wpisy autora:

3 Komentarze “Poindexter: Imigracja – niesłuszne oskarżenia

  1. Jeśli o spór między przeciwnikami, a zwolennikami imigracji jest pośrodku. Argumenty gospodarcze nie są najważniejsze, czy nieprzystosowani przybysze z dalekich krajów powinni uczyć się z synem przeciętnego Kowalskiego? Oczywiście, to wada wynikająca z przymusu państwowej edukacji. Ale niestety na zlikwidowanie tego przymusu nie ma szans. Tak samo z socjalem dla imigrantów. Myślę, że H.H. Hoppe ma ciekawe argumenty dot. imigracji. W sumie nie jestem tak radykalny, ale jestem tutaj zwolennikiem umiarkowanego hoppizmu.

  2. Państwo ma proste prawo , niskie podatki, które idą na służbę zdrowia, obronność, oświatę, kulturę, pomoc społeczną, itd., osoby z pomysłami chętnie zakładają firmy (niskie podatki), brak problemów z pracą. A teraz przybywa do tej społeczności 10% emigrantów, wyjścia są dwa: obciążyć obywateli większymi podatkami (a to sprzyja ubożeniu społeczeństwa i rośnięciu bezrobocia) lub ograniczyć liczbę emigrantów – reakcja obronna zdrowego organizmu danego kraju przez dużym wpływem czynnika zewnętrznego. Emigrant z Koreii Płn. wymaga pomocy najzwyklejszej humanitarnej, ale już pomoc dużej grupie imigrantów z kraju uznawanego powszechnie za wolny i niepodległy obciąża finansowo mieszkańców kraju ich przyjmującego. Imigracje wewnątrz kontynentalne OK, w ramach np. UE, OK, ale inne tylko limitowane. Zbyt nie kontrolowany przepływ osób, innych kultur, na dodatek zaczynających od prób zmiany prawa wg. nich do tej pory uznawanego jest BŁĘDEM, prowadzi do wzrostu bezrobocia, konfliktów rasowych, kulturowych, postaw roszczeniowych, itd.

  3. Kokiki

    Twoje rozumowanie wydaje się poprawne, ale tylko przy założeniu poprawności przytoczonych założeń co do roli państwa [„niskie podatki, które idą na służbę zdrowia, obronność, oświatę, kulturę, pomoc społeczną, itd.”].
    „Twoje” państwo to państwo socjalne, które z automatu „zaprasza” nierobów i cwaniaków łasych na socjał. Stąd dalsze problemy, o których sam piszesz.
    A wystarczy ograniczyć rolę państwa do niezbędnego minimum i powyższe problemy nie wystąpią.
    Przypominam definicję socjalizmu „Kisiela”: to ustrój bohatersko walczący z problemami zupełnie nieznanymi w normalnym ustroju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy