Rozdział 8 podręcznika „Wolna przedsiębiorczość” – koszty i ceny

15 maja 2015 Teksty komentarze: 8

Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF

Poniżej przedstawiamy wersję roboczą rozdziału ósmego podręcznika do przedsiębiorczości, opracowywanego w ramach projektu „Wolna przedsiębiorczość”. Tekst zostanie poddany skrupulatnemu opracowaniu redakcyjno-korektorskiemu, dlatego na obecnym etapie prosimy przede wszystkim o uwagi merytoryczne, dotyczące między innymi klarowności wywodu, poprawności rozumowania, łatwości języka czy trafności przykładów etc.

wolna przedsiębiorczość#ceny #koszty #konkurencja #koszt alternatywny

W rozdziale nauczysz się:

  • Jak dane koszty decydują o cenie danego produktu.
  • … i odwrotnie, jak ceny produktów decydują o ich kosztach wytworzenia.
  • Za co tak naprawdę płacisz, kupując produkty w sklepie.
  • O dalszej roli przedsiębiorców w służeniu konsumentom.

O finalnej cenie danego dobra decyduje gotowość konsumentów do jego kupienia. Jednakże ceny wszystkich dóbr na rynku są od siebie współzależne. Na cenę danego dobra wpływa wiele dodatkowych czynników, a nie tylko nasza gotowość do jego kupna. Żeby to sobie uświadomić, zastanówmy się nad kupnem takiego dobra jak chleb. Za chleb powiedzmy płacimy mniej więcej 2,5 złotego (wszystko zależy od rodzaju i miejsca zamieszkania). Z pewnością jednak bylibyśmy gotowi zapłacić za niego więcej. Nawet gdyby kosztował i dwa razy więcej, to chęć konsumentów do jego kupowania nie spadłaby radykalnie. Ilość nabywana dalej byłaby na względnie wysokim poziomie. Jeśli wobec tego prawdą jest, że konsumenci decydują o poziomie cen sprzedawanych dóbr, to dlaczego ceny tych bardzo pożądanych nie są bardzo wysokie?

Odpowiedź jest taka, że któryś z producentów musiałby podnieść cenę. Tak się jednak nie stanie, ponieważ nie zrobiliby tego inni konkurencyjni dostawcy chleba. A przynajmniej nie mieliby powodu, ponieważ utrzymując odpowiednio niższą cenę zatrzymaliby u siebie klientów. Na tym polega siła konkurencji na rynku. Możemy jednak kontynuować nasze rozumowanie — dlaczego inni konkurenci są w stanie utrzymać niższą cenę?

Ponieważ pozwalają im na to niższe koszty produkcji. W przypadku produkcji chleba angażujemy różne czynniki produkcji: pracowników, mąkę, drożdże, wodę, piece. Za wszystkie płacimy odpowiednią cenę. Do tego dochodzi również koszt alternatywny kapitału, który angażujemy w realizację produkcji (np. zamiast inwestować w firmę moglibyśmy odłożyć pieniądze na lokacie w banku). Wszystko to składa się na pewne koszty produkcji, które wskazują przedsiębiorcy na minimum opłacalności w jego działaniach. Jeśli te koszty są niskie, to przedsiębiorca ma większe pole do tego, aby swój produkt sprzedawać za cenę niższą. Jeśli te koszty są wysokie, to przestrzeń do niższych cen zmniejsza się.

Ten sposób opisu przebiegu produkcji pojawiał się w pierwotnych ekonomicznych pracach. Pierwsi ekonomiści zaczynali dostrzegać zależności między kosztami na rynku a cenami dóbr finalnych. Jednocześnie zdawali sobie sprawę z tego, że ów opis odnosi się przede wszystkich do dóbr „reprodukowalnych”, czyli takich, które można nowo wytwarzać (ponosić koszty na ich produkcję). W przypadku dóbr „niereprodukowalnych” (takich jak wspomniane w poprzednim rozdziale obrazy Picassa) trudno w ogóle mówić o takiej zależności, skoro kiedyś już poniesiono koszty na wytworzenie i nie można tego dokonać ponownie.

Tak ogólny opis procesu gospodarczego rozumie każdy, kto ma styczność z jakąkolwiek działalnością gospodarczą. Przedsiębiorca analizuje nakłady, które musi ponieść, a następnie zaczyna się zastanawiać nad tym, jakie ceny zaakceptują jego konsumenci. Naturalnie rozważane są poziomy cen, które wystarczą na pokrycie wszystkich kosztów i pozwolą na osiągnięcie także zarobku dla samego planującego przedsiębiorcy. Właśnie stąd bierze się percepcja — nie do końca poprawna — że o cenach produktów decydują koszty ich wytworzenia. Dodatkowo rozumowanie to jest wzmacniane przypadkami, gdy cała branża doświadcza wzrostów kosztów produkcji chleba. Wtedy następuje coś, co nie wystąpiłoby wcześniej — ceny u większości sprzedawców chleba również się podnoszą, mimo iż istnieje między nimi konkurencja.

Przez długi czas w ekonomii taki opis satysfakcjonował jej twórców. Z czasem jednak (XIX wiek) zaczęto się zastanawiać nad samą naturą kosztów. Możemy tłumaczyć poziomy cen poziomami kosztów, ale jak wytłumaczyć poziomy samych kosztów?

Wróćmy do przykładu chleba. Powiedzmy, że koszt jego wytworzenia (uwzględniając także koszt alternatywny) to minimum 2 złote. Kupujący go konsument (przy założeniu że producent nie robi nikomu prezentów) musi przynajmniej zapłacić taką cenę. Może się jednak okazać, że klient nie będzie zainteresowany kupnem (bo na przykład ma za daleko do piekarni, albo woli piec chleb bezglutenowy w domu). Wtedy przedsiębiorca będzie musiał zamknąć swój biznes. Jego wytłumaczenie zaś może brzmieć: nie byłem w stanie pokryć ze sprzedaży swoich kosztów — w związku z czym koszty zdeterminowały zamknięcie biznesu.

Na tym jednakże wytłumaczenie się nie kończy. Koszty są także cenami, które oferują sprzedawcy czynników produkcji. Hipotetyczny piekarz nie był w stanie ponosić kosztów na kupno mąki, pracy, pieców, wody, drożdży i energii. Ich ceny były zbyt wysokie. Skąd jednakże brała się względnie wysoka cena tychże? Stąd, że istnieli inni przedsiębiorcy gotowi je kupować. Inni piekarze, którzy również chcieli kupować mąkę do produkcji chleba, ciastek, bułek. Inni przedsiębiorcy, którzy chcieli zatrudniać pracowników. Inni, którzy nabywali potrzebny sprzęt. Innymi słowy, można powiedzieć, że przedsiębiorca przegrał „licytację” o czynniki produkcji.

Sytuacja jest bardzo analogiczna do konsumentów licytujących dany przedmiot na portalu sprzedażowym. Jeśli czegoś nie udało nam się kupić, to oznacza, że ktoś przebił naszą ofertę. Bardzo analogicznie funkcjonuje rynek producentów. Choć oczywiście nie jest tak, że zwycięzca jest tylko jeden, to licytacja o czynniki produkcji sprawia, że niektórzy producenci nie mogą sobie pozwolić na ich kupno. W wyniku tego wypadają z rynku. Tak też jest w przypadku naszego hipotetycznego piekarza. Nie jest w stanie pozwolić sobie na tak wysokie koszty, w związku z czym wypada z rynku. Ta porażka wynika z gotowości innych producentów do zapłacenia odpowiednio wysokiej ceny za koszty produkcji.

Z czego jednak wynika ich gotowość? Z tego, że sami mają do zaoferowania produkty konsumentom, które ci będą w stanie zakupić po dostatecznie wysokiej cenie. Dlatego nasz hipotetyczny piekarz przegrywa na rynku, ponieważ najwyraźniej drożdże i mąka, które chce kupić, pracownicy, których chce zatrudnić, mają swoje potencjalne miejsce zatrudnienia w jakimś bardziej opłacalnym projekcie. I jeśli chciałby te czynniki produkcji „odciągnąć” od tego projektu, to musi zapłacić za to stosowną cenę, która wyraża się właśnie „kosztem” produkcji. W tym miejscu powraca po raz kolejny znana nam już koncepcja kosztu alternatywnego.

Z tego względu możemy zauważyć, że o wszystkich cenach na rynku decydują ostatecznie konsumenci. Z punktu widzenia jednego sprzedawcy, piekarza, wszystko wygląda faktycznie tak, że ceny jego ciastek i chleba są pochodną kosztów ich produkcji. Cen drożdży, mąki, sprzętu. Jednakże te koszty produkcji zależą od wszystkich innych rzeczy, które można przy ich użyciu wytworzyć: inne ciastka, chleby, słodycze, lody. Te ceny zależą od woli konsumentów, którzy są gotowi kupować konkurencyjne produkty. Tak samo przedsiębiorcy konkurują o wszelkie czynniki produkcji, także o ziemię. Cena ziemi wynika z gotowości przedsiębiorców do zapłacenia za nią. Zaś ich gotowość wynika ze spekulowania, jakie mogą być przyszłe poziomy cen dóbr, które będą sprzedawać.

Naturalnie przedsiębiorcy mogą popełniać błędy w swoich działaniach (i ponosić straty) przy szacowaniu cen sprzedaży produktów.

Stąd w pewnym sensie za każdym razem, gdy nabywamy jakikolwiek produkt, to płacimy za koszty alternatywne czynników służących do jego wytworzenia. Jeśli nabywamy u jakiegoś sprzedawcy w galerii handlowej koszulkę bawełnianą, to jej cena musi odpowiadać kosztom alternatywnym. Płacimy pośrednio za to, że bawełna nie została zużyta na produkcję obrusa. Płacimy za to, że produkt nie trafił do innego sklepu. Płacimy za to, że sprzedawca został zatrudniony w sklepie, a nie na przykład w restauracji obok. Swoimi indywidualnymi decyzjami stawiamy konsumencki stempel, aprobujący, potwierdzający, że przedsiębiorca dobrze zrobił odciągając czynniki produkcji od konkurencyjnych zastosowań i wytworzył coś, co sami nabyliśmy. Ta decyzja wraz z decyzjami innych kupujących składają się na aprobatę wcześniejszych decyzji przedsiębiorcy o dostarczeniu czegoś do sklepu (bądź w przypadku niekupienia dezaprobatę).

Dlatego możemy powiedzieć, że wszelkie ceny na rynku są pochodną preferencji konsumentów. Konsumenci są królami procesów produkcji, ale dodajmy królami „nieobecnymi”. Produkcja nie następuje automatycznie pod dyktando tego, czego konsumenci pragną najbardziej. Jej realizacja dokonuje się dzięki działalności przedsiębiorców, którzy starają się odkrywać możliwe sposoby produkcji i trafiać z nimi w gusta konsumentów. Dlatego choć konsumenci są nieobecnymi królami, to przedsiębiorcy są działającymi pod ich zlecenie bezpośrednimi kierownikami produkcji.

 

Ramka: Za każdym razem, gdy kupujesz coś u jakiegoś sprzedawcy, aprobujesz nie tylko produkt, który Ci sprzedaje, ale także cały projekt przedsiębiorczy, który zrealizował. Potwierdzasz, że dobrze, iż wynajął przestrzeń do sprzedaży, dobrze, że zatrudnił pracownika, dobrze, że zorganizował niezbędny transport i dostarczenie towaru. Cena, którą płacisz za towar odzwierciedla (proporcjonalnie) aprobatę dla tej działalności.

Zadania:

  • Pokaż na przykładzie jednej firmy, jak koszty wpływają na jej decyzje o ustalaniu cen.
  • Wskaż na konkretnym przykładzie jak zmiany preferencji konsumentów w jednej branży mogą wpływać na ceny w branżach pokrewnych.
  • Wyjaśnij, dlaczego koszty są pochodną cen dóbr finalnych.

[Sugestia ilustracyjna: Rozmawia dwóch przedsiębiorców. Pierwszy mówi: „Klienci kupują więcej pączków, więc będę musiał kupić więcej mąki do ich wyrobów”. Drugi odpowiada: „Przez tych twoich łasuchów będę musiał zapłacić więcej za mąkę, a przez to zdrożeją moje bułki”]

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

8 Komentarze “Rozdział 8 podręcznika „Wolna przedsiębiorczość” – koszty i ceny

  1. Nieźle się Pan nagimnastykował, żeby uniknąć terminów popyt i podaż. Nie czytałem wszystkich poprzednich rozdziałów, ale czy na tym etapie to jeszcze konieczne?

    Przykład z nożyczkami Marshalla zmodyfikowany przez Bawerka, w mojej ocenie, dobrze ilustruje zjawisko kształtowania się cen.

    Po przeczytaniu tekstu mam wątpliwości, czy uczeń szkoły średniej bez problemów odpowie na pytanie trzecie – ‚Wyjaśnij, dlaczego koszty są pochodną cen dóbr finalnych’. Być może wypadałoby kontynuować przykład z chlebem albo szerzej z pieczywem. Co się stanie z ceną mąki, jeżeli z jakichś powodów drastycznie spadnie popyt na pieczywo.

    1. Jak napisał Boehm-Bawerk: „Jeśli bowiem ktoś na pytanie o przyczynie takiego a nie innego kształtowania się ceny odpowiada „popyt i podaż”,– daje nam łupinę zamiast ziarna”
      🙂
      Popyt i podaż są omówione w kolejnych rozdziałach, które wkrótce zostaną opublikowane.

      Wydaję mi się, że o samej wstecznej imputacji mogę dopisać jeden akapit w poprzednim rozdziale (o suwerenności konsumenta i cenach). Bo ten jest technicznie już o samych kosztach i cenach.

  2. „Ceny u większości sprzedawców chleba również się podnoszą” ..
    Zatem podatki jednak się przerzuca ?

    1. Podatków się nie „przerzuca”, tylko podatki podnoszą ceny. Obciążają i producenta, i konsumenta.
      Na zacytowanym zdaniu rozdział się nie kończy. Potem jest „Przez długi czas w ekonomii taki opis satysfakcjonował jej twórców. Z czasem jednak (XIX wiek) zaczęto się zastanawiać nad samą naturą kosztów. Możemy tłumaczyć poziomy cen poziomami kosztów, ale jak wytłumaczyć poziomy samych kosztów?” 🙂

    2. Podatki mogą, ale nie muszą być „przerzucone” – wszystko zależy od struktury rynku, występującej konkurencji i rezerwie cenowej jaką zastosował sobie przedsiębiorca. Jeśli podniesienie ceny by „odbić sobie” podatek zaskutkuje wysokim spadkiem popytu, podwyższanie ceny może być zwyczajnie nieopłacalne. Weźmy na ten przykład chleb – mamy w Pcimie piekarnie A, B oraz C. Chleb w piekarni B kosztuje 2zł. Następuje nałożenie nowego podatku, który – przyjmijmy dla uproszczenia – stanowi 10% ceny końcowej. Aby „odbić” sobie tę stratę, piekarz musiałby podwyższyć cenę o 20 groszy – ale wtedy klienci mogliby uciec do piekarni A lub C, lub częściej kupować bułki zamiast chleba. Jeśli piekarz B sprzedawałby 100 bochenków dziennie, zarabiając przy tym 200 zł, a podniesienie ceny o 20 groszy przyniosłoby spadek popytu o 15% to zarabiałby dziennie już 23 zł mniej.

      Podniesienie cen nastąpiłoby raczej poprzez ograniczenie podaży chleba, niż bezpośredniego przerzucenia, które bardzo często jest po prostu nieopłacalne. No, chyba że weźmiemy pod uwagę na przykład benzynę, na którą popyt jest dość sztywny i nie da się z dnia na dzień zmienić rodzaju silnika w środkach transportu lub wynaleźć czegoś nowego. W warunkach popytu sztywnego „przerzucenie” najprawdopodobniej nastąpi.

      Nie jest to reguła ani zasada, jednakże może wystąpić lub doprowadzić do innych zjawisk, które podwyższą cenę.

      Ostatecznie i tak ucierpią konsumenci, jak zawsze gdy państwo się wtrąca.

  3. Z innej beczki, chętnie przeczytałbym jakiś artykuł pracownika IM o związku między wydatkami państwa a wzrostem PKB – tak, wiem, że już sam PKB jest problematyczny. W głównym nurcie obie strony są w klinczu, jedni i drudzy mają swoje badania albo różnie interpretują te same. http://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/wydatki-publiczne-jednym-szkodza-innym-pomagaja/

    W tym artykule zainteresował mnie ten fragment o badaniach Raja Chetty’ego z Harvardu – ‚które pokazują, że na przykład zbyt niskie zasiłki dla bezrobotnych mogą prowadzić do nieoptymalnej alokacji siły roboczej, gdyż bezrobotni zbyt mało czasu poświęcają na szukanie najlepszej dla siebie pracy’. Co Pan o tym sądzi?

  4. Laik raczy żartować. Taki np Robinson Cruzoe nie miał żadnych zasiłków i dlatego musiał alokować swoją pracę nieoptymalnie? I dopiero gdyby ocean wyrzucił skrzynie z wszelakimi możliwymi zapasami na 150 lat plus multum chłodziarek na panele słoneczne plus tv uhd 350 cali z internetem i kablówką i satelitą plus jakąś miłą panią Wtorek (pani Środa wykluczona) to by dopiero sobie swoje wysiłki zalokował optymalnie? Kluczem jest tu pojęcie co to znaczy optymalnie. Czy to że robię to na co wskazują okoliczności (Małysz na bezludnej wyspie zamiast skakać na nartach hoduje kozy) czy to że robię co lubię i potrafię (czyli – ad extremum – leżeć na plaży na rajskiej wyspie z pifkiem oraz panią Wtorek przed tv 350 cali z ligą miszczów na żywo)? Ten cały profesorek od tych śmiesznych badań powinien udać się na nauki do trenera Górskiego który powiedział że ‚tak się gra jak przeciwnik pozwala.’ Czyli o optimum ostatecznie decydują okoliczności a nie moje umiejętności czy chęci czy marzenia. Mówiąc inaczej skazany na karę śmierci może sobie wybrać papierosa jako ostatnie życzenie i będzie to wybór najzupełniej optymalny choć podobno palenie zabija tudzież powoduje raka i choroby płuc. Dlatego każdy wybór pracy zgodnej z okolicznościami jest optymalny (nawet jeśli jest to hodowanie kóz przez Małysza). Dla ilustracji przykład życiorysu pana Paprockiego: http://esensja.stopklatka.pl/tworczosc/opowiadania/tekst.html?id=20593

  5. Ten profesorek z Harvadziku popełnił zasadniczy błąd metodologiczny. Już dawno temu chyba niejaki kardynał Roszelie czy jak mu tam, Stwierdził że: każdy jest zadowolny ze stanu swego umysłu i nikt nie jest zadowolny ze stanu swojego portfela. To znaczy że każdy zasiłek dla bezrobotnych jest za mały. Bo gdyby mi albo panu Laikowi albo może nawet samemu panu Machajowi albo komu innemu urząd pracy zaproponował milion złotych zasiłku to czy ktoś by protestował? Albo gdyby po miesiącu okazało się że zaszła pomyłka bo w rzeczywistości mam dostać nie milion tylko miliard i nie zł tylko usd to ktoś by protestował? Wręcz przeciwnie! Ja bym nieśmiało się zapytał że chciałbym 10 mld usd bo jeśli chodzi o moje optymalne alokowanie moich wysiłków to za 5 mld chciałbym odkupić Minecrafta od Microsoftu a dla pozostałych piniążków też znajdę optymalne zastosowanie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *