Autor: Marcin Zieliński
Wersja PDF

Pierwotnie opublikowano 22.10.2016 na portalu obserwatorfinansowy.pl

USANapływ zagranicznego kapitału w opinii większości ekonomistów przyspiesza rozwój gospodarczy. Pojawiają się jednak ostrzeżenia przed uzależnieniem się od zagranicznych inwestycji. Pouczająca jest historia gospodarki USA, które stały się potęgą gospodarczą przy wydatnym finansowaniu z zagranicy.

Dodać tu warto, że zagraniczny kapitał w USA pochodził głównie z Wielkiej Brytanii — byłej metropolii.

W przededniu I wojny światowej USA były największym dłużnikiem świata. Według szacunków Miry Wilkins, autorki monumentalnego opracowania o inwestycjach zagranicznych w USA przed I wojną światową, bazującej na wcześniejszych pracach m.in. Cleony Lewis i Johna Dunninga, 30 czerwca 1914 roku amerykańskie długoterminowe zobowiązania wobec innych krajów opiewały nominalnie na kwotę 7,09 mld dolarów (z czego trzy czwarte to inwestycje portfelowe), czyli ok. 168 mld dolarów licząc według ich wartości z 2015 roku. Zobowiązania krótkoterminowe były niewielkie i wynosiły nominalnie ok. 450 mln dolarów.

Pomimo gwałtownego wzrostu amerykańskich inwestycji zagranicznych (głównie bezpośrednich) na przełomie XIX i XX wieku międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto USA w 1914 roku wciąż była ujemna i wynosiła 3,6 mld dolarów. W ujęciu netto USA zajmowały podobną pozycję jak Kanada i Rosja. Do największych wierzycieli świata należały wówczas Wielka Brytania (18 mld dolarów), Francja (9 mld dolarów) i Niemcy (7,3 mld dolarów). USA, które zainwestowały poza swoimi granicami 3,5 mld dolarów, zajmowały czwartą pozycję. Łącznie inwestycje zagraniczne na całym świecie wynosiły wówczas 45 mld dolarów.

Jaki był wpływ inwestycji zagranicznych na przeobrażenie USA z kraju postkolonialnego w kraj, który można śmiało określić mianem potęgi gospodarczej? Kiedy spojrzymy na same agregaty, to wyda nam się, że niewielki. Mimo że w 1914 roku niemal jedna szósta światowych inwestycji zagranicznych była ulokowana w USA, to w stosunku do wielkości amerykańskiej gospodarki nie było ich tam aż tak dużo. W 1913 roku udział amerykańskiego PKB w PKB światowym wynosił 18,9 procent (według szacunków Angusa Maddisona).

Względnie nieduży był również udział inwestycji zagranicznych w amerykańskiej akumulacji kapitału w XIX wieku. Nie można tego raczej wytłumaczyć oddaleniem USA od Europy. Nieprzypadkowo okres od 1870 roku do wybuchu I wojny światowej określa się mianem pierwszej fali globalizacji, jako że świat stawał się wówczas coraz mniejszy: wiadomość wysłana telegrafem znad Tamizy trafiała do odbiorcy w USA po 2,5 minuty, a podróż statkiem przez Atlantyk zajmowała 6 dni.

Ponadto USA rozwijały się niezwykle dynamicznie i powstawały tam nowe możliwości inwestycyjne. Przykładowo w Argentynie i Kanadzie — krajach niemniej oddalonych od Europy i rozwijających się równie gwałtownie co USA — inwestycje zagraniczne wynosiły w 1914 roku łącznie 6,7 mld dolarów, mimo że ich wspólny PKB stanowił tylko nieco ponad 12 procent amerykańskiego PKB.

Na taki stan rzeczy niewątpliwie wpływ miał wysoki poziom krajowych oszczędności w USA. Większość projektów inwestycyjnych można było sfinansować krajowymi funduszami, więc nie było potrzeby poszukiwania kapitału na światowych rynkach. Jednak „większość” to nie „wszystkie”. Jak jednak wskazali związani z National Bureau of Economic Research Lance E. Davis i Robert J. Cull, tamten okres charakteryzowały gwałtowne skoki amerykańskiego popytu na kapitał, a powstałej w ten sposób luki nie były w stanie wypełnić oszczędności krajowe, przez co musiał wkraczać kapitał zagraniczny.

Inwestycje zagraniczne napływały do USA cyklicznie, za każdym razem wtedy, gdy pojawiały się nowe możliwości, których nie byli w stanie sfinansować krajowi oszczędzający. W latach 30. XIX wieku zagraniczne oszczędności służyły finansowaniu budowy dróg i kanałów przez rządy stanowe, później w spółki surowcowe, ziemskie, hipoteczne, produkcyjne i browarnicze, a przede wszystkim w tak istotne dla rozwoju gospodarczego koleje. Inwestycje zagraniczne „spenetrowały” choćby w niewielkim stopniu właściwie każdy aspekt amerykańskiego życia gospodarczego. Ponieważ za ten napływ kapitału zagranicznego odpowiadały nagłe wzrosty amerykańskiego popytu na kapitał, to trudno przy tym uznać inwestycje zagraniczne za „winowajcę” ewentualnych wahań koniunktury w USA.

Z cyklicznym napływem inwestycji zagranicznych wiążą się jeszcze dwie połączone ze sobą kwestie, na które zwrócili uwagę Davis i Cull.

Po pierwsze, amerykańscy oszczędzający byli mniej „wyrobieni” od brytyjskich. Brytyjczycy, których same inwestycje portfelowe w USA w połowie 1914 roku wynosiły ponad 3,5 mld dolarów (a łącznie z bezpośrednimi 4,25 mld dolarów), o wiele chętniej ryzykowali swoje oszczędności w nieznanych sobie projektach, przekonani do inwestycji w zdepersonalizowany i symboliczny kapitał, jakim są papiery wartościowe.

Wynikało to w dużej mierze z długoletniej historii tego rodzaju inwestycji na Wyspach Brytyjskich, której początki sięgały XVII wieku i akcji kompanii handlowych, a kolejnym etapem były obligacje wieczyste emitowane przez rząd brytyjski podczas wojen napoleońskich. Pod tym względem USA były zapóźnione co najmniej o pół wieku. Oszczędnościami, którymi można by sfinansować inwestycje na Zachodzie i Południu USA, dysponowali ludzie zamieszkujący stany północno-wschodnie. Byli oni jednak skłonni inwestować co najwyżej w bezpieczne obligacje federalne i stanowe, ewentualnie w papiery wartościowe spółek kolejowych, chociaż nie w stopniu pozwalającym na tak szybki rozwój kolei, jaki faktycznie się odbywał.

Po drugie, New York Stock Exchange jako najważniejsza giełda w USA była bardzo wymagająca dla spółek, które miały być na niej notowane. Każda ze spółek notowanych na Wall Street musiała spełniać wysokie standardy, jeśli chodzi o wielkość kapitału, liczbę akcjonariuszy i historię działalności — wszystkie te procedury służyły zmniejszeniu niepewności inwestycji. W ten sposób spółka, której udało się już przejść giełdowy test, wysyłała potencjalnym inwestorom sygnał, że emitowane przez nie akcje są najwyższej jakości.

Rozwiązanie zastosowane przez NYSE miało swoje plusy, gdyż dawało względnie dużą gwarancję mało „wyrobionym” inwestorom, a tacy wówczas przeważali, ale miało też swoje minusy — utrudniało zdobycie kapitału na sfinansowanie bardziej ryzykownych projektów. Istniały co prawda alternatywy w postaci czterech innych w miarę dużych giełd: dwóch w Nowym Jorku i po jednej w Bostonie i Filadelfii, ale większość transakcji odbywało się na Wall Street. W związku z tym sporo spółek decydowało się na poszukiwanie kapitału w Londynie. Co ciekawe, niewiele było amerykańskich spółek niekolejowych notowanych w Londynie, które jednocześnie byłyby notowane na NYSE, co pokazuje, jak istotny dla tych spółek był kapitał europejski, głównie brytyjski.

Nawet w najkrótszym artykule na temat inwestycji zagranicznych w USA w okresie drugiej rewolucji przemysłowej nie można pominąć inwestycji w koleje. W 1870 roku Amerykanie mieli do dyspozycji 85 tys. km torów kolejowych, w 1913 roku już ponad 611 tys. km. Oczywiście trudno przecenić znaczenie połączeń kolejowych w kraju tak rozległym jak USA, a jednocześnie trudno sobie wyobrazić tak szybki ich rozwój bez udziału kapitału zagranicznego.

W 1914 roku inwestycje zagraniczne w amerykańskie koleje wynosiły 4,17 mld dolarów. Oznacza to, że ponad 20 procent kapitału, jakim w 1914 roku dysponowały amerykańskie spółki kolejowe (20,2 mld dolarów), pochodziło z zagranicy, z czego dwie trzecie z Wielkiej Brytanii. A jednocześnie bardzo prawdopodobne jest to, że we wcześniejszym okresie sami Brytyjczycy dostarczyli nawet jedną czwartą kapitału na amerykańskie inwestycje kolejowe. Pod koniec XIX wieku większość akcji tak ważnych spółek kolejowych jak Pennsylvania Railroad, Illinois Central czy Louisville and Nashville było w posiadaniu inwestorów zagranicznych.

Nie tylko wielkie spółki kolejowe szukały kapitału za granicą, również te lokalne. Pierwsza po wojnie secesyjnej fala inwestycji zagranicznych w USA wiązała się z rozbudową linii kolejowych na Wschodzie i Środkowym Zachodzie. To właśnie wtedy spółka kolejowa z Perkiomen w Pensylwanii, by wybudować nieco ponad 60-kilometrowy odcinek łączący tę niewielką osadę, zdecydowała się na emisję obligacji w Londynie. Kolejna fala, która zaczęła się na początku lat 80. XIX wieku, pozwoliła na rozwój linii kolejowych na Zachodzie oraz — w mniejszym stopniu — na Południu.

Nie oznacza to wcale, że Amerykanie przyjmowali inwestorów zagranicznych z otwartymi ramionami. Z jednej strony nie brakowało działań ustawodawczych na szczeblu zarówno federalnym, jak i stanowym, służących powstrzymaniu napływu inwestycji zagranicznych, zwłaszcza nabywaniu ziemi przez cudzoziemców. Z drugiej strony, inwestycje zagraniczne, zwłaszcza te brytyjskie, niepokoiły zwykłych Amerykanów i amerykańskich ekspertów. Twierdzono wręcz, że Brytyjczycy odbierają Amerykanom niepodległość, którą ci uzyskali w 1776 roku.

Przykładowo w 1884 roku nowojorski „Bankers’ Magazine” stwierdził, że „to będzie dla nas szczęśliwy dzień, kiedy żadne dobre amerykańskie papiery wartościowe nie będą posiadane za granicą, a Stany Zjednoczone przestaną być obszarem wyzysku dla europejskich bankierów i pożyczkodawców. Trybut płacony obcokrajowcom jest […] wstrętny”.

Ci, którzy sprzeciwiali się napływowi zagranicznego kapitału, niekoniecznie mieli rację. Wśród skrupulatnych badaczy historii inwestycji zagranicznych w USA przed I wojną światową panuje konsensus, że trudno przecenić znaczenie tych inwestycji dla amerykańskiej gospodarki. W ramach podsumowania zacytuję dwóch z nich.

Według Miry Wilkins: „Kapitał zagraniczny odegrał istotną i korzystną rolę w rozwoju gospodarczym Stanów Zjednoczonym od zdobycia niepodległości do 1914 roku. […] Żaden amerykański historyk gospodarczy zajmujący się wzrostem amerykańskiej gospodarki nie pisze o niedoborze kapitału. Powodem, dla którego tak się dzieje, jest to, że przez cały XIX wiek i na początku XX wieku kraj mógł czerpać ze światowych rynków kapitałowych”.

Z kolei według nieżyjącego już Raymonda W. Goldsmitha z NBER: „Gdyby Stany Zjednoczone ograniczały się do krajowych oszczędności, wzrost majątku aż do końca XIX wieku z pewnością byłby wolniejszy. […] Import [kapitału] był skoncentrowany w kluczowych obszarach wzrostu i […] bez niego rozwój amerykańskiego systemu kolejowego, będącego prawdopodobnie największym osiągnięciem gospodarczym drugiej połowy dziewiętnastego wieku, zostałby poważnie spowolniony”.

Wczesna historia USA pokazuje, że inwestycje zagraniczne nie prowadzą do uzależnienia kraju je przyjmującego od obcego kapitału, lecz stanowią istotne źródło wspierania jego wzrostu wtedy, gdy krajowe oszczędności okazują się niewystarczające.

 

Ilustracja: Edward Henry Knight, editor – „Fig. 6629. Lyman Viaduct, Boston and New York Air Line Railway”, Knight’s American Mechanical Dictionary.Vol. III. (Boston: Houghton, Mifflin and Co., 1876.) s. 2625, public domain.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Gospodarka jest fenomenem społecznym, nie fizycznym. Gdyby politycy i ekonomiści przyjęli to do wiadomości, musieliby porzucić marzenia o możliwości pozytywnego wpływu na zjawiska gospodarcze. Krzysztof Dzierżawski
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W maju wsparli nas:
Pan Neil Abragimowicz
Pan Dominik Aromiński
Pan Marcin Bałazy
Pan Adam Banys
Pan Bartosz Baranowski
Pan Marek Barciński
Pan Bartosz Bartoszko
Pan Michał Basiński
Pan Kamil Becmer
Pan Konrad Berkowicz
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Sebastian Bigos
Pan Artur Tadeusz Birczyński
Pan Karol Bisewski
Pan Arkadiusz Bodura
Pan Tomasz Boguszewski
Pan Rafał Boniecki
Pan Tomasz Borkowski
Pani Dominika Buczek
Pan Arkadiusz Bykowski
Pan Marceli Chałubiński
Pan Robert Ciborowski
Pan Artur Czerwiński
Pan Marcin Dabkus
Pan Wojciech Dąbek
Pan Kamil Deleżuch
Pan Marcin Dengus
Pan Michał Dębowski
Pan Tomasz Dorau
Pan Stanisław Duda
Pan Tomasz Dworowy
Pan Gniewomir Dziadek
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Eugeniusz Flibrant
Pan Jarosław Garbowski
Pan Grzegorz Gawinowski
Pan Marek Gazda
Pan Łukasz Gąsowski
Pan Hubert Gebler
Pan Marcin Głombica
Pan Marcin Gmaj
Pan Adrian Gołosz
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Maciej Gorzelak
Pan Daniel Góra
Pan Karol Grodzicki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Mariusz Grzebielucha
Pan Kamil Grzebyta
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Jacek Hecht
Pan Andrzej Heydel
Pan Patryk Hołub
Pan Tomasz Hrycyna
Pan Stanisław Hyrnik
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Robert Iwaszkiewicz
Pan Marcin Jaczewski
Pan Bartosz Jakusz
Pan Mirosław Janisz
Pan Konrad Janiec
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Bartosz Jezierski
Pan Wojciech Jodłowski
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Dariusz Kabarciński
Pan Krzysztof Karp
Pan Paweł Kasprowicz
Pan Michał Kawa
Pan Piotr Kazimierski
Pan Rafał Kensy
Pan Michał Klich
Pan Tomasz Kłosiński
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Tadeusz Kominek
Pan Kamil Kopeć
Pan Jan Kosmala
Pan Tomasz Kowalczewski
Pan Rafał Kowalczyk
Pan Marcin Kowalewski
Pan Bartosz Kowalski
Pan Michał Kozar
Pan Antoni Kozielewski
Pan Andrzej Koźlik
Pan Daniel Marcin Krawieczyński
Pani Joanna Kruk
Pan Karol Krzysiak
Państwo Agnieszka i Łukasz Krzymowscy
Pan Mateusz Kućka
Pan Wojciech Kukla
Pan Tomasz Kułaga
Pan Marcin Kurzeja
Pan Mateusz Kuska
Pan Witold Kwaśnicki
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Szymon Loduchowski
Pan Maciej Lorenc
Pan Paweł Łagowski
Pan Adrian Łazarski
Pan Adrian Łukasik
Pan Mateusz Łukomski
Pan Jerzy Machowski
Pan Paweł Majdan
Pan Gracjan A. Majewski
Pan Tadeusz Malinowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Mateusz Małż
Pan Maciej Matwiejczuk
Pan Adam Mazik
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pan Dawid Megger
Pan Miłosz Mirowski
Pan Paweł Młynarek
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Błażej Naczyński
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Niedziałek
Pan Konrad Niemotko
Pan Dawid Nowak
Pan Paweł Nowak
Pan Filip Nowicki
Pan Marek Oleszko
Pani Karolina Olszańska
Pan Rafał Opryszczko
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Adam Pajęcki
Pani Maria Papis
Pan Wojciech Peisert
Pan Łukasz Piątkowski
Pan Iwo Pietrala
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Rafał Podgórski
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Alfred Podstolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Tomasz Polkowski
Pan Andrzej Pondarzewski
Pan Maciej Przepiórka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Dominik Pytlewski
Pan Michał Rałowski
Pan Jacek Rusiecki
Pan Karol Rzepiela
Pan Jakub Sabała
Pan Michał Sałaban
Pan Mateusz Sawicki
Pan Maciej Seremek
Pan Paweł Sierzupowski
Pan Wojciech Siłko
Pan Jarosław Skoczylas
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Maksymilian Spik
Pan Rafał Staniec
Pan Jan Stasiczak
Pan Piotr Szewc
Pan Władysław Szewc
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Maciej Szymański
Pan Adam Ślązak
Pan Marek Świerk
Pan Jan Maria Talar
Pan Tomasz Trocki
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Osman Waroński
Pan Piotr Warzecha
Pan Aleksander Adam Wegner
Pan Marek Wiatroszak
Pan Karol Więckowski
Pan Jacek Wilk
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Jacek Wołpiuk
Pan Michał Woźnikiewicz
Pan Paweł Wójtowicz
Pan Piotr Wrotny
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Wyszyński
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Jakub Zelek
Pan Marek Zemsta
Pan Andrzej Zientek
Pan Dawid Zięba
Pan Aleksander Żarnowski
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 29 345,82 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>