Autor: Deirdre McCloskey
Tłumaczenie: Jan Lewiński
Wersja PDF

Zachęcamy do nabycia książki Burżuazyjna godność.

burżuazjiBardzo cieszy mnie wydanie w języku polskim drugiego tomu trylogii Ery burżuazji (w 2006 roku pojawił się pierwszy tom, Bourgeois Virtues [Burżuazyjne cnoty], drugi w 2010 roku, a w 2016 roku ukazał się wreszcie — chwalmy Pana! — tom trzeci, Bourgeois Equality [Burżuazyjna równość]). Jestem wielką miłośniczką polskiej kultury i historii. Pochodzę w końcu z Chicago, drugiego co do wielkości (jak mawiają mieszkańcy) polskiego miasta na świecie! Na Uniwersytecie Chicagowskim miałam zaszczyt współpracować z ekonomistą Arcadiusem Kahanem, bojownikiem antyfaszystowskim z czasów wojny światowej, a na Uniwersytecie Stanu Iowa z historykiem Jarosławem Pełenskim. Ze względu na nich uczestniczyłam w pracach komisji rozpatrujących prace doktorskie dotyczące polskiej historii, tak jak w przypadku Janusza Duzinkiewicza. (Dzięki przyjaźni z Januszem dowiedziałam się, że polskie „sz” wymawia się jak angielskie „sh”, a „cz” to tyle co „ch”!). Wielkim przyjacielem mojego ojca był Adam Ulam, politolog z Harwardu i młodszy brat matematyka Stanisława Ulama. Autobiografia Stanisława odmalowuje piękny portret życia studenckiego, jakie w latach trzydziestych toczyło się we Lwowie. Mam zatem pojęcie o drobnym wycinku polskiej historii i wiem o bolesnej i wyboistej drodze tego jeszcze w XVI wieku największego z tolerancyjnych społeczeństw na świecie — „Polonia est mia”, deklarował Erazm z Rotterdamu — które w XVII wieku czekał potop szwedzki, w drugiej połowie XVIII wieku rozbiory, przeprowadzone przez jakże życzliwe Prusy, Austrię i Rosję.

W sierpniu 1988 roku, w tygodniu poprzedzającym początek rozmów między komunistycznym rządem a Solidarnością, odbyłam swoją najdłuższą, dwutygodniową podróż do Polski. Pojechaliśmy do Warszawy i do Krakowa, gdzie złożyłam cichą wizytę w Auschwitz. Kurs wymiany walutowej wariował, dlatego w Krakowie zjedliśmy w oprawie pieśni patriotycznych wspaniały obiad z doskonałym winem za jakieś 4 dolary od osoby. Rewolucja wisiała w powietrzu. Ludzie nie bali się opowiadać prosto w twarze państwowych aparatczyków dowcipów o komunizmie, tak jak ten klasyk, który kończy się zdaniem: „Jest gorzej niż myślałem. Nawet naboi nie mają”[1]. Ludzie przestali się bać.

Dwadzieścia lat później odwiedziłam Polskę tylko na kilka dni. Byłam zaszokowana ogromnym postępem, jaki się tu dokonał. W 1988 roku widziałam mężczyznę niosącego zawieszone na miotle rolki papieru toaletowego — ten kiepskiej jakości socjalistyczny produkt w reżimie kontroli cen stał się rzadką zdobyczą. Na początku XXI wieku Polska była już normalnym krajem gospodarki rynkowej, dającym łatwy dostęp do sporych ilości całkiem niezłego papieru toaletowego w cenie ustalonej dzięki swobodzie podaży i popytu.

W swojej książce pytam o to, jak doszło do tego wielkiego wzbogacenia i czy jest ono dobre. Dlatego badam jego początki w Holandii w XVI wieku, przyglądam się brytyjskiej rewolucji przemysłowej i niesamowitemu postępowi gospodarczemu po 1800 roku, który dziś dosięgnął nawet Chin i Indii. Moja odpowiedź nie należy do zwyczajowych wyjaśnień, takich jak marksistowski wyzysk czy smithowska akumulacja kapitału. Twierdzę, że ową odpowiedzią jest wigor naszych nowych „burżuazyjnych” społeczeństw opartych na handlu, w których ludzie otwierają przedsiębiorstwa, otrzymują zysk i z korzyścią dla siebie i innych kupują dobra i usługi, nie będąc poniewieranymi przez państwo. Natomiast hierarchia ludzi wolnych ciemiężących swoich niewolników, panowanie szlachty nad chłopami lub zdominowanie kobiet przez mężczyzn dławiły ludzką pomysłowość przez tysiąclecia.

Od początku lat dziewięćdziesiątych rozmyślałam o całościowej obronie tego, co zwykliśmy nazywać „kapitalizmem”. Wreszcie nieprzypadkowo doszłam do wniosku, że powinniśmy to słowo porzucić. Sprowadza ono zwolenników i przeciwników kapitalizmu na błędne tory myślenia, że gromadzenie cegieł lub worków z gotówką stanowi samo sedno naszego obecnego wzbogacenia. Bynajmniej. Akumulacja kapitału oczywiście jest niezbędna, ale tylko tak jak tlen i strzałka czasu. Ludzie zawsze gromadzili kapitał i tworzyli rynki, w pewnym sensie zawsze byli „kapitalistami”. Kapitalistą jesteś, gdy szukasz samochodu w okazyjnej cenie. We Francji, we Włoszech i w Polsce przez ostatnie sto lat działało coś zupełnie innego niż zwykłe poszukiwanie zysku czy akumulacja kapitału.

Polska przeszła długą drogę od 3 dolarów (w cenach dzisiejszych) dziennego dochodu na osobę w 1800 roku do obecnie ponad 75 dolarów dziennie. Jak to się stało? Właśnie tak: Polacy zaczęli wdrażać i wynajdować nowe pomysły takie jak silnik parowy, nowoczesny uniwersytet, żelazobeton, odkurzacz, kontenery w transporcie towarowym, Internet czy — przechodząc do polskich odkryć — lampa naftowa, kamizelka kuloodporna, wykrywacz min i dawna tolerancja religijna. Wdrażanie części pomysłów, takich jak kolej żelazna, wymagało wielkich nakładów kapitału. Ale inne, jak choćby obniżone sufity, wcale tego nie potrzebowały. W każdym razie to nie kapitał stał za wielkim wzbogaceniem, lecz idea. Bez idei zalewanie gospodarki kapitałem prowadzi tylko do budowy całej masy idiotycznych tam wodnych i fabryk niemających żadnego celu. Przyjrzyj się Ghanie. Przyjrzyj się Polsce przed 1989 rokiem. Za to zalanie gospodarki ideami, jeśli tylko w dobrowolnej wymianie rynkowej zdadzą test zyskowności, sprawia, że kapitał znajduje się szybko i wzbogaca wszystkie strony. Przyjrzyj się Chinom, Indiom, Hiszpanii i Polsce.

Dlaczego więc polepszające nasz byt idee rozkwitły dopiero po 1800 roku? Ujmując rzecz jednym słowem, odpowiedzią jest wolność — rozbicie hierarchii będącej przeciwieństwem wolności. Pozwolenie ludziom na to, aby zgodnie z angielskim wyrażeniem „have a go” (mogli spróbować), okazało się dla nich rzeczą niezmiernie zachęcającą. Zaczęli otwierać sklepy tam, gdzie inni skłonni byli płacić, a nie tam, gdzie żądał tego lokalny watażka, lokalne władze czy miejscowy cech rzemieślników. Mogli wypróbowywać nowatorskie maszyny i nie byli atakowani przez ignoranckich luddystów czy bandytów trzymających ster władzy centralnej. Mogli prowadzić handel krajowy i zagraniczny z tym, z kim zechcieli. Dzięki usprawnieniom, które zdały test wymiany rynkowej, dochody na osobę wzrosły z 3 do 75 dolarów dziennie. Duże domy. Dobrze zbudowani i odżywieni ludzie. Duże szkoły i uniwersytety.

A skąd w tytułach moich książek słowo „burżuazyjna”? Stąd, że to właśnie mieszczańska klasa średnia odkryła przed nami owe usprawnienia. „Miejskie powietrze czyni wolnym” — głosi stare, wywodzące się z niemczyzny powiedzenie. Pozostało ono prawdziwe. Gdy burżuanie nie byli w stanie nakłonić państwa do roztoczenia nad sobą parasola ochrony przed konkurencją, nie mogli stać się diabłami wcielonymi znanymi z marksistowskich historyjek. Stawali się bohaterami. To oni sprawili, że jesteśmy teraz bogaci i wolni. Ale uwaga.

Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych dzwoniłam z Iowa do sekretarki w Instytucie Badań Zaawansowanych w Princeton („Instytucie Einsteina”), aby przekazać jej, że tytuł mojego wystąpienia, które miałam tam prezentować, brzmiał „Burżuazyjne cnoty”, roześmiała się i zapytała: „To oksymoron, nieprawdaż?!”. Jej mała żartobliwa uwaga dość dobrze podsumowuje wszystko to, przeciw czemu wylewałam atrament przez ostatnie ćwierćwiecze.

Europejscy burżuanie nienawidzili siebie samych od dawna. Dla dobra najbiedniejszych pośród nas potrzebują teraz jakiegoś rodzaju wsparcia psychologicznego. Jestem gotowa im w tym pomóc. Bez żadnych dodatkowych opłat.

Deirdre Nansen McCloskey

październik 2017 roku

 

[1] Jedna z wersji wspomnianego przez Autorkę dowcipu brzmi: Gdy sowiecki malkontent za krytykę braku w sklepach artykułów pierwszej potrzeby nie został rozstrzelany, a jedynie spałowany, powiedział: „Jest gorzej niż myślałem. Nawet naboi nie mają!” (przyp. JL).

 

Podobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj redakcję IM. Dzięki Twojej darowiźnie opublikujemy więcej wartościowych komentarzy, tłumaczeń i innych ciekawych tekstów.

6 odpowiedzi na „McCloskey: Bogaci i wolni dzięki burżuazji – przedmowa do wydania polskiego książki „Burżuazyjna godność””

  • Co to są burżuanie ?

    • Mateusz Benedyk

      W języku polskim jest słowo „burżuazja”, ale nie ma dobrego określenia na członka tej grupy. Jedyna istniejąca opcja – „burżuj” – jest wyraźnie pejoratywna. Tłumacze (zdaje się, że konkretną formę stworzył chyba Jan Lewiński, a Marcinowi Zielińskiemu ta propozycja się spodobała) postanowili stworzyć nowe słowo określające członka burżuazji – stąd burżuanie.

  • Bardzo cenię McCloskey, czy instytut Misesa zmierza teraz delikatnie w kierunku mariażu z ekonomią instytucjonalną? Zamierzacie przetłumaczyć pozostałe tomy jej trylogii?

    • Mateusz Benedyk

      Akurat krytyce ekonomii instytucjonalnej McCloskey poświęciła wyjątkowo dużo miejsca – całe pięć rozdziałów (33-37), więc o jakimś wielkim mariażu chyba mowy być nie może 😉 Co do pozostałych tomów, to czas pokaże, czy jest na nie zapotrzebowanie.

  • Jestem w trakcie czytania ,,Burżuazyjnej Godności” Mc Closkey i jej argumentacja przekonuje mnie, jednakże znalazłem pewną nieścisłość. Otóż na stronach 468-469 Mc Closkey pisze, że w latach 1980-1999 w USA dochód realny per capita wzrósł o około 1,53 raza. Natomiast według artykułu znajdującego się pod aresem: https://www.google.com/amp/www.pewresearch.org/fact-tank/2018/08/07/for-most-us-workers-real-wages-have-barely-budged-for-decades/%3famp=1 dochód realny w tym okresie jak i we wcześniejszych dekadach znajdował się na podobnym poziomie. Czyżby burżuazyjna wolność i godność przestały działać?

    • Po pierwsze, na dochody składają się nie tylko płace, lecz także zyski z kapitału i podatki. Mogło się zatem zdarzyć, że wzrost przeciętnego dochodu ciągnięty był przez rosnące zyski z kapitału albo podatki.

      Po drugie, o czym jest też w zalinkowanym artykule, w tym okresie szybko rosły niepieniężne formy wynagradzania pracowników jak ubezpieczenie zdrowotne itp.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Posiadanie środków produkcji nie jest przywilejem lecz społeczną odpowiedzialnością. Kapitaliści i właściciele ziemscy są zmuszeni posługiwać się swoją własnością w celu usatysfakcjonowania konsumentów. Jeżeli są oni powolni i niedołężni w wykonywaniu swoich obowiązków, wówczas są karani stratą. Jeśli nie pojmą tej nauczki i nie zreformują sposobu prowadzenia interesów, stracą swe bogactwo. Żadna inwestycja nie jest bezpieczna na wieki. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W październiku wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Mirosław Cierpich
Pan Marcin Dabkus
Pan Wojciech Dąbek
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Sławomir Krawczyk
Pan Wojciech Kukla
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Mateusz Musielak
Pani Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Arkadiusz Pierowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Norbert Slenzok
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Tomasz Wojtasik
Pan Jakub Wołoszyn
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Aleksander Żarnowski
Pracownik Santander Consumer Banku
Forum Obywatelskiego Rozwoju
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Łącznie otrzymaliśmy 9 447,94 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!

Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>