Hand: Niemożność posiadania dźwięku

18 grudnia 2014 Ekonomiczna analiza prawa komentarze: 9

Autor: Michael Hand
Źródło: mises.ca
Tłumaczenie: Agnieszka Korybska
Wersja PDF

posiadnia dźwiękuWielu libertarian gubi się, gdy mają do czynienia z zagadnieniem praw autorskich oraz zasadnością ich egzekwowania. Będąc zagorzałymi ewangelistami prywatnej własności uważają, że prawa autorskie w pewien sposób chronią własność ich posiadacza. Większość ludzi, opowiadając się za prawem autorskim, popełnia fundamentalny błąd — myli proces tworzenia pewnych schematów z posiadaniem ich.

Fale dźwiękowe są niezmiernie interesujące. W zależności od częstotliwości fali odbiorca słyszy różne dźwięki[1]. Gdy ktoś wydobywa za pomocą gitary dźwięk „A”, oznacza to, że wprawia strunę w drgania o częstotliwości 220hz, 440hz, 880hz lub jakąkolwiek wielokrotność 110hz. To naukowe rozumienie dźwięków jest kluczowe dla zrozumienia, dlaczego piosenek nie można posiadać. Wszystkie utwory muzyczne składają się z serii fal dźwiękowych ułożonych w pewien schemat. Roszczenie sobie prawa do sekwencji akordów oznaczałoby posiadanie prawa do wytwarzania fal dźwiękowych o konkretnej długości i w odpowiedniej kolejności. Posiadanie to jest kwestią sporną i wielu ludzi, z którymi rozmawiałem, wykłócali się o prawa autorskie z pobudek emocjonalnych. Umysł człowieka postrzegają jako niepowtarzalne, kreatywne narzędzie, które tworzy dzieła — co jest całkowitą prawdą. Lecz byłoby niemożliwe dla człowieka, by wytworzyć, objąć w posiadanie i zatrzymać na wyłączność daną sekwencję dźwięków.

Niektórzy mogliby powiedzieć: „ukradłeś mój utwór”, ale bardziej precyzyjnym sposobem na określenie tej sytuacji byłoby: „Widzę, że grasz według schematu fal dźwiękowych, którego nie poznałbyś/poznałabyś, gdyby nie fakt, że melodia ta została zagrana przeze mnie już wcześniej. Domagam się odszkodowania za użycie tych dźwięków, ponieważ gdyby nie ja, nie byłoby Ci dane poznać tego schematu”. Jest teoretycznie możliwe, że wolny rynek stworzyłby system reputacji, dzięki któremu autorzy utworów mogliby publicznie katalogować swoje dzieła tak, iż plagiaty stałyby się niemalże nieobecne. Nie usprawiedliwia to jednak domagania się wprowadzenia monopolistycznego przywileju, poprzez który spełnisz swoje pragnienie uzyskania pieniędzy od ludzi, którzy poznali twój utwór.

Tworzenie dzieł, które podobają się innym, można porównać ze znajdowaniem szlaków handlowych na rozległym oceanie. W zasadzie nie „tworzy się” szlaku z niczego, lecz odkrywa się go, eksplorując wody. Gdy upubliczniasz skomponowaną przez siebie sekwencję poszczególnych fal dźwiękowych, zachęcasz innych do odtwarzania ich dla ich własnej korzyści — tak, jak szlak handlowy wykorzystywany jest przez różne statki.  Pozywanie do sądu czy też dokładanie starań, by ktoś trafił do więzienia, nijak ma się do klasycznie rozumianej obrony własności. Jest to po prostu próba kontroli wykorzystania pewnej sekwencji dźwięków w celu zwiększenia dochodu monopolisty. Teraz, gdy Internet skutecznie przyczynia się do niemalże całkowitego zredukowania kosztu powielania utworów, muzycy muszą szukać innych sposobów na spieniężanie swoich karier. W związku ze skrajną nieskutecznością egzekwowania praw autorskich przez rząd, młodzi przedsiębiorcy z branży muzycznej odkrywają nowe sposoby na zarabianie, poprzez sprzedaż wejściówek na koncerty, promocję marketingową oraz limitowane edycje winylowe swoich albumów.

Pomimo że prawa autorskie nie mogą być już dłużej egzekwowane, wciąż istnieje popyt na kreatywną, inspirującą muzykę. Jeżeli prawa autorskie byłyby konieczne, to powinniśmy zaobserwować drastyczny spadek liczby osób pragnących zostać muzykami. Jest wręcz przeciwnie. Za pośrednictwem społeczności internetowych, takich jak Soundcloud czy Youtube, niezależni artyści uwalniają się od biurokratycznego zrzeszenia amerykańskich wydawców muzyki (RIAA) i biorą swoje kariery we własne ręce. Przyszłość, nieograniczona prawami autorskimi, jest z każdym dniem coraz jaśniejsza.

[1] Dźwięk  jest rozchodzącą się  falą podłużną będąca oscylacją ciśnienia. Ludzie postrzegają częstotliwość fal dźwiękowych jako dźwięki o konkretnej wysokości. Każda nuta odpowiada określonej częstotliwości, którą mierzy się w Hertzach. Ucho niemowlęcia jest w stanie odbierać częstotliwości od 20 Hz do 20 000 Hz. Przeciętny dorosły słyszy dźwięki o częstotliwości pomiędzy 20 Hz a 16 000 Hz”. — Ernst Terhardt (2000-02-20). „Dominant spectral region”mk.e-technik.tu-muenchen.de. Data dostępu: 2012-04-28.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Michael Hand

Pozostałe wpisy autora:

9 Komentarze “Hand: Niemożność posiadania dźwięku

  1. Moim zdaniem prawa autorskie to tylko szczyt góry ludowej znacznie większego problemu.
    .
    Przykład:
    – patenty w przemyśle
    – patenty w medycynie
    – patenty DNA
    – wzornictwo przemysłowe
    .
    I to nie chodzi o „bardzo skomplikowane patenty”, lecz o sprawy groteskowe, jak spinacze biurowe itp.
    .

    1. Czy najwieksze wynakazki w xix w. powstaly dlatego, ze wynakazcy liczyli na opatentowanie produktu? Teraz za to mamy mase patentow i wlasciwie zadnych znaczacych wynalazkow… Wniosek prosty patenty nie stymuluja rozwoju, wrecz go hamuja!

  2. Jak rozumiem libertarianie również opowiadają się za dobrowolnymi umowami. Jeśli autor utworu udostępnia go na zasadzie umowy: „pozwalam na odsłuchanie mojego utworu ale nie pozwalam na kopiowanie i udostępnianie innym” to odbiorca może się zgodzić i dostanie utwór lub nie, wtedy nie otrzyma nagranego utworu. Jeśli odbiorca złamie umowę to powinien ponieś tego konsekwencje. Wydaje mi się, że to rozumowanie jest w zgodzie z libertarianizmem, czy się jednak mylę?

    1. Owszem, problem w tym, że umowę łamie ten, który ją zawarł. Ja mogę sobie jednak skopiować od niego utwór nie zważając na umowę (to jest jego odpowiedzialność prawna, ja się do niczego nie zobowiązywałem), a może nawet i wcale o niej nie wiedząc.

      Mogę też rozpowszechnić go dalej.

      Gdy jest nas już sto osób, nie wystarczy wtedy jednak złapać kogokolwiek z naszej setki – trzeba dotrzeć do tego, który złamał umowę, czyli pierwszy „popchnął” dalej nagranie. I od niego egzekwować odszkodowanie. A to jest spora różnica względem tego, co dzieje się dzisiaj.

      Oczywiście z drugiej strony można by takie umowy sporządzać tak, że nikt nie uniknąłby wplątania się w ich sieć – np. kupując jakikolwiek produkt koncernu Sony, nawet golarkę, zobowiązuję się, że nie będę UCZESTNICZYŁ w kopiowaniu ani udostępnianiu żadnych filmów, utworów muzycznych itd. ani Sony, ani zaprzyjaźnionych grup kapitałowych itd.

    2. W większości wypadków jednak nie zawiera umowy. Gdy wysluchal czegoś w radiu i sam gra teraz taką samą melodię (bo na przykład gra na gitarze). To tylko sekwencja fal. I może ja komuś sprzedać.
      Niech juz nawet był ktoś kto zawarl taka umowę, ale później puścił koledze gitarzyście piosenkę. Ten ja teraz gra i nawet zarabia na niej. Piosenka nie jest identyczna bo juz jest wykonana na innej jakości sprzecie , może wolniej może głośniejsze są niektóre kawałki. I teraz udowodnij mu u którego kolegi słuchał to rok temu, a może był za płotem koncertowym (biletu nie kupił, wiec umowy nie zawarł).
      To w praktyce by nigdy nie działało, zgadzam się z tezami autora, że trzeba szukać innych form zarabiania na swojej twórczości.

  3. Posiadanie dźwięku jest oczywiście niemożliwe. Tak samo niemożliwe, jak niemożłiwe jest aby bitkojn posiadał jakąkolwiek wartość.
    .
    Jak wiemy już z moim artykułów, bitkojn to OSZUSTWO polegajace na tym, że ktoś wprowadził do obiegu bezwartościowe punkty w zabawie pod nazwą „bitkojn”. Głupi ludzie dali się nabrać i teraz będą uważać, że mają „pieniądze”.
    .
    Ale te „pieniądze” mają tak samo, jak można mieć „dźwięk” …

    1. Używanie każdego pieniądza oparte jest na zaufaniu . Zaufaniu na tym, że jeśli wymienisz realne dobro za jednostkę danego pieniądza, będziesz mógł po jakimś czasie, w innym miejscu i u kogoś innego wymienić tą samą jednostkę za to samo realne dobro. Jeśli bitcoin zdobędzie zaufanie wśród ludzi, nie będzie się różnił od złota czy pieniądza papierowego, używanie tych środków wymiany jest również oparte na zaufaniu.

  4. Problem polega na modelowaniu prawnych przepisów do procesów twórczych i transakcji handlowych. Nikt nic nie ma przeciwko ochronie własności i praw autorskich. Jeśli ktoś sprzedaje wiedzę jest za nią wynagradzany gdyż rynek chce kupować tą wiedzę od niego. Jeśli nie umie sprzedawać i chronić swojej wiedzy to jest jego problem. W przypadku skomplikowanej wiedzy technicznej sprawy są dość proste. Lider zawsze zbiera z rynku 80% „śmietanki” a naśladowcy dzielą się pozostałymi 20%. Jeśli ktoś chce być liderem musi tworzyć i uciekać do przodu. Dzięki temu mamy rozwój. Ochrona patentowa trwająca 30 lat lub ochrona utworów trwająca 70 lat to jakiś absurd prawny, który kultywowany jest przez mafijne korporacje i różnorakie dziwne stowarzyszenia. Tego typu mechanizmy całkowicie hamują ludzkość w rozwoju np alternatywnych źródeł energii jej magazynowania i przesyłania, itd. itp.

  5. To akurat nie jest jednoznaczne i oczywiste. Weźmy wspomnianego muzyka, który powiedzmy 2 lata pracuje nad nową płytą. Inwestuje w najnowszy sprzęt, zatrudnia realizatorów dźwięku, poświęca czas na napisanie mużyki będącej ciągiem odpowiednio nakładających się na siebie różnych częstotliwości, pisze słowa będące przecież tylko ciągiem odpowiednio dobranych już istniejących liter. Jednym słowem poświęca swoje siły, czas i pieniądze. Pompuje w promocję i zaczyna sprzedawać swoją muzykę w internecie po np. 2$ za album

    Przychodzi teraz taki Pan Janek i myśli, no ale przecież on nic wielkiego nie zrobił, tylko poukładał ten cały bajzel w jeden sensowny ciąg. Jedynie odkrył coś co istniało już zawsze jak ze wspomnianym szlakiem handlowym, Zaczyna sprzedawać tą samą muzykę po 20c za album.

    W pierwszej myśli mogło by się wydawać, no to jest ok, jest tańszy i skorzysta na tym konsument? Czy jednak rzeczywiście? Czy znajdzie się kolejny frajer co odwali całą robotę za kogoś, kto zbierze tylko z tego profity? Czy ten konsument za kolejne 2 lata będzie mógł się cieszyć nową również wspaniałą płytą muzyczną takiego wykonawcy?

    Rozumiem chęć zysku, który pewnym korporacjom jak SCO, się nie należy (to ci co próbowali opatentować internet z pomocą MSoftu kilka lat temu). Tu nie da się ustalić jednych i stałych schematycznych zasad, czy patenty są słuszne, czy nie?

    Nie patentowanie własnego dorobku artystycznego, aby każdy mógł zarabiać oprócz mnie, który włożyłem w to czas i pieniądze jest słuszne czy też nie? Czy patentowanie chociażby pewnych algorytmów, które jako jedyne pozwalają na bezbłędne działanie jakiegoś oprogramowania, bo przy obecnym stanie technologii nie da się tego zrobić inaczej, jest słuszne, czy też nie?

    Opatentowanie takich algorytmów, czy tez wspomnianego internetu stworzy monopol, gdzie tylko jedna firma ma prawo produkować dane oprogramowanie np. do kontroli przepływu wody w zbiorniku 🙂 dyktowania wygórowanych cen i tego komu i kiedy zechce je dostarczyć. Co do wspomnianego albumu nie ma tego problemu, nikt nie zabroni przecież innemu artyście stworzyć również piękną muzykę i ją sprzedawać, o ile ten pierwszy oczywiście nie opatentuje całej muzyki.

    Problemem jest tutaj oczywiście sam socjalizm, który ma za nic zdrowy rozsądek, a za wszelką cenę próbuje wszystko zaszufladkować i uschematyzować. Absurd? Jasne. Witamy w socjalizmie. Ja z tym problemów nie mam, jednak jeśli któryś z innych libertarian ma z tym problem to, może najpierw powinien zastanowić się czy coś jednak nie spaczyło mu umysłu ze strony lewicowych doktryn? :). Oczywiście, nikt nie każde sędziom orzekać według własnego widzi mi się, jednak tez i nikt nie każe wrzucać im wszystkiego do jednego wora z napisem patenty i własność intelektualna jak to się próbuje robić obecnie.

    No ale jak to zwykł mawiać świętej pamięci Stefan Kisielewski, Socjalizm to ustrój, który bohatersko walczy z problemami, które w innych normalnych ustrojach NIE ISTNIEJĄ!!!.

    Wymysł intelektualny, to nie odkrycie socjalistów na przestrzeni ostatnich 100lat, ich wymysłem są patenty. Ludzie od zawsze jakoś handlowali swoimi pomysłami bez patentów na wszystko co da się opatentować i nie mieli z tym jakichś większych problemów w przeszłości!!! Wyobrażacie sobie, że Maria Curie Skłodowska patentuje promieniotwórczość? albo, że ja zakładam firmę „Grześ” patentuję ta nazwę, aby nikt inny nie mógł jej używać i pozywam do sądu wszystkich moich imienników? Absurd? Jasne ale i podobne próby już istniały niestety. Może nie aż tak skrajne ale jednak.

    Co więc z tymi patentami? Ano przede wszystkim należało, by zacząć odróżniać pojęcie odkrycie od wynalazku. Tak aby nie czerpać korzyści na czymś co istnieje od dawna, jest oczywiste a my tylko mielibyśmy to szczęście, aby zrobić to jako pierwsi. To z grubsza oddzieli ziarno od plew już na starcie. Potem zdefiniować zdrowe zasady patentowania bez szkody zarówno dla takich pomysłodawców jak i nas konsumentów. Starzy wyjadacze kapitalizmu, którym przyszło żyć na przełomie końca XIX i początku XX w. jak Carnage (ten od przemysłu stalowego(, czy Fort (ten od samochodowego) zwykli mawiać, że nie ma rzeczy nie możliwych. Barierą jest tylko ludzki umysł i stan obecnej wiedzy. Wierzymy im, czy tez nie?? :mrgreen:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy