Autor: Alberto Mingardi
Źródło: fee.org
Tłumaczenie: Krystian Pospiszyl
Wersja PDF

Zachęcamy do nabycia książki Burżuazyjna godność.

Nic tak silnie nie kształtuje naszych poglądów politycznych jak historia. Prawdopodobnie najbardziej wpływową książką w całej socjalistycznej tradycji jest Położenie Klasy Robotniczej w Anglii (wydana w 1845 r.) Fryderyka Engelsa. W tej pracy, wydanej tuż przed początkiem marksistowsko-engelsowskiej współpracy, Engels kładzie podstawy pod dużą część przyszłej historiografii. Engels, niemiecki burżuanin, był zszokowany standardem życia londyńskiej biedoty i uwiecznił je w swojej książce.

W trzecim tomie trylogii o wartościach burżuańskich, historyk gospodarki Deirdre McCloskey zwraca uwagę na to, że prace podobne do te Engelsa były formą „oczyszczającego wyrwania z pewnego stanu”: „ktoś, kto czyta takie książki, będzie wyrwany ze stanu wygodnej ignorancji”.

Jednakże:

budzenie się świadomości nie musi wcale oznaczać biadolenia nad złym losem, czy wysuwania żądań obalenia systemu, jeśli system, w dłuższej perspektywie wzbogaca biednych, lub jeśli wzbogaca biednych szybciej aniżeli inne te systemy, które zostały już sprawdzone. (McCloskey 2016, s. 42).

Trylogia Deirdre McCloskey (Bourgeois Virtues [Cnoty Burżuazyjne], Burżuazyjna Godność, Bourgeois Equality [Burżuazyjna Równość]) nieustannie przypomina nam o wyjątkowości wzrostu gospodarczego. Te trzy książki próbują wytłumaczyć zagadkę, nad którą zastanawiają się współcześni historycy gospodarki: dlaczego wzrost gospodarczy nastąpił dokładnie w danym czasie i w danym miejscu. Dlaczego w Anglii? Dlaczego w XVIII wieku?

Odpowiedź McCloskey jest teraz dobrze znana. Jej praca jest monumentalna, gdyż wspomniane trzy tomy zawierają łącznie ponad 2000 stron. Oprócz tego zwięźle przedstawiała swój punkt widzenia w wielu wywiadach i artykułach oraz na konferencjach. W skrócie, jej tezą jest to, że najpierw musiała się zmienić kultura, by później mogła się zmienić gospodarka. Bogactwo mogło być wytworzone w znacznie większym stopniu niż dotychczas, jednak nie mogło ono być wytworzone, jeśli uważane było za coś złego.

To nie znaczy, że świat z gloryfikowania wojowników oraz świętych przeszedł do uważania biznesmenów za herosów, których można było znaleźć w powieści Atlas Zbuntowany Ayn Rand. Jednak burżuański duch — łagodniejsze podejście do kwestii pracy, podejmowania inicjatyw gospodarczych, polepszania stanu materialnego poprzez handel — w pewnym momencie stał się częścią kultury.

Pierwsza część trylogii, Bourgeois Virtues, przygotowała grunt, pozwalając zrozumieć czytelnikowi, że system rynkowy ma swoje podstawy w zasadach etycznych. Zwróćmy uwagę na użyty w poprzednim zdaniu czasownik: „ma” a nie „potrzebuje”. Gospodarka wolnorynkowa nie rozwinie się bez społeczeństwa, które oprócz wartości rycerskich ceni także te burżuazyjne. Chodzi tu oczywiście o zapobiegliwość — główną cechę kalkulującego kupca, ale nie tylko o zapobiegliwość — gdyż dążenie do innowacji wymaga również odwagi.

Drugi i trzeci tom trylogii, Burżuazyjna Godność i Bourgeois Equality, są ewidentnie częściami tego samego projektu. McCloskey podkreśla tutaj wagę „godnych” wymian w budowaniu „wielkiego wzbogacenia” — był to faktycznie proces „wyrównywania” godności, a przez to połączenia dwóch sił, które doprowadziły do dobrobytu. Ludzie w końcu otrzymali „równość szacunku” dla swoich własnych działań, i jest to jedno z dwóch znaczeń „równości”, którymi posługuje się McCloskey. Wyjaśnia ona, że w tym znaczeniu „równość” nie ma nic wspólnego z równością rezultatów, znaku rozpoznawczego socjalizmu, ale raczej równość wobec prawa — rząd nie powinien dyskryminować, nawet jeśli rynek to robi. Jest to „szkocka” równość — obecna bardziej w szkockim, a nie francuskim Oświeceniu, i „ma swoją szorstką, a nawet tragiczną stronę. Oznacza równą nagrodę za jednakową usługę w gospodarce rynkowej, w której ludzie, ze względu na wolność zawierania kontraktów, mogą konkurować.

Ulepszenie Świata

Odrzucając równość dochodów, McCloskey nieustannie wskazuje, że „idea równej wolności i godności dla wszystkich ludzi spowodowała, a później chroniła zadziwiający materialny […] postęp”. (McCloskey 2016, s. 403). W tych dwóch ostatnich książkach nacisk położony przez McCloskey na idee i kulturę nie przeszkadza w skrupulatnym nakreśleniu zakresu, w jakim „wielkie wzbogacenie” polepszyło los biedniejszych ludzi. Oczywiście jest tam dużo rozwlekłości, ale czytelnik szybko to wybaczy, gdy tylko zrozumie, że McCloskey nie tylko wychodzi z pewną tezą — ona entuzjastycznie prowadzi kampanię na rzecz właściwego zrozumienia tego, co rewolucja przemysłowa oznaczała dla nas wszystkich, najpierw na Zachodzie, a później na całym świecie.

A to jest ogromnie potrzebne. Rozpropagowana przez Engelsa wizja zniszczenia i nędzy w brudnych miastach epoki industrialnej stała się komunałem powiązanym z rewolucją przemysłową. Jego wyobrażenie na temat kapitalizmu i jego narodzin miało wpływ na sposób rozumienia ekonomii przez miliony ludzi. Maszyny wzbudzały podziw, jednak pogląd, że uniemożliwiały biednym poprawę jakości życia uważano za truizm. Niewielu pamiętało, że nędza istniała na długo przed wynalezieniem maszyn parowych. Konsekwencje takiej postawy wobec rynku są bardzo poważne, co doskonale wiedział F.A. Hayek. W Capitalism and Historians przywołuje on kilku uczonych, którzy prawdopodobnie byli awangardą „rewizjonistycznych” historyków, którzy uważali, że rewolucja przemysłowa wymagała zrewidowania.

Dopiero w latach 70. XX w. uczeni zaczęli dochodzić do bardziej należytego pojmowanie rewolucji industrialnej. Ale ich odkrycia nadal pozostają relatywnie nieznane wśród większości ludzi. Ciężko wyjść poza zależność od ścieżki w przypadku wydawania podręczników.

Głęboko zakorzenione uprzedzenie może sprawić, że pominiemy bezprecedensowe zmiany historyczne, takie jak nowoczesny wzrost gospodarczy. To jest właśnie tematem przewodnim prac McCloskey — zmiana możliwa dzięki wzrostowi gospodarczemu. Nim przyjrzymy się jej najnowszym argumentom, musimy przeanalizować przesłanie zawarte w jej wcześniejszych książkach.

Dwa wieki temu stan światowej gospodarki można było porównać do stanu gospodarki Bangladeszu… W 1800 roku przeciętny człowiek konsumował i oczekiwał, że jego dzieci, wnuki i prawnuki będą konsumować zaledwie trzy dolary dziennie, najwyżej dolar czy dwa mniej lub więcej. To zatrważające.

Dla kontrastu, jeśli żyjesz dzisiaj w burżuańskich krajach takich jak Japonia czy Francja, prawdopodobnie wydajesz na życie 100 dolarów dziennie. Sto dolarów w porównaniu do trzech. Tak właśnie wygląda wielkość współczesnego wzrostu gospodarczego.

To właśnie przez takie zrozumienie stopnia, w jaki świat się rozwinął, McCloskey wywodzi swoje nastawienie do ekonomii politycznej i socjalizmu. Engels oraz inni czarnowidzowie, którzy przedstawiliście nam rewolucję przemysłową jako coś obrzydliwego, powinni zrozumieć, iż „to, że czasem ludzie umierają w szpitalach nie znaczy, że powinniśmy zastąpić medycynę magią”. (McCloskey 2016, s. 43). Jeśli chodzi o nędzę, wzrost gospodarczy jest lekarstwem, a nie jej przyczyną.

Jednym z kluczowych motywów nauczania McCloskey jest to, że wzrost gospodarczy na taką skalę jest czymś zupełnie nowym w historii ludzkości1. McCloskey twierdzi, że wielebny Malthus miał rację w tym, że produkcja jedzenia wzrastała tylko arytmetycznie, natomiast rozmiar populacji wzrastał geometrycznie do jego czasów. Wtedy „królowało przekonanie, że gospodarka jest grą o sumie zerowej”. Wyścig między postępem technologicznym, a wzrostem populacji, zauważa McCloskey, cytując historyków gospodarczych Voigtlandera i Votha „jest wyścigiem żółwia z zającem”:

przed XIX w. przeciętna stopa wzrostu nigdy nie była wyższa niż pół procent w przeciągu roku, a według ekonomisty Odeda Galora wynosiła ona jedną dziesiątą procenta. W ciągu stulecia dawało to co najwyżej 64%. Lecz przyrost naturalny mógł wynosić 3% rocznie, co daje 1800% w przeciągu wieku. Żółw nie miał najmniejszych szans. (McCloskey 2016, s. 15)

W jaki sposób uległo to zmianie?  W jaki sposób współczesny wzrost gospodarczy stał się możliwy? By poprawnie zdefiniować dane zjawisko, musimy określić, czym ono się wyróżnia. Nędza — rozumiana jako nędza mas — była naturalnym stanem, w jakim ludzkość się znajdowała, odkąd Adam zjadł jabłko z Drzewa Poznania. Adam Smith nie próbował znaleźć przyczyny biedy narodów, gdyż bieda była stanem, który nie potrzebował wyjaśnienia. Potrzebował go natomiast ogromny przyrost bogactwa.

Kładąc cegiełkę na cegiełkę?

Odpowiedź McCloskey jest dwojaka. Z jednej strony twierdzi, że to „innowacje (nie inwestycje czy wyzysk) dały początek rewolucji przemysłowej”. (McCloskey 2010, s. 6). Argumentuje ona, że akumulacja kapitału czyli układanie cegiełki na cegiełce nie jest niczym nowym. Zawsze istniało coś takiego jak ludzka zapobiegliwość, gospodarność czy chciwość. Jednak w pewnym momencie przestano akumulować kapitał na kupno dóbr luksusowych i drogich posiadłości, a zaczęto na finansowanie fabryk i maszyn. Kapitału zaczęto używać do tworzenia niekończącego się ciągu nowinek służących konsumentom.

Ale czy to nakładanie cegły na cegłę było esencjonalne dla tego procesu? Najbardziej znany krytyk „kapitalizmu”, Karol Marks określił „pierwotną akumulację” jako coś, co „gra taką samą rolę w filozofii politycznej jak grzech pierwotny w teologii” (Marks 1871, s. 784), powiastkę o zapobiegliwości mającej służyć wyższym klasom do wyrabiania poczucia własnej wartości. Jednak zamiast całkowicie to wszystko odrzucić, Marks stworzył tego własną wersję. Dla Marksa, prawdziwa pierwotna akumulacja zaistniała wtedy, „gdy wielkie masy ludzi zostały niespodziewanie i poprzez przymus oddzielone od swoich środków przetrwania oraz rzuceni na rynek pracy jako wolni proletariusze”. (Marks 1871, s. 787). Paradoksalnie, prorok historycznego materializmu — poglądu twierdzącego, że polityka i kultura są zaledwie efektem relacji produkcyjnych — uważał, że akumulacja kapitału miała swoje źródło w przemocy politycznej, od handlu niewolnikami do ogradzania pól w XV wieku Według jego punktu widzenia, zło które wydarzyło się w historii, umożliwiło powstanie jeszcze większego zła współczesnego kapitalizmu.

„Akumulacja pierwotna” Marksa może być najbardziej skomplikowaną wersją powszechnego przeświadczenia, że wzbogacić można się jedynie wyzyskując kogoś. To, oczywiście, może się zdarzyć: na świecie nigdy nie brakuje złodziei. Jednak czy pojawienie się kapitalizmu wyjaśnione było tylko w taki sposób? Nie dla McCloskey. „To nie jest dobry biznesplan”, by liczyć „na resztki ukradzione biednym”. To właśnie napisała w swojej drugiej „burżuańskiej” książce. Gdyby był on dobry, „uprzemysłowienie wydarzyłoby się, kiedy faraon kradł owoce pracy swoich hebrajskich niewolników”. (McCloskey 2010, s. 156). Okradanie biednych nigdy nie „wyjaśniłoby szesnastu czynników wzbogacenia, nie mówiąc już o stu”.

Bezprecedensowy wzrost gospodarczy, którego doświadczyli ludzie Zachodu w ostatnich dwóch wiekach, potrzebuje innego wytłumaczenia. Zaczęło się to, kiedy społeczeństwa zaczęły uwalniać innowacyjność. Ona z kolei znacznie spotęgowała produktywność.

Od 1800 roku możliwość odziania się, wyżywienia oraz wyedukowania, nawet pomimo tego, że ludzka populacja zwiększyła się zadziwiająco aż siedmiokrotnie […] wzrosła jeszcze bardziej zadziwiająco, bo dziesięciokrotnie. […] My ludzie produkujemy i konsumujemy teraz na świecie siedemdziesiąt — 7×10 — razy więcej produktów i usług niż w roku 1800 (McCloskey 2016, 6).

Tak, to oznacza więcej rzeczy. Ludziom znacznie polepszyło się w materialnym sensie: mogą polegać na maszynach w takich sprawach jak mycie naczyń czy rozerwać się. Oglądając ulubione show na ekranie plazmowych telewizorów. Żyją także zdrowszym życiem; mogą, według własnej woli, zagłodzić się, czy ograniczyć swoją dietę tylko do warzyw, bo chcą to robić, a nie dlatego, że okoliczności ich do tego zmusiły; jest ich znacznie więcej; uczą się czytać, pisać i liczyć; prowadzą samochody i operują maszynami.

Tego procesu się nie spodziewano, a tym bardziej nie zaplanowano. Jest on w ogromnej mierze wynikiem oddolnych starań. Swoje istnienie zawdzięcza ludziom, których motywem działania była poprawa własnej sytuacji („a nie życzliwość”). McCloskey cytuje z aprobatą laureata Nagrody Nobla, Roberta Lucasa, który zaobserwował, że

By w społeczeństwie zaistniał wzrost gospodarczy, duża część ludzi musi doświadczyć zmian w życiu swoim oraz swoich dzieci […] Innymi słowy […] wzrost gospodarczy wymaga „miliona buntów”. (Lucas 2002, s. 17).

Z tych rebelii przeciwko status quo wyłaniają się udane innowacje, ponieważ wytrzymują one najtrudniejszy test — poddanie się ocenie konsumentów, którą wyrażają na rynku. By opisać współczesny wzrost gospodarczy, McCloskey  zamiast „kapitalizmu” używa zwrotu „polepszenie o podłożu rynkowym”, lub też „sprawdzony przez rynek postęp”. W ten sposób, odnosi się ona jednocześnie do skutku oraz jego przyczyny: do polepszenia sytuacji oraz procesu eksperymentowania (czasem przynoszącemu przydatne odkrycia, a czasem nie), który uczynił go możliwym.

Kultura, a nie instytucje

Jednak, poza innowacjami, McCloskey stara się zrozumieć, jak to się stało, że taki proces eksperymentowania stał się możliwy i rozpowszechniony. Materialne wzbogacenie miało niematerialną przyczynę. Twierdzi, że to „pewien sposób rozmowy, etyka i idee spowodowały innowacje”. W szczególności, „to jak zwykle rozmawia się o innowacjach i rynku stało się bardziej aprobujące” (McCloskey 2010, s. 7). Jej odpowiedź jest następująca: rewolucja przemysłowa potrzebowała odpowiedniej kultury, a to oznacza odpowiednią politykę — ale nie tylko to.

Jednym z ulubionych celów McCloskey jest neoinstytucjonalizm, który uważa za naiwny w swoim rozumieniu reguł tej gry. W odpowiedzi, jej krytycy typowo argumentują, że kultura jest zbyt niejasnym pojęciem, by móc być kamieniem węgielnym naukowych hipotez na temat początków współczesnego wzrostu gospodarczego; McCloskey odpowiedziałaby, że te same zarzuty można wysunąć przeciwko pojęciu „instytucja”. Instytucje istnieją „głównie dzięki dobrej etyce swoich partycypantów, wewnętrznym motywacjom wzmacnianym przez opinie, którą ludzie mają o sobie nawzajem” (McCloskey 2016, XXIII-XXIV). To co odróżnia McCloskey od neoinstytucjonalistów, to jej gotowość, oraz być może entuzjazm, w braniu pod uwagę danych, które inni celowo ignorują: tj. powieści i dzieł dramatycznych (nie tyle, opery i muzyki). Zazwyczaj uważane za niegodne naukowej uwagi, poza zainteresowaniem humanistów, posiadają one, jak utrzymuje McCloskey, bardzo ważną wartość sygnalizującą. Są one dobrym dowodem na wspólność ocen i wierzeń w poszczególnych społeczeństwach i ramach czasowych — informacjami, które w przeciwnym wypadku byłby niemożliwe do wykrycia. Powieści, które ludzie czytają, przedstawienia teatralne, które ich bawią, autorzy, których czytelnicy kochają, pozwalają nam wydedukować coś o ich własnych poglądach i wartościach.

McCloskey nie używa odniesień do Austena czy Balzaca jako zwykłych ozdobników dla swojej pracy; odniesienia do tej literatury są częścią jej własnego dowodu.

Omawiając pracę McCloskey, Joel Mokyr poprawnie wskazał, że „kultura nie może być zrozumiana bez instytucji, tak samo jak instytucje nie mogą być zrozumiane bez kultury”. (Mokyr 2014). Kultura i normy mogą wzajemnie się wzmacniać, musimy jednak zastanowić się co się stanie, jeśli są ze sobą sprzeczne. W większości przypadków, nawyki oraz zwyczaje stają się dla ludzi ważniejsze aniżeli normy społeczne. Te wszystkie błędy wymuszania własnych zwyczajów i zasad na obcej ziemi, których doświadczyliśmy w przeszłości — przykładem może być tutaj rządowa pomoc innym krajom — zdają się popierać rozumowanie McCloskey. Robi to też fakt, który widzimy chociażby we Włoszech, mojej ojczyźnie, że ten sam zestaw zasad wprowadzony w obcym kulturowo kraju może dać rezultaty kompletnie różne od tych, które panują w kraju bliskim kulturowo, ale o różnym kapitale społecznym (który również jest częścią szeroko pojętej kultury).

Oczywiście, „kultura” zawsze pozostanie problematycznym terminem. Wygląda na zbyt gęsty, zbyt wszechobejmujący, by mieć jakąkolwiek wartość dla nauk społecznych. Ale „idee” McCloskey nie są tylko ideami i postawami elit. „Bunty milionów” nie są tylko zjawiskiem ograniczonym do elit, ale transformacją postaw oraz „stylu życia” w całym społeczeństwie.

To wyjaśnia nalegania McCloskey na właściwe używanie słowa burżuazja, które w innym wypadku mogłoby zostać odebrane jako próba épater les bourgeois (fr. zszokowania burżujów — red.), używanie dla zdenerwowania czytelnika. McCloskey cytuje znawcę literatury Franco Morettiego, który wskazuje, że w literaturze wiktoriańskiej często jest tak, że dwa pokolenia nastawiane są przeciwko sobie, starsze okazuje się być burżuazją i, naturalnie, przeznaczona jest mu być zdradzonym i zastąpionym przez bardziej humanitarne dzieci (McCloskey 2016, s. 62). Burżuazja jest zazwyczaj terminem stosowanym w celu potępienia, wzmacnianym jeszcze dodaniem przymiotnika „drobna”.

„Burżuazja” nie bez powodu

McCloskey nie używa słowa burżuazja do rozpoczęcia dyskusji o klasach społecznych — robi to, ponieważ uważa powstanie tej grupy za nową falę symboli i pomysłów, które ostatecznie zmieniły życie społeczne. Sergio Ricossa, wielki ekonomista włoski, który niestety nie jest znany na skalę międzynarodową, zauważył w 1986 roku, że:

W szlacheckiej kulturze bohater był ucieleśnieniem męstwa i perfekcji, co oznaczało absolutne poświęcenie wiecznym wartościom, w porównaniu z którymi wszelka kalkulacja zdawała się być drobna i miałka. Natomiast burżuanin kalkulował, brał na siebie ryzyko, chociaż skalkulowane — nie poświęcał jednak niczego, jeśli nie miał widoków, czy nadziei, na to, że przyniesie mu to odpowiedni zwrot. (Ricossa 2006, s. 58).

Burżuazja jest przydatnym terminem, ponieważ wyraża postawę, która jest równo oddalona od dwóch różnych, aczkolwiek zbieżnych etyk: etyki arystokratycznej odwagi oraz „salwacjonistycznej herezji”2. Pierwsza nie uznaje wartości ekonomicznej za coś ważnego, ponieważ promuje heroizm miecza. Druga zaś stwierdza, że wartość ekonomiczna jest niczym, ponieważ wszelkie środki są usprawiedliwione dla osiągnięcia zbawienia ludzkości, co jest równoważne zastosowaniu pewnych politycznych instytucji.

W przeciwieństwie do tego mentalność burżuazyjna obejmuje racjonalność, czystą kalkulację oraz polepszenie  warunków życia. Burżuanin nie utrzymuje się za pomocą miecza, ani słowami o bardzo potrzebnej regeneracji tego świata. Burżuanin zdobywa swoje bogactwo poprzez produkcję ulepszeń, bycie handlarzem i inwestorem. Tam gdzie arystokrata i aktywista odrzucają błahą kalkulację ekonomiczną, burżuanin nie widzi w niej nic złego. McCloskey wie, że „komercyjny test dostarczania dóbr konsumpcyjnych jest sygnalizowany zyskiem pieniężnym. Jeśli coś jest w handlu popularne, przynosi komuś pieniądze” (McCloskey 2016, s. 563). Nie ma nic złego w dostarczaniu ludziom dóbr, których potrzebują.

Wprawia to w ruch proces, przez który ludzie coraz bardziej rozumieją siebie samych jako będących wolnymi do dokonania wyboru oraz wolnymi do bycia wybranymi. Są wolnymi w wybieraniu w tym oczywistym sensie, że nie są oni przymuszeni w swojej własnej woli konsumenckiej, co często, w całkiem  nietrywialny sposób, stanowi część ich osobistej identyfikacji — jak dobrze wiemy, często jesteśmy w stanie wydedukować rzeczy tak różne, jak polityczne preferencje, gusta muzyczne czy pochodzenie społeczne za sprawą ubioru. W miarę jak ludzie ćwiczą swoją wolność do wyboru, tworzą dla siebie przestrzeń, by móc zostać dostarczycielami różnych dóbr oraz usług. Adam Smith mówił o „podziale pracy będącym ograniczonym przez rozmiar rynku”. Im rynek jest większy, tym bardziej kompleksowa może być specjalizacja. Nie można znaleźć opiekuna do psów w małej wiosce w górach, ale w dużych miastach w dzisiejszych czasach można znaleźć ludzi, którzy zarabiają na wyprowadzaniu psów innych osób. Współczesny wzrost gospodarczy jest skomplikowaną układanką, ale jeśli ma jakiś jednolity charakter, to jest to ciągłe poszerzanie możliwych do podjęcia wyborów. To jest egalitaryzm burżuazji, do którego McCloskey odnosi się w tytule swojej książki: idea równości godności, równości szans w realizacji siebie samego, równości w zdobyciu własnego szczęścia (wystarczy zacytować ten wyraźnie burżuazyjny dokument, Deklarację Niepodległości).

Zmiana w myśleniu

Era burżuazji zaczęła się, tak samo jak fala nowoczesnego wzrostu gospodarczego, gdy ludzie przestali uważać, że dostarczanie pożądanych dóbr swoim bliźnim jest wstydliwe. Przed nią, jak napisał ekonomista Don Boudreaux, reasumując poglądy McCloskey:

W przeciwieństwie do wojowników, którzy brudzili swoje ręce honorowo (z więc poprzez rozlew krwi), handlarze robili to w sposób niehonorowy (poprzez osiąganie zysków). W przeciwieństwie do szlachty, która swój majątek zdobywała w sposób honorowy (a więc poprzez bezczynne pobieranie renty ziemskiej), handlarze robili to w sposób niehonorowy (poprzez aktywny handel). W przeciwieństwie do kleru, który swoje bogactwo zdobył w sposób honorowy (poprzez zadumę nad wiecznością), burżuazja zrobiła to w sposób niehonorowy. Boudreaux (2014).

Był to „podatek od czynności niehonorowych”, napisał Boudreaux, który, tak jak inne podatki, „zniechęca do czynienia objętych nim działań, czyniąc alternatywne, nieopodatkowane aktywności bardziej atrakcyjnymi” (Boudreaux, 2014). W pewnym momencie w historii został on, jeśli nie całkowicie stłumiony, to znacznie zredukowany. (Przeprowadźcie ankietę wśród swoich kolegów z uniwersytetu, a szybko przekonacie się, że ludzie wciąż uważają kupno i sprzedaż za coś niehonorowego). Gdy już przestanie im się wmawiać, że życie sprzedawcy jest życiem szumowiny, ludzie zaczną myśleć inaczej: inteligentni i ambitni będą uważać te profesje za wartą podjęcia i nie będą się tego wstydzić.

Rozważmy, zamiast handlu, medycynę. Przez długi okres w historii, lekarz był po części fryzjerem, a po części szamanem. Opieka medyczna była uważana jako dopełnienie uzdrawiającej siły modlitw, jako że były one uważane za znacznie bardziej efektywne w ratowaniu ludzkiego życia. Stan rzeczy zmienił się, gdy ulepszono narzędzia lekarskie, medycyna stała się „nauką”, opieka została „zindustrializowana” w szpitalach. A wraz z tym wszystkim pojawiło się społeczne uznanie dla lekarzy, które sprawia, że matki na całym świecie są tak szczęśliwe, gdy ich pociechy oznajmiają, że chcą zostać lekarzami. Społeczne uznanie ma ogromne znacznie, jako że dostarcza szkołom medycznym dużą liczbę mądrych studentów, którzy mogą zostać świetnymi praktykantami, albo też naukowcami.

We Włoszech, mojej ojczyźnie, intelektualiści mają tradycję cenienia wyżej humanistów niż naukowców ścisłych. Rodziny wierzą, że nie ma przyszłości dla dzieci, jeśli te zdecydują się na studiowanie matematyki czy innych nauk tego typu w innym celu niż zostanie nauczycielem tych przedmiotów (a nie jest to wysoce płatna praca). Te czynniki mogą mieć dużo wspólnego z faktem, że włoskie uniwersytety mają niewielu uczniów specjalizujących się w nauce, technologii czy matematyce, a jeszcze mniejszej liczbie udaje się ukończyć swoje studia. Dopiero teraz dostosowujemy się do popytu na rynku pracy w gospodarce opartej na rozwijaniu oprogramowania i robotów.

Jeśli społeczne uznanie handlarzy, sprzedawców oraz inwestorów było kluczem do nowoczesnego wzrostu gospodarczego, ostatnia książka trylogii McCloskey bez wątpienia powinna — i robi to — walczyć z siłami walczącymi z tym uznaniem. McCloskey doskonale zdaje sobie sprawę, że opierając tłumaczenie wystrzelenia wzrostu gospodarczego na niwie „kultury” jest sprzeczne z naszą intuicją, ponieważ większość obecnej „kultury” sprzeciwia się tak zwanemu kapitalizmowi. „Coś dziwnego stało się w umysłach uczonych” —pisze (McCloskey 2016, s. 559-568), odwołując się do „artystów, intelektualistów, dziennikarzy, wykonawców wolnych zawodów i biurokratów” (McCloskey 2016, XVI).

Problem z intelektualistami

McCloskey nie jest pierwszą osobą, która wskazuje problem. Pytanie „Dlaczego intelektualiści odrzucają kapitalizm?”, jako tytuł eseju autorstwa Roberta Nozicka (Robert Nozick, 1998), był jednym z toposów klasycznego liberalizmu w ostatnim wieku. Na uniwersytetach zwolennicy klasycznego liberalizmu doświadczyli powszechnego sprzeciwu wobec swojej sprawy. Tylko garstka uczonych podzielała ich uznanie dla wolnego rynku. Kapitalizm był widziany jako kompletnie przestarzała XIX-wieczna idea — nastawała nowa era, uwolniona od „anarchii produkcji”. Klasyczni liberałowie walczyli z rynkofobią intelektualistów, ponieważ podejrzewali, że poglądy intelektualistów często „przechodziły” na społeczeństwo. Chcieli identyfikować wzorce, by lepiej wyjaśnić, dlaczego intelektualiści byli wrodzy wobec gospodarki rynkowej. Niektórzy z nich myśleli, że w kwestii antypatii do rynkowych relacji wchodził w grę interes własny intelektualistów, a niektórzy z nich twierdzili, że intelektualiści motywowani byli głównie przez swoje resentymenty. McCloskey twierdzi, że nie byli na dobrym tropie.

Pierwszy zestaw odpowiedzi na pytanie „dlaczego intelektualiści nienawidzą kapitalizmu?” może być podsumowany odniesieniem do „Market for Goods and the Market for Ideas” Ronalda Coase’a (Coase 1974, s. 384-391). Intelektualiści konsekwentnie opowiadają się za większym stopniem regulacji na rynku „rzeczy”, ale nigdy na rynku idei, gdzie otwarcie się temu przeciwstawiają.

Rynek idei jest rynkiem, na którym intelektualista prowadzi swój handel. Wyjaśnieniem tego paradoksu jest interes własny i miłość własna. Miłość własna prowadzi intelektualistów do zwiększenia powagi swojego własnego rynku. To, że inne powinny być regulowane wydaje się być naturalne, szczególnie, że wielu intelektualistów widzi właśnie siebie jako ludzi, którzy tych regulacji będą dokonywać. Jednak interes własny w połączeniu z miłością własną sprawia, iż uważają, że regulacje te, chociaż inni są nimi dotknięci, ich nie dotyczą (Coase 1974, s. 384-391).

Milton Friedman twierdził podobnie i wskazał, że intelektualistów zawsze łatwiej przekonać do rozwiązań polegających na przymusie niż opartych na działaniu rynku. „Odpowiedź kolektywisty jest prosta. Jeśli coś jest nie tak, wystarczy wprowadzić prawo, które rozwiąże ten problem” (Cobb, Machan, Raico 1974), a to prostsze odpowiedzi, nie te skomplikowane, znacznie lepiej pomagają sprzedawać magazyny i książki, w których się je zamieszcza.

Drugi zestaw odpowiedzi został podany przez tak różnych myślicieli jak Joseph Schumpeter, Ludwig von Mises i Robert Nozick. Dla Nozicka, intelektualiści byli ludźmi, którzy dobrze radzili sobie na uniwersytetach, gdzie nagrody były przydzielane według prostego wzorca zdefiniowanego przez władzę. Gdy kończą już szkołę i wkraczają na rynek pracy, są zszokowani, gdyż nagradza się całkiem odmienne umiejętności, niż te, które oni posiadają i które ćwiczyli.

Intelektualiści chcą, by całe społeczeństwo było szkołą na olbrzymią skalę; otoczeniem, w którym tak dobrze sobie radzili i byli doceniani. (Nozick 1998, s. 10)

Schumpeter i Mises przypomnieli nam, że bogactwo wygenerowane przez kapitalizm sprawiło, że masowa edukacja stała się możliwa po raz pierwszy w historii. W związku z czym masowa edukacja stwarza nadmiar intelektualistów, którzy ledwo mogą znaleźć pracę zgodną z ich oczekiwaniami. Przez to systematyzują swój resentyment poprzez antykapitalizm. Ich antykapitalistyczna ewolucja została przyduszona przez to, że partie polityczne oraz biurokraci są jednymi z niewielu pracodawców zainteresowanych intelektualistami, których współczesna edukacja tak obficie produkuje.

Będąc w podeszłym wieku, Mises napisał Mentalność Antykapitalistyczną, krótką ale treściwą broszurę. Zdawał sobie sprawę, że intelektualiści byli zszokowani ubogością gustów mas i, co najważniejsze, całkowicie pominęli fakt, że:

Kapitalizm zapewnił masom taki poziom życia, że stać je na kupowanie książek i czasopism, nie wpoił im jednak dobrego smaku, jakim poszczycić się mogli wielcy mecenasi sztuki. Nie można obwiniać kapitalizmu o to, że przeciętny człowiek nie znajduje upodobania w studiowaniu nietuzinkowych dzieł (Mises 1952, s. 60).

Należy zauważyć, że problemem jest nie tylko ślepota intelektualistów wobec cnoty wolnego handlu czy rynku, ale także to, że nie podoba im się historyczny proces nowoczesnego wzrostu gospodarczego, który dał nam masową produkcję i uczynił z nas „społeczeństwo konsumpcyjne”.

McCloskey analizuje życzliwy punkt widzenia na swoich oponentów. Albo przynajmniej wyglądający na życzliwy na pierwszy rzut oka. Zauważa ona, że „antykapitalizm ma swoje źródło w wielu czynnikach”, wliczając w to psychologiczne: „Nie było chyba intelektualistów angielskich czy francuskich, którzy równocześnie nie byli dziećmi burżuazji i nie byli wrogo nastawieni do wszystkiego co burżuańskie” (McCloskey 2016, s. 592). Podobnie jak Schumper, wie ona, że „intelektualiści są zaledwie przyczepkiem do burżuazji” (McCloskey 2016, s.  597). Jednak „antykapitalizm pojawił się częściowo dlatego, że pierwsze próby rozwoju handlu zakłóciły dotychczasowy porządek społeczny, początkowo nie wzbogacając zwykłych ludzi” (McCloskey 2016, s. 595).

To, że świat wydostał się z Pułapki Maltuzjańskiej, nie było do końca jasne w czasach, w których Engels napisał Położenie klasy robotniczej w Anglii: płace realne rosły, ale nie tak dynamicznie, jak w trzeciej ćwiartce dziewiętnastego wieku” (McCloskey 2016, s. 608). Ten obraz nędzy napędzał wyobraźnie historyków i został upamiętniony przez pisarzy, malarzy oraz fotografów.

McCloskey twierdzi, że antykapitalistyczni intelektualiści nie rozumieją jednak, o czym mówią. „Ekonomiści, a zwłaszcza historycy gospodarki wiedzą to wszystko na swój ilościowy sposób” (McCloskey 2016, s. 26). Mają świadomość stopnia, w jakim spadł analfabetyzm („od ponad 90 procent wśród światowej populacji dorosłych w 1850 roku do 20 procent w roku 2000”), jak „wystrzeliła średnia długość życia…… z mniej niż trzydziestu lat w 1800 roku do pięćdziesięciu dwóch w 1960 roku i siedemdziesięciu lat w roku 2010, nawet w biednych krajach” (McCloskey 2016, s. 26-27), jak „bardzo zwiększył się dostęp do czystej wody” (McCloskey 2016, s. 27).

Oczywiście intelektualiści, zarówno lewicowi, jak i prawicowi lamentowali nad „masowym charakterem współczesnego społeczeństwa” (McCloskey 2016, s. 25), jak gdyby masowa produkcja zaniżyła poziom wiedzy, kultury i moralności. McCloskey zgadza się z George’em Stiglerem (chociaż nie był to jej ulubiony chicagowski kolega), gdy ten wskazał, że krytyka masowego społeczeństwa dokonywana przez intelektualistów była „nietrafiona, niekiedy nawet hipokrytyczna” (Stigler 1967, s. 5). Stigler stwierdził, że:

Społeczeństwa oceniano zwykle na podstawie ich kulturalnej arystokracji — dawniej większość populacji nie była nawet uważana za część kultury społeczeństwa, ponieważ byli to ludzie, niepiśmienni, przywiązani do tradycji, żyjący w ubogich chłopskich chatach. Gusta naszego społeczeństwa ocenia się przez to, jaka jest większość populacji — większość ta jest dziś szczodra, zadowolona z siebie i ciężko pracująca, a bezprecedensowo wielka liczba ludzi pogłębia swoją edukację czy chętnie wspiera sztukę. (Stigler 1967, s. 5-6)

Bogatsze, bardziej przyjazne rynkowi, bardziej „burżuazyjnie równe” społeczeństwo jest bardziej sprawiedliwe. „Globalizacja, neoliberalizm oraz Milton Friedman — to wszystko jest dobre dla biednych, w bezprecedensowy sposób” (McCloskey 2016, s. 73). Dlaczego intelektualiści nie mogą zrozumieć tych danych?

Właściwie nie merytokracja

Odpowiedzią McCloskey jest to, że stali się oni „pseudo-neoarystokracją”, która wierzy w „kompetencje”, ale ocenia je pod całkowicie niepieniężnym względem (McCloskey 2016, s. 124). Punkt widzenia McCloskey jest pod tym względem podobny do Nozicka: intelektualiści nie przepadają za społeczeństwami rynkowymi, ponieważ te nie nagradzają ich starań tak, jak uważają, że powinny. Rozszerza ona jednak stanowisko Nozicka, wskazując, że intelektualiści oceniają „kompetencje” w kategoriach wziętych z arystokratycznych czasów. Nie przepadają za jedną kluczową cechą społeczeństw rynkowych: zmianą, którą obserwujemy w przemianach produktów i nawyków, i która sprawia, że stare hierarchie, wliczając hierarchie oparte kompetencjach, stają się archaiczne.

Współczesny wzrost gospodarczy rzeczywiście był „wielką transformacją” (McCloskey 2016, s. 543)3; oznaczał on przejście „od statusu do umowy”, czyli większą mobilność społeczną, ale również erozję hierarchii. To szokująca historia (w przeciągu trzech pokoleń całkiem sporo naszych rodzin przeistoczyło się z rodzin chłopskich w rodziny dobrze wyedukowanych profesjonalistów), ale również i przerażająca. Bycie uwięzionym w swoim miejscu w społecznej hierarchii może być klątwą, ale jest komfortowe psychiczne. Cokolwiek się zdarzy, winę za to można przypisać urodzeniu i losowi. Społeczeństwo oparte na zawieraniu umów to takie, w którym ludzie są nagradzani za spełnianie potrzeb swoich bliźnich.

Niektórzy ludzie bez wątpienia są karani, gdy zastosuje się zasadę zysku, na przykład restaurator, który wpadł na pomysł, by otworzyć lokal serwujący złe jedzenie, a okazało się to być jednak złym pomysłem (McCloskey 2016, s. 568).

McCloskey doskonale wie, i dobitnie podkreśla, że burżuańskie społeczeństwo nie jest, mówiąc ściśle, „merytokracją”, że konsumenci mogą być pozbawieni smaku, a przedsiębiorcy mogą mieć więcej szczęścia, a nie być lepsi niż ich konkurencja. Ale nie po to jest rynek — rynek nie istnieje po to, by nagradzać najlepszych, nieważne jak ich zdefiniować, tylko po to, by dostarczać ludziom pożądanych przez nich dóbr. W tym właśnie sensie możemy odczytać to, co McCloskey nazywa „burżuańską umową”, teoretyczny społeczny pakt pomiędzy innowatorami i przedsiębiorcami a resztą z nas:

Pozwólcie mi kreatywnie zniszczyć stare i złe sposoby robienia rzeczy — kosy, wozy, lampy naftowe, analogowe kamery i przestarzałe fabryki bez zaawansowanych technologii produkcji, a wszystkich was uczynię bogatymi (McCloskey 2016, XXXIII).

Oczywiście nikt nigdy świadomie nie zawarł takiej umowy — jednak w społeczeństwie burżuańskim panuje wspólne odczucie, wzajemne zrozumienie, że powinniśmy się cieszyć z tych „milionów buntów”. Taka postawa jest, szczerze mówiąc, powszechniejsza w Stanach Zjednoczonych niż w Europie, gdzie znacznie mniejsza ilość biznesów rodzi się w piwnicy innowatora.

Nietuzinkowe książki

Książki McCloskey to nietuzinkowe pozycje przez to, że z łatwością mogą je czytać udzie nie będący specjalistami od tematu. Jej rapsodyczny styl, zarówno w Burżuańskiej Równości, jaki i poprzednich książkach jest przystępny i angażujący dla laika. Oto ekonomistka, która potrafi pisać, i jest warta czytania. Ludzie, którzy od dłuższego czasu czytają jej książki, nie będą zdziwieni tym, że wśród swoich bardziej akademickich publikacji, McCloskey wydała też małą zabawną książkę o tym, jak powinni pisać naukowcy (McCloskey 1999). Z pewnością jest jednak ona winna temu, że próbuje zbytnio uhonorować wszystkich naukowców, których podziwia. Czytelnik jest zasypywany nazwiskami i przypisami, bez których czasami mógłby się obejść. McCloskey ma obsesję na punkcie oddania wszystkim honorów i nie unika wspominania i chwalenia nawet znacznie mniej znanych uczonych, jeśli dzięki nim uzyskała jakieś użyteczne informacje. Taka hojność to szlachetna rzecz, lecz często przytłacza niektóre piękne stronnice. Ale w jej książkach tych pięknych stron i tak nie brakuje. McCloskey chwyta czytelnika za serce przytaczanymi faktami, przenikliwością oraz stylem.

Znaczenia prac Deidre McCloskey nie można przecenić. Jeśli wyszukacie w Google „Deidre McCloskey bourgeois”, pojawi wam się 215 tys. rezultatów. Jej trylogia była recenzowana przez wielu ludzi, i równie wielu o niej dyskutowało. Co jednak bardziej istotne, dzięki swojemu niezmordowanemu nauczaniu na całym świecie, pomaga ona zmienić retorykę, którą posługują się poszczególni uczeni i całe think-tanki, trzymający się tradycyjnego języka klasycznego liberalizmu, wolnego rynku, państwa minimum. „Misja McCloskey” to położenie nacisku na bezsprzeczne korzyści materialne, jakie te idee stworzyły dla mas, w tych momentach w historii, gdy zaczęto według nich postępować. Warto przypomnieć skalę zmian na lepsze, których doświadczyli zwykli ludzie od momentu zbudowania silnika parowego przez Jamesa Watta. Nauczenie się doceniania ich pomoże nam zachować te zmiany.

Niedawno, McCloskey nazwała swoje podejście „ludzkim libertarianizmem” (McCloskey 2017, s. 1). Wszystkie etykiety są z konieczności niedoskonałe. Podobnie jest z tą. Z jednej strony libertarianizm, podobnie jak każda inna teoria polityczna, dotyczy człowieka, a nie ptaków czy trzody. Z drugiej strony klasyczny liberalizm był humanitarny od swoich narodzin — dążył do ograniczenia władzy absolutnej, zniesienia niewolnictwa, pozwolenia ludziom na postępowanie ze swoimi ciałami i dobrami zgodnie z ich własną wolą. To, że liberalizm klasyczny rzekomo stawia „zyski ponad ludźmi”, jest karykaturą — co McCloskey wie doskonale.

Największą zaletą dzieł McCloskey jest fakt, że mocno podkreśla kwestię czasami przez klasycznych liberałów uznawaną za oczywistą. Klasyczny liberalizm jest filozofią dla prostego człowieka. Nie zależy mu na (arystokratycznej) wizji heroizmu i wielkości, i nie oręduje za (lewicowymi) krucjatami w imię ludzkości, które nie biorą pod uwagę tego, jak ludzie rzeczywiście prowadzą swoje życia. Jako centralny motyw obiera wielkie wzbogacenie, gdyż przyniosło ze sobą bezprecedensowe bogactwo bezprecedensowej liczbie ludzi.

McCloskey dostarczyła nowe, solidne podłoże pod argumentację prezentowaną przez ekonomistę Ludwiga von Misesa, który w latach 20. XX wieku jako praktycznie jedyny uczony był obrońcą klasycznego liberalizmu. Jak pisał Mises, demagodzy opisywali rewolucję przemysłową, jak gdyby „cały rozwój technik produkcji przynosił korzyści tylko garstce uprzywilejowanych, natomiast masy pogrążały się w coraz większej biedzie” (Mises 2001 [1927]). Jednak:

Już po krótkim namyśle możemy uświadomić sobie, że owoce wszystkich innowacji technologicznych i przemysłowych przyczyniają się do lepszego zaspokojenia potrzeb wielkich mas. Cały wielki przemysł produkujący dobra konsumpcyjne działa bezpośrednio dla ich korzyści; przemysł produkujący maszyny i półprodukty, pracuje dla nich pośrednio. Wielkie postępy, jakich dokonał przemysł w ostatnich dekadach, przykładowo te osiemnastowieczne, które określane są niezbyt szczęśliwie dobraną nazwą „rewolucji przemysłowej”, zaowocowały przede wszystkim lepszym zaspokojeniem potrzeb masowych. Rozwój przemysłu odzieżowego, zmechanizowanie produkcji butów i udoskonalenia w przetwarzaniu i rozprowadzaniu artykułów żywnościowych z samej swej natury służyły najszerszym rzeszom ludzi. To dzięki tym gałęziom przemysłu masy są dziś lepiej ubrane i odżywione niż kiedykolwiek przedtem. Jednak produkcja masowa zapewnia nie tylko żywność, schronienie i ubranie, lecz także inne wymagania wielkiej liczby ludzi. Prasa służy masom na równi z przemysłem filmowym, a nawet teatr i podobne bastiony sztuki i każdym dniem stają się coraz bardziej miejscami masowej rozrywki. (Mises 2001 [1927], s. 25-26)

W epoce, która tak usilnie tęskniła za wielkimi ludźmi, Mises przypominał o maluczkich. Zbyt długo unikano prawdy. Szukano każdej możliwości, by „wycisnąć bogatych”, nie zastanawiając się nad konsekwencjami dla innowacji i produktywności. „Produkcję” i „dystrybucję” bogactwa rozróżniano analitycznie, jakby ta druga nie mogła zaszkodzić pierwszej. Konsumpcjonizm był obwiniany za rozkład moralny, i mało uwagi było przykładano do kwestii ludzkiej wolności.

Opozycyjnym głosom często brakowało zrozumienia procesów historycznych, co wzmocniłoby ich przekaz. Większe docenienie Ery Burżuańskiej może sprawić, że będą występować śmielej. Klasyczny liberalizm jako filozofia prostego człowieka jest tym, co McCloskey doskonale opisała w swojej wspaniałej trylogii.

Bibliografia:

Boudreaux, Donald J., 2014, „Deirdre McCloskey and Economists’ Ideas about Ideas”, [w:] Liberty Matters Online Discussion Forum, July, Dostęp: wrzesień 2017.

Coase, Ronald, 1974, „The Market for Goods and the Market for Ideas”, The American Economic Review — Papers and Proceedings of the Eighty-sixth Annual Meeting of the American Economic Association, May: 384-391. Cobb, Joe, Tibor Machan i Ralph Raico, 1974, An Interview with Milton Friedman, February, dostęp: wrzesień 2017. http://reason.com/archives/1974/12/01/an-interview-with-milton-fried. Engels Fryderyk, 1845. Położenie Klasy Robotniczej w Anglii.

Harari, Yuval Noah, 2016, Homo Deus: A Brief History of Tomorrow, London: Harvill Secker. [Kindle version]

Hayek, Friedrich August von, 1954, „History and Politics” [w:] The Trend of Economic Thinking: Essays on Political Economists and Economic History, Friedrich August Hayek, red. W. W. Bartley III, Kresge Stephen, 56-72, Indianapolis: Liberty Fund, 2009.

Lucas, Robert Emerson, 2002, Lectures on Economic Growth, Cambridge: Harvard University Press.

Marks, Karol, 1867, Kapitał: Krytyka Ekonomii politycznej, polskie wydanie: 1950, angielskie wydanie: 1909.

Mokyr, Joel, 2014. „Ideas Mattered, But So Did Institutions”, [w:] Liberty Matters Online Discussion Forum, July. Accessed September 2017.

McCloskey, D. N., 1991, „The Prudent Peasant: New Findings on Open Fields”, The Journal of Economic History, Vol. 51, No. 2, s. 343-355.

McCloskey, Deirdre Nansen, 1999, Economical Writing, Long Grove: Waveland Press.

2006, The Bourgeois Virtues: Ethics for an Age of Commerce, Chicago: University of Chicago Press.

2010, Burżuazyjna godność: Dlaczego ekonomia nie potrafi wyjaśnić współczesnego świata?, polskie wydanie: Instytut Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa 2017.

2016, Bourgeois Equality: How Ideas, Not Capital or Institutions, Enriched the World, Chicago: University of Chicago Press.

2017, „Manifesto for a New American Liberalism, or How to Be a Humane Libertarian”, June 9.

Mises, Ludwig von, Liberalizm w tradycji klasycznej, 1927, polskie wydanie:, 2001 Arkana, Kraków 2001.

1956, Mentalność Antykapitalistyczna, polskie wydanie: Arkana 2005.

Nozick, Robert, 1998, Why Do Intellectuals Oppose Capitalism? Cato Policy Report, January/February: 1, 9-11.

Ricossa, Sergio, 2006, La fine dell’economia. Saggio sulla perfezione, Soveria Mannelli, CZ: Rubbettino.

Stigler, George, 1967, The Intellectual and the Marketplace, Chicago: University of Chicago Press.

 

1 McCloskey dostarcza nam szczegółową krytykę „kontynuatorów”, którzy uważają rewolucję przemysłową za nic więcej, aniżeli tylko kontynuację rosnących dochodów w Europie (McCloskey 2016, 533). Powinno zostać nadmienionym, że McCloskey sama była krytykiem rzekomych „niedociągłości”, czyli zachowań posiadaczy ziemskich i chłopów przed oraz po grodzeniach. McCloskey myślała, że rozproszenie grodzeń pomogło rolnikom, minimalizując ryzyko nieudanych zbiorów, więc rezygnacja z tego systemu mogła być racjonalna tylko wtedy, gdy odpowiedni poziom technologiczny pozwalał na koncentrację ziemi, nie zwiększając jednocześnie ryzyka. Przez to nie była to instytucjonalna zmiana, która magicznie umożliwiła racjonalne zachowanie, tylko zmiana ekonomiczna. Zob. McCloskey (1991).

2 Jak zostało użyte przez Minogue’a (1963)

3 W Burżuazyjnej Równości McCloskey omawia wpływ, jaki Karl Polanyi wywarł na uczonych (McCloskey 2016, 543-522)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Niechęć do standardu złota wynika z przesądu, że wszechmocny rząd jest w stanie stworzyć bogactwo ze zwykłych kawałków papieru. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W lipcu i sierpniu wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Tomasz Bethke
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Paweł Bochnowski
Pan Rafał Boniecki
Pan Michał Brański
Pani Dominika Buczek
Pan Przemysław Buszka
Pan Mirosław Cierpich
Pan Szymon Curyło
Pan Maciej Czaplewski
Pan Maciej Czyż
Pan Marcin Dabkus
Pan Wojciech Dąbek
Pan Michał Dębowski
Pan Daniel Długozima
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Mariusz Dziechciaronek
Pan Tomasz Gaździk
Pan Rafał Główczyński
Pan Sebastian Glapiński
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Marek Górecki
Pan Witold Grabowski
Pan Karol Grodzicki
Pan Tomasz Gruszecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Pan Stanisław Hyrnik
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Michał Idec
Pan Tomasz Jabłoński
Pan Kazimierz Jacoń
Pan Łukasz Jasiński
Pan Piotr Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Sylwester Kozak
Pan Mateusz Kozłowski
Pan Krzysztof Kożuchowski
Pan Sławomir Krawczyk
Pan Krzysztof Krzaczkowski
Pan Wojciech Kukla
Pani Paulina Kurzyk
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Paweł Lewandowski
Pan Sławomir Majewski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Joanna Morawska
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pani Wanda Musialik
Pan Mateusz Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Wojciech Paryna
Pan Tomasz Pawlak
Pan Paweł Pietrasiński
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Bartosz Pilarski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Arkadiusz Przybyłek
Pan Adrian Przybysz
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Dawid Robaczyński
Pan Piotr Różański
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Karol Sobiecki
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Ryszard Staszowski
Pan Mikołaj Stempel
Pan Ryszard Strzelecki
Pan Dawid Szczepański
Pan Łukasz Szostak
Pan Grzegorz Sztemborowski
Pan Dariusz Szumiło
Pan Tomasz Tarczyk
Pan Jarosław Tyma
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Tomasz Wojtasik
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Mateusz Wójcik
Pan Adrian Wróble
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Jakub Zelek
Pan Marek Zemsta
Pracownik Santander Bank

Łącznie otrzymaliśmy 10 949,39 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!

Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>