Reed: Czy kapitalistyczna rewolucja przemysłowa skaziła świat grzechem dziecięcej siły roboczej?

18 grudnia 2017 Historia gospodarcza komentarze: 0

Autor: Lawrence W. Reed
Tłumaczenie: Krzysztof Zuber
Wersja PDF

Artykuł wchodzi w skład książki „52 mity o kapitalizmie” (mit #30), która po polsku ukazała się nakładem Wydawnictwa Fijorr Publishing. Serdecznie dziękujmy za umożliwienie przedruku tekstu i zachęcamy do nabycia tej niezwykłej pozycji.

dziecięcejW ciągu stu lat po roku 1750 w Wielkiej Brytanii zaszły fundamentalne zmiany ekonomiczne. Była to era rewolucji przemysłowej, w ramach której nastąpiła kaskada technicznych innowacji, potężny wzrost produktywności, renesans światowego handlu i gwałtowny wzrost liczebności populacji miejskich. Co do tego nikt nie ma żadnych wątpliwości.

Spory między historykami oraz innymi komentatorami pojawiają się dopiero przy interpretacji konsekwencji, jakie te przełomowe zmiany za sobą pociągnęły. Czy doprowadziły one do poprawy standardu ludzkiego życia, czy też były pod tym względem krokiem wstecz? Być może żadna sfera tego procesu nie generuje więcej kontrowersji, niż praktyka zatrudniania dzieci. Krytycy kapitalizmu konsekwentnie przedstawiają ją jako niewybaczalną skazę tego systemu z czasów, kiedy nabierał kształtów w dziewiętnastowiecznej Wielkiej Brytanii.

Raportów opisujących wielogodzinny znój w ciężkich warunkach nie czyta się łatwo. William Cooke Taylor pisał o żyjących wtedy reformatorach, którzy widząc dzieci pracujące w fabrykach myśleli sobie: „O ile piękniej byłoby, gdyby zamiast tego dzieciaki te mogły hasać między drzewami, pląsać po zielonych łąkach porośniętych stokrotkami, słuchać śpiewu ptaków i brzęczenia pszczół”. Jednak, jak przyzna każdy szanujący prawdę historyk, większość dzieci sprzed rewolucji przemysłowej nie dożywała wieku pięciu lat, a te, którym się to udawało, zaczynały pracę we wczesnych latach życia, gdyż z powodu niskiej produktywności większość rodzin nie mogła sobie pozwolić na ich bezczynność. W poprzedzającej kapitalizm epoce feudalizmu ustanowienie prawa zakazującego dzieciom pracować oznaczałoby masową klęskę głodu.

Pośród historyków uznających zatrudnianie dzieci w industrialnej Wielkiej Brytanii za zbrodnię kapitalizmu najbardziej wyróżniali się J. L. i Barbara Hammondowie. Do dziś uznaje się ich za autorytety w tym temacie, a ich prace cytuje się w dyskusjach i debatach.

Hammondowie wprowadzili podział dzieci pracujących w fabrykach na dwie grupy: dzieci „pracujące pod opieką społeczną” oraz dzieci „pracujące z woli rodziców”. Rozróżnienie to niesie za sobą bardzo istotne konsekwencje, których ważności, jak na ironię, sami jego twórcy nie potrafili docenić. Pomimo zarysowania różnić między obiema grupami Hammondowie kontynuowali swą analizę, jakby one w ogóle nie istniały. W rezultacie przez lata opinię publiczną zasypała lawina fałszu i mylących konkluzji, co do kapitalizmu oraz praktyki zatrudniania dzieci.

Dziećmi „pracującymi z woli rodziców” Hammondowie określali te, które mieszkały w domach rodzinnych, za dnia pracując w fabrykach pod nadzorem rodziców bądź opiekunów. Brytyjski historyk E. P. Thompson, choć krytyczny wobec takiego systemu, uczciwie przyznawał, że „rodzice nie tylko potrzebowali zarobków swych dzieci, ale też po prostu oczekiwali od nich kontrybucji”.

Wielki ekonomista austriacki Ludwig von Mises przypomina, że przed rewolucją przemysłową godne pożałowania warunki życia obowiązywały przez wieki, a odpowiedzialne za nie niskie poziomy produktywności sprawiły, że rodziny chętnie skorzystały z szans, jakie otwierały się wraz z powstawaniem fabryk: „Fałszowaniem faktów jest twierdzenie, że fabryki wyciągnęły kobiety z ich kuchni, a dzieci oderwały od frywolnych gier i zabaw. Kuchnie świeciły pustkami, a dzieci cierpiały nędzę i głód. Ich jedynym ratunkiem były fabryki. Praca w nich ocaliła je przed śmiercią głodową — w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Prywatni właściciele fabryk nie mogli siłą podporządkować sobie dzieci „pracujących z woli rodziców” i zmuszać ich do pracy w warunkach nieakceptowanych przez ich rodziców. Masowa migracja z obszarów kontynentalnych do coraz bardziej kapitalistycznej i uprzemysłowionej Wielkiej Brytanii w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku dobitnie świadczy o tym, że ludzie uważali ustrój kapitalistyczny za atrakcyjną alternatywę. Nie istnieją natomiast wiarygodne dowody sugerujące, że w czasach wczesnego kapitalizmu rodzicom nie zależało na dobru swoich dzieci równie mocno, co w latach wcześniejszych.

W zupełnie innej sytuacji były dzieci „pracujące pod opieką społeczną”. Dokładna analiza problemu ewidentnie wskazuje, że to na nich skupiali się krytycy „niegodziwości” kapitalistycznej rewolucji przemysłowej. Młodzieńcy ci, jak się okazuje, nie pozostawali pod bezpośrednią opieką i nadzorem rodziców, lecz pod nadzorem państwowych instytucji. Większość była sierotami, a część z nich to nieszczęśnicy, których rodzice w efekcie braku zdrowia lub cenionych na rynku umiejętności nie byli zdolni zapewnić im utrzymania i ich porzucili. Jak pisali sami Hammondowie: „Siłę roboczą niezbędną do budowy pierwszych młynów stanowiły dowożone wozami dzieci nędzarzy mieszkające w przytułkach dla ubogich w dużych miastach. […] Dla urzędników opieki społecznej zasypanych masami niechcianych dzieci powstające w Lancashire, Derby i Notts przędzalnie bawełny były wybawieniem”.

Pomimo nadzoru instytucji państwowych dzieci te konsekwentnie nazywa się ofiarami kapitalistycznej chciwości. Jak jednak wskazuje historyk Robert Hessen: „Z woli biurokratów degradowano je w zasadzie do roli niewolników. Były to porzucone, bądź osierocone ubogie dzieci podlegające legalnemu nadzorowi oficjeli opieki społecznej, którzy w zamian za minimum środków niezbędnych do życia skazywali je na długoterminowe, niepłatne staże”. Faktem jest, że pierwsze prawa regulujące zasady zatrudniania dzieci w Wielkiej Brytanii ustanowiono nie celem ochrony dzieci pracujących w ramach wolnego rynku pod nadzorem rodziców, lecz tych właśnie podopiecznych państwowych urzędników.

Tak jak niesprawiedliwe jest przerzucanie na kapitalizm win za grzechy dziewiętnastowiecznej opieki społecznej, tak nie fair byłoby również przekonywanie, że dzieci pracujące w czasach rewolucji przemysłowej z woli rodziców pracowały w idealnych warunkach. Według dzisiejszych standardów ich sytuacja była godna współczucia. Z czasem jednak osiągnięcia kapitalizmu takie jak klimatyzacja, czy wzrost produktywności znacząco te warunki poprawiły. Oto najbardziej przekonujący argument na korzyść kapitalizmu: w latach 1750–1850, gdy liczebność populacji Wielkiej Brytanii wzrosła niemal trzykrotnie, w zasadzie wszyscy migrujący na wyspy przybywali z nadzieją na zatrudnienie u prywatnych kapitalistów.

Jak w roku 1833 ustaliła Komisja ds. Fabryk, najkorzystniejsze warunki zatrudnienia oraz najwyższe standardy sanitarne panowały w największych, najnowszych zakładach. Właściciele tych dużych przedsiębiorstw, będących łatwiejszym i atrakcyjniejszym celem wizyt i kontroli inspektorów, zamiast dostosowywać się do skomplikowanych, arbitralnych i ciągle zmieniających się regulacji dotyczących zatrudniania nieletnich, woleli zwyczajnie ich zwalniać. W rezultacie interwencji legislacyjnej zwalniane dzieci, z których większość potrzebowała pracy, by utrzymać się przy życiu, zmuszone były szukać jej w mniejszych, starszych i mniej narażonych na kontrolę fabrykach, gdzie warunki sanitarne, oświetlenie i bezpieczeństwo były na drugim planie. Tych zaś, którym nie udawało się znaleźć jakiejkolwiek pracy, czekał los ich poprzedników sprzed stu laty — to jest nieregularna, okrutnie ciężka praca w rolnictwie lub jak ujął to Mises: „uczestnictwo w społeczeństwie w charakterze bezdomnych, włóczęgów, żebraków, rabusiów i prostytutek”.

Praktyka zatrudniania dzieci z czasem pozbawiona została swoich najgorszych atrybutów nie dzięki rozporządzeniom prawnym, lecz stopniowemu rozwojowi coraz bardziej produktywnego systemu kapitalistycznego. Do jej niemal kompletnego zaniku doszło, gdy po raz pierwszy w historii produktywność dorosłych urosła do poziomu, przy którym praca dzieci przestała być z ekonomicznego punktu widzenia konieczna dla ich przetrwania. Dobroczyńcami i oswobodzicielami dzieci nie byli prawodawcy i inspektorzy, lecz właściciele fabryk i kapitaliści. Ich wysiłki oraz inwestycje w maszyny zaowocowały wzrostem realnych płac, obfitością dóbr w niskich cenach i niespotykaną wcześniej poprawą ogólnego standardu życia.

Podsumowanie

  • Praca dzieci była w czasach sprzed rewolucji przemysłowej czymś normalnym. Co więcej, to właśnie rewolucja przemysłowa umożliwiła wzrost produktywności, w wyniku którego na utrzymanie rodziny zaczęły wystarczać pensje rodziców.
  • Należy rozumieć różnicę między dziećmi „pracującymi z woli rodziców”, a dziećmi „pracującymi pod opieką społeczną”. Tymi drugimi zajmowali się często obojętni, skorumpowani urzędnicy. Faktem jest, że pracowały one często w przerażających warunkach, ale nie można obwiniać kapitalizmu za zaniedbania ich legalnych opiekunów.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Lawrence Reed

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy