Benedyk: Podatkowe wygnanie z raju – ustawa o zagranicznej spółce kontrolowanej

17 grudnia 2014 Ekonomiczna analiza prawa komentarze: 9

Autor: Mateusz Benedyk
Wersja PDF, EPUB, MOBI

podatkowe wygnanieRaje podatkowe są w centrum zainteresowania prasy ekonomicznej w Polsce od kilku tygodni. W pierwszych dniach października można było sporo usłyszeć o zwłoce Rządowego Centrum Legislacji w publikacji ustawy o zagranicznej spółce kontrolowanej. Nowo uchwalone prawo w tym zakresie miało utrudnić transfer zysków firm do rajów podatkowych w procesie optymalizacji podatkowej. Sejm przyjął ustawę w czerwcu[1], po poprawkach senatu przekazano ją prezydentowi na początku września, a prezydent podpisał ustawę 17 września 2014 r. Jednak Rządowe Centrum Legislacji ustawę opublikowało dopiero 3 października. Przepisy przejściowe tej ustawy były tak skonstruowane, że, aby nowe prawo obowiązywało od 1 stycznia 2015 r., ustawa musiała być ogłoszona do końca września. Jeśli nic by się nie zmieniło, to ustawa obowiązywałaby dopiero od 2016 r. Jednak w ekspresowym trybie ustawę znowelizowano i będzie obowiązywać już od stycznia najbliższego roku.

Z kolei listopad upłynął pod znakiem ataków na nowego przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera. Luksemburg, którego premierem przez długi czas był właśnie Juncker, chętnie podpisywał specjalne umowy z dużymi korporacjami. Dzięki tym umowom firmy mogły płacić podatki dochodowe bliskie zeru. Te dwa przypadki wydają się dobrym pretekstem, żeby poczynić kilka ogólnych uwag o ekonomicznych konsekwencjach unikania podatków.

Podatki a produkcja i płace

Korporacje unikające opodatkowania mają nie najlepszą prasę w Polsce. Dlatego też opóźnienie w publikacji ustawy o zagranicznej spółce kontrolowanej spotkało się z powszechnym potępieniem polityków z prawie każdej części sejmowej sali. Być może warto się jednak zastanowić, jakie konsekwencje może mieć skuteczniejsze ściąganie podatków dochodowych.

Na początek wypada przypomnieć pewne fundamentalne prawdy o ekonomicznych skutkach opodatkowania, które zgrabnie sformułował Hans-Hermann Hoppe:

[..] [K]ażda forma opodatkowania niesie ze sobą skutek w postaci redukcji dochodu, jaki jednostka spodziewała się uzyskać z pierwotnego zawłaszczenia, produkcji, albo wymiany. Ponieważ te działania wymagają użycia ograniczonych zasobów – chociażby czasu i skorzystania ze swojego ciała – które mogłyby zostać użyte do konsumpcji lub wypoczynku, to koszt alternatywny tych działań rośnie. Krańcowa użyteczność zawłaszczenia, produkcji i wymiany staje się mniejsza, a krańcowa użyteczność konsumpcji lub wypoczynku staje się większa. Z tego powodu coraz częściej będą podejmowane działania drugiego rodzaju, a coraz rzadziej działania rodzaju pierwszego.

Zatem poprzez przymusowy transfer wartościowych, jeszcze nie skonsumowanych dóbr od producentów (produkcja w szerszym znaczenia obejmuje też pierwotne zawłaszczenie i wymianę) do ludzi, którzy nie brali udziału w produkcji, opodatkowanie zmniejsza bieżący dochód producentów i ich potencjalny poziom konsumpcji. Co więcej, słabną też bieżące zachęty do przyszłej produkcji wartościowych dóbr, co pociąga za sobą zmniejszenie przyszłych dochodów i poziomu przyszłej konsumpcji.

Jeśli ustawa o zagranicznej spółce kontrolowanej zmniejszy zyski przedsiębiorstw, to atrakcyjność Polski jako miejsca lokowania inwestycji spadnie. Jest to ważne, ponieważ już od kilku lat Polska ma problemy z przyciągnięciem zagranicznych inwestorów do sektora prywatnego (obligacje polskiego rządu cieszą się niestety sporą popularnością). Najwyższy napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski odnotowano w roku 2007 (zob. wykres 1). W roku ubiegłym doszło wręcz do odpływu inwestycji bezpośrednich — zjawiska, którego nie notowano wcześniej w III RP.


Wykres 1. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Polsce w latach 1994-2013 (w mln USD). Źródło: Narodowy Bank Polski.

Nie jest też bynajmniej tak, że tylko zagraniczne spółki korzystają z optymalizacji podatkowej i niepodatkowanego transferu zysków za granicę. Przykładowo w styczniu 2014 r. internet obiegła fala protestów (choć niezbyt udana) przeciwko legalnemu unikaniu płacenia podatków w Polsce przez spółkę LPP, której najważniejsi akcjonariusze są Polakami. Nieszczelność systemu podatkowego sprzyja firmom zarówno polskim, jak i zagranicznym. Między innymi dzięki temu ciągle znajdują się podmioty, które chcą inwestować właśnie w Polsce, a polskie firmy nie przenoszą całości swojego biznesu poza nasz kraj. Wyższe inwestycje tych podmiotów przekładają się z kolei na szybsze tempo akumulacji kapitału i wzrostu realnych płac. Oczywiście nie wiadomo, na ile skuteczne w praktyce okażą się nowo przyjęte rozwiązania prawne. Jeśli jednak doprowadziłyby do wzrostu realnych obciążeń podatkowych, to może to skutkować osłabieniem tempa rozwoju gospodarczego.

Ulgi czy wydatki

We współczesnej literaturze ekonomicznej pojawiło się wręcz pojęcie „tax expenditures” (dosłowne tłumaczenie — wydatki podatkowe) na określenie ulg podatkowych różnego rodzaju. Użycie takiej terminologii błędnie sugeruje dwa błędne poglądy. Po pierwsze, że ujawniona podstawa opodatkowania byłaby taka sama, gdyby nie było ulg. Po drugie, że ekonomiczne konsekwencje ulg/luk podatkowych są takie same jak wydatków budżetowych. Brak ulg podatkowych oznaczałby wyższe realne obciążenia podatkowe. To mogłoby mieć dwa ważne efekty: mniejsze inwestycje i większa skala działalności nierejestrowanej. Do „wydatków podatkowych” zalicza się m.in. ulgi przyznane inwestorom w specjalnych strefach ekonomicznych. Jest jednak całkiem możliwe, że wielu z inwestorów lokujących kapitał w SSE wybrałoby inne miejsca inwestycji, gdyby nie te ulgi. Ten sam mechanizm działa też oczywiście przy innych podatkach (np. wyższe opodatkowanie pracy zmniejsza podaż pracy itp.). Wyższe podatki to także większe korzyści z działania w szarej strefie, które mogą przyciągnąć przedsiębiorców działających dotychczas w pełni legalnie. Te dwa czynniki sprawiają, że hipotetyczne obliczanie sumy dochodów z podatków bez ulg przy założeniu tej samej bazy podatkowej nie ma wiele sensu[2].

Istnieje też ważna ekonomiczna różnica pomiędzy wydatkami a ulgami. Wydatki budżetowe prowadzą do większego stopnia redystrybucji od producentów do osób żyjących z państwowego wyzysku[3]. Z kolei ulgi podatkowe sprawiają, że producenci mogą zatrzymać większą część wypracowanego przez siebie dochodu. Dlatego, o ile wydatki publiczne są ciosem wymierzony w prywatną gospodarkę, to ulgi podatkowe umożliwiają wzrost dobrobytu społeczeństwa. Doskonale rozumieli to m.in. Ludwig von Mises i Murray Rothbard.

Mises podczas jednego ze spotkań w 1951 r. powiedział:

Czym jest luka prawna? Jeśli prawo nie karze za dany czyn lub nie nakłada podatku na daną rzecz, to nie mamy do czynienia z luką. To po prostu prawo. […] Ulgi w naszym podatku dochodowym to nie luki. Pan, który narzekał na luki w naszym podatku dochodowym, zakłada, że cały dochód powyżej piętnastu lub dwudziestu tysięcy dolarów powinien być skonfiskowany i nazywa luką fakt, że jego ideał nie został jeszcze osiągnięty. Powinniśmy być wdzięczni, że ciągle jeszcze istnieją zjawiska nazywane przez tegoż szanownego pana lukami. Dzięki nim ten kraj jest ciągle wolnym krajem.

Murray Rothbard wtórował Misesowi:

Wiele osób potępia zwolnienia podatkowe i potępia osoby korzystające ze zwolnień, zwłaszcza te, które same sobie te zwolnienia załatwiły. Także niektórzy zwolennicy wolnego rynku traktują zwolnienie podatkowe jako specjalny przywilej i atakują zwolnienia jako tożsame z subsydiami i przez to sprzeczne z wolnym rynkiem. Jednak zwolnienie z podatku czy innego obciążenia to nie subsydium. Istnieje kluczowa różnica. W drugim przypadku ktoś dostaje specjalne względy kosztem swoich współobywateli. W pierwszym przypadku udaje mu się uciec przed ciężarem nałożonym na innych. Podczas gdy jedno odbywa się na rachunek pozostałych, to drugie już nie. Biorący subsydium współuczestniczy w grabieży; zwolniony z podatku ratuje się przed zapłaceniem łupu grabieżcom. Obwinianie za ucieczkę przed grabieżą jest tożsame z obwinianiem niewolnika, który ucieka swojemu panu.

Oczywiście lepiej byłoby, gdyby wszyscy mogli płacić niskie podatki lub nie płacić ich w ogóle. Zrozumiałe wydaje się, że mniejsi przedsiębiorcy bez dostępu do usług dobrych doradców podatkowych mogą czuć się pokrzywdzeni w konkurencyjnej walce. Jednak na niższych podatkach, choćby dla niektórych, korzystamy wszyscy, czy to w postaci wyższych płac, większych zamówień od naszych kontrahentów, czy w formie niższych cen produktów konsumpcyjnych. Dlatego też należy ze smutkiem przyjąć, że błąd Rządowego Centrum Legislacji został ujawniony oraz że polski rząd nie działa tak skutecznie jak luksemburski w ściąganiu do kraju korporacji zainteresowanych niskimi podatkami.

[1] Jedynie 3 posłów głosowało przeciwko przyjęciu ustawy: Jarosław Jagiełło, Leszek Miller i Przemysław Wipler.

[2] Nie należy oczywiście przesadzać w drugą stronę i twierdzić, że prawie każda obniżka podatków lub zwiększenie ulg zawsze prowadzi do wzrostu dochodów budżetowych. Jest to kwestia czysto empiryczna i czasami obniżki podatków zwiększają dochody budżetu, a czasami obniżają.

[3] Jest tak niezależnie od tego, czy wydatki budżetowe finansowane są podatkami, inflacją czy długiem publicznym.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Mateusz Benedyk

Ekonomista i historyk; dyrektor generalny i członek zarządu Instytutu Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa; od III 2014 r. do I 2018 r. prezes zarządu Instytutu, autor artykułów naukowych i publicystycznych dotyczących polityki pieniężnej, bankowości, polityki fiskalnej; stypendysta Summer Mises Fellowship w Ludwig von Mises Institute w Alabamie, USA.

Pozostałe wpisy autora:

9 Komentarze “Benedyk: Podatkowe wygnanie z raju – ustawa o zagranicznej spółce kontrolowanej

  1. Jakkolwiek byśmy „optymalizację podatkową” bronili, to fakty są takie, że poprzez korporacje utrzymujemy obcych emerytów zamiast swoich. To tylko jeden z przykładów okradania tego narodu.

    1. Tak – jak ktoś nam nie płaci podatków, to tym samym kogoś utrzymujemy. Naród z taką logiką pewnie się okradać łatwo daje.

      1. Na szczęście cały czas na przyszłe pokolenia można jeszcze się zadłużać, więc na kilka kolejnych kadencji spokojnie starczy.

  2. Nie zadłuża się właściwie przyszłych pokoleń deficytami, ponieważ długu nie spłaca się kanałem podatkowym tylko inflacyjnym. Spłacamy go wyższą inflacją obecnie.

    1. Inflacja jest m.in. formą opodatkowania. W ten sposób nie „spłacasz” żadnych zobowiązań – jedynie zostajesz wywłaszczony z własności.

  3. Czy inflacja to podatek jak każdy inny? Zdania są podzielone. W każdym razie wydaje się bardziej destrukcyjna od każdego z nich.

    1. Sprawa jest prosta: inflacja to dodatkowa emisja pieniądza. Można ją określić jako podatek emisyjny. Przy czym nie zawsze państwo jest beneficjentem. Może być też tak, że dodatkowe emisje idą do rąk prywatnych firm, a państwo nic z tego nie ma tak samo, jak obywatele.
      .
      Tak więc uważam, że o wiele ściślej będzie nazywać inflację REDYSTRYBUCJĄ EMISYJNĄ, gdyż w jej wyniku następuje przepływ dóbr od jednych ludzi do innych. Słowo „podatek” sugerowałoby przepływ pieniędzy do skarbu państwa lub do samorządów lokalnych, a tak być nie musi …
      .
      Co ciekawe, inflację można by uznać za najtańszy sposób poboru podatku. Z kolei w przypadku USD inflacja jest formą opodatkowania użytkowników USD na świecie. W ten sposób np. Chiny straciły ogromne pieniądze ulokowane w obligacjach USA.
      .
      Ale co do zasady jest tak, jak napisałem powyżej: inflacja to forma REDYSTRYBUCJI dóbr …

      1. Wpadłeś w błąd logiczny idem per idem. Definiujesz jedno i to samo wyrażenie opierając się na zwrocie, który chcesz zdefiniować. Choć podany przykład jest bardzo trafny i cenny w rozważaniach nad istotą opodatkowania, zauważ że definiens pokrywa się z definiendum. Innym błędem jest próba skonstruowania definicji poprzez jakąś konkretną cechę.

        Konstrukcja publiczno-prawna podatku opiera się na kilku podstawach, czyli powszechności, bezzwrotności, przymusowości i nieodpłatności. Redystrybucja jest fundamentem konstrukcyjnym podatku a jednocześnie skutkiem opodatkowania. Natomiast inicjatorem procesu redystrybucji własności są ze swej systemowej natury inflacyjne instytucje państwowe – bez ich ingerencji w rynek nie ma możliwości, aby wywłaszczać poszczególnych ludzi z ich własności. Warto pamiętać, że inflacja opiera się jednocześnie fałszerstwem i kradzieżą jednocześnie (jeżeli uznajemy prawo własności).

        Instytucje państwowe nigdy nie podejmują działań wymierzonych przeciwko sobie oraz bezinteresownie, gdyż są zinstytucjonalizowanymi i zorganizowanymi grupami interesu. Gdy „wspierają prywatne firmy”, które w rzeczywistości są zarządzane przez persony powiązanych z aparatem biurokratycznym, przeprowadzana jest tym samym dywersja na uczestnikach rynku, którzy nie skorzystają z m.in. z efektu Cantillona.

        Banki o statusie prywatnoprawnym również odgrywają kluczową rolę w kreowaniu inflacji, gdyż w inflacyjnym systemie rezerwy cząstkowej wzrost podaży pieniądza następuje z konieczności teleologicznej i funkcjonalnej (różne kryteria skutkowe inflacji + trwałość systemu). Tym samym sam sektor prywatnoprawny został umocowany do nakładania podatków na całe społeczeństwa i jednoczesnego czerpania zysków. Kosztem wszystkich aktorów rynkowych dotowane są bezpośrednio albo pośrednio przedsiębiorstwa, które mają do zrealizowania jakiś określony cel. Dodatkowo, jedną z funkcji podatku jest funkcja regulacyjna, czyli wola przymusowego regulowania majątków czy dochodów uzyskiwanych przez poszczególne jednostki. Wobec powyższych faktów, taka forma duetu publiczno-prywatnego kompletnie zniekształca możliwość rozróżniania sfery prywatnoprawnej od publicznoprawnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy