Gómez Rivas: Wolność słowa a państwo prawa

27 lutego 2015 Filozofia polityki komentarze: 3

Autor: León Gómez Rivas
Źródło: juandemariana.org
Tłumaczenie: Monika Butryn
Wersja PDF, EPUB, MOBI

wolność słowaCzy liberał może powiedzieć: Nie jestem Charlie?

Oczywiście, jeśli darzymy szacunkiem zasadę wolności słowa, musimy zaakceptować tego typu postawę, obecnie raczej rzadko spotykaną, w obliczu manii podnoszenia w górę długopisów i poparcia dla Charlie Hebdo (i jego milionowej sprzedaży). Spróbuję zastanowić się z wami, przeanalizowawszy sprawę z kilkoma kolegami po fachu, dlaczego według mnie sprawa ta ma wiele niuansów i w ostatecznym rozrachunku nie jest taka prosta.

Bez wdawania się w kwestie prawne, które dla mnie stanowią ląd nieodkryty, twierdzę, że wolność wypowiedzi to prawo podstawowe, lecz posiadające ograniczenia i pewne wymagania wynikające z odpowiedzialności. Wydaje mi się, że szacunek do prawdy powinien mieć charakter nadrzędny wobec wolności słowa (czy wolno kłamać lub bezkarnie mówić, co nam się żywnie podoba?). Oczywiście prawo do życia jest dobrem najwyższym, w związku z czym nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego straszliwego ataku na francuski tygodnik, bez względu na zasadność czy jej brak w poglądach redaktorów Charlie Hebdo. Myślę, że możliwe jest — z liberalnego punktu widzenia — ustanowić granicę dla wolności wypowiedzi: taką, która oddziela państwo prawa od szacunku wobec innych. Czasami używa się terminu „autocenzura” w ramach usprawiedliwienia — jeśli nie powiem tego, co naprawdę myślę, naruszam swoją własną wolność… To nie jest takie proste: oczywiście, że istnieją ograniczenia mojej wolności, jak chociażby wolność mojego sąsiada. Musimy tutaj ocenić, w jakim stopniu więcej wolności ma osoba robiąca to, na co ma ochotę, niż osoba postępująca zgodnie z zasadą odpowiedzialności. Osobiście uważam się za jedną z tych drugich.

Dlatego wydaje mi się, że zasłanianie się wolnością słowa w przypadku obrażania, poniżania lub po prostu mało przykładnego zachowania w stosunku do innych, nie posiada usprawiedliwienia. Jasne, że ciężko ustalić granicę między tym, co właściwe a tym, co obraźliwe — do tego służy nam system władzy sądowniczej, przesiąknięty nieprawidłowościami, który winien dążyć do ochrony praw osobistych, honoru, dobrego imienia itd. W Hiszpanii strach przed terroryzmem i chorobliwa obsesja mówienia tego, co politycznie poprawne, doprowadziły do stworzenia dość męczącego terminu „domniemany oskarżony” — mimo że wszyscy widzieli, że dany przestępca trzymał broń i strzelił, jest „przestępcą domniemanym” aż do momentu osądzenia… Sensu contrario, anonimowi obywatele muszą znosić plamy na swoim honorze w imię wolności słowa. A politycy, już nie anonimowi, muszą stawiać czoła agresywnie brzmiącym transparentom przy wejściach do swoich domów z tego samego powodu.

Oczywiście, że są granice wolności słowa, a wymiar sprawiedliwości powinien zapewnić ich poszanowanie (w mojej opinii z większą ostrożnością). Innym prawem podstawowym jest wolność wyznania: niewłaściwie jest obrażać (czy dyskryminować) kogoś ze względu na jego wierzenia, tak jak i ze względu na kolor skóry, kulturę czy pozycję społeczną. Jednak jedynym instrumentem dla obrony tych wolności jest warunek przestrzegania prawa: jeśli ktoś się czuje obrażony, niech idzie do sądu. W tym samym sensie wydała mi się mało fortunna wypowiedź Papieża Franciszka[1] — nie można uderzyć kogoś, kto cię obraża… Trzeba pozwać go do sądu, tak samo moją radą dla wszystkich umiarkowanych muzułmanów, których wszyscy dziś cytują, jest szukanie sprawiedliwości w sądzie. I o to samo prosiłbym arcybiskupa Paryża[2]: jeśli to czasopismo kpi z religii katolickiej — proszę iść do sądu. Wydaje się, że wymiar sprawiedliwości to śmietnik i nikt nas nie broni? W takim razie protestujmy, kłóćmy się i walczmy, by to się zmieniło.

Ironiczne w tym wszystkim jest to, jak trafnie opisał to Antonio J. Chinchetru[3], że ma się wrażenie, że „Papież wysłał niebezpieczną wiadomość do fundamentalistów, którzy stanowią zagrożenie dla życia i wolności milionów ludzkich istnień”. Jego przekaz głosił, że najwyższa władza Kościoła katolickiego, z którą automatycznie identyfikują oni cały Zachód, nie ma zamiaru bronić wartości tejże cywilizacji, a nawet (chociaż postulowałbym o wyjaśnienie, że kwalifikujemy jako fundamentalistów chrześcijańskich tych, którzy bronią boskości Jezusa Chrystusa).

W znaczeniu bardziej konceptualnym, Francisco Capella[4] wyjaśnił, że „obrona wolności jakiejś wypowiedzi nie jest równoznaczna z obroną lub zgodnością z danymi przekonaniami, ani nie wiąże się z koniecznością udziału w ich rozpowszechnianiu: można bronić wolności wypowiedzi kwalifikujących się jako głupie, lub będącymi ideami błędnymi lub szkodliwymi”. Jako liberał, zaakceptowałbym wolność głoszenia wszelkich przekonań, jeśli istnieją mechanizmy prawne pozwalające bronić się przed agresją, niesprawiedliwością lub kłamstwem. Niebezpieczna bowiem jest według mnie sytuacja, którą przytacza Capella: „Całkowita wolność wypowiedzi może być równoznaczna z tym, że w tej wypowiedzi kłamie się, bezpodstawnie kogoś się oskarża, usprawiedliwia się pogwałcenie wolności, przemoc lub zniesławienie, że doprowadza się do agresji, upokorzeń i prześladowań pojedynczych osób lub całych grup”. Co mamy zrobić w tego typu sytuacjach?

Interesującej odpowiedzi udziela Francisco J. Contreras[5], stosując refleksję na temat tego, co uważamy za „wartości europejskie”. Również podobało mi się to, co napisał Gabriel Zanotti[6], stosując gry słowne: „jestem szacunkiem”, „jestem wolnością wyznania”, „jestem rządami prawa”. Wydaje mi się wobec tego na miejscu stwierdzenie: Je ne suis pas Charlie!

[1] „Jeśli ktoś obrazi moją mamę, może spodziewać się ciosu pięścią” — przyp. tłum.

[2] „Atak jest wołaniem do ponownego odkrycia fundamentalnych wartości [francuskiej] republiki, w tym wolności wyznania i wolności sumienia. Karykatura, choćby i w złym guście, nie może być stawiana na równi z zabójstwem” — przyp. tłum.

[3] Współpracownik i fundator Instituto Juan de Mariana — przyp. red.

[4] Współpracownik Instituto Juan de Mariana — przyp. red.

[5] Hiszpański profesor prawa, autor książki „Libertarianizm, katolicyzm i prawo naturalne” — przyp. tłum.

[6] Argentyński popularyzator Austriackiej Szkoły Ekonomii, specjalizujący się w tematyce relacji między liberalizmem i katolicyzmem — przyp. tłum.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

León Gómez Rivas

Pozostałe wpisy autora:

3 Komentarze “Gómez Rivas: Wolność słowa a państwo prawa

  1. Je ne suis pas Charlie! Własnie, wciąż nie rozumiem co atak islamskich wojowników – kryminalistów na brukowiec (obrzydliwy zresztą) ma wspólnego z wolnością słowa. Jeszcze gdyby pracownicy C.H. byli obrońcami wolności. Owszem, to był mord, egzekucja. To nie był akt cenzury czy jakaś inna forma kontroli druku [dokonana przez monopolistyczne państwo]. Gdyby mordercami byli funkcjonariusze lub urzędnicy państwowi to ok, to był rozumiał (zrozumiałbym nawet gdyby doszlo do czego takiego jak okupacją tygodnika Wprost jakiś czas temu). Możemy potępic ten mord, pamiętając o motywach morderców. Nigdy jednak nie kupiłbym tej gazety, ani nie wypisał na sztandarze Je ne suis Charlie!

  2. Redakcja Charlie Hedbo kpiła ze wszystkiego, ale nie kpiła tak przypadkiem ze Żydów. Jednego redaktora to nawet wyrzucili za kpienie ze konwersji syna Sarkozego na judaizm. „Jeśli ktoś obrazi moją mamę, może spodziewać się ciosu pięścią” – ja z tym najbardziej zgadzam. A czy sąd oceni to negatywnie…. Czasem jednak człowiek musi postąpić przeciw prawu, nawet jak najbardziej uzasadnionym.

    1. Mi nie chodzi o to czy kpiła ta redakcja, czy kogoś obraziła. To fakt, że to zrobiła i była reakcja factów z giwerami. Mnie chodziło o to, że z mordu zrobiono manifest. Takie to głupie media są, że jak policja zastrzeli gangstera (groźnego gangstera co wyjął przeciw policji pistolet) w UK, a gdy dochodzi do zamieszek (podpalenia, rabunek) dokonane głównie przez czawów (nie obrańców wolności, tylko rozpierduchy) a media przedstawiają to jako akt społecznego buntu. Gdy w USA w Ferguson „łagodny olbrzym” (znowu ciemnoskóry młodociany gangster) o mało nie zabił policjanta, a ten w końcu go zastrzeli w obronie własnej, część społeczności Ferguson robi zamieszki (i znowu podpalenia, kradzież, plus bicie każdego napotkanego białego lub policjanta – wyjątkiem są media). No i znowu w mediach mówi się o niesprawidliwości, uzsadnionym buncie społecznym itd. W przypadku Charlie Hebdo, wprawdzie inaczej to wyszło, ale sprawcami znowu byli idole „multikulti” – media narzuciły swoją, lewicową narrację. To jest obrzydliwe. To jest chore. Nie ma to nic wspólnego z wolnością. Naginanie rzeczywistości dla lewicowych wierzeń, idei itd. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy