Lattier: Naukowcy piszą bzdury, których nikt nie czyta

19 listopada 2016 Społeczeństwo komentarze: 5

Autor: Daniel Lattier
Źródło: fee.org
Tłumaczenie: Arkadiusz Sobiech
Wersja PDFEPUB, MOBI

Tekst ukazał się pierwotnie na stronie: Intellectual Takeout

profesorowieProfesorowie spędzają zazwyczaj od około trzech do sześciu miesięcy (czasem dłużej) na badania i napisanie 25-stronicowego artykułu, by opublikować go w akademickim czasopiśmie naukowym. Większość z nich odczuwa dreszczyk emocji, otwierając miesiące później list informujący, że ich artykuł został zaakceptowany do publikacji, więc zostanie przeczytany przez… średnio 10 osób.

Tak, dobrze Państwo przeczytali. Statystyki z ostatnich badań wyglądają marnie:

  • 82% artykułów opublikowanych w dziedzinie nauk humanistycznych nie jest cytowana nawet raz.
  • Z tych, które są cytowane, jedynie 20% jest rzeczywiście czytana.
  • Połowa artykułów naukowych nie jest nigdy czytana przez kogokolwiek prócz ich autorów, kolegów, recenzentów i wydawców czasopism naukowych.

Co więc jest przyczyną tego szaleństwa? Dlaczego na świecie co roku publikuje się niemal 2 miliony artykułów naukowych?

Główną przyczyną są pieniądze i bezpieczne posady. Celem każdego profesora jest otrzymanie etatu, a dzisiaj kryterium warunkującym uzyskanie etatu jest ilość zrecenzowanych publikacji. Komitety przyznające etaty uznają te publikacje za dowód na to, iż profesor jest w stanie przeprowadzić poważne badania.

Niestety jednak wiele artykułów naukowych jest dzisiaj jedynie ćwiczeniem czegoś, co pewien znany mi profesor nazywał „kreatywnym plagiatowaniem”; przeorganizowaniem wcześniejszych badań z dodaniem do nich nowej tezy.

Inną przyczyną jest wzrost specjalizacji we współczesnym świecie, po części wynikający z podziału uniwersytetów na różne dziedziny i wydziały, uprawiające naukę na własną modłę.

Jednym z nieszczęśliwych rezultatów tej specjalizacji jest fakt, że tematy większości artykułów czynią je niedostępnymi dla odbiorców, a nawet dla przytłaczającej większości profesorów. (Proszę mi uwierzyć: większość naukowców nie chce nawet czytać artykułów swoich kolegów.) Niektóre z tytułów z najnowszych numerów Journal of the American Academy of Religion — mieniącego się jako „najpopularniejsze czasopismo naukowe w dziedzinie religioznawstwa” —  służą za dowód:

  • „Różaniec Dony Benty: radzenie sobie z niejednoznacznością w brazylijskim kółku różańcowym dla kobiet”.
  • „Śmierć i demonizacja Bodhisattwy; Guanyinskie przeformułowanie w chińskiej religii”.
  • „Panny młode i niedoskonałości: badania nad niepełnosprawnością kobiet w rabinicznym prawie małżeńskim”.

Wzrost specjalizacji doprowadził zatem nie tylko do alienacji profesorów względem zwykłego odbiorcy, ale także profesorów w ich własnym środowisku.

Wszystko to jest wielce niezadowalające. W idealnym świecie wielkie uczone umysły powinny służyć społeczeństwu i rozwiązywać jego problemy. Zamiast tego jednak, większość zachodnich uczonych używa dziś swego potencjału intelektualnego, by odpowiadać na pytania, których nikt nie zadaje, w artykułach, których nikt nie czyta.

Co za marnotrawstwo.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Daniel Lattier

Pozostałe wpisy autora:

5 Komentarze “Lattier: Naukowcy piszą bzdury, których nikt nie czyta

  1. Mam wrażenie, że jednak faktycznie „wielkie uczone umysły” służą społeczeństwu, a autorzy publikacji takich jak zostały wyżej wymienione nie należą do tej grupy.

  2. Ach ci naukowcy! … Na bezludnej wyspie chemik fizyk i ekonomista zastanawiają się jak otworzyć konserwę. Chemik mówi: trzeba ją podgrzać i temperatura gazów wewnętrznych ją rozsadzi. Fizyk mówi: trzeba ją zrzucić z wysokiej góry na skały i energia/siła ją rozbije. A ekonomista – na początku uczyńmy a priori takie założenie że dysponujemy otwieraczem do konserw…

  3. W swiecie nowoczesnych technologii to biznes jest pionierem napedu. Firmy placa za rozwoj nowych technologii, ktore indukuja rozwiazywanie realnych problemow, bo tylko za takie firmy chca placic. Mysle, ze w kwestii nauk spoleczno-humanistycznych jest o tyle trudno, ze nie ma sily napedowej takich badan, tj. kupujacego.
    Moje rozczarowanie w tym, ze rzad Rzeczypospolitej tak znikomo uzywa potencjalnu publicznych (tj. podleglych sobie) uczelni do rozwiazywania problemow natury spolecznej, badz prawnej. Moze brakuje im wiedzy, ze manager nie zajmuje sie rozwiazywaniem problemow swiata samemu, a jedynie deleguje je do specjalistow i zapewnia im optymalne warunki pracy.

  4. „W idealnym świecie wielkie uczone umysły powinny służyć społeczeństwu i rozwiązywać jego problemy”

    Rządzący nigdy się nie zgodzą, aby płacić uczonym umysłom za rozwiązywanie problemów społeczeństwa. Płacą tylko za rozwiązywanie własnych problemów, a najchętniej, za siedzenie ciccho i niegenerowanie nowych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy