Tyszkiewicz: Czarny rynek „czarnego złota”

4 września 2015 Historia gospodarcza komentarze: 0

Autor: Jan Jakub Tyszkiewicz
Źródło: historykon.pl
Wersja PDF, EPUB, MOBI

Pierwotnie opublikowano na portalu historykon.pl 30 lipca 2015

czarnyWęgiel dzięki rewolucji przemysłowej stał się najbardziej życiodajnym surowcem dla rozwiniętej gospodarki. To „czarne złoto” było w pierwszej połowie XX wieku podstawowym surowcem energetycznym, także w USA. Jednakże wraz z wielkim kryzysem lat 30.  i falą regulacji wprowadzanych przez rząd federalny nawet dla firm zajmujących się jego wydobyciem i dystrybucją nastały ciężkie czasy. Wtedy też narodził się prężny czarny — dosłownie i w przenośni — rynek.

Po niszczącej wojnie secesyjnej gospodarka amerykańska zaczęła się rozwijać w sposób bardzo dynamiczny. Rodziły się nowe fortuny i wielkie przemysłowe przedsięwzięcia. Rosła liczba imigrantów oraz mieszkańców miast. Rozrastały się także same aglomeracje miejskie. Kraj przecinały coraz to nowe linie kolejowe, a pociągi mknęły coraz szybciej. Szerokie zastosowanie znajdował wynalazek, jakim był prąd elektryczny, który docierał wszędzie tam, gdzie tylko można było zyskać na nim choćby parę centów. Wraz z ogólnym wzrostem standardu życia i rozwojem technologii to właśnie prądem zasilano nowe, potężne maszyny oraz mniej energochłonne, acz liczniejsze sprzęty domowe. Wszystko to, cała rozwinięta gospodarka czerpiąca garściami z korzyści jakie dawała kwitnąca przedsiębiorczość i dominacja własności prywatnej, stwarzało ogromne zapotrzebowanie na produkcję energii. W USA przez cały czas szybkiego rozwoju w XIX oraz pierwszej połowy XX wieku energię pozyskiwano przede wszystkim z węgla. Jednakże nawet ta gałąź gospodarki nie była bezpieczna, gdy w roku 1929 uderzył tzw. wielki kryzys niemiłosiernie wydłużony i pogłębiany gospodarczym interwencjonizmem prezydenta Hoovera, a później Roosevelta. A zapotrzebowanie na energię wciąż było ogromne.

Ustawą znieść konkurencję

Wielki kryzys szczególnie mocno uderzył w rynek dóbr kapitałowych, czyli dóbr wykorzystywanych w produkcji innych dóbr. Węgiel był jednym z nich — z jego pomocą produkowano przede wszystkim energię elektryczną zasilającą miasta, fabryki, linie komunikacyjne i wiele innych. Po 1929 sytuacja wyglądała źle, wiele kopalni zamykano, dużo górników zostało zwolnionych, firmy często dokonywały drastycznych cięć. Jednakże dla przemysłu węglowego (oraz wielu innych) sytuacja miała się jeszcze pogorszyć. Gdy Franklin Delano Roosevelt wygrał wybory w 1933 roku, nastroje były pozytywne, mimo tego, że kryzys wciąż szalał. Obietnica zdecydowanego działania i zrównoważenia budżetu działała budująco. Jednakże, jak później się okazało, budżet był ostatnią rzeczą jaką przejmował się nowy prezydent. Przystąpił on jednak szybko do przeprowadzania licznych reform, czego wielu miało wkrótce zacząć żałować.

Już na samym początku swej prezydentury Roosevelt zaczął wprowadzać szeroko zakreślony program interwencjonistycznych zmian. W okresie „stu dni” wypełnionych intensywną pracą legislacyjną narodziła się ustawa, która zmieniła oblicze amerykańskiego przemysłu, w tym także przemysłu węglowego. Nazywała się ona ustawą o narodowym odrodzeniu przemysłu (National Industrial Recovery Act, dalej NIRA). Jej twórcy, wychodząc z błędnego założenia, że kryzys jest winą „chaotycznego” rynku, postanowili uporządkować przemysł z pomocą „kodeksów etyki”. Miały być one ustalane w poszczególnych branżach wspólnie przez przedsiębiorców, związki zawodowe oraz przedstawicieli rządu federalnego. Ich głównym zadaniem było ograniczenie konkurencji na rzecz „współpracy” i narzucanie konkretnych warunków wszystkim przedsiębiorcom objętych danym kodeksem. Ustalano konkretne wymiary godzin, ceny, płace etc. zabijając rywalizację i odcinając możliwość wejścia na rynek nowych graczy. Przyniosło to opłakane skutki — całe szczęście NIRA już po kilku latach siania gospodarczego chaosu została uznana za niekonstytucyjną. Jednakże straty, które poczyniła, były znaczne i dużej mierze nieodwracalne, a ich konsekwencje jeszcze przez długi czas źle wpływały na gospodarkę.

„Kodeks węglowy”, którym zostały objęte górnictwo węgla, doprowadził do sytuacji, w których wokół zamykanych z powodu ograniczeń kopalni tworzyły się slumsy bezrobotnych górników, w niezamkniętych kopalniach zaś ograniczano liczbę godzin i dokonywano „dzielenia etatów” (sztucznie zwiększano liczbę zatrudnionych dokonując podziału pracy), co przyczyniało się do tego, że pracownicy zarabiali jeszcze mniej. Regulacje cen wyjątkowo mocno uderzały w mniejsze firmy. Niejednokrotnie upadały one, nie wytrzymując nieuczciwej rywalizacji z większymi przedsiębiorstwami, które mogły sobie pozwolić na dostosowanie się do arbitralnie ustalonych cen narzuconych przez kodeks. Wszystkie te negatywne skutki wprowadzenia NIRA w życie, które przyczyniały się do pogłębienia kryzysu, były najbardziej widoczne w stanach, które żyły z górnictwa, takich jak Pensylwania. W tym stanie ograniczenie legalnej przedsiębiorczości doprowadziło także do powstania nielegalnej konkurencji.

Zwyczaj przeradza się w kradzież

Przy wydobyciu, transporcie oraz obróbce „czarnego złota” zawsze powstawała pewna ilość odpadków, część węgla pozostawała porozrzucana po okolicy, część surowca gorszej jakości nie była przewidziana do sprzedaży i zostawała na miejscu. W Pensylwanii, gdzie węgiel wydobywany był na dużą skalę, narodził się specyficzny zwyczaj. Pracownicy kopalń i mieszkańcy okolicznych miasteczek za pozwoleniem właścicieli mogli wejść na ich teren i zebrać porozrzucane resztki, które mogły potem zostać wykorzystane jako opał. Firmom nie były one i tak potrzebne, więc z chęcią godziły się na coś takiego. A odrobina dobroczynności przecież żadnemu kapitaliście nigdy nie zaszkodziła. Z oczywistych względów zbieraniem tych przemysłowych odpadków trudnili się przede wszystkim biedniejsi mieszkańcy, którzy woleli poświęcić swój czas, zamiast przeznaczać pieniądze na zakup opału. Z czasem jednakże sytuacja zaczęła się zmieniać, mimo że właściciele kopalń dalej pozwalali wkraczać zbieraczom na swoją własność i nie czynili im problemu. Technologia wydobycia i produkcji stawała się lepsza, więc odpadków było coraz mniej. Postęp sprawiał także, że do pracy nie było potrzebnych tylu ludzi co niegdyś. Nacisk rosnących powoli w siłę związków zawodowych wcale tu nie pomagał — wręcz przeciwnie zaogniał sytuację i motywował do dalszej mechanizacji. Wszystko to doprowadziło do powstania niebezpiecznego precedensu, który zaistniał jeszcze przed nadejściem kryzysu. W trakcie strajków niektórzy wchodzili na ziemie firm i wykopywali tam, to co po polsku można nazwać potocznie „biedaszybem”, by dostać się do kryjącego się blisko powierzchni węgla. W ten prymitywny sposób pozyskiwano węgiel z terenów, na których nie było prowadzone wydobycia, z różnych względów — np. ukształtowanie krajobrazu sprawiało, że było to wówczas nieopłacalne. Jednakże wszystko to robiono jedynie na własny użytek i to w sytuacjach postrzeganych jako ekstremalne, np. w czasie strajku, kiedy nie posiadano środków do życia, a zbliżała się zima. Mimo rzadkości zjawiska właściciele kopalń z oczywistych względów byli wrogo nastawieni do takich działań. Jednakże nauka, że jeśli się postarasz, to możesz złamać prawo własności i ujść z tym na sucho, nie poszła w las. Gdy uderzył kryzys, dla wielu sytuacja uznawana za ekstremalną stała się codziennością — a niewykorzystywane przez ograniczających wydobycie przedsiębiorców ziemie, bogate w węgiel, zaczęły kusić okolicznych mieszkańców.

Czarny rynek rozkwita

Wraz z pogarszaniem się sytuacji gospodarczej wiele firm ograniczało zatrudnienie i wydobycie, niektóre by uratować się przed bankructwem zamykały część z kopalń, skupiając się na tych, które były najbardziej wydajne. Wiele sprzętu i infrastruktury stała bezczynnie, a liczba bezrobotnych rosła. Wtedy to bardziej przedsiębiorczy eks-górnicy, korzystając ze swojego zawodowego doświadczenia oraz mając w pamięci lekcje z przeszłości, zaczęli dokonywać intruzji na ziemie firm i wykopywać prymitywne szyby. Z początku czyniono to jedynie nocą, lecz coraz częściej robiono to otwarcie, za dnia. Węgiel wydobywany był już nie tylko na własne potrzeby. Okoliczne miasta i fabryki i elektrownie dalej potrzebowały „czarnego złota”, by funkcjonować. Wydobywany nielegalnie węgiel stał się uzupełnieniem tam, gdzie zabrakło legalnego. Właściciele kopalń byli oburzeni tym, że ktoś w tak bezczelny sposób kradnie im węgiel. Wysadzanie nielegalnych szybów i przeganianie bezrobotnych nie dawało jednak zbyt dużych efektów. Tym bardziej, że lokalne społeczności, które na handlu nielegalnym węglem zyskiwały, akceptowały ten proceder. Tyczyło się to nawet lokalnych władz, które wolały rozkładać ręce przed wściekłymi przedsiębiorcami, niż ścierać się z hordami bezrobotnych. Poparcie takich działań przez niektórych duchownych także nie pomagało.

Prawdziwa eksplozja sektora nielegalnego wydobycia i dystrybucji węgla nastąpiła jednakże wraz z wejściem w życie NIRA. Gdy narzucono arbitralnie ustalone regulacje, przede wszystkim cenowe, nielegalny węgiel stał się jeszcze bardziej atrakcyjną alternatywą — zarówno dla nabywców szukających niższych cen, jak i dla bezrobotnych szukających rozsądnych zarobków. Mimo oporu legalnie działających właścicieli kopalni biznes oparty na nielegalnym węglu dynamicznie się rozwijał. Podczas gdy w 1931 roku węgiel pozyskiwany z nielegalnych „biedaszybów” sprzedawany był w promieniu 25 mil od miejsca wydobycia, to w 1932 dystans wzrósł nawet do 90 mil. By transportować urobek, wynajmowano bądź kupowano ciężarówki, których coraz większe karawany podróżowały w kierunku miast i ośrodków przemysłowych. Według szacunków Louisa Adamica rok po wejściu w życie NIRA na terenie Pensylwanii istniało około 5000 szybów oraz małych, prymitywnych kopalń, w których pracowano nielegalnie 6 dni w tygodniu (podczas gdy w legalnie działającej kopalniach rzadkością był już nawet czterodniowy tydzień pracy) oraz ponad 10 000 niedziałających szybów, które już zostały wyeksploatowane. Dla wielu miasteczek, jak m.in. Centralia, Shamokin, czy Mount Carmel, było to główne źródło utrzymania. W roku 1934 z nielegalnego wydobycia i handlu węglem utrzymywało się około 100 000 ludzi, a obroty na ten sam rok sięgnąć mogły nawet do 45 000 000 dolarów! Kolumny ciężarówek nieustannie kursowały pomiędzy miejscami wydobycia, a miastami, takimi jak Nowy Jork, Brooklyn, New Jersey, Filadelfia, Chester, Wilmington, Baltimore oraz okolicznymi miasteczkami. Coraz większe pieniądze sprawiały, że nikt w lokalnych społecznościach nie dostrzegał w procederze nic złego — w końcu jest kryzys, a żyć z czegoś trzeba.

Ujarzmienie potwora

Konkurencja między legalnym biznesem ograniczanym kodeksami, a nielegalnymi „niezależnymi górnikami” nasilała się. Próby wysadzania nielegalnych kopalń i szybów nie przynosiły oczekiwanych skutków, a proceder rozkwitał w najlepsze. Nikt nie chciał, lub nie mógł podjąć zdecydowanej akcji przeciwko czarnemu rynkowi węgla. Mówi się, że jeśli nie możesz pokonać wroga, to powinieneś się z nim sprzymierzyć. Tak uczyniły niektóre firmy — zaczęły zawierać ugody i umowy z dokonującymi intruzji na ich ziemie bezrobotnymi. Wśród pracujących nielegalnie robotników nie było wpływów komunistycznych oraz radykalnych pomysłów rodem z wieców związków zawodowych, więc szły zazwyczaj na ugodę. Rządy stanowe i federalne zaczęły także planować przesiedlanie części z eks-górników na samowystarczalne farmy utworzone z udzielonego przez państwo kredytu by ograniczyć statystyczne bezrobocie oraz realny czarny rynek. W ten sposób próbowano ujarzmić stworzonego przez państwo potwora.

Czarny rynek, niezależnie, czy dotyczy on węgla, alkoholu, narkotyków, dopalaczy, czy świerszczyków, jest zawsze dziełem państwa. W tym przypadku skumulowane zostały efekty załamania napędzonego przez Rezerwę Federalną inflacyjnego boomu oraz regulacji zabijających zdrową przedsiębiorczość w przemyśle. Próba sterowania gospodarką w przypadku węgla poniosła absolutną klęskę, a siły rynkowe pokazały, że w przypadku narzucenia odgórnych ograniczeń w odpowiedzi oddolnie zostaną znalezione konkretne rozwiązania. W momencie gdy wszyscy ponoszą straty, siłą rzeczy ludzie będą szukać próby „odkucia się” — nawet jeśli będzie to nielegalne.

Bibliografia

  1. Adamic L., The Great ‘Bootleg’ Coal Industry, http://newdeal.feri.org/nation/na3446.htm, 04.06.2015.
  2. Francis H. W., Report, Clarksburg, West Virginia, December 1, 1934, http://newdeal.feri.org/hopkins/hop12.htm, 04.06.2015.
  3. Francis H. W., Report, Clarksburg, West Virginia, November 25, 1934, http://newdeal.feri.org/hopkins/hop09.htm, 04.06.2015.
  4. Francis H. W., Report, Williamson, West Virginia, December 7, 1934, http://newdeal.feri.org/hopkins/hop04.htm, 04.06.2015.
  5. Moser J. E., Presidents from Hoover Through Truman, 1929-1953, Westport 2002.
  6. Shi David, Tindall George, Historia Stanów Zjednoczonych, Zysk i S-ka, Poznań 2002.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jan Jakub Tyszkiewicz

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy