Christoff–Kurapovna: Liga Hanzeatycka – „imperium” handlu

8 października 2018 Historia gospodarcza komentarze: 1

Autor: Marcia Christoff–Kurapovna
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Wersja PDF

HanzeatyckaDawno, dawno temu na północy Europy istniało pewne średniowieczne zjawisko, będące przedmiotem uniwersalnego mitu i fascynacji, podobnie jak uwodzicielskie republiki kwitnące na południu kontynentu: była to Liga Hanzeatycka funkcjonująca od połowy XIII do XVI wieku. „Hanza” (–wys.–niem. hansa — grupa, stowarzyszenie), zwana również „Ligą”, zaczęła się jako traktat między Lubeką a Hamburgiem podpisany po to, aby „oczyścić z piratów i rabusiów drogę między Łabą i Trave[1]. Stopniowo powiększała się, dodając Kolonię i Bremę, aby następnie rozszerzyć się o Gdańsk, Rygę i Nowogród, ostatecznie włączając Brugię, Brunszwik i wiele miast satelickich w całej Skandynawii. Głównym celem tej ekspansji było utrzymanie połowów ryb w Morzu Bałtyckim w rękach kupców-książąt Lubeki i z dala od rąk Fryderyka II Hohenstaufa, okrzykniętego stupor mundi[2], który w 1226 r. ogłosił to urocze gotyckie miasteczko Cesarskim Miastem (Wolnym miastem Rzeszy — przyp. tłum.). Kluczową kwestią było wtedy także opanowanie handlu solą na Cyprze. Wkrótce Liga dominowała w stosunkach handlowych z Lewantem, Wenecją, Hiszpanią, Francją i Anglią, eksportując drewno, futra, zboże, miód, skandynawską miedź i żelazo w zamian za przyprawy, lekarstwa, owoce, wino i bawełnę. Tak powstała luźna koalicja Latającego Holendra — kapitaliści wyłonili się jako imperium bez państwa.

Na drzwiach starego żeglarskiego domu w Bremie napisano: Navigare necesse est, vivere non est necesse[3] — „Żeglowanie jest koniecznością, życie nie jest koniecznością”. Stara hanzeatycka mądrość doskonale uchwyciła ducha tej wielkiej portowej cywilizacji. Dla rządzonego kodeksem honorowym zdecentralizowanego sojuszu handel był wszystkim, a „państwo” śródlądową, biurokratyczną niedorzecznością. Liga zjednoczyła się i współpracowała, aby dzielić ryzyko handlu, żeglugi oraz — gdzie było to konieczne — aby zmagać się z nękaniem władców, którzy nie wiedzieli nic o handlu na pełnym morzu, ale mogli wyczuć nowe źródło podatków z odległości tysiąca dopływów Bałtyku. Byli to „ludzie, którzy nie chcieli walczyć ani kraść; którzy nie utrzymywaliby się z zagrabionych pieniędzy”, jak z nostalgią charakteryzował członków Ligi XIX–wieczny brytyjski magazyn The Illustrated Magazine of Art. „Chcąc handlować uczciwie, byli zmuszeni zjednoczyć się dla własnej ochrony, aby nie zostali pozbawieni cennych dóbr transportowanych z Włoch na północ Europy. Założyli stowarzyszenie, które ostatecznie stało się dumnym i potężnym rywalem królów i cesarzy”.

W krótkim czasie królowie i cesarze zaczęli „błagać o pożyczki i zastawiali swoje korony”, aby prowadzić interesy z Hanzą  i jej flotą 248 statków handlowych — dumą i potęgą mórz. Lubeka, w pewnym momencie najbogatsze miasto w Europie, określana jako „Kartagina Północy”, stała się nieoficjalną stolicą Ligi, która utrzymywała własną armię najemników w liczbie 50 tysięcy. I to było na tyle. Liga nie miała spójnej organizacji politycznej. Przyłączanie się lub opuszczanie jej zależało od interesów handlowych kupców — nigdy nie miała jasno określonego centrum administracyjnego, a nawet systemu nakładania podatków. Warunki przyłączenia się do tego stowarzyszenia były surowe: mogły tego dokonać wyłącznie miasta nadmorskie lub usytuowane na żeglownej rzece. Miasta, „które nie trzymały klucza do swoich bram”, nie były nawet brane pod uwagę. Liga nie miała parlamentu ani prezydenta; poza formalnymi przysięgami i zobowiązaniami brak było spójnej jurysdykcji cywilnej. Na swojego obrońcę członkowie Hanzy wybrali Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego — i nawet on musiał złożyć przysięgę, aby zachować handlową wolność tej niesfornej bandy wilków morskich. Zgromadzenie (Diet) Ligi spotykało się z doskoku zawsze i wszędzie tam, gdzie akurat można było porozmawiać; nie było armii ani marynarki wojennej, a w przypadku jakiegoś zewnętrznego zagrożenia, przedstawiciele najbardziej narażonych miast spotkali się, by zdecydować o wspólnym planie działania, czego efektem były zwykle podwyższone cła. Na wypowiedzenie wojny decydowano się bardzo rzadko. Zgodnie ze statutem założycielskim Ligi: „Jeśli konflikt dotyczy księcia, który jest władcą jednego z miast-członków, to miasto nie będzie dostarczało ludzi, a jedynie pieniądze”.

Ówczesne okoliczności w Niemczech sprzyjały rozwojowi tych zadziornych, wolnych miast, gdyż cesarz Fryderyk był ciągle zaangażowany w próżne wojny we Włoszech, pozostawiając sprawy imperialne w państwie swojemu własnemu biegowi.

Można więc stwierdzić, że Hanza była średniowiecznym, północnym, morskim odpowiednikiem wzniosłych, wielkich polis — Aten, Koryntu, Teb — ośrodków przemysłu, generujących stosunki gospodarczo–obywatelskie i eksplozję interakcji w handlu regionalnym między różnymi miastami–państwami. Jednym z wydarzeń mających decydujący wpływ na los Ligi było zamknięcie przez Elżbietę I kluczowego stowarzyszenia handlowego Hanzy na Tamizie w Londynie w 1598 roku. W ten sposób królowa przygotowywała się do stworzenia imperialnej potęgi Anglii, a zaledwie kilkadziesiąt lat po tym zdarzeniu Liga przestała istnieć.

W początkach swojej działalności, kiedy dopiero zaczynała nabierać kształtu, Hanza rozprzestrzeniała się ze zdumiewającą szybkością, docierając do wschodniego krańca Bałtyku zaledwie kilka dekad po założeniu Lubeki. Stworzenie tak wielu prosperujących kolonii pobudziło ducha handlu, a wyścig w poszukiwaniu najodleglejszych rynków stał się rodzajem sportu podróżników. To, że Liga powstała na Bałtyku wynikało z faktu, że cały region był daleko w tyle za innymi wielkimi regionami handlowymi Europy pod względem cywilizowanego rozwoju, stwarzając większe ryzyko i niebezpieczeństwa dla handlowców niż te obecne na Morzu Śródziemnym czy Morzu Północnym. Na przykład włoskie miasta nigdy nie łączyły się w zorganizowany system dla osiągnięcia wspólnych celów handlowych. Podobnie Holenderskie miasta nigdy nie musiały się jednoczyć, aby handlować z Anglią i Norwegią; zostały wciągnięte do Ligi Hanzeatyckiej ze względu na ich interesy na Bałtyku.

Fragment artykułu dotyczącego Ligi napisanego przez Ellen Semple dla Amerykańskiego Towarzystwa Geograficznego Nowego Jorku brzmiał następująco: „Dla miast rozproszonych wzdłuż niemieckiego i rosyjskiego wybrzeża od Trave do Newy, związek był sprawą życia lub śmierci. Co więcej, były one pełne ducha przedsiębiorczości i samodzielności, wynikających z ich sposobu życia. Mieszkańcy, zwabieni na te niegościnne brzegi częściowym zwolnieniem z podatków oraz pewnymi niezwykłymi obywatelskimi prawami i przywilejami, skosztowali słodyczy niezależności”.

Te handlowe miasta znajdowały się między zaawansowanymi ośrodkami przemysłowymi Flandrii, Holandii i zachodnich Niemiec z jednej strony, a niezagospodarowanymi ziemiami na południowym wschodzie, wschodzie i północy z drugiej. Na południe od nich znajdowało się wspaniałe przejście z Morza Śródziemnego, a także z Morza Czarnego i Morza Kaspijskiego. Stanowiły one północne krańce szlaków handlowych „i prosperowały lub upadały w zależności od handlowej działalności prowadzonej wzdłuż tych wielkich autostrad kontynentalnych”. Liga nawiązała bliskie stosunki z miastami śródlądowymi, które wyrosły wzdłuż tych szlaków, aby uzupełnić pracę miast wybrzeża i utworzyć z nimi własne systemy miast, w których każde z nich utrzymywało określoną relację z innymi. Z tego powodu Liga Hanzeatycka, tak tajemnicza jak jej początki, została utworzona najpierw przez federację miast morskich „po prostu w celu ochrony ich wspólnego handlu”.

Hanza była także jednym z dwóch wielkich mocarstw, które wykorzystywały systemy pieniądza opartego na złocie, działających w jej czasach (niektórzy powiedzieliby, że w całej historii). Drugim była Wenecja. Pieniądze oparte na złocie były w ciągłym obiegu; w Lidze nie było pieniądza opartego na kredycie.

Sokrates mówił o koncepcji „miasta–duszy”. Naturalna sprawiedliwość życia w mieście, jak ją nazywał, polega na tym, że ludzie wytwarzają produkty dla osób, które ich potrzebują, a każda jednostka obdarzona jest jakimś talentem umysłowym lub fizyczną zdolnością, którymi może służyć społeczności. Jest to sprawiedliwość, jak napisał pewien badacz zajmujący się twórczością tego filozofa, czerpiąca z natury i „zastosowana do stworzonej przez człowieka organizacji rządów”. Dla Hanzy wyrazem obywatelskiej wielkości było miasto, a nie państwo. Liga Hanzeatycka pozostaje wspaniałą, romantyczną, praktyczną opowieścią o sile niezakłóconego handlu, który pozwala organizować i kształtować relacje międzyludzkie oraz o jego niezawodnym geniuszu napędzającym rozwój ludzkich społeczeństw.

 

[1] Rzeka w północnych Niemczech z deltą nad Bałtykiem.

[2] Z łac. „cud świata” — tak współcześni kronikarze nazywali cesarza, będąc pod wrażeniem jego kultury, energiczności i zdolności (m. in. językowych) — przyp. tłum.

[3] Przypisywane przez Plutarcha w Żywotach równoległych Pompejuszowi, który miał w czasie dużego sztormu nakazać żeglarzom wyruszenie z portu, aby dostarczyć żywność z Afryki do Rzymu.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas

O Autorze:

Marcia Christoff-Kurapovna

Marcia Christoff-Kurapovna publikuje artykuły i komentarze dotyczące bankowości w Szwajcarii i Lichtensteinie dla Wall Street Journal Europe, zaś żyjąc w Wiedniu w Austrii była autorką kolumny „Swiss Watch”. Obecnie mieszka w Waszyngtonie, DC, gdzie komentuje przemówienia i artykuły poświęcone zagranicznym dygnitarzom.

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Christoff–Kurapovna: Liga Hanzeatycka – „imperium” handlu

  1. „Warunki przyłączenia się do tego stowarzyszenia były surowe: mogły tego dokonać wyłącznie miasta nadmorskie lub usytuowane na żeglownej rzece.”
    Nie takie surowe, bo większość dużych miast było usytuowanych albo nad morzem albo nad żeglowną rzeką. Dlatego członkami Hanzy bywały także m.in, Kraków, Wrocław czy Toruń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *