Friedman: Przestępczość

5 października 2015 Prawo komentarze: 19

Autor: David Friedman
Źródło: econlib.org
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Wersja PDF, EPUB, MOBI

przestępczośćEkonomiści podchodzą do analizy przestępczości z jednym prostym założeniem — przestępcy są racjonalni. Bandyta jest bandytą z tego samego powodu, dla którego ja jestem ekonomistą — ponieważ jest to dla niego najbardziej atrakcyjna spośród dostępnych mu opcji. Decyzja o popełnieniu przestępstwa, jak każda inna decyzja ekonomiczna, może być analizowana jako wybór pomiędzy alternatywnymi kombinacjami kosztów i korzyści. Weźmy pod uwagę, jako prosty przykład, argument, który niekiedy wysuwany jest w dyskusjach nad kontrolą posiadania broni. Przeciwnicy prywatnego posiadania broni utrzymują, że w brutalnych strzelaninach między przestępcami i ich ofiarami, to przestępcy zazwyczaj wygrywają. Wszak zawodowy przestępca ma zdecydowanie więcej powodów do nauki, jak korzystać z broni niż przypadkowa, potencjalna ofiara.

Ten argument jest prawdopodobnie prawdziwy, jednak wniosek, iż zezwolenie zarówno przestępcom, jak i ofiarom, na posiadanie broni będzie działać na korzyść tych pierwszych, wcale z niego nie wynika. Aby zrozumieć dlaczego tak jest, wyobraźmy sobie, że w wyniku dopuszczenia legalnego posiadania broni przez obywateli, jedna na dziesięć staruszek decyduje się nosić broń w torebce. Ponadto załóżmy, że jednemu na dziesięć pośród tych, którzy noszą broń, udaje się zabić bandytę, gdy zostaje przez niego zaatakowany — kolejnych dziewięciu nie trafia, rzuca broń lub strzela sobie w stopę.

Jeśli weźmiemy pod uwagę średnią — przestępcy wygrywają. Jednak średnio każda setka napadów na staruszki owocuje jednym zabitym bandytą. Bardzo niewiele staruszek nosi wystarczająco dużo pieniędzy, by warto było ryzykować nawet jedną szansę na sto zostania zabitym. Teoria ekonomii sugeruje, że liczba rozbojów powinna się zmniejszyć — nie dlatego, że wszyscy bandyci zostali zabici, ale dlatego, że niektórzy z nich zdecydowali się zająć bezpieczniejszymi profesjami.

Jeśli idea, jakoby bandyci racjonalnie maksymalizowali zysk, wydaje się niewiarygodna, zastanówmy się nad tym, kto zazwyczaj zostaje ofiarą napadu. Jeśli celem bandyty jest pokazanie, jakim jest macho, to w takim wypadku napadanie na staruszki ma niewiele sensu. Jeśli celem jest zdobycie pieniędzy możliwie jak najniższym kosztem, to wtedy wiele przemawia za wybraniem jak najbardziej bezbronnej ofiary, jakie mogą znaleźć. W prawdziwym świecie ofiarami napadów pada znacznie więcej drobnych staruszek niż koszykarzy. Podążając tym tokiem rozumowania, John Lott oraz David Mustard w swoim kontrowersyjnym artykule uznali, że prawa ułatwiające zdobycie pozwolenia na legalne posiadanie przy sobie ukrytej broni palnej prowadzą do spadku przestępczości.

To jeden z przykładów bardzo ogólnej implikacji analizy ekonomicznej konfliktu. Aby powstrzymać kogoś od robienia czegoś, co wyrządza szkodę, czy to rabowania domu, czy zanieczyszczania powietrza, niekoniecznie trzeba mu to uniemożliwić — wystarczy jedynie sprawić, aby było nieopłacalne.

Analiza ekonomiczna może także być użyta w celu zrozumienia natury przestępczości zorganizowanej. Prasa, prokuratorzy i FBI często przedstawiają przestępczość zorganizowaną niemal tak, jakby mówili o General Motors albo IBM — jako hierarchiczną organizację z kilkoma bossami, kontrolującymi tysiące podwładnych. To co wiemy o ekonomii organizacji podpowiada nam, że są to mało prawdopodobne opisy rzeczywistych organizacji przestępczych. Jednym z głównych ograniczeń rozmiaru firmy jest problem kontroli. Im więcej szczebli hierarchii istnieje pomiędzy prezesem a pracownikiem w fabryce, tym trudniej jest osobom zarządzającym monitorować i kontrolować pracowników. Jest to jeden z powodów, dla którego małe firmy są często bardziej skuteczne niż duże firmy.

Spodziewalibyśmy się, że ten problem będzie szczególnie poważny na rynkach przestępczych. Praworządny biznes może, i faktycznie czyni, powszechny użytek z notatek, raportów, ocen pracy itd., aby przekazywać informacje między jedną warstwą hierarchii a drugą. Jednak to właśnie ten rodzaj informacji, który przestępcy używają do śledzenia poczynań swoich pracowników, może także być użyty przez prokuratora okręgowego, aby zbadać poczynania tychże przestępców. To, co ekonomiści nazywają „informacyjną dysekonomią skali”, jest zatem szczególnie dotkliwym problemem dla przedsięwzięć działających na zasadach przestępczych. Oznacza to, że takie przedsiębiorstwa powinny być na ogół mniejsze od firm działających na innych rynkach.

Przedsięwzięcia przestępcze są oczywiście trudniejsze do badania od tych zwykłych. Jednakże te badania, które udało się wykonać, jak praca Petera Reutera i Jonathana B. Rubinsteina, zdają się potwierdzać to, na co wskazuje teoria. Kryminalne przedsiębiorstwa wydają się być względnie małe, a organizacja przemysłu przestępczego stosunkowo zdecentralizowana — jest to dokładne przeciwieństwo wzorca przedstawianego w powieściach, filmach i prasie popularnej. Może być więc tak, że „przestępczość zorganizowana” to nie tyle korporacja, co swego rodzaju izba handlowa rynku przestępczego — sieć jednostek i małych firm, które rutynowo robią ze sobą interesy i okazjonalnie współpracują we wspólnym interesie.

Analiza ekonomiczna może także przewidywać efektywność środków egzekwowania prawa. Rozważmy trwającą obecnie „wojnę z narkotykami”. Z ekonomicznego punktu widzenia jej celem jest zmniejszenie podaży nielegalnych narkotyków, podnosząc tym samym ich ceny, oraz zmniejszenie ilości osób chcących je konsumować. Jedną ze strategii egzekwowania jest naciskanie na kraje, takie jak Kolumbia, by zapobiegały produkcji koki, surowca stosowanego do tworzenia kokainy.

Taka strategia, jeśli okazałaby się skuteczna, przeniosłaby produkcję koki do jakiegokolwiek kolejnego kraju, który jest najlepszy w jej produkowaniu. Koka może rosnąć w wielu miejscach, a więc zmiana ta nie zwiększy znacznie kosztów jej uprawy. Publikowane szacunki wskazują, że koszt produkcji narkotyków za granicą i ich transport do Stanów Zjednoczonych stanowi tylko około 1% ich ceny „na ulicy”. Więc nawet jeśli udałoby się nam podwoić koszt koki — co wydaje się mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę doświadczenia z elastycznością podaży innych upraw — wynik taki oznaczałby wzrost ceny kokainy jedynie o 1%, oraz równie niewielki spadek w konsumowanej ilości kokainy. A zatem analiza ekonomiczna sugeruje, że wywieranie presji na inne kraje, aby przestały produkować narkotyki, prawdopodobnie nie jest najskuteczniejszym sposobem na ograniczenie ich spożycia.

Interesującą kwestią w analizie ekonomicznej przestępczości jest pytanie o to, które reguły prawne są efektywne ekonomicznie? Ogólnie mówiąc, które reguły pozwalają na zmaksymalizowanie rozmiaru gospodarczego ciasta — tj. które maksymalizują poziom, w którym ludzie otrzymują to czego pragną? Ma to znaczenie zarówno dla ogólnych zagadnień, takich jak pytanie: „Czy kradzież powinna być nielegalna?”, oraz bardziej szczegółowych, typu „Jak obliczyć optymalną karę za dane przestępstwo?”

Zastanówmy się nad kwestią praw przeciwko kradzieży. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jakkolwiek kradzież nie byłaby niemoralna, wcale nie jest nieefektywna. Jeśli ukradnę ci dziesięć dolarów, to ja będę bogatszy o 10 dolarów, a Ty będziesz o nie biedniejszy, więc całkowity dobrobyt społeczeństwa pozostaje niezmieniony. Zatem jeśli oceniamy prawa wyłącznie na gruncie ekonomicznej efektywności, wydaje się, że nie ma powodu, aby czynić kradzież nielegalną.

Wydaje się to być oczywiste, lecz jest błędne. Możliwość zarabiania na kradzieży, tak jak możliwości zarabiania innymi sposobami, przyciągają zasoby ekonomiczne. Jeśli kradzież jest bardziej dochodowa niż zmywanie naczyń lub bycie kelnerem, to pracownicy będą kraść, a nie pracować. Wraz ze wzrostem ilości kradzieży, zysk z kradzieży będzie malał, zarówno dlatego, że wszystkie łatwe do kradzieży dobra zostaną już ukradzione, jak i dlatego, że ofiary będą się bronić przed zwiększonym poziomem kradzieży za pomocą zakładania zamków, zasuw, alarmów antywłamaniowych czy psów stróżujących. Proces zatrzyma się dopiero wówczas, gdy kolejna osoba rozważająca zostanie złodziejem stwierdzi, że będzie tak samo zamożna, kontynuując zmywanie naczyń — tj. gdy zyski ze stania się złodziejem będą mniej więcej równe kosztom.

Złodziej działający na granicy opłacalności, utrzymuje się, wkładając swój czas i wysiłek, dzięki cenie tego, co ukradnie. Dlatego strata ofiary jest stratą społeczną netto — złodziej nie ma żadnego zysku, którym byłby ją w stanie zrównoważyć. Więc istnienie kradzieży czyni całe społeczeństwo biedniejszym nie dlatego, że pieniądze zostały przetransferowane od jednej osoby do drugiej, ale dlatego, że produktywne zasoby zostały przekierowane z sektora produkcji do sektora kradzieży.

Pełna analiza kosztów kradzieży byłaby bardziej skomplikowana niż ten szkic, a koszt społeczny kradzieży nie byłby już dokładnie równy ilości dóbr skradzionych. Byłby on mniejszy do tego stopnia, do którego ludzie szczególnie zdolni w kradzieży zarabialiby więcej, niż mogliby zarobić w każdej innej profesji, osiągając zysk netto, który częściowo równoważyłby stratę ofiar. Natomiast byłby wyższy do tego stopnia, w jakim kradzież generuje dodatkowe koszty, takie jak koszt zabezpieczeń przed kradzieżą podjętych przez potencjalne ofiary. Główny wniosek jednakże pozostaje taki, że będziemy netto bardziej zamożniejsi, jeśli kradzież pozostanie nielegalna.

Wniosek ten jednak musi zostać uściślony spostrzeżeniem, że aby zmniejszyć zjawisko kradzieży, musimy poświęcić pewne zasoby na łapanie i karanie złodziei. Kradzież jest nieefektywna, jednak wydawanie stu dolarów, aby zapobiec kradzieży dziesięciu dolarów, jest jeszcze bardziej nieefektywne. Zmniejszenie kradzieży do zera z pewnością kosztowałoby więcej, niż byłoby warte. Tym, czego chcemy, z punktu widzenia efektywności ekonomicznej, jest optymalny poziom kradzieży. Chcemy zwiększać wydatki na egzekwowanie prawa do momentu, w którym jeden dolar wydany na łapanie i karanie złodziei redukuje koszt netto kradzieży o więcej niż jednego dolara. Powyżej tego punktu dodatkowe zmniejszanie kradzieży kosztowałoby więcej, niż byłoby warte.

Rodzi to wiele problemów, zarówno empirycznych, jak i teoretycznych. Kwestie empiryczne dotyczą trwającego sporu na temat tego, czy kara odstrasza od popełnienia przestępstwa — a jeśli tak, to w jakim stopniu. Podczas gdy teoria ekonomii przewiduje, że jakiś efekt odstraszania powinien istnieć, nie mówi nam jednak, jak duży on w istocie jest. Isaac Ehrlich, w szeroko cytowanym (i szeroko krytykowanym) badaniu efektu odstraszającego kary śmierci, stwierdza, że każda egzekucja zapobiega siedmiu morderstwom. Inni badacze otrzymali zupełnie odmienne wyniki.

Interesującym zagadnieniem teoretycznym jest pytanie, jak wybrać najlepszą kombinację prawdopodobieństwa zatrzymania i wysokości kary? Można sobie wyobrazić karanie kradzieży przez złapanie połowy złodziei i wymierzanie im grzywny po sto dolarów, przez złapanie jednej czwartej wszystkich złodziei i wymierzenie im dwustu dolarów grzywny, lub przez złapanie jednego złodzieja ze stu i powieszenia go. Jak zdecydować, która alternatywa jest najlepsza?

W pierwszej chwili może się wydawać, że efektywnym jest nakładanie najwyższej możliwej kary. Im surowsza kara, tym mniej przestępców musisz złapać, aby utrzymać dany poziom odstraszania — a łapanie przestępców jest kosztowne. Jednym z powodów, dla którego takie rozumowanie jest błędne, jest fakt, że karanie przestępców także jest kosztowne. Niski wymiar kary może przyjąć formę grzywny — to co przestępca straci, zyska sąd, więc koszt netto tej kary wynosi zero. Przestępcy zazwyczaj nie mogą zapłacić dużych kar, więc wysoki wymiar kary przyjmuje formę pozbawienia wolności albo egzekucji, które są mniej efektywne — nikt nie dostaje tego, co przestępca traci i ktoś musi zapłacić za więzienie.

Drugim powodem, dla którego nie chcemy maksymalnego poziomu kar dla wszystkich naruszeń jest fakt, że chcemy dać przestępcom motywację do ograniczenia ich przestępczej działalności. Jeśli kara za napad z bronią w ręku jest taka sama jak kara za morderstwo, to bandyta złapany na gorącym uczynku ma większą motywację do zabicia świadków. Może mu się udać uciec, a w najgorszym wypadku mogą go powiesić tylko raz.

Ostatnim ciekawym pytaniem jest, dlaczego w ogóle mamy prawo karne? W naszym systemie prawnym niektóre naruszenia są nazywane cywilnymi i w ich przypadku oskarżenie wysuwane jest przez ofiarę, podczas gdy inne nazywane są karnymi, co oznacza, że oskarżenie wysuwane jest przez państwo. Dlaczego nie możemy mieć czystego systemu cywilnego, w którym napad byłby traktowany jako naruszenie własności, bądź naruszenie umowy, w których ofiara pozywa napastnika?

Takie instytucje istniały w niektórych społeczeństwach w przeszłości. W rzeczywistości nasz obecny system zatrudniania przez państwo specjalistów do pozywania i ścigania jest w istocie stosunkowo nowy w anglo-amerykańskiej tradycji prawnej, sięga tylko około dwustu lat. Niektórzy naukowcy, poczynając od Gary’ego Beckera i George’a Stiglera, sugerowali, że ruch w kierunku czystego systemu cywilnego byłby pożądany, podczas gdy inni, szczególnie William Landes i Richard Posner, argumentowali za efektywnością obecnego podziału na prawo cywilne i prawo karne.

 

Bibliografia

  • Ayres, Ian oraz John J. Donohue III, „Shooting Down the »More Guns, Less Crime« Hypothesis”, Stanford Law Review 55 (2003): 1193, dostępne online: http://islandia.law.yale.edu/ayers/Ayres_Donohue_article.pdf.
  • Becker, Gary S. „Crime and Punishment: An Economic Approach”, Journal of Political Economy 76 (1968): 169–217.
  • Becker, Gary S. i George J. Stigler, „Law Enforcement, Malfeasance, and Compensation of Enforcers”, Journal of Legal Studies 3 (1974): 1–18.
  • Benson, Bruce, The Enterprise of Law: Justice Without the State, San Francisco: Pacific Research Institute for Public Policy, 1990.
  • Ehrlich, Isaac. „The Deterrent Effect of Criminal Law Enforcement”, Journal of Legal Studies 1 (1972): 259–276.
  • Friedman, David, „Efficient Institutions for the Private Enforcement of Law”, Journal of Legal Studies 13 (1984): 379–397, dostępne online: http://www.daviddfriedman.com/Academic/Efficient_Inst_For_Priv_Enf/Private_Enforcement.html.
  • Friedman, David, Law’s Order: What Economics Has to Do with Law and Why It Matters, Princeton: Princeton University Press, 2000, dostępne online: http://www.daviddfriedman.com/laws_order/index.shtml.
  • Friedman, David. „Private Creation and Enforcement of Law—a Historical Case”, Journal of Legal Studies 8 (1979): 399–415, dostępne online: http://www.daviddfriedman.com/Academic/Iceland/Iceland.html.
  • Landes, William M. i Richard A. Posner, „The Private Enforcement of Law”, Journal of Legal Studies 4 (1975): 1–46.
  • Lott, John i David Mustard, „Crime, Deterrence i Right-to-Carry Concealed Handguns”, 1997, dostępne online: http://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=10129.
  • Reuter, Peter i Jonathan B. Rubinstein, „Fact, Fancy, and Organized Crime”, Public Interest 53 (Fall 1978): 45–67.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

David Friedman

Pozostałe wpisy autora:

19 Komentarze “Friedman: Przestępczość

  1. Staruszka z bronią w torebce, często wyrywają właśnie torebki i to w tłoku. Jakoś nie bardzo przekonuje mnie wizja obrony torebki przez staruszkę pistoletem przed napastnikiem wśród wielu przechodniów na ulicy, mogą być przypadkowe ofiary, dodatkowo jak więcej osób zaalarmowanych napadem wyciągnie z kieszeni swoją broń to już może być prawdziwa jatka, chyba, że się wszyscy wcześniej znają. W teorii to wszystko wygląda ładnie, ale rzeczywistość jest inna. Poza tym przewaga przestępcy nie polega na tym, że lepiej strzela i jest silniejszy, ale głównie na tym, że to on wybiera sposób i czas ataku. Działa z zaskoczenia. W większości spraw, które znam to staruszka sama wpuściła napastnika do domu, myśląc, że jest kimś innym, w trzech przypadkach napastnik zaatakował w momencie otwierania drzwi przez staruszkę, odwracając jej uwagę poprzez zadanie jakiegoś pytania i wpychając na siłę do środka. Zresztą zdecydowana większość zabójstw w Polsce dotyczy ludzi, którzy wcześniej dobrze znali swoje ofiary, byli ich konkurentami, konkubinami, synami, ojcami, sąsiadami itd, zabójca wykorzystywał sen/kąpiel/upojenie alkoholowe/zaskoczenie ofiary aby dokonać swojej zbrodni. Tak, że jakoś ta teoria ekonomizacji przestępstwa nie do końca mi odpowiada, zbyt upraszcza problem.

    1. Chyba trochę zbyt dosłownie interpretujesz ten tekst. Kluczowy jest fragment:
      „Jednak średnio każda setka napadów na staruszki owocuje jednym zabitym bandytą. Bardzo niewiele staruszek nosi wystarczająco dużo pieniędzy, by warto było ryzykować nawet jedną szansę na sto zostania zabitym. Teoria ekonomii sugeruje, że liczba rozbojów powinna się zmniejszyć — nie dlatego, że wszyscy bandyci zostali zabici, ale dlatego, że niektórzy z nich zdecydowali się zająć bezpieczniejszymi profesjami.”

      Zamiast staruszki wstaw sobie „potencjalna ofiara” i wszystko nabiera głębszego sensu. Każda uzbrojona potencjalna ofiara (nawet jeśli uda się zabić jednego bandytę na sto rozbojów) zwiększa koszt (ryzyko) rozboju, więc wielu drobnych bandytów o słabych nerwach i w miarę trzeźwo kalkulujących zrezygnuje z takiej pokusy.

  2. ‚Pełna analiza kosztów kradzieży byłaby bardziej skomplikowana niż ten szkic, a koszt społeczny kradzieży nie byłby już dokładnie równy ilości dóbr skradzionych. Byłby on mniejszy do tego stopnia, do którego ludzie szczególnie zdolni w kradzieży zarabialiby więcej, niż mogliby zarobić w każdej innej profesji, osiągając zysk netto, który częściowo równoważyłby stratę ofiar’.

    Czyli gdyby złodziej był całkowicie bezproduktywny w każdej innej profesji, to lepiej żeby kradł jak najwięcej, bo kradnąc 10000 zł zamiast 1000 w tym samym czasie będzie bardziej produktywny? W jakim sensie szczególne zdolności złodzieja miałby równoważyć stratę ofiar?

    1. Mam nadzieję, że na to forum nie dostały się „trolle internetowe”, lecz pytanie wynika z chęci zrozumienia problemu. Koszt społeczny kradzieży to wszystkie straty ofiary, więc czasem lepiej mieć do czynienia ze sprawnym złodziejem – który np. otworzy zamek wytrychem, a nie wejdzie niszcząc przy okazji całe drzwi. Ktoś dobry jako złodziej, który wolał jednak np. zostać marnym rzemieślnikiem, generuje pewne społeczne koszty z tytułu niskiej jakości swoich usług (zna pan program „Usterka”? Jego „bohaterowie” swoją pracą niekoniecznie przynoszą dochód społeczny). Albo jeszcze inaczej: kradnę zamiast zarejestrować się jako bezrobotny – wtedy koszt społeczny moich działań pomniejszamy o wartość zasiłku, który mógłbym brać (a nie biorę).

      1. ‚Pełna analiza kosztów kradzieży byłaby bardziej skomplikowana niż ten szkic, a koszt społeczny kradzieży nie byłby już dokładnie równy ilości dóbr skradzionych. Byłby on mniejszy do tego stopnia, do którego ludzie szczególnie zdolni w kradzieży zarabialiby więcej, niż mogliby zarobić w każdej innej profesji, osiągając zysk netto, który częściowo równoważyłby stratę ofiar’.

        Dider, Friedman napisał, że ‚koszt społeczny kradzieży nie byłby już dokładnie równy ilości dóbr skradziony. Byłby on MNIEJSZY do tego stopnia…’ Zakładamy, że wejdzie ‚umiejętnie’ i weźmie tylko telewizor warty 2000. Jak wejdzie z drzwiami, to ta strata będzie większa o koszt drzwi. Tylko że to ‚umiejętne’ wejście z wytrychem w żaden sposób nie zmniejsza tej straty w wysokości 2000 zł.

  3. Po prostu taki wirtuoz jak Arsen Lupin kradnąc wytwarza dużą wartość dodaną więc to jest argument za tym żeby złodzieje płacili VAT. Nie śmiem dociekać czy są oni w stanie przerzucić go na swoich ‚klientów’ czy zapłacą z własnej kieszeni ;-D

  4. Laik, przyznam, że nie rozumiem tego fragmentu. Może go źle przetłumaczyłem? W oryginale to było tak:
    „A full analysis of the cost of theft would be more complicated than this sketch, and the social cost of theft would no longer be exactly equal to the amount stolen. It would be less to the extent that people who are particularly skillful at theft earn more in that profession than they could in any other, giving them a net gain to partly balance the loss to their victims.”

    Jeśli mam zgadywać, to wydaję mi się, że jeśli złodziej kradnie, to ma jakieś „dochody”. Z tych dochodów (bo odjęciu kosztów jego działalności), cześć zysku może posłużyć jak rekompensata dla tych, których okradł. Z kolei gdyby taki złodziej nie miał żadnego dochodu, a generował same koszta, to strata „społeczna” byłaby większa. Sugerowałoby to, że lepiej jest kraść niż nic nie robić, ale Friedman dalej wyjaśnia, że tak nie jest, bo kradzież po pierwsze przyciąga zasoby (np. kapitał ludzki), a z drugiej strony generuje dodatkowe koszta w postaci nakładów na ochronę własności, restytucje mienia itd. Jemu, zdaje się, chodzi o to, że jak zrobi się taki bilans korzyści i strat dla wszystkich jednostek, to wyjdzie nam (w porównaniu z kosztem egzekwowania tego zakazu) strata netto. Gdyby kradzież nie odciągała kapitału od bardziej produktywnych zajęć i jednocześnie nie generowała żadnych dodatkowych kosztów (a przynajmniej mniejszych kosztów niż koszt egzekucji zakazu), to wtedy nic nie stałoby na przeszkodzie, aby ją zalegalizować.

    1. ‚Z kolei gdyby taki złodziej nie miał żadnego dochodu, a generował same koszta, to strata „społeczna” byłaby większa’. Tylko tutaj ten jego zysk, jest stratą obrabowanego. Tutaj nie jest świadczona żadna użyteczna usługa czy wytworzone dobro. To nawet nie jest redystrybucja, bo jeszcze pociąga inne koszty, o których dalej wspomina Friedman. Już lepiej, żeby nic nie robił (zakładając, że zasiłku nie dostaje) niż żeby kradł.

  5. Swoją drogą to jest bardzo dobry argument przeciwko „legalnej” kradzieży, jak ją Bastiat nazywał. Efekt ekonomiczny państwowej redystrybucji jest dokładnie taki sam, jak kradzieży – zasoby (w tym najcenniejszy z zasobów – kapitał ludzki) jest wchłaniany z rynku przez państwo i jednocześnie obywatele ponoszą ogromne koszta, żeby unikać opodatkowania i regulacji. Friedmanowski wniosek jest zatem jeden: zakazać państwowej redystrybucji/kradzieży, bo to z punktu widzenia ekonomii bardziej efektywne, a na gruncie utylitaryzmu bardziej etyczne.

  6. A mnie wkurza, że utożsamia się racjonalność z maksymalizacją wartości oczekiwanej. Zgodnie z takim rozumowaniem, na przykład granie w gry totalizatora sportowego jest nieracjonalne. Wartość oczekiwana wygranej z losu jest niższa niż jego cena. A teraz wyobraźcie sobie, że jesteście śmiertelnie chorzy i lekarstwo mogące Was uleczyć kosztuje jakieś 3mln zł. Macie ostatnie 100zł oszczędności. Kupienie za to losów jest jak najbardziej racjonalne, chociaż wartość oczekiwana wygranej jest mniejsza niż 100zł. Podobnie jest z tą nieracjonalnością w artykule.

  7. 1Tłumaczenie jest dobre. Chodzi o to że ‚straty społeczne byłyby pomniejszone o różnicę między złodziejską pensją a potencjalną pensją niezłodziejską’ /pensje netto po odjęciu kosztów of course/ i to mi się nie podoba bo 2 autor robi socjalistyczny agregat, sumuje wszystko w skali społecznej. Czyli gdyby na porodówce pozamieniać all noworodki to dla autora per saldo wszystko się zgadza nie ma problemu i o co ci ludzie się tak awanturują? Wystarczy dać napis nad szpitalem wejście tylko w krawatach bo klient w krawacie jest mniej awanturujący się i po problemie. Normalnie Bareja. To prawda że średnio Friedman i Gates mają po 30 mld usd ale to jest wirtualna prawda bo niech Friedman spróbuje coś sobie kupić za 15 mld usd. Autor zagregował złodziei razem z ich ofiarami i zadowolony że per saldo wszystko gra. 3 to już ktoś napisał kradzież to nie jest gospodarcze działanie w tym sensie że to nie jest wytwórczość tu nie ma wartości dodanej. To jest gra o sumie zerowej. 4Lem pytał dlaczego dobry złodziej to nie to samo co zły dobrodziej? No właśnie dobry złodziej to zły złodziejczłowiek /dla ofiary/ tu Laik ma rację

  8. Pociągnę jeszcze punkt 4 dobry złodziej to ktoś kto maksymalizuje swój zysk a nie minimalizuje straty ofiary więc gadka że dobry złodziej nie wyłamuje drzwi /tylko delikatnie ściąga z zawiasów i puszcza na allegro/, nie torturuje ofiary tylko obiecuje bilet do kina by zdradziła szyfr do sejfu itd to bzdura. Po 5 nie ma najmniejszej możliwości legalizacji kradzieży bez delegalizacji własności prywatnej bo np co z tego że ukradnę milion jak każdy może mi go w majestacie prawa odebrać nawet siłą. Jeżeli istnieje klucz który otwiera wszystkie zamki to po co zamki? Jeżeli nie ma zamków to po co klucz. Kradzież ma sens tylko w kraju gdzie to jest nielegalne albo gdy w kraju są dwie grupy ludzi uber- i unter- menschów. Uber- mogą okradać unter- ale nie mogą innych uberów. Unter- mogą być okradani przez uber-. Tak mniej więcej było 80 lat temu w Niemczech. Oraz wcześniej w USA gdzie próbowano utworzyć republikę złodziei. Pierwszym prawem tej republiki był zakaz kradzieży!/na jej terytorium i wobec jej mieszkańców/ Jak wygląda praktyka gdy wolno kraść? Przypadek autentyczny. Banda porwała biznesmena ukryła go w lesie pod strażą jednego bandyty a sami poszli negocjować okup. A facet się pyta ‚ile ci płacą? Dam ci 5 razy tyle tylko mnie puść.’ I było po porwaniu. Złodziej okradł złodziei. Pozwolenie na kradzież ma sens tylko gdy dotyczy ograniczonej grupy osób. Na przykład mi wolno kraść a Friedmanowi nie, więc mogę mu spokojnie złożyć wizytę. Jeżeli on też może no to wynik spotkania niepewny. Po 6 nie zgadzam się na traktowanie kradzieży jako jeszcze jednego działu gospodarki. Bo to jest działanie antygospodarcze, to jest sabotaż. Można wliczać do PKB różne różności ale spróbujcie wliczyć do PKB sabotaż. Pomniejszanie strat społecznych wynikających z kradzieży o jakąś część zysków złodzieja to kuriozum stosowane szeroko tylko w komunie. Komuniści najpierw zamordowali dosłownie i w przenośni prywatną inicjatywę a później się chwalili że to państwo zelektryfikowało ZSRR.

  9. Wydaję mi się, że trochę przesadzacie. Friedman nie mówi, żeby znieść własność prywatną, zalegalizować kradzież i uznać przestępczość za gałąź gospodarki, tylko mówi, że ekonomiczna analiza przestępczośći traktuje organizacje przestępcze tak jak firmy, a przestępców tak jak wszystkich innych aktorów gospodarczych – tzn. jako racjonalne jednostki, które maksymalizują swoją użyteczność. A dzięki takiemu traktowaniu sprawy możemy spojrzeć na motywacje przestępców w innym świetle i dzięki tej wiedzy skuteczniej przeciwdziałać przestępczości.

    PS. Czy każdy kto stosuje agregaty w analizie ekonomicznej jest socjalistą? Nawet najsłynniejszy po Rothbardzie anarchokapitalista? 😉

  10. agregaty są OK. Można np sumować poszczególne branże, kraje, specyficzne usługi można nawet sumować zyski wszystkich złodziei itd. Ale jeżeli moje straty są czyimś zyskiem to nie można tego sumować bo wychodzi że kradzież nie ma znaczenia negatywnego dla społeczeństwa. Jeżeli ważymy się u lekarza, to nie robimy tego trzymając zgrzewkę 10 kg cukru. Patrząc ad absurdum to według metodologii Friedmana jeżeli mam do wyboru kraść 10 tys usd miesięcznie albo nie kraść i wydawać 1 tys usd swoich oszczędności to lepiej żebym kradł bo w ten sposób PKB rośnie o 1 tys usd. Jeżeli gmina wydaje na straż pożarną milion na pensje i był pożar który przyniósł straty na 1.5 mln a za nadgodziny związane z gaszeniem straż dostała jeszcze dodatkowe 2 mln, to per saldo pożar przyniósł społeczności gminnej zysk 0.5 mln na czysto (pensja całkowita minus pensja podstawowa jest o pół bańki większa niż straty). Oczywiście w obu przykładach pominąłem koszty ale zawsze tak można dobrać dane żeby pożar i kradzież zwiększały dobrobyt społeczeństwa. Można nawet obliczyć przy jakiej ilości pożarów i kradzieży Polska będzie mieć 100 mld usd nadwyżki budżetowej ;-D. Jako wniosek powiem tak: Agregaty są OK a kreatywna księgowość NIE JEST OK.

    1. „Oczywiście w obu przykładach pominąłem koszty ale zawsze tak można dobrać dane żeby pożar i kradzież zwiększały dobrobyt społeczeństwa.”

      Przecież Friedman tego nie robi. To jest jakiś strawman… On zakłada hipotetyczną sytuację: jeśli kradzież nie generowałaby kosztów to byłaby „czystą” redystrybucją (ja tracę 10 zł, ty zyskujesz 10 zł – w skali społeczeństwa zmienił się „tylko” podział tortu, a nie jego wielkość). Przecież to jest fakt, że gdyby kradzież nie generowała kosztów, nie przyciągała kapitału, nie deformowała struktury bodźców, której podlegają producenci, to nie miałaby znaczenia dla efektywności ekonomicznej. Nie rozumiem w czym tkwi problem – to jest tylko rozważanie hipotetycznej sytuacji, właśnie po to żeby wyjaśnić i podkreślić jak zjawisko kradzieży wpływa negatywnie na efektywność ekonomiczną i dlaczego warto ponosić koszta z egzekwowaniem jej zakazu. On w ten sposób uwypukla właśnie to, co w zjawisku kradzieży wpływa negatywnie na efektywność ekonomiczną.

  11. Według szkoły austriackiej (i chyba nie tylko według niej) gospodarka opiera się o dobrowolne transakcje. A dobrowolność oznacza że obie strony zyskują. Tort do podziału rośnie dlatego możemy sumować nawet zyski obu stron transakcji. Kradzież to działanie z zupełnie innej bajki. To pasożytnictwo – wszystko co złodziej ma (i przychód i zysk) wzięło się ze straty ofiary. Mamy grę o sumie zerowej. Tort nie rośnie a nawet maleje bo złodziej włamując się może coś zniszczyć np wybić szybę. pasożytnictwo złodziejstwo to rakowa narośl na zdrowym ciele gospodarki więc ożywienie wzrost obrotów w tej branży zawsze oznacza minus dla gospodarki per saldo a kłopoty tej branży zawsze oznaczają wzrost w gospodarce per saldo. To wszystko nie przeczy 99% tekstu Friedmana tylko jego próbie sumowania branży złodziejskiej z resztą gospodarki i próbie zmniejszania strat społecznych przy pomocy nadwyżki pensji złodziejskiej nad uczciwą. Przykro mi to mówić jako wzorowemu obywatelowi ale rzeczywiście niektóre przestępstwa nie chcę tu ich wymieniać mogą być swobodnie sumowane z resztą legalnej gospodarki ale nie kradzieże, pobicia, zabójstwa, porwania dla okupu itd.

    1. „To wszystko nie przeczy 99% tekstu Friedmana tylko jego próbie sumowania branży złodziejskiej z resztą gospodarki i próbie zmniejszania strat społecznych przy pomocy nadwyżki pensji złodziejskiej nad uczciwą. Przykro mi to mówić jako wzorowemu obywatelowi ale rzeczywiście niektóre przestępstwa nie chcę tu ich wymieniać mogą być swobodnie sumowane z resztą legalnej gospodarki ale nie kradzieże, pobicia, zabójstwa, porwania dla okupu itd.”

      On nie zrównuje statusu społęcznego złodzei z producentami, tylko traktuje złodzei tak jak w analizie ekonomicznej powinno się ich traktować, żeby zrozumieć ich motywacje – jako racjonalnych maksymalizatorów użyteczności. To jest (pozytywna) analiza ekonomiczna przestępczości, a nie (normatywny) tekst dotyczący niemoralności kradzieży. Zresztą nie sądzę, żeby Friedman był zwolennikiem amoralizmu, raczej chodzi mu o to, że jak będziemy analizować organizacje przestępcze tak jak firmy, to więcej o zrozumiemy o tym, jak i dlaczego te organizacje są zbudowane, jak działają, jakim bodźcom podlegają, etc.

  12. Zgadzam się z 99 % tego co napisał Friedman. Analiza ekonomiczna branży złodziejskiej, rozmaitych motywacji postępowania złodziei, traktowanie ich jak firmę itd ja to wszystko rozumiem. Nie zgadzam się natomiast na wliczanie zysków złodziejskiej branży do zysków gospodarki i moja niezgoda ma charakter racjonalny a nie moralny. Mówimy tu o niedobrowolnym transferze dóbr. Czyli złodziejstwo to nie jest branża tylko antybranża. Cytuję: ‚Jeśli ukradnę ci dziesięć dolarów, to ja będę bogatszy o 10 dolarów, a Ty będziesz o nie biedniejszy, więc całkowity dobrobyt społeczeństwa pozostaje niezmieniony.’ To są słowa nie do przyjęcia i nie chodzi o moralność ale o rozsądek. Powiedzmy, że jakiś John D. ukradnie wszystko co ma wartość w całych USA a Friedman na to: ‚całkowity dobrobyt społeczeństwa pozostaje niezmieniony więc nic szczególnego się nie stało, biznes as jużłel.’ W momencie próby sumowania zysków złodziei z normalną gospodarką Friedman rozumuje jak matematyk a nie jak ekonomista i to jest prakseologiczny błąd. Mówiąc inaczej czysta redystrybucja zmniejsza tort! I dlatego po wprowadzeniu komunizmu na pustyni po kilku latach zabraknie piasku. Wynika to nie z moralności, nie z matematyki tylko z ekonomicznej prakseologii. Jeżeli mamy dwa identyczne, autarkiczne państwa z identycznymi tortami i w jednym ustawimy redystrybucję na 20% a w drugim na 80% to wiadomo czyj tort będzie większy po kilku latach. Co więcej wysoka redystrybucja cofnie drugi kraj poniżej poziomu startowego. Dlaczego tak się stanie? Bo jeśli istnieje duża szansa, że to co zarobię zostanie mi odebrane (przez rząd, przez złodzieja), to mam mniejszą motywację do zarabiania i wyższą preferencję czasową. Lepiej ziarno na zasiew zjeść, skoro plony pójdą do podziału z którego nie wiadomo jaka część faktycznie mi przypadnie. I w ten sposób gospodarka zamiast się rozwijać zaczyna się zwijać. Kradzież jest szkodliwa gospodarczo nie dlatego, że generuje koszty lecz dlatego, że jest odebraniem prawa własności do tego co ktoś posiada wbrew jego woli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy