Płonka: Czy i jak (nie) mieszać nauki o klimacie z polityką klimatyczną

20 marca 2019 Ekonomia środowiskowa komentarze: 3

Autor: Agnieszka Płonka
Wersja PDF

Teksty publikowane jako working papers wyrażają poglądy ich Autorów — nie są oficjalnym stanowiskiem Instytutu Misesa.

Dyskusja dotycząca nauki o klimacie jest skazana na bycie upolitycznioną od przynajmniej ostatnich 50 lat. Obecne konferencje naukowe w Stanach Zjednoczonych ostentacyjnie pokazują swoją przynależność polityczną, tweetując „Green New Deal” przy okazji wykładów naukowych. Wystąpienia republikańskich kongresmenów na Unii Geofizyków w Waszyngtonie próbują być usuwane, a wizerunek Cory’ego Gardnera, który miał tam przemawiać, został rozpowszechniony na wstążkach doklejanych do identyfikatora z łatką „climate denier” (znając to środowisko, na jego miejscu wynajęłabym ochronę). Social media ETH w Zurychu w tym momencie udostępniają artykuły o tytule „Why we are getting involved” wraz ze zdjęciami pikiet.

Niewiele osób zauważa, że uniwersytet przestał być uniwersytetem zgodnie ze swoją pierwotną definicją. Pomijając oczywisty fakt, że swojego czasu uniwersytet skupiał ludzi zdolnych do kulturalnej dyskusji — pierwotnie był on również instytucją poświęconą nauce, nie polityce.

W obecnym klimacie społeczno-politycznym jest to niemożliwe, jednak teoretycznie można (i należy) oddzielić dyskusję o globalnym ociepleniu od wszystkiego, co cyrkuluje dookoła Green New Deal. I poprzez pierwsze lata fizyki atmosfery, zaczynając od XIX wieku, tak właśnie było. Można (i należy) mówić o faktach przyrodniczych bez domyślnego założenia, że istnieje tylko jedno społeczne rozwiązanie problemów ekologicznych — oraz bez domyślnego założenia, że wszyscy słuchacze mają tylko jedne słuszne poglądy polityczne.

Niestety, zachodnia akademia tak nie wygląda, jednak w poniższym tekście spróbuję to naprawić (choć jestem skazana na porażkę).

O fizyce atmosfery na czysto

Na początku XIX wieku astronom William Herschel zauważył wpływ Słońca na klimat[1]. Następnie Jean Baptiste Joseph Fourier, wybitny fizyk i matematyk, który — między wieloma innymi zagadnieniami — zajmował się przepływem ciepła i termodynamiką, zauważył, że temperatura powierzchni Ziemi jest wyższa, niż wynikałoby to z samego dopływu promieniowania słonecznego, zaczął więc badania nad właściwościami izolacyjnymi atmosfery[2]. Czterdzieści lat później, w roku 1859, John Tyndall zmierzył w laboratorium, że para wodna oraz dwutlenek węgla absorbują promieniowanie podczerwone (cieplne), potwierdzając doświadczalnie to, co przypuszczał Fourier — że atmosfera zatrzymuje ciepło[3]. W Szwecji Arrhenius, wybitny fizyk i chemik, w 1896 roku zajął się żmudnym obliczaniem własności transferu promieniowania cieplnego przez ziemską atmosferę. Zastanawiał się, jak mogłaby się zmienić temperatura powierzchni ziemi, gdyby w atmosferze zmieniała się ilość dwutlenku węgla — według jego danych przy dwukrotnym spadku ilości dwutlenku węgla (ilości z roku 1896), temperatura w Europie spadłaby o około 4 stopnie. Arrhenius współpracował też z geologami badającymi świeżo odkryte epoki lodowcowe i emisje wulkaniczne. Według jego obliczeń emisje wulkaniczne dwutlenku węgla z końca XIX wieku były na tym samym poziomie, co emisje związane ze spalaniem paliw kopalnych[4].

Jeszcze przed początkiem XX wieku wiedziano więc, że ziemska atmosfera ma duży wpływ na klimat, że para wodna i dwutlenek węgla są gazami cieplarnianymi (zatrzymującymi promieniowanie podczerwone), i że zachodzi bardzo mocny związek między składem atmosfery a temperaturą powierzchni Ziemi. Nauka ta rozwijała się na długo przed okresem, w którym jakikolwiek rząd mógłby pokusić się o wykorzystanie tej wiedzy.

Następnie przyszedł wiek XX, a emisja dwutlenku węgla ze spalania paliw kopalnych znacznie wzrosła. Jak jednak rozróżnić „świeży” dwutlenek węgla, który wydostał się do atmosfery prosto z wulkanu, od dwutlenku węgla pochodzącego z komina elektrowni? Do określania, skąd pochodzą pierwiastki budujące rozmaite warstwy Ziemi, naukowcy używają geochemii. Węgiel występuje w przyrodzie w trzech izotopach, z których dwa, węgiel 12C i węgiel 13C, są stabilne (radioaktywnego węgla 14C używa się do datowań w archeologii). Żyjące organizmy do budowania swoich ciał używają węgla 12C, gdyż jest lekki, a ponieważ paliwa kopalne są de facto płynnymi skamieniałościami, będzie się w nich znajdował głównie węgiel 12C. Pierwotny dwutlenek węgla pochodzący z płaszcza ziemskiego i wydobywający się w erupcjach wulkanicznych będzie zawierał znacznie więcej węgla 13C niż dwutlenek węgla z komina elektrowni. Wystarczy teraz znać pracę Arrheniusa z 1896 roku oraz znać zmianę stosunku izotopu 12C do 13C na przestrzeni lat w ziemskiej atmosferze i można wysnuć wniosek na temat antropogeniczności globalnego ocieplenia.

Takich danych dostarczają nam rdzenie lodowe z Antarktydy — tamtejsze lodowce mają do 200 tysięcy lat i zamknięte są w nich izolowane bąbelki powietrza. Dzięki nim można uzyskać wykres zmian stosunku izotopowego węgla 12C do węgla 13C na przestrzeni tego okresu. Do roku 1950 stosunek ten zmienia się cyklicznie, po roku 1950 węgiel 12C zaczyna znacznie przeważać nad węglem 13C[5].

Konkludując, efekt cieplarniany został teoretycznie opisany już ponad 200 lat temu, natomiast istnienie antropogenicznego globalnego ocieplenia ma podstawy fizyczne i geochemiczne. I pomimo znanego doszukiwania się tu rozmaitych „teorii spiskowych”, można śmiało postawić tezę, że znacznie łatwiej kontrolować opinię publiczną i rozwiązania polityczne, niż naukę samą w sobie.

W środowisku wolnościowym pojawia się ostatnio mnóstwo bardzo wypracowanych wypowiedzi o tym, jak podchodzić do globalnego ocieplenia, co sądzić o „ustalonej nauce”, czy można być tu „agnostykiem”. Niestety, te wypowiedzi mijają się z istotą metody empirycznej, co jest zrozumiałe o tyle, że ich autorzy spędzili życie, zajmując się innym rodzajem nauki. Słowo „agnostyk” zupełnie tu nie pasuje, gdyż agnostykiem można być wyłącznie względem tego, co niesprawdzalne. Temperatura wrzenia wody jest sprawdzalna. Działanie trucizny na ludzki organizm jest sprawdzalne. Podobnie też działanie warstw atmosferycznych na promieniowanie. Wyniki takich badań naukowych są z konieczności weryfikowane przez samą przyrodę. Nie ma w nich miejsca na nawet najsubtelniejsze zmiany założeń pod tezę, poglądy czy życzenia – a jeśli wypowiedzi klimatologów pozostawiają inne wrażenie, jest to wina niedoskonałości ludzkiego języka lub tego, że, niestety, już w wypowiedziach naukowych wplatają wątki społeczne i polityczne, co jest plagą współczesnej (zwłaszcza zachodniej) akademii. Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że izotop węgla 12 jest strukturą zdecydowanie zbyt prymitywną, żeby opracować plan wprowadzenia światowego socjalizmu.

Niestety, ponieważ dyskusja o globalnym ociepleniu ma oczywiste zastosowanie polityczne, zawsze będą pojawiać się wypowiedzi mieszające politykę z nauką. Może być to jednym z wielu symptomów zaniku kultury dyskusji. Również niestety, zupełnie naturalnym jest odruch, w którym człowiek buntuje się przeciwko informacji niezgodnej ze swoim szeroko rozumianym światopoglądem — jednak tu powiązane jest to z trudnością oddzielenia informacji naukowej od poglądów politycznych, zrozumienia, że pytanie „co się dzieje?” jest zasadniczo różne od „co należy zrobić?”. Jeśli podaję geochemiczne argumenty na antropogeniczność globalnego ocieplenia, nie oznacza to, że jestem interwencjonistą.

Siła emocji związana z tym zagadnieniem jest zrozumiała o tyle, że może dotyczyć całej ludzkości w dość krótkim historycznie czasie. Jednak większość tych emocji wydaje się raczej związana z upolitycznieniem dyskusji, a nie z troską o ludzkie życie.

Co widać, a czego nie widać

Stanowisko leseferystyczne w kwestiach środowiskowych cierpi na poważną i raczej niemożliwą do usunięcia skazę wizerunkową — dlatego, że nie podaje recept ani gotowych odpowiedzi. Interwencjonista tę odpowiedź zawsze znajdzie, pokaże wykres, obliczy redukcję emisji i powie, co należy zrobić. Wolnościowiec takich odpowiedzi nie poda. Powie po prostu, że ufa ludziom, że potrafimy — przy odpowiednio dużych inwestycjach — wspiąć się na poziom rozwoju technologicznego, jaki jest nam potrzebny, że prywatne przedsiębiorstwa i jednostki zadbają o swoją własność i nie pozwolą na niszczenie zasobów i środowiska. W publicznej dyskusji wolnościowiec przegra, gdyż jego jedyną odpowiedzią może być, że nie wie, co należy zrobić, i nie jest jego zadaniem, by to wiedzieć, bo nikt takiej wiedzy nie posiada i posiadać nie może:

We wzajemnie dostosowanych wysiłkach wielu ludzi wykorzystywanych jest więcej wiedzy, niż jej ma jakakolwiek jednostka z osobna i niż można przyswoić intelektualnie, a takie użycie rozproszonej wiedzy umożliwia większe osiągnięcia niż potrafi przewidzieć jakikolwiek jednostkowy umysł. Właśnie dlatego, że wolność oznacza rezygnacje z bezpośredniej kontroli nad działaniami jednostek, wolne społeczeństwo może wykorzystywać znacznie większy zasób wiedzy, niż zdołałby objąć umysł najmędrszego władcy.

A. Hayek

Dla przeciętnego człowieka słuchającego takiej debaty będzie to wybór pomiędzy „Nie wiem” a „Wszystko wyliczyłem, a dodatkowo wpłynę na to, co czujecie”. Bitwa o umysły jest przegrana.

Jednak to, co źle wygląda w telewizji, sprawdza się daleko lepiej w rzeczywistości. Potrzebujemy przede wszystkim rozwoju technologicznego w zakresie energetyki i metod składowania odpadów. Czy rozwój taki dokonuje się w krajach bogatych, czy biednych? Jak najlepiej i najefektywniej opracować nowe technologie i sprawić, by były tanie i szeroko dostępne?

Dlatego kwestia kontroli emisji dwutlenku węgla z pewnością byłaby tematem jednego z esejów Bastiata, gdyby ten żył obecnie.

Oczywiście, to, jaka będzie zmiana temperatury przy danym ograniczeniu emisji, można od razu zobaczyć i wyliczyć. Dla środowiska będzie to korzystne, przynajmniej krótkofalowo. Ale jak ograniczenia emisji wpływają na ceny strategicznych zasobów? O ile droższy jest transport? Dłuższe inwestycje przestają się opłacać — więc także zaawansowane projekty, których wykonawcy mogliby zająć się rozwojem nauki i technologii, czyli tym, co jest jedyną szansą na długofalowe rozwiązanie problemu.

Na jednym ze spotkań Amerykańskiej Unii Geofizycznej poznałam przedsiębiorców z Utah — prowadzili firmę zajmującą się rozwijaniem tanich reaktorów jądrowych, które jednocześnie obniżają poziom dwutlenku węgla w atmosferze. Nie spotkałam ich już nigdy więcej. Byłoby dość ironiczne, gdyby podobne inicjatywy bankrutowały z powodu wprowadzenia podatku węglowego — a nie jest to niemożliwe.

Czy powiesz „tak” cywilizacji?

Biedne społeczeństwa nie stać na myślenie o środowisku i nie stać na badania i rozwój. Rząd chce, żeby ludzie wierzyli, że dba o Ziemię, jednak wykorzystuje to wyłącznie jako narzędzie kontroli, a w dłuższej perspektywie – narzędzie zubażania społeczeństw i blokowanie rozwoju cywilizacji. Stawia na szali wolność niedźwiedzi polarnych i wolność ludzi, twierdząc, że dla tej pierwszej należy ograniczyć tę drugą — podczas gdy może wcale niekoniecznie musielibyśmy wybierać (pomijam tu kwestię tego, czy ochrona niedźwiedzi polarnych powinna podlegać prawu, czy etyce).

Interwencjoniści charakteryzują się tu myśleniem bardzo statycznym i skostniałym — nie widząc, jak bardzo dynamiczna jest cywilizacja. Niedawno nikt nie wyobraziłby sobie Internetu czy komercyjnych lotów — skąd mamy wiedzieć, że w przeciągu kilkudziesięciu lat nie opracujemy czystej i wydajnej metody pozyskiwania energii ze Słońca lub taniego i używanego rutynowo rozbijania cząstek dwutlenku węgla na węgiel i tlen? Założenie, że tak się nie stanie, albo jeżeli się stanie, to wyłącznie pod państwowym przymusem, tylko proces naszego rozwoju spowalnia. A brnięcie w to założenie może ostatecznie doprowadzić do powstania państwa totalitarnego, w którym kontrolowane jest nie tylko zużycie energii, ale też spożycie mięsa i liczba urodzeń. Tu może się wydawać, że pozostaje odpowiedzieć na zasadnicze pytanie o priorytety: czy zamknąć się w przyszłości w teoretycznej pułapce maltuzjańskiej, która wcale nie musi istnieć, czy żyć w niewoli. Jednak odpowiedzi na to pytanie nie są wcale wykluczającymi się alternatywami — może się okazać, że niewola wcale problemów ekologicznych nie rozwiąże, a wręcz pogłębi.

Bibliografia

1) Herschel, W., 1801: „Observations tending to investigate the nature of the Sun, in order to find the causes or symptoms of its variable emission of light and heat; With remarks on the use that may possibly be drawn from solar observations” (PDF). Philosophical Transactions of the Royal Society of London. 91: 265–318. Bibcode:1801RSPT…91..265H. JSTOR 107097. doi:10.1098/rstl.1801.0015.

2) Fourier, J., 1824: „emarques Générales Sur Les Températures Du Globe Terrestre Et Des Espaces Planétaires”. Annales de Chimie et de Physique. 27: 136–67.

Fourier, J., 1827: „Mémoire Sur Les Températures Du Globe Terrestre Et Des Espaces Planétaires”. Mémoires de l’Académie Royale des Sciences. 7: 569–604.

3) The details of Tyndall’s measurements:

Fleming, J.R., 2005: Historical Perspectives on Climate Change. Oxford University Press. pp. 69–70. ISBN 978-0-19-518973-5.

Tyndall’s book: Contributions to Molecular Physics in the Domain of Radiant Heat, Longmans, Green and co., London 1872

4) Arrhenius, S., 1896: „On the Influence of Carbonic Acid in the Air Upon the Temperature of the Ground” (PDF). Philosophical Magazine and Journal of Science. 41 (5): 237–276. 1896.

5) Böhm et.al., 2002, Monthly Atmospheric 13C Concentrations, Scripps Institution of Oceanography.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Agnieszka Płonka

O Autorze:

Agnieszka Płonka

Magister geofizyki Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie pracuje nad doktoratem na Uniwersytecie w Utrechcie w Holandii - jednak doświadczenie na zachodnich uniwersytetach sprawiło, że bliżej zainteresowała się problemem wojny informacyjnej i propagandy. Stypendystka Institute of Economic Sciences - Europe, dwukrotna stypendystka Mises University, członek Austrian Economics Meeting - Europe

Pozostałe wpisy autora:

3 Komentarze “Płonka: Czy i jak (nie) mieszać nauki o klimacie z polityką klimatyczną

  1. No, po Dniu Kobiet mises.pl wziął się za promowanie płci pięknej. To dobrze, bo i artykuł ciekawy. Czy autorka szykuje jakąś szerszą pracę na temat klimatu, czy to tylko taki jednorazowy wyskok?

  2. Ludzkość staje przed perspektywą upadku cywilizacji w przeciągu stulecia. Jaka jest odpowiedź wolnościowców? Pożyjemy, zobaczymy, wszystko się samo rozwiąże! Postęp się sam się zrobi i nam dopomoże! Normalnie historiozofia godna marksistów. I jednocześnie piękna ilustracja impotencji libertarianizmu w obliczu sytuacji kryzysowych obejmujących całe społeczeństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy