Autor: George Pickering
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Aleksandra Juda
Wersja PDF

zdrowotnej„Brytyjczycy stawiają NHS (National Health Service) niemalże na równi z religią” — słynnie niegdyś stwierdził Nigel Lawson, Kanclerz Skarbu w gabinecie Margaret Thatcher. Biorąc jednak pod uwagę fanatyczne zaślepienie, z jakim zwolennicy tego systemu popierają go pomimo niezbitych dowodów świadczących o jego wadliwości, trafniej należałoby określić NHS narodowym kultem Wielkiej Brytanii.

Nieopisane oburzenie moralne, będące odpowiedzią na jakąkolwiek krytykę brytyjskiej służby zdrowia, stanowi świadectwo dziesięcioleci propagandy — w szkołach publicznych, wypowiedziach polityków, państwowej telewizji i mediach — w wyniku której Brytyjczycy nabrali przeświadczenia, że jedyną alternatywą dla państwowego monopolu na opiekę zdrowotną będzie śmierć ubogich na ulicy. Mit ten stał się na tyle powszechny, że przez dekady umożliwiał Partii Pracy opieranie całej strategii wyborczej na kreowaniu wizerunku partii, która jako jedyna szczerze troszczy się o „naszą NHS”. Przeprowadzone niedawno badanie wykazało, iż wśród Brytyjczyków pytanych o to, co sprawia, że czują się dumni ze swojej narodowości, najczęstszą odpowiedzią była NHS. To doprowadziło do sytuacji, w której rozpaczliwie potrzebna reforma służby zdrowia nawet nie może zostać poddana debacie ze względu na irracjonalną falę ślepej wściekłości i bezpodstawnego potępienia kierowanych w stronę wszelkiej krytyki tej brytyjskiej świętej krowy.

Tego nieuzasadnionego samozadowolenia i niechęci do refleksji na temat zmian nie miarkują także badania, takie jak to uznające NHS za „najlepszy system opieki zdrowotnej”, które w ostatnim czasie trafiło na nagłówki brytyjskiej prasy. W badaniu, o którym mowa sklasyfikowano systemy zdrowotne 11 państw i stwierdzono, że brytyjska służba zdrowia spełniła kryterium sukcesu najbardziej satysfakcjonująco, zostawiając w tyle Australię i Holandię, a Kanada, Francja i Stany Zjednoczone znalazły się na szarym końcu zestawienia. Ta wysoka pozycja może być zaskoczeniem nawet dla osób z reguły akceptujących powszechną narrację stwarzaną wokół NHS. Wszak nawet pod artykułem BBC, pełnym samozachwytu w odniesieniu do wspomnianego badania, zostały zamieszczone linki odsyłające do artykułów poruszających ten temat, o tytułach takich jak „Ograniczenia w Narodowej Służbie Zdrowia przysparza pacjentom bólu” i „W ciągu czterech lat okres oczekiwania na operację stał się trzykrotnie dłuższy!”.

Te dwa nagłówki wskazują na wieczny problem deficytów usług spowodowanych kontrolą cen, które nieuchronnie muszą istnieć w systemach takich jak NHS. Dopóki cena za opiekę zdrowotną będzie utrzymywana przez rząd na nienaturalnie niskim poziomie (bądź usługa będzie darmowa), indywidualni konsumenci nie będą odczuwali motywacji do oszczędzania, ani nie podadzą w wątpliwość niezbędności danej usługi. Nie skłoni ich to także do przemyślenia, czy ograniczonymi środkami pomocy dysponuje się z uwzględnieniem osób naprawdę ich potrzebujących. W nieunikniony sposób prowadzi to do roszczenia sobie prawa do tych usług przez większą liczbę osób, niż jest to możliwe do zrealizowania, czego skutkiem są braki, długie okresy oczekiwania i ograniczenia, będące potwierdzeniem rozpaczliwego stanu NHS w całej jej historii. Prawo ekonomiczne dotyczące tego, że kontrola cen prowadzi do deficytów, jest do tego stopnia niezmienne, iż jak ujął to Mises, „nawet kara śmierci w czasach Dioklecjana i rewolucji francuskiej nie była w stanie sprawić, żeby kontrola cen zadziałała”. Poparcie publiczne dla NHS, które utrzymuje się na tak wysokim poziomie pomimo istotnych, nieodłącznych problemów mających swoje źródło w specyfice tego systemu, stanowi modelowy przykład zagrożenia, które niesie ze sobą lekceważenie wniosków, jakie dostarcza nam ekonomia.

Niemniej jednak kontrola cen i niedobory nie są niestety jedynymi problemami wynikającymi z państwowego monopolu na opiekę zdrowotną w Wielkiej Brytanii. Jak zauważył Kristian Niemietz z Institute of Economic Affairs w swoim znakomitym artykule, cechy NHS, które Brytyjczycy błędnie postrzegają jako wyjątkowy powód do dumy, w rzeczywistości są obecne w niemalże każdym systemie opieki zdrowotnej w rozwijającym się świecie; jednak tym, co odróżnia inne systemy od NHS jest brak wrogości względem innowacji w medycynie i praktyce lekarskiej. Liczba możliwych do uniknięcia zgonów noworodków w niektórych oddziałach NHS doprowadziła przy tym do rozpoczęcia w kwietniu ubiegłego roku dochodzenia w sprawie warunków opieki nad matkami, określonych później przez przeprowadzających kontrolę jako „szokujące”. Z niecierpliwością oczekuję fundamentalnych reform, którymi z pewnością zaowocuje inicjatywa państwowych organów do przeprowadzenia śledztwa w sprawie naruszeń w ich własnym(państwowym) systemie opieki zdrowotnej.

Jak więc — pomimo tych wszystkich poważnych problemów — możliwa jest tak wysoka pozycja NHS w rankingu sporządzonym przez zespół ekspertów ds. zdrowia z wpływowego Commonwealth Fund? Odpowiedź znajdziemy w starannym doborze kryteriów, według których system ma okazać się sukcesem, największe znaczenie przyznającym tym obszarom, w których NHS istotnie jest efektywna. Niewątpliwie, badanie znacząco odbiega od wszystkich innych zestawień systemów opieki zdrowotnej poprzez nacisk, jaki kładzie na procedury i ogólne cechy systemu, niemal ignorując rzeczywiste rezultaty. Wydawałoby się, że niska pozycja w dolnych 20% zarówno w odniesieniu do wskaźnika przeżywalności w przypadkach rozpoznania nowotworu, jak i wskaźnika zgonów, którym mogło zapobiec leczenie, powinna być na tyle istotna, by nie dało się jej zamieść pod dywan wykorzystując technikalia metody badawczej. Commonwealth Fund poświęca także zaskakująco mało uwagi niskiej wydajności brytyjskiej służby zdrowia względem jej opłacalności, co stanowi podstawę do podważenia argumentów tych, którzy twierdzą, że przekazanie większej sumy pieniędzy podatników na system zwyczajnie rozwiąże jego problemy.

Pod względem wyników zdrowotnych w leczeniu najczęstszych dolegliwości brytyjskiej służbie zdrowia bliżej jest do byłych państw bloku komunistycznego, takich jak Słowenia, niż do jej zachodnich sąsiadów. Nawet u państwa takiego jak Hiszpania, gdzie PKB na osobę jest o 25% niższy od brytyjskiego, odnotowano wyniki zdrowotne na poziomie o tyle wyższym od NHS, że gdyby brytyjski system był w stanie zaledwie dorównać hiszpańskiemu, rocznie zaobserwowano by o 10 000 mniej zgonów medycznie możliwych do uniknięcia. Nawet Commonwealth Fund, które przeprowadziło wspomniane badanie systemów służby zdrowia, przyznaje, że pomimo przyznania NHS pierwszego miejsca w kontekście ogólnym, pod względem efektywności systemu w sprawach „małej” wagi — takich jak rzeczywiste utrzymywanie pacjentów przy życiu— brytyjska służba zdrowia uplasowała się na przedostatniej pozycji wśród badanych krajów.

Granice społecznie akceptowalnego dialogu w Wielkiej Brytanii muszą zostać znacząco przesunięte, by rozpaczliwa potrzeba gruntownych reform w NHS została w końcu w pełni dostrzeżona i doczekała się odpowiedniej debaty. Do tego czasu żadne półśrodki bądź dodatkowe fundusze nie będą w stanie naprawić systemu zepsutego w samym swoim sercu, powodującej wiele możliwych do uniknięcia problemów, którą jest pełniona przez niego rola rządowego monopolu finansowanego przez podatników.

Dopóki nie będzie możliwości poddania krytyce tego zasadniczego aspektu brytyjskiej służby zdrowia bez narażania się na ekskomunikę z życia publicznego, NHS będzie nadal rozczarowywać Brytyjczyków, podobnie jak brytyjskie monopole państwowe na węgiel, przemysł stoczniowy, motoryzację i inne gałęzie przemysłu, które nie sprawdziły się w latach siedemdziesiątych.

Według słów Thomasa Sowella, znanego przedstawiciela chicagowskiej szkoły ekonomii: „Nie pojmiesz biurokracji, dopóki nie dotrze do Ciebie, że dla biurokratów proces jest wszystkim, a rezultat niczym”. Analogicznie nigdy nie zrozumiesz NHS dopóki nie przyjmiesz do wiadomości, że tak długo, jak brytyjska służba zdrowia będzie prowadzona w formie biurokracji rządowej, a nie jako działalność odpowiadająca potrzebom konsumenckim, samo życie Brytyjczyków będzie w dalszym ciągu jedynie kolejnym „rezultatem” ignorowanym przez państwo.

9 odpowiedzi na „Pickering: Czy brytyjski system opieki zdrowotnej jest najlepszy na świecie?”

  • Medycyna jako biznes nie utysfakcjonuje pacjentów,ponieważ trwające w nieskończoność leczenie jest stokroć bardziej opłacalne niż szybkie wyleczenie,natomiast podatnicy jako potencjalni pacjenci chcą uczynić wszystko aby móc być zdrowymi jak najdłużej a ewentualnie leczyć się jak najkrócej,to środowisko pacjentów a nie lekarzy powinno zarządzać służbą zdrowia,ponieważ pracownicy szpitali mają zgoła odmienny interes, chcą leczyć długo i drogo,natomiast pacjenci chcą się leczyć krótko,efektywnie i tanio,więc logiczne wydaje się że prywatna klinika w biznesowym rozdaniu będzie zabiegać o zysk,a ten można osiągnąć jedynie utrzymując pacjentów w stanie permanentnej choroby łagodząc jedynie objawy,w takim stanie konsument nie jest zarządcą a klientem,który jest skazany na drogie leczenie,ono oczywiście kosztuje,jednak zastanówmy się,jeżeli zachorujemy na choroby z biznesowego punktu widzenia nieopłacalne,to kto się nami zajmie,a jeżeli to zrobi to czy nie uczyni nas przy okazji finansowymi bankrutami?,przypominam że choroba to nie kaprys,pojawia się często nieoczekiwanie nawet u ludzi dbających o zdrowie i nie posiadających nałogów,nie oszukujmy się,nikt nie chce być klientem służby zdrowia niezależnie od tego czy jest ona państwowa czy prywatna,można chcieć być klientem basenu,sauny,siłowni,masażystki,wesołego miasteczka ,supermarketu czy salonu samochodowego ale nie szpitala,szpital to smutna konieczność,dlatego podatnicy składają się na opiekę lekarską mając jednak nadzieję nigdy z niej nie skorzystać.

  • Absolutnie nie zgadzam się z komentarzem Łukasza. Ludzie też nie chcą być ofiarami włamań, dewastacji czy klęsk żywiołowych, dlatego składają się na usługi firm ubezpieczeniowych, mając nadzieję nigdy z niej nie skorzystać. Troska o dach nad głową czy źródło utrzymania jest tak znacznie mniej ważna od troski o zdrowie, że bezwzględnie musi je zapewnić niezawodny kapitan Państwo?

  • Jeżeli znajdzie się prywatny gabinet lekarski,który leczy tanio,szybko i efektywnie z całą pewnością stanie się on celem masowych pielgrzymek ludzi pragnących odzyskać zdrowie,jednak pomimo faktu istnienia prywatnej opieki lekarskiej ludzie są tak zdesperowani że tkwią w kolejkach wiele miesięcy a czasem wiele lat na zabieg w państwowym systemie,a przecież mogliby niezwłocznie skorzystać z prywatnej opieki medycznej jednak tego nie robią,nie z powodu ideologi,prania mózgu czy nieufności,tylko z powodów ekonomicznych,a przecieź lekarze wedle teorii wolnorynkowej powinni bić się o pacjenta obniżając stale cenę za usługę,tak jednak się nie dzieje,istnieją zmowy cenowe,kartele,które w porozumieniu ze sobą utrzymują jednakową wysoką cenę za usługę medyczną.

    • A czy nie zaświeciła kontrolka, że być może właśnie regulacje, licencje, pozwolenia wpływają na cenę usług na rynku prywatnym? Poza tym powiedziałbym, że właśnie ‚działa jak wyliczyli’ – usług prywatnych jest zapewne (nie znam statystki, więc mogę się mylić) mniej niż publicznych, wymagane są licencje ograniczające dostępność etc. To powoduje, że jak już ktoś wejdzie na rynek, to musi ustalić wyższą cenę, bo samo otwarcie biznesu sporo już kosztowało.

  • Niestety Igor mylisz się,lekarze jak wiemy to nie kierowcy Ubera,są to przeważnie zamożni ludzie,których spokojnie na wszystko stać,zresztą często swoje prywatne interesy załatwiają na sprzęcie kupionym za pieniądze podatników,kształcą się za darmo na państwowych uczelniach,aby później zarabiać bardzo duźe pieniądze,oczywiście nie jestem wrogiem lekarzy,wielu z nich z całą pewnością ma powołanie i poważnie traktuje przysięgę Hipokratesa,nie wiem jak wygląda sytuacja z licencjami czy regulacjami,jednak lekarze w Polsce mają uprzywilejowaną pozycję,wykształcenie jednego tylko lekarza w Polsce to koszt kilku milionów złotych i koszt ten pokrywa budźet państwa,mogą oni po skończeniu uczelni wyjechać za granicę aby tam zarabiać gigantyczne pieniądze,mogą otwierać prywatne gabinety i ustalać wysoką cenę mając gwarancję wysokiego zysku,mogą łączyć pracę w państwowym i prywatnym sektorze i wykorzystywać swoją pozycję w przeróżny sposób,z usług wielu przedsiębiorców nie musimy korzystać chyba że chcemy,nie musimy chidzić na obiad do restauracji,jeździć taksówkami czy limuzynami,wyjeżdżać za granicę itd.a to co musimy nie jest kosztem przekraczającym nasz domowy budżet,np: opłacenie rachunków czy zakup żywności,natomiast w sytuacji utraty zdrowia jesteśmy skazani na leczenie niezależnie od kosztów jakie z tego tytułu ponosimy.

    • PRODUKCJA ŻYWNOŚCI jako biznes nie utysfakcjonuje konsumentów, ponieważ trwające w nieskończoność karmienie jest stokroć bardziej opłacalne niż szybkie nakarmienie, natomiast podatnicy jako potencjalni konsumenci chcą uczynić wszystko aby móc nie być głodnymi jak najdłużej a ewentualnie jeść jak najkrócej. To środowisko konsumentów a nie producentów żywności powinno zarządzać produkcją żywności, ponieważ producenci żywności mają zgoła odmienny interes, chcą karmić długo i drogo, natomiast konsumenci chcą jeść krótko, efektywnie i tanio, więc logiczne wydaje się że prywatny producent żywności w biznesowym rozdaniu będzie zabiegać o zysk, a ten można osiągnąć jedynie utrzymując klientów w stanie permanentnego głodu łagodząc jedynie objawy. W takim stanie konsument nie jest zarządcą a klientem, który jest skazany na drogie jedzenie, ono oczywiście kosztuje,jednak zastanówmy się, jeżeli nasz organizm wymaga diety z biznesowego punktu widzenia nieopłacalnej, to kto się nami zajmie, a jeżeli to zrobi to czy nie uczyni nas przy okazji finansowymi bankrutami? Przypominam że głód to nie kaprys, pojawia się często nieoczekiwanie nawet u ludzi dbających o zdrowie i nie posiadających nałogów. Nie oszukujmy się, nikt nie chce być klientem producenta żywności niezależnie od tego czy jest on państwowy czy prywatny, można chcieć być klientem basenu, sauny, siłowni, masażystki, wesołego miasteczka, supermarketu czy salonu samochodowego ale nie sklepu spożywczego, sklep spożywczy to smutna konieczność, dlatego podatnicy powinni składać się na produkcję żywności …

  • Komentarz użytkownika 83734375 jest absurdalny,po pierwsze jedzenie jest przyjemnością,po drugie źywność jest tania,i często na posiłek zapraszamy rodzinę i przyjaciół a w szczególności na święta,i o ile chętnie spędzamy czas przy posiłku,o tulę szpitala chcemy unikać,różnica między właścicielem restauracji a właścicielem szpitala jest taka że im lepsza restauracja tym częściej i chętniej odwiedzają ją goście ponieważ serwują tam świetne jedzenie natomiast dobry lekarz tak jak dobry mechanik samochodowy potrafi rozwiązać problem tak skutecznie źe nie będziemy musieli korzystać z jego usług już nigdy,o ofercie restauratora decydują klienci,poniewaź jeźeli jedzenie nie smakuje,ludzie nie przychodzą to lokal bankrutuje,natomiast lekarze leczący źle mają się całkiem dobrze,pacjenci do niego wracają poniewaź i tak nie mają alternatywy,a dobry lekarz to taki do którego nie trzeba wracać.

  • Oczywiście,niech nikt nie traktuje tej poważnej dyskusji personalnie,znam wielu lekarzy i są to ludzie inteligentni i wykształceni,lekarki i pielęgniarki są w dodatku sexy,i chętnie się z nimi spotykam,ale na szczęście nie jako pacjent,tylko towarzysko,poza szpitalem,jednak ucziwość każe pochylić się nad tym problemem,kaźdy chory chce się wyleczyć jak najszybciej i jak najtaniej,jeźeli powstanie klinika,która jest wstanie zaoferować leczenie na takich warunkach zbije fortunę i będzie powszechnie znana.

    • Komentarz użytkownika 83734375 jest w punkt. Tak można powiedzieć o każdej dziedzinie życia, szczególnie tej na której mi zależy. Jako hobbysta awiacji mógłbym powiedzieć, że krwiożercze linie lotnicze krzyczą o kosmiczne pieniądze za przewozy. Że komputery strasznie drogie, a na czymś trzeba pracować.

      Poza tym nie rozumiem rozporządzania czyimś czasem. Państwo nam przepięknie ‚odczepiło’ płatność od usługi. Wiele osób nie patrzy na to, że za systemem, służbą, licencją stoi osoba, która poświęca swój czas i umiejętności. Że system bez ludzi, to tylko zbiór słów na papierze (lub w pamięci, co kto woli ;)). Że ten lekarz, pielęgniarka, terapeuta etc. to osoba, która także chciałaby dostać wynagrodzenie za swoją pracę.

      Nie mówię, że momentami rozwarstwienie w wysokości pensji jest duże, ale wspaniali ludzie stojący za systemem opieki zdrowotnej doprowadzili to takiego stanu, że niedługo nie będzie komu w tej opiece pracować. Więc i osoby które pozostają, mogą zażyczyć sobie większej płacy. Zapewne do czasu.

      Poza tym zawsze mnie zadziwia, że takie opinie to porównanie ludzi do zombie. Bez nadzoru państwa wszyscy się wystrzelamy, będziemy jadali tylko w obskurnych restauracjach, ubrania to tylko porwana, a służba zdrowia ta najtańsza. Pewnie, że oddałbym się pod opiekę pierwszej lepszej osoby na ulicy (tak jak teraz przecież nie sprawdza się opinii o lekarzach etc).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Gospodarka jest fenomenem społecznym, nie fizycznym. Gdyby politycy i ekonomiści przyjęli to do wiadomości, musieliby porzucić marzenia o możliwości pozytywnego wpływu na zjawiska gospodarcze. Krzysztof Dzierżawski
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W lipcu i sierpniu wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Tomasz Bethke
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Paweł Bochnowski
Pan Rafał Boniecki
Pan Michał Brański
Pani Dominika Buczek
Pan Przemysław Buszka
Pan Mirosław Cierpich
Pan Szymon Curyło
Pan Maciej Czaplewski
Pan Maciej Czyż
Pan Marcin Dabkus
Pan Wojciech Dąbek
Pan Michał Dębowski
Pan Daniel Długozima
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Mariusz Dziechciaronek
Pan Tomasz Gaździk
Pan Rafał Główczyński
Pan Sebastian Glapiński
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Marek Górecki
Pan Witold Grabowski
Pan Karol Grodzicki
Pan Tomasz Gruszecki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Pan Stanisław Hyrnik
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Michał Idec
Pan Tomasz Jabłoński
Pan Kazimierz Jacoń
Pan Łukasz Jasiński
Pan Piotr Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Sylwester Kozak
Pan Mateusz Kozłowski
Pan Krzysztof Kożuchowski
Pan Sławomir Krawczyk
Pan Krzysztof Krzaczkowski
Pan Wojciech Kukla
Pani Paulina Kurzyk
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Paweł Lewandowski
Pan Sławomir Majewski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Joanna Morawska
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pani Wanda Musialik
Pan Mateusz Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Wojciech Paryna
Pan Tomasz Pawlak
Pan Paweł Pietrasiński
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Bartosz Pilarski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Arkadiusz Przybyłek
Pan Adrian Przybysz
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Dawid Robaczyński
Pan Piotr Różański
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Karol Sobiecki
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Ryszard Staszowski
Pan Mikołaj Stempel
Pan Ryszard Strzelecki
Pan Dawid Szczepański
Pan Łukasz Szostak
Pan Grzegorz Sztemborowski
Pan Dariusz Szumiło
Pan Tomasz Tarczyk
Pan Jarosław Tyma
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Tomasz Wojtasik
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Mateusz Wójcik
Pan Adrian Wróble
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Jakub Zelek
Pan Marek Zemsta
Pracownik Santander Bank

Łącznie otrzymaliśmy 10 949,39 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!

Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>