Boettke: Odbudowa programu liberalnego

23 lipca 2018 Filozofia polityki komentarze: 2

Autor: Peter J. Boettke
Źródło: fee.org
Tłumaczenie: Jan Lewiński
Wersja PDF

Wyjątek z artykułu przygotowanego z okazji specjalnego spotkania Stowarzyszenia Mont Pelerin, które odbywało się w Sztokholmie 3 do 5 listopada 2017 roku.

odbudowaBudowanie wolnego społeczeństwa musimy powtórnie uczynić intelektualną przygodą, czynem odwagi. Brakuje nam liberalnej utopii, [która jest] prawdziwym liberalnym radykalizmem […]. Najważniejszą nauką, jaką liberał musi wyciągnąć z sukcesów socjalistów, jest to, że to odwaga do głoszenia utopii pozyskała im poparcie intelektualistów […]. Dopóki nie będziemy w stanie ponownie uczynić z filozoficznych fundamentów wolnego społeczeństwa żywotnego zagadnienia intelektualnego, a z jego zastosowania — zadania prześcigającego zdolności i wyobraźnię naszych najżywszych umysłów, perspektywy wolności rzeczywiście będą czarne.  Jedynie wtedy, kiedy uda się nam odzyskać wiarę w siłę idei, którą odznaczał się liberalizm w swym najlepszym wydaniu, bitwa nie zostanie przegrana.

— F. A. Hayek, Intelektualiści a socjalizm, Wydawnictwo Prohibita, Warszawa 2012, s. 34–35.

Liberalizm potrzebuje odnowy. Zależy mi jednak przede wszystkim na tym, aby zwrócić uwagę na to, że, jak sądzę, liberalizm musi sobie poradzić nie tyle z problemem marketingowym, co z problemem dotyczącym sposobu myślenia.

Zbyt wiele czasu i energii poświęcono na stworzenie nowej oprawy i marketingu dla starej doktryny wiecznych prawd, zamiast doktrynę tę przemyśleć na nowo, popychając jej ewolucję do przodu, aby mogła sprostać nowym wyzwaniom.

Dziś prawdziwy liberalizm musi poradzić sobie z bolączką, której źródłem są idee pochodzące od nowego pokolenia socjalistów z lewej strony i od ruchów konserwatywnych z prawej — a niektórzy przedstawiciele tych grup twierdzą, że wyznają tradycyjne credo liberalizmu, uznające świętość prywatnych praw własności i wolności wiązania się. Retoryka populizmu i rozczarowanie biorące się z bolesnej konieczności dostosowywania się do wciąż zmieniającego się zglobalizowanego świata jest wodą na młyn dla obu tych grup.

Dla prawdziwego liberalizmu niczym nowym nie są ani bolączki zglobalizowanego świata, ani lęk przed „obcymi”. Hayek wielokrotnie podkreślał, że intuicje moralne będące częścią naszej ewolucyjnej przeszłości — przede wszystkim moralność grupy własnej — często kłócą się z moralnymi wymogami wielkiego zglobalizowanego społeczeństwa (zob. np. F.A. Hayek, Law, Legislation and Liberty, Volume 3: The Political Order of a Free People, Routledge & Kegan Paul PLC, Londyn 1979).

Problem populizmu

Jako prawdziwie radykalni liberałowie, naukowi badacze cywilizacji, nauczyciele ekonomii politycznej i filozofii społecznej i wreszcie autorzy tekstów i publiczni intelektualiści, musimy wspomóc dzieło kultywowania dojrzalszych intuicji moralnych, jeśli tylko chcemy utrzymać ogromne korzyści, jakie czerpiemy dzięki wielkiemu społeczeństwu[1]. Lewicowy i prawicowy populizm pragnie odrzucić próby pielęgnowania wyrafinowanej wrażliwości kosmopolitycznego liberała, agitując zamiast tego za myślą i działaniem politycznym zaściankowym i nastawionym na grupę własną. Rozumowanie ekonomiczne zarówno lewicowego, jak i prawicowego populizmu jest wątłej jakości.

Te współczesne argumenty są tożsame z tradycyjnymi zarzutami wobec gospodarki rynkowej o jej niesprawność, niestabilność i niesprawiedliwość, i tak jak niegdyś nie są w stanie poprawnie wskazać źródeł tych problemów społecznych w rzeczywistości naszych czasów.

Po drugiej wojnie światowej znakomitości ekonomiczne ze Stowarzyszenia Mont Pelerin — Hayek, Friedman, Buchanan i inni — kontrowały te zarzuty dzięki starannym badaniom i sprawnej prozie, a dziś ich następcy w trosce o postęp badawczy, uczoną mądrość i zdrowy rozsądek w praktyce rozwiązywania współczesnych problemów społecznych muszą pójść tą samą drogą.

Groźbę populizmu widać zarówno na lewicy, jak i na prawicy, co pokazuje retoryka Berniego Sandersa w USA i Jeremy’ego Corbyna w Wielkiej Brytanii i populistyczne wydarzenia wyborcze w 2016 roku, gdy w amerykańskim wyścigu prezydenckim zwyciężył Donald Trump, a w Wielkiej Brytanii przegłosowano Brexit.

Dla prawdziwego liberała stawanie okoniem wobec establishmentu nigdy nie powinno być jedynym źródłem intelektualnej uciechy[2]. Postępowa elita establishmentu zachodnich demokracji swoją polityką gospodarczą i ustawami podważającymi rządy prawa w rzeczy samej „doprowadziła do znacznego zamieszania”, jak to ujął Hayek w swoim przemówieniu z okazji wręczenia mu Nagrody Nobla (zob. Pozory wiedzy).

Prawdziwi liberałowie powinni głośno wytykać intelektualne błędy postępowej elity i wskazywać ich skutki empiryczne.

Prawdziwy liberalizm 

Należy wpierw dostrzec groźny sojusz scjentyzmu z etatyzmem, przed którym przestrzegał Hayek, a następnie zrozumieć wielkie szkody, jakie ów sojusz poczynił nie tylko w polityce, ale i w nauce, aby go wreszcie unicestwić. Trzeba też wprowadzić zabezpieczenia instytucjonalne, które skutecznie obronią nas przed jego ponownym zawiązaniem przez siły prawicowe czy lewicowe. Wymaga to trudnych przemyśleń i ostrożnych studiów, które będą wymagające zarówno dla ich wykonawców, jak i odbiorców, czyli opinii publicznej, którą nader często nużą niuanse i meandry myśli naukowej i filozoficznej.

Prawdziwy radykalizm liberalny w gruncie rzeczy od zawsze polegał na graniu na nosie pretensjonalnym i aroganckim prominentom, myślącym, że lepiej będzie, jeśli to oni będą mogli decydować za innych. Jak uprzedzał choćby Adam Smith (Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, t. 2, PWN, Warszawa 2007, s. 40–41):

Mąż stanu, który spróbowałby udzielać prywatnym osobom wskazówek, w jaki sposób powinny używać swych kapitałów, nie tylko obciążyłby się całkowicie niepotrzebnym kłopotem, ale również uzurpowałby sobie władzę, której nie można by bezpiecznie powierzać nie tylko pojedynczej osobie, ale nawet jakiejś radzie czy jakiemuś senatowi; władza ta byłaby szczególnie niebezpieczna w ręku człowieka, który byłby na tyle szalony i zarozumiały, że uważałby siebie za zdolnego do jej wykonywania.

Ludwig von Mises w XX wieku przypominał: „Nie sposób zrozumieć historii myśli ekonomicznej, jeśli się przeoczy to, że ekonomia jako taka stanowi wyzwanie wobec próżności rządzących”. (Ludzkie działanie, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2007, s. 57).  Oczywiście Hayek też zdiagnozował skutki zgubnej pychy rozumu.

Prawdziwy liberalizm jest subtelną i zniuansowaną ekspercką krytyką władzy ekspertów. Posługuje się on rozumem, by — sięgnę raz jeszcze do słów Hayeka [który powtórzył je za Davidem Humem — przyp. tłum.] — ograniczyć roszczenia rozumu za pomocą racjonalnej analizy. Jeśli owa próba zdemaskowania nadużycia rozumu przez liberalizm nie powiedzie się, wówczas ryzykujemy przeistoczeniem się wspomnianych ekspertów w panujących nad bliźnimi tyranów i niszczycieli cywilizacji (zob. Pozory wiedzy).

Stąd to nie populistyczna krytyka establishmentu zagraża wolnemu społeczeństwu, lecz konkretne założenia populistycznego programu nastawionych wsobnie rozwiązań politycznych — programu nacjonalizmu ekonomicznego — zmierzających do wzniesienia barier dla handlu, umów, produkcyjnej specjalizacji i pokojowej współpracy społecznej rozproszonych i zróżnicowanych mieszkańców całego globu.

Niekiedy populiści odrzucają też korzyści z wzajemnych wymian między sąsiadami, których dzieli jakiś dystans społeczny uwierający owych populistów.

Tymczasem mentalność prawdziwie liberalna pragnie pielęgnować i wyzwalać twórcze moce wolnej cywilizacji. To mentalność, którą cieszy ludzka różnorodność umiejętności, talentów, postaw i wierzeń, i która pragnie stale czerpać wiedzę od tej barwnej ludzkiej mozaiki rzeczy małych i dużych — tygla przepisów kulinarnych, sztuk pięknych czy fundamentalnych wierzeń i postaw wobec spraw najświętszych[3].

Teoria i praktyka liberalizmu mówi o wyswobodzeniu się jednostek z ciemiężących je pęt. To droga dająca poszczególnym osobom prawo do powiedzenia „nie” (zob. David Schmidtz, The Elements of Justice, Cambridge University Press, Cambridge 2006).

Lecz choć słowo „nie” jest nieodzowne dla zerwania stosunków opartych na władzy, to pozytywny program liberalizmu polega na poszerzaniu możliwości zawiązywania wzajemnie korzystnych stosunków społecznych, a te dają szansę mówienia „tak” dobrowolnie i chętnie.

Rozumową podstawą liberalizmu gospodarczego jest czerpanie wspólnego pożytku z wolności wiązania się przez osoby, które dzieli wielki dystans społeczny — w rzeczy samej korzystające na współpracy tak z obcymi, jak i z bliskimi — i dodatkowo stworzenie nowych szans na zawarcie przyjaźni z byłymi obcymi dzięki wzajemnie korzystnym stosunkom handlowym.

Argumentacja liberalizmu opiera się częściowo na tezie doux-commerce, zasadzającej się w równym stopniu na grzeczności i szacunku, jak na skuteczności i zysku[4].

Pokojowa współpraca 

Liberał przyjmuje, że inni ludzie mają prawo do zaściankowości w swoim wąskim otoczeniu i do powiedzenia „nie” potencjalnej wzajemnej współpracy, ale zdaje sobie sprawę, iż jest to możliwe wyłącznie w ramach liberalizmu kosmopolitycznego.

Powiedzenie „nie” jest w tych ramach kosztowne dla osoby albo grupy zamykającej się na świat zewnętrzny. To koszt zrzeczenia się wspólnej korzyści uzyskanej z wymian, czyli pożytku z produktywnej specjalizacji i pokojowej współpracy społecznej.

Jeśli jednak postawy zaściankowe opanują owe ramy społeczeństwa — tym grozi obecny populizm — to ostatecznie zamiast jednostek słowo „nie” powiedzą rządzący, powstrzymując nie tylko twórcze siły wolnej cywilizacji, ale i rozwój wiedzy i wzrost bogactwa.

Zaściankowość zabija postęp, gdyż zmusza do przyjmowania perspektywy grupy własnej zamiast tolerować — o aprobacie nie wspominając — dążenia jednostek do odkrywania nowych sposobów uczenia się i czerpania pożytku od obcych. Odwrócenie się od świata zewnętrznego oznacza zamknięcie się na uczestnictwo w produktywnej specjalizacji i w pokojowej współpracy społecznej na globalnym rynku.

„Polityka wewnętrzna liberalizmu”, jak w Liberalizmie w tradycji klasycznej (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2009, s. 145–146) pisał wielki ekonomista i teoretyk społeczny Ludwig von Mises, „oraz jego polityka zagraniczna mają ten sam cel: pokój. Dąży do pokojowej współpracy tak między narodami, jak i wewnątrz każdego narodu.

Punktem wyjścia myśli liberalnej jest uznanie wartości i wagi ludzkiego współdziałania, a cała polityka i program liberalizmu są pomyślane tak, by służyć zachowaniu stanu wzajemnej współpracy między członkami ludzkiej rasy, a nawet dalszemu jej poszerzeniu.

Ostatecznym ideałem, jaki przyświeca liberalizmowi, jest doskonała współpraca całej ludzkości, dokonująca się pokojowo i bez tarć. Myślenie liberalne zawsze ma na uwadze cały rodzaj ludzki, a nie tylko jego części. Nie zatrzymuje się na ograniczonych grupach; nie kończy się na krańcu wioski, prowincji, państwa czy kontynentu. Myślenie to jest kosmopolityczne i ekumeniczne: obejmuje wszystkich ludzi i cały świat. W tym sensie liberalizm jest humanizmem, a liberał — obywatel świata — kosmopolitą”.

Stąd niezrozumienie związku między liberalizmem a populizmem wydaje się niezrozumiałe. Prawdziwy radykalizm liberalny z ruchami populistycznymi nic wspólnego nie ma poza krytycznym podejściem do postępowej elity establishmentu, która po drugiej wojnie światowej opanowała przestrzeń intelektualną i polityczną.

Owa liberalna krytyka postępowej elity nie bierze się z rozczarowania i gniewnej frustracji, lecz stoi na twardym gruncie ekonomii oraz wspaniałej i szacownej tradycji ekonomii politycznej. Stowarzyszenie Mont Pelerin powstało, aby pielęgnować dyskusję i nieść kolejnym pokoleniom kaganek myśli liberalnej. To wciąż jest nasze zadanie, któremu musimy sprostać.

 

[1] Zob. przemówienie Jamesa Buchanana dla Stowarzyszenia Mont Pelerin pt. Duch klasycznego liberalizmu.  Nie chodzi o zmianę natury ludzkiej, lecz o kultywowanie zrozumienia i docenienia tego, jak zmiana reguł porządkujących stosunki społeczne może skierować nasze zachowania ku relacjom produktywnym i pokojowym.

[2] Po stronie populistycznej lewicy mamy ruch antyglobalistyczny z początku XXI wieku wraz z demonstracjami Okupuj Wall Street po globalnym kryzysie finansowym od 2007 roku, a po stronie populistycznej prawicy mamy odłamy ruchu Alt Right: paleokonserwatyzm, paleolibertarianizm i nacjonalizm ekonomiczny. Pominę tu wątek wyjątkowo obrzydliwej polityki rasowej, która w USA i w Europie też wtrąca swoje trzy grosze do populistycznych dyskusji o imigracji, uchodźcach i polityce publicznej.

[3] Wciąż uważam Cnoty liberalne Steve’a Macedo za jeden z najbardziej przekonywających wykładów fundamentów postaw społeczeństwa liberalnego, a Liberalny archipelag Chandrana Kukathasa mogącej się z nich wywodzić infrastruktury instytucjonalnej.  Będące nieodłącznym skutkiem ładu liberalnego pielęgnowanie wzajemnego szacunku i należnej każdemu godności wzmacnia, jak w Twórczej destrukcji wywodził mój kolega Tyler Cowen, jednorodność pewnych przekonań na poziomie analitycznym reguł i celebruje różnorodność na poziomie reguł wewnętrznych. Koniec końców chodzi o odpowiednią swobodę, dającą możliwość zoperacjonalizowania kosmopolitycznego liberalizmu.

[4] Badania mojego kolegi Virgila Storra (The Market as a Social Space, „The Review of Austrian Economics”, 21(2) luty 2008, s. 135–150) rozwijają tę podstawową tezę liberalnej ekonomii politycznej w nowy i fascynujący sposób, zwracając przy tym naszą metodologiczną i analityczną uwagę na podstawowe zagadnienia kulturoznawstwa.  Por. Storr, Understanding the Culture of Markets, Routledge, Nowy Jork 2012).

 

Ilustracja: Pixabay.com, CC0 public domain

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Peter Boettke

Pozostałe wpisy autora:

2 Komentarze “Boettke: Odbudowa programu liberalnego

  1. Dzięki za artykuł! Zauważyłem literówkę do poprawienia – w przypisie [2] „mamy ruch antyglobalistyczny z początku XXI wieku”, nie z XIX („The anti-globalization movement of the 2000s”).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *