Sieroń: Ekonomia dopalaczy

30 lipca 2015 Komentarze komentarze: 10

Autor: Arkadiusz Sieroń
Wersja PDF, EPUB, MOBI

dopalaczy1. Prohibicja narkotykowa prowadzi do wielu niezamierzonych konsekwencji (takich jak wzrost siły działania narkotyków) – w rezultacie staje się ona nieskuteczna i generuje kolejne problemy.
2. Pojawienie się dopalaczy – jako tańszych i legalnych substytutów – stanowiło rezultat wojny z narkotykami.
3. Restrykcyjna polityka nie rozwiąże zatem problemu dopalaczy. Może prowadzić jedynie do pojawiania się kolejnych coraz mocniejszych i bardziej niebezpiecznych substancji.
4. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem problemu dopalaczy jest legalizacja marihuany (narkotyków), aby obniżyć jej cenę i zmniejszyć atrakcyjność dopalaczy (których skład jest często nieznany i podlega relatywnie częstym zmianom).

  1. Wprowadzenie

Za sprawą kolejnych podejrzeń zatruć, ostatnimi czasy znów zrobiło się głośno o dopalaczach. Medialna histeria sprawia wrażenie, że problem pojawił się nagle i stanowi niemałe zaskoczenie, biorąc pod uwagę niedawną nieprzejednaną walkę „na granicy prawa” rządu z tzw. substancjami zastępczymi. W rzeczywistości jednak liczba zgłoszeń podejrzeń zatruć rosła od lat, co prezentuje wykres nr 1.

Wykres 1: Liczba zgłoszeń podejrzeń zatruć środkami zastępczymi od lipca 2010 do maja 2015

Źródło: Państwowa Inspekcja Sanitarna oraz gazeta.pl (w zakresie danych za 2015 r.)

Ekonomiści nie są jednak zaskoczeni, ponieważ zarówno teoria, jak i empiria niezbicie wykazują, że walka z narkotykami, w tym z dopalaczami, jest nieskuteczna i szkodliwa[1]. Celem tego artykułu będzie ekonomiczna analiza prohibicji narkotykowej i wyciągniecie odpowiednich wniosków mających zastosowanie w debacie na temat polityki względem dopalaczy.

  1. Teoria prohibicji narkotykowej[2]

Dlaczego walka z dopalaczami i w ogóle z narkotykami jest nieskuteczna? Prohibicja i związane z nią sankcje prawne zwiększają ryzyko i koszty działalności, co ogranicza sztucznie podaż i powoduje wzrost cen. Wzrost cen prowadzi do trzech efektów sprzecznych z oficjalnymi celami prohibicji (spadek konsumpcji narkotyków, spadek przestępczości i zdrowsze społeczeństwo). Po pierwsze, zwiększa on zyski pozostających w branży producentów i sprzedawców, przyciągając również nowych graczy. Wyższe zyski pozwalają na opracowywanie nowych technologii produkcji oraz metod dystrybucji, tworzenie kolejnych nowych substancji psychoaktywnych (ang. new psychoactive substances), w tym dopalaczy, przekupywanie policji itd. Po drugie, skłania on konsumentów do substytucji droższych narkotyków używkami gorszej (o bardziej zmiennej) jakości, mocniej zanieczyszczonych, o niepewnym składzie chemicznym itd. Jest to szczególnie istotny problem na czarnym rynku, na którym konsumenci z oczywistych powodów (brak marek producenckich, brak możliwości sądowego pozywania nieuczciwych producentów[3] itp.) w mniejszym stopniu mogą kontrolować i egzekwować jakość. Po trzecie, wzrost cen prowadzi do obniżenia się realnego dochodu konsumentów. Ponieważ część z nich jest uzależniona, przez co ich popyt jest nieelastyczny, w odpowiedzi na wzrost cen i spadek realnego dochodu mogą oni popełniać przestępstwa, aby zdobyć potrzebne pieniądze.

Prohibicja prowadzi także do zwiększenia siły działania narkotyków[4]. Aby zminimalizować ryzyko złapania oraz zmniejszyć ewentualną karę (która często zależy od wagi posiadanych substancji), producenci wytwarzają coraz mocniejsze narkotyki. W ten sposób spadek podaży zostaje zneutralizowany wyższą efektywnością (mocniejszą siłą działania) spożywanych substancji. Oznacza to, że podstawowy cel prohibicji, czyli spadek konsumpcji narkotyków, nie jest realizowany, jeśli weźmie się pod uwagę wzrost siły działania narkotyków.

Wojna z narkotykami nie jest też obojętna dla struktury relatywnych cen. Ponieważ koszty transportu są mniejsze w przypadku lżejszych i mniejszych objętościowo, ale mocniejszych narkotyków, zaś koszty unikania sankcji prawnych są mniej więcej stałe zarówno w przypadku słabszych, jak i mocniejszych narkotyków, prohibicja zachęca do produkcji tych ostatnich, co zmniejsza ich relatywną cenę względem słabszych substancji. W konsekwencji prohibicja zachęca konsumentów do nabywania mocniejszych narkotyków[5].

Podsumowując, prohibicja prowadzi do celów odwrotnych od oficjalnie zamierzonych. O ile może zmniejszyć ilość konsumowanych narkotyków w krótkim okresie, w długim okresie wzrost cen zachęca do zwiększenia podaży. Wbrew zamierzeniom prowadzi ona do konsumpcji mocniejszych, bardziej zmiennych i niepewnych, a przez to bardziej niebezpiecznych i uzależniających substancji, co negatywnie wpływa na zdrowie konsumentów (do tego represyjny charakter polityki narkotykowej zniechęca do leczenia). Również odwrotnie do założeń, prohibicja generuje wzrost przestępczości, zarówno po stronie konsumentów (z powodu wyższych cen i mniejszego realnego dochodu, zachęcającego osoby uzależnione do kradzieży lub prostytucji), jak i producentów (na czarnym rynku nie można odwołać się do sądów, zatem przemoc staje się ważniejszym sposobem rozwiązywania konfliktów)[6]. Na wzrost przestępczości wpływa także odciąganie rzadkich zasobów od innych zadań policji oraz wymiaru sprawiedliwości na rzecz walki z narkotykami. Nie można wreszcie zapominać o zwiększonych wydatkach rządowych, większej niestabilności w krajach produkujących narkotyki oraz ograniczaniu wolności obywateli (w wyniku zwiększonych uprawnień policji czy karania więzieniem za przestępstwa bez ofiar).

  1. Teoria prohibicji a polska walka z dopalaczami

Dopalacze są substytutami nielegalnych substancji psychoaktywnych i jako takie stanowią nieuchronny rezultat próby zbudowania utopijnego świata bez narkotyków. Historia prohibicji to nieustanne pojawianie się kolejnych (syntetycznych) substancji psychoaktywnych jako tańszych substytutów narkotyków objętych represjami (np. metaamfetamina jako kokaina dla ubogich). Dopalacze stanowią kolejny, logiczny etap bezsensownej walki z narkotykami.

Walka polskiego rządu z dopalaczami dość dobrze obrazuje ogólną teorię prohibicji. Choć po brawurowej bitwie wydanej legalnie działającym sprzedawcom i zamykaniu sklepów w 2010 r. konsumpcja dopalaczy początkowo spadała (przynajmniej wnioskując po liczbie podejrzeń zatruć, ponieważ szczegółowych danych na temat konsumpcji nie ma), to już w 2013 r. przekroczyła ona poziom z 2010 r. Tendencja taka wydaje się naturalna i wynika z tego, że produkcja spadła w krótkim okresie z powodu sankcji prawnych i zwiększonego ryzyka prowadzenia działalności[7]. Dopiero po pewnym czasie producenci mogli opracować nowe specyfiki.

Wzrost liczby zgonów mogących mieć związek z zażyciem dopalaczy widoczny od 2013 r.[8] sugeruje z kolei wzrost siły działania (tudzież spadek jakości) dopalaczy. Przyznaje to sam Główny Inspektorat Sanitarny, w swoim raporcie o środkach zastępczych za lata 2013-2014: „Jest wysoce prawdopodobne, że substancje te (tzn. pojawiające się każdego roku nowe substancje psychoaktywne – przyp. AS) wykazują znacznie silniejsze działanie na organizm (działanie psychotyczne i somatyczne), co może być również przyczyną zwiększania się liczby interwencji medycznych, a także większej liczby zgonów »w miejscu zdarzenia« mogących mieć związek z użyciem środka zastępczego”.

GIS w swoim raporcie zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz, dowodzącą tego, że walka z narkotykami (dopalaczami) pociąga za sobą wiele niezamierzonych, szkodliwych skutków. Otóż 1 lipca br. weszła w życie kolejna nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii (oraz niektórych innych ustaw), która rozszerzyła zakaz produkowania i sprzedaży dopalaczy na nowe substancje psychoaktywne. W konsekwencji producenci postanowili pozbyć się zapasów substancji objętych nowymi przepisami, wypuszczając na rynek znaczne ilości np. niesławnego „Mocarza” po obniżonej cenie[9]. Podkreślmy to: zatrucia „Mocarzem” wynikają z restrykcyjnych zmian legislacyjnych, które skłoniły producentów do rzucenia na rynek znacznej ilości niebezpiecznego specyfiku.

Jak zatem widać, zmiany na rynku dopalaczy wpisują się w ogólną teorię prohibicji. Trzeba jednak zauważyć, że jedna ich cecha wzmacnia negatywne skutki prohibicji. Jednym z jej głównych efektów jest to, że jakość i czystość narkotyków na czarnym rynku podlega częstym zmianom, których konsumenci nie są w stanie zweryfikować. Wagę tego problemu może ilustrować fakt, że zdecydowana większość zgonów związanych z używaniem narkotyków nie wynika z ich konsumpcji per se, lecz z ich nielegalnego charakteru[10]. Zjawisko to jest nasilone w przypadku dopalaczy, ponieważ priorytetem ich producentów jest szybka zmiana składu, aby być zawsze o krok przed ustawodawcą (Carpenter, 2015, s. 10).

  1. Wnioski

Wnioski dla polityki względem dopalaczy powinny być teraz oczywiste. Intensywny wzrost podaży dopalaczy obserwowany od kilku lat stanowi jeden z niezamierzonych skutków restrykcyjnej polityki narkotykowej. Trudno zatem oczekiwać, aby równie restrykcyjna polityka dopalaczowa okazała się sukcesem. Pociągnie za sobą raczej pojawianie się kolejnych mocniejszych i gorszej jakości substancji.

Jedynym sensownym rozwiązaniem jest legalizacja narkotyków, w wyniku której spadną ich ceny, co powinno zachęcić konsumentów do nabywania bardziej tradycyjnych (a przez to o mniej zmiennym i bardziej pewnym składzie) narkotyków (innymi słowy, spadną koszty alternatywne kupna dopalaczy). Ponadto legalizacja narkotyków pozwoliłaby na poddanie ich systemom kontroli jakości (tak jak w przypadku alkoholu, papierosów, herbaty czy kawy), co rozwiązałoby problem często zmieniającego się składu chemicznego obecnie zażywanych substancji.

Niestety, mimo oczywistego fiaska prohibicji alkoholowej w USA (Thornton, 1991b) oraz narkotykowej wszędzie na świecie[11] i przykładu coraz większej liczby stanów Ameryki oraz państw liberalizujących przepisy[12], premier Kopacz stwierdziła, że rząd w sprawie walki z dopalaczami „musi bardzo mocno przyśpieszyć”[13].

Oczywiście nie można spodziewać się, że te same działania doprowadzą do odmiennych rezultatów. Dodawanie kolejnych substancji do wykazu środków odurzających oraz substancji psychotropowych będzie prowadzić do przeniesienia handlu do Internetu (na strony zarejestrowane za granicą), nieustannego wyścigu zbrojeń między aparatem państwowym i chemikami oraz zgubnego wyprzedawania zapasów przed kolejnymi zmianami[14]. Zastąpienie wprowadzenia na listę zakazanych substancji drogą ustawową poprzez rozporządzenia ministerialne od 1 lipca br. jeszcze bardziej zwiększy niepewność wśród producentów, skłaniając ich do coraz szybszych zmian i bardziej krótkookresowego podejścia, ze szkodą dla jakości narkotyków i zdrowia konsumentów. Czas najwyższy porzucić politykę narkotykową bazującą na emocjach i zacząć oceniać działania rządu pod względem rzeczywistych skutków, a nie intencji.

 

Literatura

  1. Balawajder M., 2015, „Mocarz” pojawił się na rynku już 5 lat temu. Po fali zatruć handlarze ukryli część zapasu, rmf24.pl, 15.07.2015 r., http://www.rmf24.pl/raport-walka-z-dopalaczami/walka-z-dopalaczami-najnowsze-fakty/news-mocarz-pojawil-sie-na-rynku-juz-5-lat-temu-po-fali-zatruc-ha,nId,1852571, data dostępu: 23.07.2015 r.
  2. Carpenter T. G., 2015, „Designer Drugs. A New, Futile Front in the War on Illegal Drug”, Cato Institute Policy Analysis, 27 maja, nr 774.
  3. Cleveland M., 2005, „Economics of Illegal Drug Markets: What Happens if We Downsize the Drug War?”, [w:] Fish J. M. (red.), Drugs and Society: U.S. Public Policy, Lanham, MD: Rowman & Littlefield Publishers, Inc, s. 173-200.
  4. Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków, 2015, „European Drug Report 2015: Trends and Developments”, http://www.emcdda.europa.eu/edr2015#download, data dostępu: 23.07.2015 r.
  5. Główny Inspektorat Sanitarny, 2015, „Raport Głównego Inspektoratu Sanitarnego w sprawie środków zastępczych — razem przeciw dopalaczom 2013-2014”, http://www.gis.gov.pl/ckfinder/userfiles/files/BI/GIS_raport_2013-2014.pdf, data dostępu: 23.07.2015 r.
  6. Greenwald G., 2009, Drug Decriminalization in Portugal. Lessons for Creating Fair and Successful Drug Policies, Washington, D.C.: Cato Institute.
  7. Collins J. (red.), 2014, „Ending the Drug Wars”, Report of the LSE Expert Group on the Economics of Drug Policy, http://www.lse.ac.uk/IDEAS/publications/reports/pdf/LSE-IDEAS-DRUGS-REPORT-FINAL-WEB01.pdf, data dostępu: 23.07.2015 r.
  8. Ingraham Ch., 2015, Why hardly anyone dies from a drug overdose in Portugal”, The Washington Post, 5 czerwiec, http://www.washingtonpost.com/blogs/wonkblog/wp/2015/06/05/why-hardly-anyone-dies-from-a-drug-overdose-in-portugal/, data dostępu: 23.07.2015 r.
  9. Miron J. A., Zwiebel J., 1995, „The Economic Case Against Drug Prohibition”, Journal of Economic Perspectives, vol. 9, nr 4, jesień, s. 175-192.
  10. Miron J. A., 1999, „Violence and U.S. Prohibitions of Drugs and Alcohol”, NBER Working Paper Series, nr 6950.
  11. Ostrowski J., 1989, „Thinking About Drug Legalization”, Cato Institute Policy Analysis, 25 maj, nr 121.
  12. Powell B., 2013, „The Economics Behind the U.S. government’s Unwinnable War on Drugs”, Library of Economics and Liberty, http://www.econlib.org/library/Columns/y2013/Powelldrugs.html, data dostępu: 22.07.2015 r.
  13. Raport Światowej Komisji ds. Polityki Narkotykowej, 2011, http://www.soros.org/sites/default/files/global-commission-report-polish-20120613.pdf, data dostępu: 23.07.2015 r.
  14. Strzałkowski P., 2015, Nagła „epidemia” dopalaczy? Nie, liczba zatruć stale rosła, od lat, gazeta.pl, 15.07.2015 r., http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,18363979,nagla-epidemia-dopalaczy-nie-liczba-zatruc-stale-rosla.html, data dostępu: 23.07.2015 r.
  15. Thornton M., 1991a, The Economics of Prohibition, Salt Lake City: University of Utah Press.
  16. Thornton M., 1991b, „Alcohol Prohibition Was a Failure”, Cato Institute Policy Analysis, 17 lipiec, nr 157.
  17. Thornton M., 2007, “Prohibition versus Legalization. Do Economists Reach a Conclusion on Drug Policy?” The Independent Review, vol. XI, no. 3, zima, s. 417-433.

 

[1] Na temat poglądów ekonomistów na prohibicję narkotykową — zob. Thornton (2007). Ostatnio grupa ekonomistów z LSE wydała raport o znamiennym tytule „Ending the Drug Wars”, w którym nawołują do zakończenia agresywnej wojny z narkotykami i przesunięcia środków z nieefektywnej egzekucji restrykcyjnego prawa na leczenie osób uzależnionych.

[2] Bardziej kompleksowe opracowania teorii prohibicji narkotykowej można znaleźć w: Thornton (1991a); Miron, Zwiebel (1995) czy Powell (2013).

[3] Nie trzeba dodawać, że prohibicja kreuje czarny rynek, który — ze względu na zwiększone ryzyko prowadzenia działalności — przyciąga osoby o wątpliwej konstrukcji moralnej nastawione na szybki zysk, ze szkodą dla konsumentów.

[4] Potwierdza to m.in. Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków w swoim najnowszym raporcie, pisząc, że: „Dane zgromadzone w bieżącym roku wskazują na wzrost czystości lub siły działania w perspektywie średnio- lub krótkookresowej w przypadku wszystkich najczęściej używanych narkotyków w Europie” (s. 12).

[5] Najlepszym przykładem jest kokaina, która kiedyś w niewielkich ilościach była zawarta w Coca-Coli, natomiast po wprowadzeniu prohibicji zaczęła być przyjmowana w formach tak silnych i niebezpiecznych jak crack. Warto zauważyć, że na wolnym rynku istnieje raczej odwrotna tendencja do zmniejszania siły oddziaływania legalnych używek oraz substytucji mocniejszych alkoholi słabszymi (Thornton, 1991a, s. 91; Cleveland, 2005, s. 185).

[6] Więcej na temat związku między prohibicją a przestępczością – zob. Miron (1999), który zauważa m.in., że współczynnik zabójstw w USA wzrósł znacznie po 1910 r., kiedy wiele stanów wprowadziło prohibicję narkotykową i alkoholową, spadł zaś po zniesieniu prohibicji alkoholowej i ponownie wzrósł pod koniec lat 60., kiedy zintensyfikowano wojnę z narkotykami.

[7] Nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej z 8 października 2010 r. wprowadziła możliwość wycofania podejrzanych substancji wyłącznie na podstawie uzasadnionego podejrzenia, że spełnia ona definicję środka zastępczego z obrotu na czas do 18 miesięcy na mocy decyzji właściwego państwowego inspektora sanitarnego, a w przypadku stwierdzenia takiej szkodliwości nakłada dotkliwe kary finansowe na ich dystrybutorów i producentów.

[8] Według raportu GIS-u (s. 35), w 2013 r. do Ośrodka Kontroli Zatruć-Warszawa, zgłoszone zostały 3 przypadki zgonów, z czego 2 zostały potwierdzone badaniem toksykologicznym. W 2014 r. zgłoszonych zostało 7 przypadków zgonów, z czego żaden nie został oficjalnie potwierdzony. Według gazety.pl, od stycznia do maja 2015 r. zgłoszonych zostało już 9 przypadków zgonów.

[9] GIS (s. 35) tak przestrzegał przed tym: „Inną przyczyną narastania zagrożenia użycia środków zastępczych, jest bliski termin uchwalenia ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Przewiduje ona min. wprowadzenie do wykazów środków odurzających i substancji psychotropowych, ponad 100 nowych związków chemicznych. Istnieje możliwość zwiększonej aktywności podmiotów wprowadzających na rynek te związki chemiczne (wzrost podaży i promocji), w celu pozbycia się zapasów, w warunkach mniejszego zagrożenia sankcją prawną”.

[10] Przykładowo, częsta zmiana siły działania czy niepewność co do składu chemicznego kupowanych substancji prowadzi do przedawkowań pośród zdezorientowanych konsumentów. Do tego trzeba dodać zanieczyszczenia, reakcje alergiczne na nowe substancje, zakażenia itd. — zob. Ostrowski (1989); Carpenter (2015).

[11] Dostrzegła to również Światowa Komisja ds. Polityki Narkotykowej, zwracając uwagę w swoim raporcie z czerwca 2011 r. na wzrost konsumpcji narkotyków w latach 1998-2008 oraz pisząc, że „Globalna wojna z narkotykami poniosła klęskę pociągając za sobą fatalne skutki dla jednostek i społeczeństw na całym świecie”.

[12] Już cztery stany (Colorado, Oregon, Washington, Alaska) oraz Dystrykt Kolumbii zalegalizowały rekreacyjne używanie marihuany. Kilkanaście innych stanów bądź zdekryminalizowało marihuanę bądź zalegalizowało ją w celach medycznych. Portugalia zdekryminalizowała posiadanie narkotyków na własny użytek już w 2001 r. — na ten temat zob. Greenwald (2009). Nie będzie chyba zaskoczeniem informacja, że konsumpcja designer drugs w tym kraju jest niższa niż w innych krajach.

[13] Oczywiście opozycja również postuluje zaostrzenie walki z dopalaczami.

[14] Z kolei bardziej ogólne regulacje mogą prowadzić do niejasności, sprzecznych interpretacji, nadużyć prawnych ze strony organów państwa oraz ograniczeń w dostępie do substancji wykorzystywanych w przemyśle czy medycynie.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Arkadiusz Sieroń

Arkadiusz Sieroń - dr ekonomii, Uniwersytet Wrocławski, członek Zarządu Instytutu Misesa

Pozostałe wpisy autora:

10 Komentarze “Sieroń: Ekonomia dopalaczy

  1. Świetny tekst o narkotykach. Sam jestem przeciwnikiem ćpania, ale jednocześnie popieram dekryminalizację wszystkich narkotyków jakie tylko są. Podeślę tekst paru grupom do poczytania.

  2. „Niestety, mimo oczywistego fiaska prohibicji alkoholowej w USA oraz narkotykowej wszędzie na świecie”…
    Z tego wniosek że taki kraj jak Singapur nie jest z tego świata. Z resztą tyczy się to też innych krajów Azji wschodniej gdzie spożycie narkotyków jest relatywnie niewielkie. W Singapurze dzięki restrykcyjnej polityce dało się też ograniczyć do światowego minimum zużycie nikotyny. Metoda jest prosta, obligatoryjna kara śmierci za posiadanie zapisanej w ustawie ilości narkotyków, za mniejsze ilości długoletnie więzienie. W połączeniu z wyjątkowo skutecznym systemem antykorupcyjnym oraz bezwzględnym zwalczaniem przestępczości narkomania na terenie kraju prawie nie występuje. Oczywiście każdy może pojechać do Indonezji i tam kupić za grosze. Tylko takie młode szczyle jakie teraz umierają w polskich szpitalach tam przecież nie pojadą, a później człowiek ma już więcej oleju w głowie.
    Co do skutków prohibicji. Wszędzie gdzie zalegalizowano narkotyki ich spożycie wzrosło. Jeśli za jedyny cel uznamy zmniejszenie spożycia to da się go za jej pomocą osiągnąć. Odpowiednio surowe restrykcje są w stanie zminimalizować problem narkomani do poziomu symbolicznego o czym mówiłem na początku. Najnormalniej w świecie ryzyko jakie ciąży na grupach przestępczych staje się zbyt wysokie, ceny rosną do astronomicznego poziomu i ludzi nie stać nawet na to by się uzależnić.
    To czy prohibicja zgodna jest w ogóle z zasadami wolności to inna sprawa. Tylko czy zgodne z zasadami wolności jest leczenie tych ludzi na koszt podatników? (ok można to opodatkować na rzecz systemu zdrowotnego i się zwróci, tylko kto to wprowadzi?)
    I czy można dopuścić by po ulicach swobodnie chodzili naćpani ludzie którzy niewątpliwie są wolni, ale na pewno nie są odpowiedzialni, i często agresywni. Co zmieni nawet kara śmierci za przestępstwa dokonane pod wpływem skoro ci ludzie już nie myślą racjonalnie, więcej, z reguły wcale nie myślą, i przez to żadne prawo nie będzie stanowić na nich bata oraz chronić „trzeźwych” obywateli?
    Znajoma pracuje w szpitalu, przywieźli jednego pod wpływem, podobno przyjechał na komisariat, coś bąkną, wyszedł i pojechał wężykiem. Gliny chciały go zatrzymać to zaczął uciekać, zatrzymali kilkadziesiąt kilometrów dalej na blokadzie, nic mu się fizycznie nie stało, ale był w fatalnym stanie, na reanimacji chwile się poszarpał i umarł. Była noc. A gdyby był dzień i na tej drodze szli ludzie? I co z tego że by go wsadzili, przecież narkomanów ryzyko kary nie rusza, nałóg silniejszy. „Tradycyjne” narkotyki też tak z człowiekiem robią tylko trochę wolniej…

    1. Bardzo ciekawa uwagi.

      „Co do skutków prohibicji. Wszędzie gdzie zalegalizowano narkotyki ich spożycie wzrosło” – tak, początkowo, jednak później ono maleje. Jest to zgodne z tym, co pisałem o prohibicji – początkowo może zmniejszyć spożycie, jednak w długim okresie nie jest to takie oczywiste, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę wzrost siły działania narkotyków (liczy się tak naprawdę spożycie substancji czynnej, a nie ilości danego narkotyku).

      „Jeśli za jedyny cel uznamy zmniejszenie spożycia to da się go za jej pomocą osiągnąć. Odpowiednio surowe restrykcje są w stanie zminimalizować problem narkomani do poziomu symbolicznego” – oczywiście, pytanie jednak o koszty. Nawet polski rząd mógłby wygrać pewnie walkę z narkotykami, jeśliby poświęcił na nią cały swój budżet, a wszyscy policjanci przeszliby do wydziału ds. przestępczości narkotykowej. Tylko czy to miałoby sens? Podobnie jest z kosztami surowych restrykcji (śmierć setek ludzi, większe ryzyko dla policjantów itd.). Tylko nie wiem, czego to dowodzi. Raczej nie tego, że rządowa polityka narkotykowa jest lepsza od wolnorynkowej odpowiedzi, tylko tego, że rząd poprzez odpowiednio surowe restrykcje może wyeliminować rynek. Oczywiście, pozostaje retoryczne pytanie, na ile kara śmierci pomogła narkomanom rozwiązać problem ich uzależnienia. W Portugalii po dekryminalizacji spożycie początkowo wzrosło, ale ilość zgonów z powodu używania narkotyków spadła. Czy to nie jest ważniejsze od wzrostu spożycia?

      Aha, no i pomijam tutaj problem możliwej substytucji narkotyków innymi używkami czy (o czym sam Pan wspomina) nabywanie narkotyków w Indonezji, a nawet to, że niektóre dane wskazują, że nawet kara śmierci nie rozwiązała problemu. Według Amnesty International (raport „THE DEATH PENALTY. No solution to illicit drugs”, s. 67) liczba uzależnionych wzrosła po wprowadzeniu kary śmierci: „Despite the use of the death penalty, drug addiction has increased in Singapore. In October 1994 the Minister of Home Affairs reportedly stated that between December 1990 and December 1993 the total addict population in Singapore’s five drug rehabilitation centres rose by 30 per cent to 7,400. By August 1994 the number had risen to 7,700”.

      Pozdrawiam!

  3. W Singapurze podobno bardzo restrykcyjna polityka bardzo znacząco ograniczyła sprzedaż i palenie papierosów. Z kolei w Szwecji restrykcyjne prawo zmniejszyło problem prostytucji, więc czasami się udaje.

  4. No cóż, autorytaryzm/totalitaryzm bywa skuteczny, zwłaszczy kiedy jest naprawdę groźny. Nie sądzę jednak, żeby jakikolwiek autorytaryzm przetrwał próbę czasu, więc jest to skuteczność, krótkoterminowa, pozostawiająca w spadku ponadto olbrzymi bagaż niechcianych i nieprzewidzianych konsekwencji. Poza tym, jako liberał, pogradzam tego typu millowskim, utylitarnym myśleniem. Żeby liberalizm pozostał liberalizmem musi trzymać się zasady fiat iustitia, et pereat mundus. Innymi słowy, liberał stawia wolność ponad efektywność (a zwłaszcza wszelką domniemaną efektywność).

    1. Singapur to w sumie osobliwy przypadek, wszak to bardziej miasto niż państwo. Społeczna inżynieria bywa skuteczniejsza w mniejszych jednostkach. Zresztą liberalizm w sumie w pewnym sensie dopuszczałby istnienie prywatnych miast z indywidualnymi przepisami, które byłyby egzekwowane niczym regulaminy na prywatnym terenie.
      Nawet na wzór Singapuru, gdzie prohibicją objęta jest… GUMA DO ŻUCIA.
      Jednocześnie jednak gdzieś musi być ujście dla „złego ducha”. Dlatego prohibicja odnosi większe „sukcesy” w małych jednostkach – bo nadmiar „złego” wylewa się po okolicy, poza nie. Przypomina to racje świętego Tomasza o konieczności istnienia nierządu w odseparowanych dzielnicach miast.

      1. Szwecja to już jednak pełnoprawne państwo, a prostytucję w dużej mierze wyeliminowali każąc klientów. Fakt faktem, że na popularności zyskały seks wycieczki dla mniej zamożnych do Estonii a dla bardziej do Azji wschodniej, ale przynajmniej Szwedzi nie mają tego u siebie. Z kolei w Niemczech liberalizacja doprowadziła do nasilenia problemu, państwo nadal nie bardzo panuje nad tym biznesem, a szemrane towarzystwo zbija fortuny.

      2. zwyczajnie działa zasada entropii..np w Generalnej guberni..niby kontrolowano getta, a poza nimi groziła kara smierci za ukrywanie żydów..to jednak trochę udało się ich uratować..jesli ktoś uważa, ze walka z narkotykami uświęca środki…to powinien to przemysleć

  5. Dobrze, że takie artykuły pojawiają się już na stronach niezależnych instytutów.

    Muszę się zgodzić z tezami przedstawionymi w tym artykule. Problem niestety leży u podłoża mentalnego społeczeństwa. Przez dziesięciolecia wmawiano ludziom jak szkodliwe są narkotyki (zresztą już samo to słowo ma negatywny wydźwięk ugruntowany przez wieloletnią kampanię „informacyjną”). Obecnie dowolny – wyrwany do odpowiedzi – człowiek najpewniej stwierdzi, że „narkotyki to zło” i należy bezwzględnie karać ich użytkowników i posiadaczy, a także odcinać ich od pomocy medycznej (co świadczy o stereotypowym obrazie użytkownika, obecnie z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że konsumenci lżejszych narkotyków opłacają służbę zdrowia, więc ewentualna pomoc się im po prostu należy). Wpływa to na podejście władz do kwestii narkotyków – niemal każda opcja polityczna popiera prohibicję, jak mantrę powtarzając, że „narkotyki są złe i będziemy je tępić z całą stanowczością”, wbrew racjonalnym argumentom znacznej części społeczeństwa.

    „Co zmieni nawet kara śmierci za przestępstwa dokonane pod wpływem skoro ci ludzie już nie myślą racjonalnie, więcej, z reguły wcale nie myślą, i przez to żadne prawo nie będzie stanowić na nich bata oraz chronić „trzeźwych” obywateli?”

    To jest przykład stereotypowego myślenia. Pańska opinia wydaje się nacechowana emocjonalnie, a argumenty nie są poparte wiarygodnymi danymi, jedynie ogólnikami.
    Chcąc karać śmiercią użytkowników samej marihuany (zgodnie z ostatnim wpisem na blogu p. Wandy Nowickiej, liczbę takich ludzi szacuje się w Polsce na 2-3mln, co stanowi prawie 10% społeczeństwa) odciąłby Pan budżet państwa od 10% wpływów z podatków. Mało tego, tak liczna grupa ludzi stanowi 5x większą liczbę (przyjmując wartość średnią – 2,5 mln ludzi), niż wymagane jest do zgłoszenia projektu ustawy w ramach inicjatywy obywatelskiej (pomińmy już fakt, że w 2014 żaden obywatelski projekt nie przeszedł pierwszego czytania w sejmie – taka demokracja). Dla przypomnienia – w ostatnich wyborach prezydenckich na Pawła Kukiza w pierwszej turze głosowało 3 099 079 osób, a po wyborach dało się dostrzec polityczną prostytucję polegającą na próbie przejęcia tego elektoratu. Karanie takiej liczby osób jest więc dla władz co najmniej niewygodne.

  6. Może i w Singapurze wyeliminowano narkotyki, a w Szwecji prostytucję. Osobiście nie wierzę w oficjalne rządowe komunikaty, bo jak można obliczyć, że po legalizacji marihuany ilość jej użytkowników wzrosła, skoro wcześniej było to nielegalne i mało kto się rządowi przyznawał, że przypala? Co więcej, nielegalność narkotyków nie sprawia, że pod ich wpływem nikt nie wsiądzie za kółko i nie spowoduje wypadku, tak samo jak legalność nie sprawi, ze będziemy mieli tłumy naćpanych kierowców. Alkohol jest legalny a ogromna większość osób korzystających z niego jeździ jednak trzeźwa. Pytaniem jest też, czy w bankach w Singapurze nie trzymają pieniędzy bossowie narkotykowi z całego świata (tak mi sie coś obiło o uszy) więc delegalizacja narkotyków w ich kraju miałaby na celu promocję status quo, bo to sie im po prostu opłaca. Co do wspomnianej w komentarzach Szwecji… myślę, że ludzi nie zmieni żadna ustawa, więc zawsze znajdzie się jakieś inne wyjście i św. Tomasz miał rację, a co najważniejsze, nie wiem i byłbym mocno ostrożny w przenoszeniu szwedzkich wzorów na na nasze terytorium, bo za tym musiałoby iść i przyjmowanie ludzi z obcych kultur i utrzymywanie ich czy uznanie, że kultura polska jest gorsza od kultury imigrantów. Dziekuję, postoję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy