Wong: Chińskie oszczędności kontra amerykańskie wydatki

10 marca 2016 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 1

Autor: Peter Wong
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Tomasz Kugiel
Wersja PDF, EPUB, MOBI

Tekst z 1 stycznia 2015 r.

chińskieW październiku 2014 r. MFW opublikował raport, w którym chiński PKB mierzony parytetem siły nabywczej oszacowano na 17,6 bilionów dolarów (dolar w tym tekście za każdym razem odnosi się do dolara amerykańskiego). Tym samym Chiny stały się największą gospodarką na świecie, wyprzedzając Stany Zjednoczone, których PKB oszacowano na 17,4 bilionów dolarów. Niedługo potem MarketWatch opublikowało artykuł pod tytułem „It’s Official: America is now No. 2”. W artykule zwrócono uwagę, że Stany Zjednoczone, po raz pierwszy od 1869 r. — kiedy to prezydenturę objął Ulysses S. Grant — straciły wiodącą rolę w światowej gospodarce, spadając na drugie miejsce. Ludzie czerpiący do tej pory dumę z amerykańskiej dominacji gospodarczej znaleźli się w trudnej sytuacji, choć od dawna zdawali sobie sprawę z chińskiego wzrostu.

Mierzenie PKB

Oczywiście pod wieloma względami, a przynajmniej pod względem nominalnego PKB porównywanego na podstawie kursu walutowego, produkcja amerykańskiej gospodarki jest wciąż większa od chińskiej o 70%. Amerykańskie PKB per capita znacząco wyprzedza chińskie. Jednak przy obecnym tempie chińskiego wzrostu gospodarczego różnica 70% może zniknąć w ciągu dekady. Pamiętam, że kiedy w 2000 r. przeszukiwałem stronę CIA w poszukiwaniu danych ekonomicznych dotyczących poszczególnych państw, Chiny wyprzedziły Japonię pod względem PKB mierzonego parytetem siły nabywczej. Natomiast w 2010 r. Chiny już wyprzedziły Japonię pod względem nominalnego PKB, a od tego czasu przewaga Chin stale się powiększa. Pod względem PKB per capita Chiny nie wyprzedzą Stanów Zjednoczonych w możliwej do przewidzenia przyszłości, jednak trzeba tu zrozumieć, że w walce o globalne przywództwo liczy się ogólna siła gospodarcza kraju. Wiele europejskich krajów takich jak Norwegia, Szwajcaria i Liechtenstein ma wyższe PKB per capita niż Stany Zjednoczone, ale niewielka populacja i rozmiary ograniczają ich wpływ na arenę międzynarodową. Nie powinno dziwić, że MarketWatch nazwał wzrost Chin geopolitycznym trzęsieniem ziemi o wielkiej sile. Po tej uwadze MarketWatch przedstawił upadek imperiów: Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii, jako skutek wewnętrznej sytuacji gospodarczej, sugerując przy tym, że Stany Zjednoczone znalazły się na tej samej drodze.

Choć jestem Chińczykiem, to samo powiększanie się chińskiej gospodarki i wzrost znaczenia tego państwa na arenie międzynarodowej nie wywołuje u mnie przesadnego entuzjazmu. Relacje pomiędzy Chinami a Stanami Zjednoczonymi sprawiły, że zacząłem zastanawiać się nad okresem po II wojnie światowej. Stany Zjednoczone przyciągały wtedy do siebie cenionych specjalistów z całego świata i nadal posiadają one znaczącą przewagę na tym polu. Co roku większość nagród Nobla związanych z innowacjami i technologią zdobywają specjaliści żyjący w USA. Chiny skupujące się na kradzieży cudzych pomysłów mogą jedynie starać się zbliżyć do tych wyników. Jak Chiny, wciąż polegające na pracochłonnej i niezaawansowanej technologicznie produkcji przeznaczonej na eksport, mogą dogonić Stany Zjednoczone?

Zalety oszczędzania

Jeśli chodzi o najbardziej produktywną część społeczeństwa, to moim zdaniem Stany Zjednoczone wciąż znajdują się na pozycji lidera daleko przed innymi. Problemem dla Ameryki jest większość społeczeństwa, która w porównaniu do odpowiadającej im części społeczeństwa chińskiego nie wnosi zbyt wiele do gospodarki poprzez oszczędności i inwestycje. Przewaga Chin leży w wartościach przyjmowanych zarówno przez ludzi o niskim dochodzie, jak i klasę średnią. Pochwała oszczędności sprzyja produktywnej i żywotnej gospodarce. Właśnie to zapewnia solidną podstawę dla chińskiego wzrostu.

Co więcej, amerykańskie media finansowe głównego nurtu często podkreślają znaczenie konsumpcji dla gospodarki. Przedstawia się pogląd, że w przypadku zmniejszenia konsumpcji przez obywateli (media często posługują się tu przykładem Japonii) rząd musi zacząć wydawać pieniądze w ich imieniu, by podtrzymać krążenie w gospodarce. Te marne teorie ekonomiczne idą nawet dalej. Według nich, gdy wzrost gospodarczy odbiega od przyjętych założeń, bank centralny musi zainterweniować. Powinien on rozpocząć dodruk pieniądza, by stymulować konsumpcję, lub przyjąć negatywne stopy procentowe, karząc ludzi za oszczędzanie i zmuszając ich do zwiększenia wydatków. Przez kolejne dekady od zakończenia II wojny światowej jedynie 10%amerykańskiego społeczeństwa — ci, którzy najlepiej rozumieli zasady gry — inwestowało swoje oszczędności w nieruchomości, biżuterię, antyki oraz na międzynarodowym rynku papierów wartościowych. Poza tą niewielką grupą posiadaczy aktywów, której nie można było ukarać przy pomocy zwiększonej inflacji, większość amerykańskiego społeczeństwa unikała rządowej kary dzięki konsumpcji i niewielkiej stopie oszczędności. Problem w takiej sytuacji pojawia się, kiedy konsumpcja staje się nawykiem. Większość traci wtedy zdolność do oszczędzania, a rząd przejmuje odpowiedzialność za ludzi myślących krótkoterminowo i coraz bardziej polegających na pomocy społecznej.

Według danych z 2011 r. 108 mln Amerykanów o najniższych dochodach otrzymywało zapomogi. Ich liczba przewyższała liczbę Amerykanów zatrudnionych na pełny etat, których było wtedy 101 mln. Po uwzględnieniu programów niezależnych od wysokości dochodów, w tym ubezpieczenia społecznego i świadczeń dla weteranów, całkowita liczba osób korzystających z rządowych świadczeń wynosiła 150 mln. Jest to niemal połowa populacji Stanów Zjednoczonych. Choć Ameryka chlubi się innowatorami, wnoszącymi wielki wkład w tamtejsze społeczeństwo, to trzeba sobie zadać jedno pytanie: w jaki sposób państwo z tak wielką liczbą obywateli niezaangażowanych w produkcję i nieposiadających oszczędności może nie stracić wiodącej pozycji?

Chińskie oszczędności pomagają przezwyciężyć problemy gospodarcze

Patrząc na Chiny, łatwo krytykować autorytaryzm rządzącej partii. Jednak pozostaje jedna rzecz, której jak dotąd nie udało się zmienić Komunistycznej Partii Chin. Jest to chińska pracowitość i skłonność do oszczędzania najsilniej zakorzeniona w starszym pokoleniu obywateli. Dziś, kiedy młodzież jest chwalona za odkładnie 20-30% swoich dochodów, wielu Chińczyków wciąż decyduje się wydawać jedynie 30% swoich dochodów, a pozostałe 70% odkłada lub inwestuje. Z powodu dużej akumulacji kapitału Chińczycy wciąż będą mogli podejmować kolejne projekty konstrukcyjne, eksportować towary i gromadzić inne waluty, by naprawić efekty błędów w rządowych planach. Nasilenie spekulacji, do jakiego doszło ostatnio na szanghajskiej giełdzie, było możliwe tylko dzięki znaczącym oszczędnościom inwestorów. Pomijając już to, jakie efekty przyniosła ta spekulacja poszczególnym inwestorom, cała sytuacja jasno pokazuje, że kapitału w Chinach jest pod dostatkiem.

Jeśli pogrążone w złych długach państwowe banki są zdolne do zebrania funduszy z oszczędności milionów Chińczyków (poprzez emisje niepubliczne), to wciąż można poradzić sobie z konsekwencjami programów stymulacyjnych z lat 2008-2009, które doprowadziły do nadprodukcji (błędnych inwestycji) w wielu branżach. Wykorzystanie emisji niepublicznych było planem Chińskiej Partii Komunistycznej na poprawienie bilansów wielu państwowych przedsiębiorstw. Choć nie uważam tego za najlepszą politykę, to w warunkach hossy jest to najbardziej racjonalne dla chińskich komunistów działanie, dzięki któremu można załatwić sprawę pogrążonego w długach sektora bankowego.

Spojrzenie na wzloty i upadki gospodarek Chin i Stanów Zjednoczonych potwierdza założenia austriackiej teorii cykli koniunkturalnych, według której oszczędności są niezbędne do stworzenia podstaw przyszłego wzrostu gospodarczego. Potwierdza też, że proponowane przez keynesistów stymulowanie gospodarki jedynie pogłębia kryzysy. To, czy Chinom uda się wyprzedzić Stany Zjednoczone, będzie zależało od tego, czy Chińczycy dalej będą cenić swoje narodowe wartości, nie ulegając propagandzie, według której „dobrobyt można osiągnąć dzięki wydatkom”.

źródło ilustracji: iStockphoto

Podobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj redakcję IM. Dzięki Twojej darowiźnie opublikujemy więcej wartościowych komentarzy, tłumaczeń i innych ciekawych tekstów.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Peter Wong

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Wong: Chińskie oszczędności kontra amerykańskie wydatki

  1. „Jeśli chodzi o najbardziej produktywną część społeczeństwa, to moim zdaniem Stany Zjednoczone wciąż znajdują się na pozycji lidera daleko przed innymi. Problemem dla Ameryki jest większość społeczeństwa, która w porównaniu do odpowiadającej im części społeczeństwa chińskiego nie wnosi zbyt wiele do gospodarki poprzez oszczędności i inwestycje. Przewaga Chin leży w wartościach przyjmowanych zarówno przez ludzi o niskim dochodzie, jak i klasę średnią. Pochwała oszczędności sprzyja produktywnej i żywotnej gospodarce. Właśnie to zapewnia solidną podstawę dla chińskiego wzrostu.”
    To zdanie wyjaśnia najlepiej dlaczego gospodarka USA będzie już raczej jedynie w dół zmierzać – jeżeli istnieje garstka ludzi produktywnych i oszczędzających, a cała reszta jest pogrążona w konsumpcjonistycznym marazmie, to zaczną naturalnie rosnąć nierówności społeczne – i słusznie zresztą, ale w połączeniu z wzrostem nierówności społecznych na skutek redystrybucji pieniędzy przez Fed i rząd, przeleje to po prostu czarę goryczy i większość ludzi ulegnie populizmowi… zresztą już uległa, wystarczy spojrzeć na wybory prezydenckie. Trzech najbardziej popularnych kandydatów (Clinton, Sanders, Trump) jest mocno antyrynkowych, a inni też lepsi nie są – bodajże jedyni kandydaci wspierający relatywnie szeroko wolny rynek zostali w Partii Libertariańskiej, a oni na wygraną nie mają szans, bo >90% wyborców będzie głosować na Clinton/Trumpa ze strachu przed tym, że jedno z nich wygra, nawet jeżeli nie przepadają za żadnym z nich.
    W Chinach jest z kolei odwrotny problem – to raczej wyższe warstwy społeczeństwa są pasożytnicze i nieproduktywne (oczywiście tak jak w przypadku USA – jest to generalizacja); korupcja i marnotrawienie pieniędzy w jednostkach administracji i dużych państwowych/semi-państwowych firmach jest ogromna. Głównym zadaniem dla Chińczyków będzie pozbycie się tej „nadbudówki” etatyzmu która powstała nad spontanicznymi przedsiębiorcami. Jak na razie chyba kiepsko to idzie – Reuters donosi o planach rządu Chińskiego na wdrożenie legislacji która drastycznie zwiększy ilość operacji typu debt/equity swap, co będzie w praktyce bailoutem dla przynoszących straty molochów – kosztem bezpieczeństwa środków zgromadzonych w bankach.
    Niestety to że Chińczycy mają bardziej rozsądne podejście do zarządzania swoimi finansami, nie znaczy że śpią z egzemplarzem Man, Economy, and State pod poduszką – a rząd mimo wszystko musi ulegać ich ciśnieniom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy