Rozdział 10. podręcznika „Wolna przedsiębiorczość”- Ilustracje krzywych popytu i podaży

23 maja 2015 Teksty komentarze: 8

Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF

Poniżej przedstawiamy wersję roboczą rozdziału dziesiątego podręcznika do przedsiębiorczości, opracowywanego w ramach projektu „Wolna przedsiębiorczość”. Tekst zostanie poddany skrupulatnemu opracowaniu redakcyjno-korektorskiemu, dlatego na obecnym etapie prosimy przede wszystkim o uwagi merytoryczne, dotyczące między innymi klarowności wywodu, poprawności rozumowania, łatwości języka czy trafności przykładów etc.

wolna przedsiębiorczość#popyt #podaż

W rozdziale nauczysz się:

  • Jak wyglądają krzywe popytu i podaży.
  • Jak na wykresie pokazywać ich zmiany.
  • Jak systematyzować i interpretować zmiany w popycie i podaży.
  • Jak na rysunku przedstawia się równowagę między popytem a podażą.

Zależności między popytem i podażą najczęściej prezentowane są za pomocą wykresów, na których nanoszone są „krzywe” popytu i podaży. Studenci rozpoczynający swoją przygodę z ekonomią miewają problemy z tym schematem, ponieważ pojawia się w nim często kilka przyczyn na raz. Jak omówiliśmy to w poprzednim rozdziale, popyt jest skłonnością ludzi do kupowania jakiegoś produktu. Ta skłonność zależy od rozmaitych czynników. Natomiast przy rysowaniu schematu krzywej popytu skupiamy się głównie na jednym decydującym z czynników: na cenie.

Krzywa popytu wygląda wtedy mniej więcej w następujący sposób:

[RYSUNEK krzywej popytu na telewizory]

Zwróćmy uwagę na osie — na osi rzędnych mamy daną cenę za telewizor, a na osi odciętych ilość kupowanych telewizorów przez konsumentów. Poruszanie się „wzdłuż” danej krzywej wskazuje, że im cena zostanie bardziej obniżona przez sprzedawców, tym więcej ludzi zakupi telewizory. To znaczy, albo zdecyduje się na to więcej klientów, albo niektórzy z klientów kupią więcej niż jeden telewizor (np. do drugiego pokoju). Owe „poruszanie się wzdłuż krzywej” oznacza tyle, że analizujemy zachowania konsumentów zakładając, że zmieniamy tylko jeden warunek: obniżamy lub podwyższamy cenę. A to oznacza, że wszystkie inne czynniki, które mogą wpłynąć na decyzję traktujemy jako niezmienne, stałe, lub w danej chwili nieistotne.

O co dokładnie chodzi? Wszyscy wiemy, że decyzje o naszych zakupach nie są tylko pochodną cen. Nasza decyzja o tym, czy kupimy telewizor, czy nie, zależy od tego, jak bardzo w danej chwili go potrzebujemy. Zależy również od naszego dochodu. Nie bez znaczenia pozostanie zakres konkurencji producentów na rynku. Co ten telewizor oferuje? Czy ma podłączenie do Internetu, czy możemy oglądać na nim filmy w 3D, czy łatwo go zintegrujemy z naszym telefonem komórkowym? Jak daleko jest od nas sklep, w którym go kupimy? Jak miła jest obsługa w sklepie? Jak duża jest kolejka? A nawet — jaka tam leci muzyka i czy jest włączona klimatyzacja?

Rysując daną krzywą popytu, „umawiamy” się, że te czynniki są „stałe”. Stałe to znaczy: ustalamy, że w danej chwili mają one wpływ na nasze decyzje, ale nie będziemy tego wpływu zmieniać, rysując samą krzywą. Postanowimy zmienić tylko cenę i obserwować, jak zmieni się rzeczywisty popyt konsumentów. W takich stałych warunkach obniżanie ceny zwiększa liczbę zakupionych telewizorów.

Natychmiast ktoś mógłby zadać pytanie: „Ale zaraz, przecież czynniki nie mogą być idealnie stałe! Zawsze coś może się w danej chwili zmienić oprócz zmiany ceny, co wpłynie na naszą decyzję”. W istocie. I jest to kolejny argument za tym, że trudno przewidywać w gospodarce przyszłość i jak bardzo ważną rolę w procesie gospodarczym odgrywają przedsiębiorcy, którzy codziennie próbują takiego przewidywania. W praktyce bowiem krzywa popytu nigdy nie znajduje się „w spoczynku”. Nieustannie zmienia się, przesuwa się raz w jedną, raz w drugą stronę. I to z bardzo różnych przyczyn.

Schemat krzywej popytu służy nie do tego, aby bezpośrednio przewidywać przyszłe zachowania rynku, lecz żeby usystematyzować naszego rozumienie tego, jak działa gospodarka. Rysując tę krzywą, dzielimy decyzje konsumentów na dwie kategorie: te zależne tylko od zmiany ceny i te pozostałe. Jeśli zmieniamy cenę i obserwujemy, jak klienci zmieniają swoje preferencje, to przesuwamy się wzdłuż krzywej. Jeśli natomiast zmianie ulegną preferencje ludzi, na przykład polubią bardziej telewizory, albo wzrosną ich dochody (co pozwoli na większe zakupy), to przesunięciu w prawo ulegnie cała krzywa w ten sposób:

[RYSUNEK przesuniętej w prawo krzywej popytu na telewizory]

Z drugiej strony ludzie mogą stracić chęci do posiadania telewizorów (bo coraz większą rolę odgrywają komputery). W takiej sytuacji ich skłonność do kupowania telewizorów będzie mniejsza i krzywa popytu przesunie się cała w stronę lewą:

[RYSUNEK przesuniętej w lewo krzywej popytu na telewizory]

W ekonomicznym żargonie ekonomiści wprowadzili w tym aspekcie dwa pojęcia: wzrost popytu (kiedy przesuwa się cała krzywa na skutek zmiany gustów) oraz wzrost ilości kupowanej (kiedy przesuwamy się wzdłuż krzywej na skutek zmian cen). Analogicznie dzieje się w wypadku spadku popytu lub spadku ilości kupowanej.

Warto pamiętać o tym, że krzywe popytu nie muszą mieć określonego z góry kształtu. Mogą być liniami, albo krzywymi o różnym stopniu nachylenia, większym bądź mniejszym (im nachylenie bardziej strome, tym konsumenci mniej reagują na zmiany cen — im nachylenie mniej strome, tym konsumenci bardziej reagują na zmiany cen).

[RYSUNEK różne kształty krzywych popytu]

I najważniejsze, co warto powtórzyć: Żaden ekspert, żaden ekonomista, ani nawet żaden przedsiębiorca nie znają i znać nie mogą wyglądu konkretnej krzywej popytu na jakiś produkt. Mogą tylko spekulować co do tego, jak ta krzywa mogłaby wyglądać.

Na bardzo podobnej zasadzie wyprowadza się pojęcie krzywej podaży. Reguła jest w zasadzie taka sama jak w wypadku popytu, tylko zależność przebiega w drugą stronę. Decyzje przedsiębiorców o tym, jaką ilość produktów dostarczyć na rynek, są pochodną bardzo wielu czynników. Jaki kapitał przedsiębiorca jest w stanie pozyskać na działalność? Jakie są jego rozmaite koszty działalności? Jak wielu ma konkurentów? Jak bardzo przeszkadzają przedsiębiorcy regulacje państwowe? Wszystkie te rzeczy mają swoje istotne znaczenie w decyzjach przedsiębiorczych. My jednak przy rysowaniu krzywej podaży „zamrażamy” ich wpływ, wyobrażamy sobie, że są w miarę stałe i niezmienne, a następnie zastanawiamy się, jak na decyzje przedsiębiorców wpłyną zmiany tylko ceny. Krzywa podaży wygląda następująco:

[RYSUNEK krzywa podaży]

Gdy cena jest podnoszona, to przedsiębiorcy chętniej dostarczą na rynek większe ilości towarów, ponieważ daje im to możliwość osiągnięcia większych korzyści (zysków). Gdy cena zostanie obniżona, to będą raczej mniej skłonni do dostarczania dużych ilości towaru na rynek i wyprzedawania go z magazynu. Krzywa podaży przedstawia skłonność sprzedawców do dostarczania określonych ilości produktu po różnych hipotetycznych cenach.

Teraz wyobraźmy sobie, że nagle następuje zmiana jakiegoś innego czynnika. Na przykład przedsiębiorcy stosują nowinkę technologiczną, która pozwala tanio wyprodukować dużo więcej telewizorów. Wtedy skłonność do dostarczania ich się zwiększa. Jako że nie jest to zmiana cen, to przesuwamy całą krzywą podaży w prawo:

[RYSUNEK krzywa podaży przesunięta w prawo]

W przeciwnym wypadku, gdy zadziałają czynniki zmniejszające skłonność przedsiębiorców do dostarczania dóbr na rynek, krzywa zostanie przesunięta w lewo:

[RYSUNEK krzywa podaży przesunięta w lewo]

Przecięcie się krzywych popytu i podaży możemy przedstawić na jednym rysunku, zawierającym obydwie krzywe. Punkt przecięcia jest nazywany punktem równowagi, to jest takim, który w danym momencie maksymalizuje możliwości handlowe. Co to oznacza? Oznacza to, że obniżając cenę poniżej tego punktu nie da się już przeprowadzić większej liczby transakcji. Jeśli obniżymy cenę, to pojawi się większa chęć kupowania, ale część sprzedawców zrezygnuje ze sprzedaży (z powodu niższej ceny). W rezultacie zostanie zawartych mniej obustronnych transakcji niż w przypadku, gdyby cena była równowagowa. Podobnie w drugą stronę. Jeśli cena zostanie podniesione powyżej punktu równowagi, to zachęci to większą liczbą sprzedawców do zwiększenia oferty sprzedaży, ale wyższa cena jednocześnie zniechęci część kupców. Transakcji zawartych znowu będzie mniej niż mogłoby być przy cenie równowagi.

Cena niższa będzie oznaczała, że więcej ludzi będzie chciało kupić produkt, ale mniej przedsiębiorców go dostarczy. W rezultacie będzie zawartych mniej transakcji niż by mogło zostać zawartych. I w odwrotnej sytuacji, gdy cena będzie wyższa, to więcej sprzedawców będzie chciało dostarczyć więcej produktów na rynek, ale liczba chętnych do kupienia będzie niższa. Znowu popyt „rozjedzie się” z podażą w przeciwnych kierunkach. W rezultacie będzie również zawartych mniej pożądanych transakcji. Obydwa zjawiska są odpowiednio nazywane „niedoborem” i „nadwyżką”. O tych jednakże będzie więcej w kolejnym rozdziale. Teraz tylko te przypadki zilustrujmy:

[RYSUNEK niedobory i nadwyżki na jednym rysunku]

Sama koncepcja „równowagi” była jedną z najbardziej kontrowersyjnych w teorii ekonomii od początków jej historii aż po dzisiaj. Więcej na jej temat opowiemy w kolejnych rozdziałach oraz drugim dziale na temat przedsiębiorczości.

Ramka: W środowisku ekonomistów krąży dowcip o tym, że wystarczy nauczyć papugę słów „popyt” i „podaż”, a otrzymamy ekonomistę. Choć jest przesada w tym sformułowaniu, to warto pamiętać, że o ile te dwa terminy są przydatne w opisywaniu rzeczywistości, o tyle nie mogą do końca wyjaśnić zawiłości procesu rynkowego.

 

Zadania:

  • Wymyśl i narysuj krzywe popytu i podaży dla jakiegoś konkretnego rynku.
  • Narysuj i wyjaśnij przesunięcia krzywych popytu i podaży.
  • Wyjaśnij, czym się różni przesuwanie wzdłuż krzywej od przesuwania całej krzywej.
  • Spróbuj opisać w czasie proces zmian cen, popytu i podaży na rynku telefonów komórkowych od momentu pierwszego ich wprowadzania na rynek.

[Sugestia ilustracyjna: Osoba siedzi przed telewizorem, w którym leci wiadomość: „Dzisiaj na rynku w Warszawie królowała podaż”. Na dole leci pasek: duże spadki na giełdzie po danych o spadku sprzedaży detalicznej. Osoba przed telewizorem — „To podaż króluje, jak nic się nie sprzedaje? Nic nie rozumiem”]

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

8 Komentarze “Rozdział 10. podręcznika „Wolna przedsiębiorczość”- Ilustracje krzywych popytu i podaży

  1. Ten rozdział podoba mi się bardzo. Mam tylko jedną uwagę (która stosuje się pewnie do poprzednich rozdziałów także) – wydaje mi się, że nie ma żadnego powodu, by używać pojęć – „oś rzędnych” i „oś odciętych”. Dużo bardziej naturalne, zrozumiałe i przyjemne dla czytelnika są ‚osie poziome i pionowe’. „Rzędne” i „odcięte” to mocno przestarzałe i sztucznie podtrzymywane przy życiu przez polskich nauczycieli słowa.

  2. Czytając rozdziały staram się, w takim stopniu w jakim to możliwe, odsunąć na bok austro-libertariańskie przekonania i wczuć w rolę osoby, do której podręcznik jest adresowany. W związku z tym taka uwaga mi się nasuwa: prawda obroni się sama i według mnie należy unikać stwierdzeń „emocjonalnie sugestywnych”, jeśli mogę tak to ująć. Dotychczas udaje się to bardzo dobrze i moja uwaga jest drobna, ale w zdaniu „Jak bardzo przeszkadzają przedsiębiorcy regulacje państwowe?” lepiej pasuje czasownik „ograniczają” z uwagi na mniej negatywne skojarzenie. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że zbytnie wybielenie języka uczni tekst mniej interesującym dla czytelnika. Wypadkowa tych dwóch kierunków jest oczywiście do ustalenia przez Was, ale zawsze warto walczyć z „niepełną informacją”, więc dodałem swoje 3 grosze.

    Pozdrawiam i do zobaczenia w komentarzu pod kolejnym rozdziałem 😉

  3. Dlaczego w podręcznikach do mikroekonomii (na ekonomii menadżerskiej właściwie tak samo) przyjmuje się, że przedsiębiorstwo dostarczy całą podaż na rynek po tej samej cenie? Dlaczego nie miałoby dostarczać towaru partiami, np. 1000 sztuk po 5 zł – więcej zapotrzebowania przy tej cenie już nie ma, to potem kolejne 500 sztuk np. po 4 zł i tak aż do ceny równowagi. Wiadomo, że na jakimś ugruntowany, konkurencyjnym rynku to nie przejdzie, ale na jakimś nowym z niewielką liczbą przedsiębiorstw?

    1. Jeśli dobrze rozumiem pytanie, to chodzi właśnie o realia konkurencji doskonałej przy poziomej krzywej popytu, przy której każda kolejna jednostka dobra jest sprzedawana po tej samej cenie (podnieść nie można, bo klientów zabierze konkurencja).

      1. Zajrzałem specjalnie do podręcznika Mankiw i faktycznie pod koniec rozdziału (po tym jak wcześniej traktuje monopolistę jako przedsiębiorstwo na rynku konkurencyjnym, które sprzedaje cały towar po jednej cenie) znajduje się podrozdział o różnicowaniu ceny. Ewidentnie coś mi się pomieszało…

        Pozwolę sobie zapytać raz jeszcze o nieszczęsne I=O, które mi żyć nie daje 😛

        „W przypadku dochodu pojedynczej osoby Y=C+O i Y=C+I, więc oszczędności i inwestycje to nieskonsumowana część dochodu. Zatem O=I. Tylko już w gospodarce (dla uproszczenia zamkniętej bez udziału państwa) do transmisji oszczędności w inwestycje potrzeba banków i rynków finansowych.
        1. Czym w takim razie jest saldo gotówkowe (pieniądze w portfelu lub „trzymane w skarpecie)? W czasie deflacji będą to zarazem inwestycje i oszczędności, a w czasie inflacji jakaś forma konsumpcji?
        2.Oprócz pieniędzy w skarpetach, banki nie udzielają kredytów ze wszystkich depozytów (jakaś rezerwa cząstkowa istnieje) a z tych których udzieliły część to kredyty konsumpcyjne. Jak w takim razie należy traktować oszczędności wpłacone do banku, z których bank nie udzielił kredytów albo udzielił konsumpcyjnych gospodarstwom domowym. W obu przypadkach mamy do czynienia z, bardzo szeroko rozumianymi, inwestycjami banku? Suma summarum, w drugim przypadku, oszczędności jednej osoby, zostały skonsumowane przez drugą (bank tutaj pełnił rolę pośrednika). Teoretycznie ta osoba otrzyma je z powrotem z odsetkami (więc z jej perspektywy to faktycznie wydaje się inwestycja), ale gospodarce po zakupie przez kredytobiorcę np. samochodu czy telewizora nie przybyło kapitału fizycznego, więc na pewno nie jest to wydatek inwestycyjny. Tak jak napisałem wcześniej, to jakaś bardzo szeroko rozumiana inwestycja?
        3. Przy powyższych wątpliwościach (wynikających głównie z chaosu definicyjnego) wydaje mi się oczywiste, że w gospodarce zamkniętej bez udziału państwa inwestycje nie mogą być większe od prywatnych oszczędności, ale czy rzeczywiście oszczędności nie mogę być większe od inwestycji?
        4. Nadwyżkę budżetową w tym znaczeniu zawsze uznaje się za oszczędności? Czy tylko wtedy, gdy np. państwo przekaże pieniądze do banku, a ten udzieli z nich kredytów? Jakoś chyba trzeba te oszczędności przekształcić w inwestycje, jeżeli mają być sobie równe.
        5. Zakładając, że mnożnik w ogóle istnieje, to dlaczego skupia się tylko na C i O? Czy nie jest tak, że nawet jak ta skłonność do konsumpcji nie jest wysoka, a ludzie przekażą oszczędności na rynek finansowy i ten przekształci je w inwestycje udzielając kredytów, to nie będzie tutaj takiego samego efektu jak w przypadku wydatków konsumpcyjnych? Tutaj chodzi o to, że jak skłonność do konsumpcji niska, to nie ma sensu inwestować? Przedsiębiorcy mogą przecież przewidywać wzrost konsumpcji w przyszłości i zainwestować w teraźniejszości, mimo niskiej obecnie skłonności do konsumpcji.

        1. Chyba mnie Pan po cichu zachęca do napisania podręcznika na studia. Pytania jak najbardziej zasadne, ale wymagają bardzo rozległej odpowiedzi.

          1. 54 lata po wydaniu Man, Economy and State chyba już czas najwyższy. Szczególnie, że zarówno książka Rothbarda, jak i inne wprowadzenia współczesnych Austriaków przedstawiają głównie punkt widzenia ASE, niewiele miejsca poświęcając krytyce ekonomii głównego nurtu czy kwestiom technicznym oraz definicyjnym, które są często fatalnie wytłumaczone w podręcznikach akademickich. Nowa makroekonomia klasyczna ma podręcznik np. Barro, neokeynesisci prawie tyle podręczników, co autorów (żeby było zabawniej to w +/- 90% treści a nawet struktura podręczników taka sama), postkeynesisci/kalecczycy (chyba tak to należy odmieniać?) np. podręcznik Łaskiego do makro wydany w 2015, do tego chyba jeszcze obszerniejszy podręcznik tego nurtu ma się pojawić, a u Austriaków luka. Niby jest Skousen, ale ten podręcznik jest trochę, hmm, mało konkretny, przegadany, skupiony raczej na praktycznym wymiarze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy