McMaken: Lee Kuan Yew, twórca potęgi gospodarczej Singapuru, zmarł w wieku 91 lat

30 marca 2015 Polityka współczesna komentarze: 2

Autor: Ryan McMaken
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Jakub Bohuszewicz
Wersja PDF, EPUB, MOBI

Lee Kuan YewLee Kuan Yew, któremu Singapur zawdzięcza status gospodarczej i finansowej potęgi, zmarł w poniedziałek (16 marca — J.B.) w wieku 91 lat.

Do stworzenia modelu Singapuru zmusiły Yew okoliczności. Singapur nie posiadał zasobów naturalnych ani obszarów rolnych do wykorzystania. Zwrócił się więc w stronę globalnego handlu. Model polityczny — przewidujący surowe egzekwowanie kar i kontrolę wolności słowa — wraz z tym, co Amerykanie określiliby jako drobne wykroczenia w rodzaju malowania graffiti — łączy autorytaryzm z leseferystyczną polityką gospodarczą. W efekcie powstało państwo-miasto, którego PKB per capita wzrosło z 500 USD w 1965 r. do obecnych 55 tys. USD.

Ale jeżeli ludzkie doświadczenie czegoś uczy, to tego, że zawsze jest jakaś przysłowiowa łyżka dziegciu w beczce miodu. „The Wall Street Journal”  donosi:

W tym czasie Singapur, obecnie jedno z najbogatszych państw świata, ściągnął na siebie liczne głosy krytyki ze strony przedstawicieli prawicy, którzy przypominali, że utrzymał wysoki standard życia bez przyjęcia typowo zachodniej demokracji czy swobód uznawanych w zachodnich społeczeństwach za oczywiste.

To nie do końca prawda. Singapur posiada typowo zachodnią demokrację w tym sensie, że panuje w nim powszechne prawo wyborcze. Głosowanie jest tu wręcz obowiązkiem, co zapewne spodobałoby się Obamie. Problem z singapurskim reżimem polega nie na braku demokracji, lecz na braku poszanowania praw własności. Rząd Singapuru odpowiada za liczne przypadki uwięzienia bez wyroku sądu, karania za czyny niebędące przestępstwami — w rodzaju „obraźliwych zachowań wobec sądu”, w których obiektem sankcji jest krytykowanie urzędników państwowych — oraz cenzurę mediów. Obowiązuje tam także obowiązkowy pobór do wojska.

Prawa własności powinny być ważniejsze od „praw” wyborczych

Według rządu Singapuru środki te gwarantują poszanowanie praw własności. Innymi słowy, mamy tu do czynienia z klasycznym stanowiskiem, w którym „łamie się prawa własności po to, by je przestrzegać”. Zakłada się również podrzędność praw własności wobec „prawa” wyborczego. Inaczej mówiąc, rząd Singapuru obawia się, że wolność słowa, wolność zgromadzeń i tak zwane podżeganie zdestabilizują społeczność, gdzie wszyscy obywatele są uprawnieni do głosowania. Rząd obawia się sytuacji, w której wyborcy o niskim poziomie poinformowania[1] będą sprowadzani na manowce przez przeciwników reżimu. Stąd ograniczenia wolności słowa.

Singapur pojmuje to jednak opacznie. Rozwiązaniem nie jest ograniczanie praw własności, co zawsze jest bezprawne, ale ograniczenie „głosu”, który prawem nie jest w ogóle. W rzeczy samej, „prawa” wyborcze trzeba zawsze postrzegać jako podporządkowane prawom własności. Jeśli rząd Singapuru boi się niedoinformowanych wyborców, a tak jest na pewno, powinien ograniczyć liczbę głosujących do wyborców o wysokim poziomie poinformowania — lub przynajmniej do podatników netto, w których realnym interesie leży ograniczanie władzy państwa.

Osadzanie w więzieniu bez wyroku sądu za psucie wizerunku przedstawicieli rządu nie ma nic wspólnego z ochroną praw własności. Co więcej, takie praktyki są rażąco sprzeczne z prawami własności.

Jak silne jest tak naprawdę państwo Singapur?

A jednak mimo licznych niedociągnięć ze strony Singapuru trzeba pamiętać, że monopol państwa singapurskiego podlega licznym ograniczeniom. Już jego niewielkie rozmiary stanowią okoliczność łagodzącą. Fizyczne bariery wyjścia zostały ustawione dość nisko. Państwo singapurskie nie posiada nawet etnicznej zapory przeciwko emigracji w tym sensie, że nie jest ono wyłączną ojczyzną jednej, określonej grupy etnicznej. Singapur nie posiada więc żadnych, wbudowanych na stałe, etnicznych lub językowych barier wyjścia, które umacniałyby monopol państwa nad zamieszkującą je populacją. Większość rezydentów przebywa w nim z powodów ekonomicznych, większość mówi także tym samym językiem, co ludzie w innych krajach. Oznacza to, że emigracja nie wiąże się automatycznie z koniecznością nauki nowego języka w celu uniknięcia statusu outsiderów w kraju docelowym.

Prawidłowość tę ilustruje porównanie Singapuru do Stanów Zjednoczonych, które czerpią liczne, językowe i geograficzne korzyści z zachowywania monopolu. Ogromna powierzchnia Stanów Zjednoczonych powoduje, że chcąc wyjechać, potencjalny emigrant musiałby pokonać setki, jeśli nie tysiące kilometrów oddzielających go od domu i rodziny. Jednocześnie Stany Zjednoczone zamieszkuje 75% światowych rodzimych użytkowników języka angielskiego. A zatem chcąc emigrować, trzeba by prawdopodobnie nauczyć się nowego języka. Bariery językowe i geograficzne zapewniają Stanom Zjednoczonym ogromną przewagę w zakresie zapobiegania emigracji i drenażowi mózgów. Monopol państwa zostaje wzmocniony przez jego wielkość i korzyści z istnienia barier kulturowych. Rząd w Singapurze opiera się na obu tych czynnikach w znacznie mniejszym stopniu niż USA.

Na pewno więc można powiedzieć, że mimo skłonności do ograniczania wolności słowa monopol Singapuru jest znacznie bardziej ograniczony od monopolu w Stanach Zjednoczonych.

Oczywiście trzeba pamiętać, że Singapur nie patrzy na politykę przez pryzmat ideologii praw własności, szerzej znanej jako liberalizm. Sam Lee Kuan Yew opisywał swój zwrot ku własności prywatnej jako w dużej mierze umotywowany przez względy praktyczne. Pod tym względem też nie odstaje on od innych reformatorów politycznych Azji, postrzegających ekonomię rynkową nie jako imperatyw moralny, lecz pod kątem jej praktycznych zalet.

 

[1] Por. T. Olczyk, Poparcie celebryckie (celebrity endorsement) w komunikowaniu politycznym — doświadczenia polskie na amerykańskiej licencji, s. 58 [w:] e—Politikon”  2013, nr 5, s. 27–67.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Ryan McMaken

Pozostałe wpisy autora:

2 Komentarze “McMaken: Lee Kuan Yew, twórca potęgi gospodarczej Singapuru, zmarł w wieku 91 lat

  1. Twórca? To dobrobyt społeczeństwa można zawdzięczać tylko jednej osobie? Kpina! To zasługa ciężkiej pracy każdej z jednostek ze społeczeństwa sprzężonej z brakiem przeszkadzania rządu! Myślenie odwrotne to droga do usprawiedliwiania istnienia całkowicie zbędnej klasy polityczno-urzędniczej we wszelkiej formie (monarchii, republiki, demokracji, itp.).

  2. >Pod tym względem też nie odstaje on od innych reformatorów politycznych Azji, postrzegających ekonomię rynkową nie jako imperatyw moralny, lecz pod kątem jej praktycznych zalet.

    Takie makiawielistyczne, typowo polityczne podejście jest niebezpieczne. Człowiek zrobi wszystko, aby tylko utrzymać się u władzy jednocześnie móc wysysać z ludności okupowanej jak najwięcej podatków, jak najmniejszym kosztem. Idealny przepis na farmę ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy