Rothbard: Wstęp do wydania trzeciego „Wielkiego Kryzysu w Ameryce”

9 grudnia 2015 Cykle koniunkturalne komentarze: 0

Autor: Murray N. Rothbard
Tłumaczenie: Marcin Zieliński
Wersja PDF, EPUB, MOBI

Niepublikowany dotychczas w języku polskim wstęp do trzeciego wydania Wielkiego Kryzysu w Ameryce (1975 r.)

Książkę można bezpłatnie pobrać z zasobów Internetowej Biblioteki Ekonomicznej

kryzysuAmeryka doświadcza właśnie pełnowymiarowej inflacyjnej depresji. Po inflacyjnej recesji w latach 1969—1971 wkrótce nadeszła depresja, której towarzyszy jeszcze większa inflacja. Kryzys zaczął się w listopadzie 1973 roku, a jesienią 1974 roku okazało się, że sytuacja jest o wiele poważniejsze, niż mogło się na początku wydawać. Od tamtej pory produkcja stale się zmniejsza, a stopa bezrobocia wzrosła do około 10 procent. W niektórych rejonach bezrobocie znalazło się na jeszcze wyższym poziomie. Polityczno-gospodarczy establishment, podejmując desperackie próby stworzenia złudzenia optymizmu w czasie najpoważniejszego kryzysu od lat trzydziestych, skupił się na dwóch kwestiach: a) niedokładności wskaźników bezrobocia; i b) fakcie, że podczas depresji w latach trzydziestych sytuacja wyglądała o wiele gorzej. Pierwszy argument jest prawdziwy, jednak mało istotny. Bez względu na to, jak bardzo niedokładne są te wskaźniki, to poważny wzrost bezrobocia z niecałych 6 do 10 procent w odstępie jednego roku (od 1974 do 1975 roku) świadczy o tym, że ta przerażająca historia dzieje się naprawdę. I chociaż w latach trzydziestych gospodarka znajdowała się w jeszcze gorszej kondycji niż teraz, to musimy pamiętać o tym, że była to przecież największa depresja w historii Ameryki. Oczywiście według standardów obowiązujących przed 1929 rokiem obecnej depresji nie można by uznać za łagodną.

Pojawienie się inflacyjnej depresji stanowi wyraźny dowód na to, jak bardzo katastrofalne są skutki stosowania od lat trzydziestych jakże cenionych przez ekonomistów, choć jednocześnie też opierających się na błędnych fundamentach, teorii. Od czterdziestu lat dowiadujemy się z podręczników, periodyków ekonomicznych i wystąpień doradców ekonomicznych rządu, że państwo dysponuje odpowiednimi narzędziami, by z łatwością zapobiegać z jednej strony inflacji, a z drugiej kryzysom gospodarczym. Słyszymy, że rząd, stosując odpowiednie rozwiązania w sferze fiskalnej i monetarnej, może „manipulować” gospodarką w celu wyeliminowania cyklów koniunkturalnych i zapewnienia trwałej nieinflacyjnej koniunktury. Ta popularna teoria — obdarta z żargonu, równań i wykresów — mówi zasadniczo tylko tyle, że jeśli pojawi się groźba kryzysu, to rząd, chcąc mu zapobiec, musi nacisnąć pedał gazu — pompować pieniądze i zwiększać wydatki. Kiedy jednak pojawia się problem inflacji, to rząd, chcąc problem ten usunąć, musi nacisnąć hamulec — wysysać pieniądze z gospodarki i zmniejszać wydatki. Stosując te narzędzia, rządowi planiści ekonomiczni rzekomo są w stanie tak sterować gospodarką, by ta omijała przeszkody, jakimi są z jednej strony bezrobocie i recesja, a z drugiej inflacja. Co jednak rząd powinien zrobić, kiedy kryzysowi towarzyszy wysoka inflacja? Czy teraz nasz samozwańczy kierowca, wielki rząd, ma nacisnąć jednocześnie na pedał gazu i hamulec?

Ekonomiści, będąc świadkami katastrofalnych konsekwencji swoich błędnych teorii i zdając sobie sprawę z tego, że ich nadzieje i plany nie spełniły się, są coraz bardziej zakłopotani i zdesperowani. Wyraźnie można zauważyć, że nie mają oni żadnego pojęcia o tym, co należy teraz zrobić, ani nawet nie potrafią wyjaśnić obecnego bałaganu. Jedyne, co potrafią, to na przemian przyspieszać i hamować z zadziwiającą wręcz gwałtownością w nadziei, że któreś z tych rozwiązań w końcu zadziała (przykładowo jesienią 1974 roku prezydent Ford wzywał do podniesienia podatku dochodowego, by kilka miesięcy później opowiadać się za jego obniżeniem). Standardowa teoria ekonomii okazała się zbankrutowana. Pokolenie temu na uczelniach w całym kraju kurs na temat cyklu koniunkturalnego zastąpiono kursem „makroekonomii”. Teraz ekonomiści zaczynają sobie ponownie uświadamiać, że problem cyklu koniunkturalnego wcale nie zniknął, chociaż nie potrafią w żaden sposób tego fenomenu wyjaśnić. Niektórzy ekonomiści, przywódcy związkowi i przedsiębiorcy, nie widząc żadnej nadziei dla wolnego rynku, zaczynają opowiadać się za wprowadzeniem w Ameryce gospodarki kolektywistycznej. Warto zauważyć, że w szeregach Komitetu na rzecz Krajowego Planowania Gospodarczego (Initiative Committee for National Economic Planning) można znaleźć ekonomistów jak Wassily Leontief, przywódców związkowych jak Leonard Woodcock oraz przedstawicieli wielkiego biznesu jak Henry Ford II.

Chociaż wielu ekonomistów pogrąża się teraz w rozpaczy, nie wiedząc, co się dzieje, to jedna szkoła myśli ekonomicznej przewidziała cały ten gospodarczy bałagan, dysponuje spójną teorią, z pomocą której można wyjaśnić obecne wydarzenia, i wie, jak wydostać się z tarapatów — i to bez potrzeby odrzucenia wolnego rynku na rzecz kolektywistycznego planowania. Szkoła ta postuluje odbudowanie systemu wolnej przedsiębiorczości, którego funkcjonowanie było przez lata krępowane przez interwencje rządu. Mowa tutaj o szkole austriackiej, której teoria została przedstawiona w tej książce. Według austriackiej doktryny długotrwała inflacja jest konsekwencją ciągłego zwiększania podaży pieniądza, którą manipuluje rząd federalny. Od czasu powstania Systemu Rezerwy Federalnej w 1913 roku, podaż pieniądza i kredytu bankowego w Ameryce znajduje się pod pełną kontrolą rządu federalnego. Kontrola ta stopniowo zwiększała się: w 1933 roku Stany Zjednoczone zrezygnowały z krajowego standardu złota, w 1968 roku ze standardu złota w transakcjach zagranicznych, a w 1971 roku porzuciły go ostatecznie. Teraz ani Rezerwa Federalna, ani znajdujące się pod jej kontrolą banki nie muszą już wymieniać dolarów na złoto, dzięki czemu Fed może zwiększać podaż pieniądza papierowego i bankowego wedle własnego uznania. Im bardziej Fed zwiększa podaż pieniądza, tym szybciej rosną ceny, co skutkuje błędną alokacją zasobów w gospodarce i pogorszeniem sytuacji materialnej tych osób, których dochody nie rosną wystarczająco szybko.

Szkoła austriacka dowodzi również, że inflacja to nie jedyna tragiczna konsekwencja rządowej ekspansji podaży pieniądza i kredytu, gdyż skutkiem tej ekspansji jest też zniekształcenie struktury inwestycji i produkcji z powodu nadmiernego wzrostu inwestycji w błędne projekty w sektorze dóbr kapitałowych, co znajduje swoje odzwierciedlenie w powszechnie znanym fakcie, że w czasie boomu ceny dóbr kapitałowych zawsze rosną szybciej niż ceny dóbr konsumpcyjnych. Recesja jest więc zjawiskiem nieuchronnym. To proces korekty, w trakcie którego rynek likwiduje chybione inwestycje powstałe w czasie boomu i przesuwa zasoby z sektorów wytwarzających dobra kapitałowe do sektorów produkujących dobra konsumpcyjne. Im dłuższa jest inflacja, tym bardziej zostaje zniekształcona struktura produkcji i tym bardziej bolesna musi być recesja, której towarzyszy proces dostosowawczy. W konsekwencji względnego spadku cen dóbr kapitałowych w okresie recesji zasoby są przesuwane do sektorów wytwarzających dobra konsumpcyjne, czego byliśmy świadkami podczas depresji w latach 1974—1975, kiedy to ceny surowców przemysłowych gwałtownie spadły, ceny hurtowe pozostały na niezmienionym poziomie albo nieznacznie się obniżyły, a ceny dóbr konsumpcyjnych wciąż szybko rosły — co jest cechą charakterystyczną inflacyjnej depresji.

Co według szkoły austriackiej rząd powinien teraz zrobić? Aby skończyć z długotrwałą inflacją, która w każdej chwili może wyrwać się spod kontroli, rząd musi zaprzestać zwiększania podaży pieniądza. Podaż pieniądza rośnie w konsekwencji manipulacji dokonywanych przez Rezerwę Federalną, polegających albo na obniżaniu stopy rezerw obowiązkowych, albo na skupie aktywów na otwartym rynku. Źródła inflacji należy doszukiwać się nie w „monopolu” biznesu, agitacji związków zawodowych, działaniach spekulantów ani „łapczywości” konsumentów, lecz w usankcjonowanych prawem operacjach fałszerstwa, których dokonuje rząd. Rząd jest jedyną instytucją w społeczeństwie, która może dopuszczać się fałszerstwa — tworzyć nowy pieniądz. Dopóki będzie on z tego prawa korzystać, dopóty doświadczać będziemy zgubnych skutków inflacji, która, jeśli wymknie się spod kontroli, musi zakończyć się upadkiem waluty. Moglibyśmy spróbować przekonać rząd, aby zaprzestał korzystania z prawa do tworzenia inflacji. Ponieważ jednak raczej nie zrezygnuje on ze swojej władzy, której często nadużywa, to o wiele pewniejszym rozwiązaniem problemu inflacji byłoby całkowite pozbawienie rządu prawa do fałszerstwa: albo przez wprowadzenie ustawy zakazującej Fedowi skupu jakichkolwiek aktywów i obniżania stopy rezerw obowiązkowych, albo przez zlikwidowanie Systemu Rezerwy Federalnej. Do 1913 roku radziliśmy sobie bez systemu bankowości centralnej i nie mieliśmy wtedy do czynienia z równie gwałtowną inflacją i równie poważnymi kryzysami. Niemniej ważny jest powrót do standardu złota — pieniądza mającego oparcie w towarze wytwarzanym nie przez rząd przy użyciu pras drukarskich, lecz przez rynek. W 1933 roku rząd federalny skonfiskował złoto należące do społeczeństwa, twierdząc, że jest to rozwiązanie tylko tymczasowe. Chociaż minęło już ponad czterdzieści lat od tamtej chwili, złoto wciąż znajduje się w Fort Knox, a społeczeństwo nie ma do niego żadnego dostępu.

Jeśli nie chcemy kolejnych kryzysów, rozwiązanie jest proste: musimy odebrać Fedowi prawo do zwiększania podaży pieniądza, dzięki czemu zniknąłby problem inflacji. Jeśli chcemy, by rynek wyszedł z depresji, nie możemy pozwolić rządowi na ingerowanie w jej przebieg. Proces dostosowawczy zakończyłby się wtedy tak szybko, jak to tylko możliwe, a społeczeństwo mogłoby znowu cieszyć się zdrowym i wydajnym systemem gospodarczym. Zanim w latach trzydziestych rząd zaczął interweniować na szeroką skalę, wszystkie kryzysy były krótkie. Poważny kryzys w 1921 roku skończył się tak szybko, że sekretarz handlu Hoover, mimo swoich interwencjonistycznych skłonności, nie zdążył przekonać prezydenta Hardinga do podjęcia interwencji. Zanim Harding uznał, że należy zaingerować, kryzys zdążył się skończyć. Kiedy w październiku 1929 roku nastąpił krach na giełdzie, Herbert Hoover, który wtedy był już prezydentem, od razu rozpoczął program interwencjonizmu na szeroką skalę, całkowicie paraliżując w ten sposób proces rynkowy. Hoover i Roosevelt, realizując politykę Nowego Ładu, przyczynili się do wydłużenia i pogłębienia kryzysu. Sytuację uratował dopiero wybuch drugiej wojny światowej. Leseferyzm — polityka, której charakterystyczną cechą jest brak rządowego interwencjonizmu — to jedyne skuteczne rozwiązanie dla gospodarki pogrążonej w kryzysie.

W tych czasach chaosu i beznadziei szkoła austriacka oferuje nam zarówno wyjaśnienie współczesnych bolączek, jak i receptę na nie. Recepta ta jest równie radykalna, choć pod względem politycznym trudniejsza do przełknięcia, co idea porzucenia wolnej gospodarki i wprowadzenia w jej miejsce totalitarnego a zarazem niewydajnego systemu kolektywistycznego planowania gospodarczego. Szkoła austriacka stoi w opozycji do tej idei i uważa, że problem kryzysów gospodarczych można rozwiązać tylko pod warunkiem, że rząd przestanie mieszać się w gospodarkę, realizować politykę inflacji i sprawować kontrolę nad podażą pieniądza, a także ingerować w przebieg procesu dostosowawczego w okresie recesji. W czasach załamania gospodarczego nie można majsterkować przy gospodarce. Musimy podjąć radykalne kroki w kierunku naprawdę wolnego i nieskrępowanego rynku i pozbyć się rządu z gospodarki oraz odciąć go od podaży pieniądza.

Palo Alto, Kalifornia, maj 1975

Podobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj redakcję IM. Dzięki Twojej darowiźnie opublikujemy więcej wartościowych komentarzy, tłumaczeń i innych ciekawych tekstów.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Murray N. Rothbard

Murray Newton Rothbard (ur. 2 marca 1926, zm. 7 stycznia 1995) - ekonomista, historyk, filozof prawa i polityki. Uczeń Ludwiga von Misesa. Autor traktatu ekonomicznego "Man, Economy and State" (polskie wydanie: "Ekonomia wolnego rynku") oraz wielu innych książek i artykułów o ekonomii i historii. Jeden z twórców współczesnego libertarianizmu.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy