Mises: Konceptualizacja i rozumienie

8 lipca 2019 Metaekonomia komentarze: 0

Autor: Ludwig von Mises
Wersja PDF

Fragment książki Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii. Z okazji 70. rocznicy wydania opus magnum Ludwiga von Misesa dzieło to można zakupić 40 proc. taniej.

Zadaniem nauk dotyczących ludzkiego działania jest zrozumienie sensu i roli ludzkiego działania. W tym celu posługują się dwiema różnymi procedurami epistemologicznymi: konceptualizacją i rozumieniem. Konceptualizacja jest narzędziem prakseologii; rozumienie jest specyficznym narzędziem historii.

Poznanie prakseologiczne jest poznaniem pojęciowym. Dotyczy tego, co konieczne w ludzkim działaniu. Jest poznaniem powszechników i kategorii.

Poznanie historyczne dotyczy tego, co unikatowe i indywidualne w każdym zdarzeniu lub w klasie zdarzeń. Najpierw historyk analizuje każdy przedmiot swoich badań za pomocą intelektualnych narzędzi, których dostarczają pozostałe nauki. Po wykonaniu tego wstępnego zadania przechodzi do właściwych badań historycznych, które mają na celu wyjaśnienie wyjątkowych, indywidualnych właściwości danego przypadku za pomocą rozumienia.

Jak powiedzieliśmy wcześniej, uznaje się, że historia nie może być nauką, ponieważ historyczne zrozumienie zależy od subiektywnych sądów wartościujących historyka. Uważa się, że rozumienie jest tylko eufemistycznym określeniem na arbitralność. Opracowania historyków są zawsze stronnicze, nieobiektywne; nie zdają relacji z faktów, lecz je wypaczają.

Dzieła historyczne są pisane oczywiście z różnych punktów widzenia. Pewne książki na temat reformacji napisano z katolickiego punktu widzenia, inne zaś z protestanckiego punktu widzenia. Są historycy „proletariaccy” i „burżuazyjni”, sympatyzujący z torysami i wigami; każdy naród, każda partia i grupa językowa ma własnych historyków i własną wizję historii.

Problemu, jaki nastręczają różne interpretacje, nie należy jednak mylić z celowym zniekształcaniem faktów przez propagandystów i apologetów podających się za historyków. Niezbite fakty, które można ustalić na podstawie dostępnych materiałów źródłowych, to obiekt wstępny badań historyka. Na tym etapie nie ma miejsca dla posłużenia się rozumieniem. Ustalenie tych faktów odbywa się za pomocą narzędzi, których dostarczają wszystkie nauki pozahistoryczne. Wiedzę na temat zjawisk gromadzi się na podstawie uważnego badania dostępnych materiałów. Jeśli teorie nauk niehistorycznych, które służą historykowi do krytycznego badania materiałów źródłowych, są solidne i pewne, to w ustaleniach dotyczących faktów nie pojawią się rozbieżności między historykami wypowiadającymi arbitralne sądy. To, co stwierdzi historyk, będzie albo poprawne, albo sprzeczne z faktami, albo zostanie udowodnione, albo podważone przez dostępne dokumenty lub też nie do końca sprecyzowane ze względu na niewystarczające informacje zawarte w źródłach. Specjaliści mogą się nie zgadzać, ale tylko co do interpretacji dostępnych danych. Taka dyskusja nie pozwala na wygłaszanie arbitralnych twierdzeń.

Bardzo często jednak historycy nie zgadzają się co do twierdzeń nauk pozahistorycznych. W takiej sytuacji może się pojawić różnica zdań dotycząca krytycznego badania źródeł oraz tego, jakie wnioski należy wyciągnąć z tych badań. Powstaje nierozwiązywalny konflikt. Jego przyczyną nie jest jednak arbitralność sądów dotyczących konkretnego zjawiska historycznego, lecz niejasności dotyczące nauk niehistorycznych.

Starożytny chiński historyk odnotował, że grzech cesarza sprowadził katastrofalną suszę i że deszcz spadł dopiero wtedy, kiedy monarcha odbył pokutę. Żaden współczesny historyk nie potraktowałby tego opisu poważnie. W opisie tym są zawarte koncepcje meteorologiczne sprzeczne z niekwestionowanymi ustaleniami współczesnych nauk przyrodniczych. W dziedzinie teologii, biologii i ekonomii nie ma już takiej jednomyślności i dlatego historycy toczą spory.

Zwolennik poglądu o wyższości rasy nordycko-aryjskiej z lekceważeniem i niedowierzaniem potraktuje każdą informację na temat dorobku intelektualnego i poziomu moralnego „niższych” ras. Zdyskredytuje je tak samo jak współcześni historycy relacje wspomnianego tu Chińczyka. Nigdy nie osiągnie się porozumienia co do jakichkolwiek zdarzeń z dziejów chrześcijaństwa, jeśli po jednej stronie sporu znajdą się ci, dla których ewangelie są częścią Pisma Świętego, a po drugiej ci, którzy uważają je za zwykłe dokumenty sporządzone ludzką ręką. Historycy katoliccy i protestanccy nie zgadzają się w wielu sprawach, ponieważ wychodzą z różnych założeń teologicznych. Merkantyliści i neomerkantyliści nigdy nie znajdą wspólnego języka z żadnym ekonomistą. Sposób relacjonowania wydarzeń z historii monetarnej Niemiec w latach 1914–1923 zależy od poglądów autora dotyczących pieniądza. Przebieg rewolucji francuskiej jest przedstawiany w zupełnie inny sposób przez tych, którzy są zwolennikami świętych praw króla-pomazańca bożego, a w inny przez tych, którzy mają odmienne poglądy na ten temat.

Historycy mają w tych sprawach odmienne zdanie nie ze względu na występujące między nimi różnice w wiedzy historycznej, lecz dlatego, że do swoich badań historycznych przystępują z różnymi założeniami zaczerpniętymi z nauk poza-historycznych. Kwestionują wzajemnie swoje ustalenia, tak jak lekarze agnostycy nie przyjmują do wiadomości ustaleń komisji medycznej gromadzącej dokumentację na temat cudownych uzdrowień w Lourdes. Tylko ten może zganić historyków za takie różnice zdań, kto uważa, że fakty odciskają swoje ślady na niezapisanej karcie ludzkiego umysłu. Ktoś taki nie rozumie, że historię można uprawiać jedynie pod warunkiem przyjęcia określonych założeń, a więc tego, że ustalenie faktów historycznych zależy od całej wiedzy nauk niehistorycznych.

Owe założenia wstępne mają też istotny wpływ na decyzje historyka dotyczące wyboru faktów, które zostaną omówione, oraz faktów, które będą pominięte milczeniem jako mało znaczące. Kiedy współczesny weterynarz próbuje ustalić, dlaczego krowa nie daje mleka, nie będzie brał pod uwagę opowieści o urokach rzucanych przez czarownice; trzysta lat temu myślałby jednak inaczej. Również historyk z całej masy zdarzeń poprzedzających badany fakt wybiera jedynie te, które mogły się przyczynić do jego wystąpienia – lub mogły go opóźnić – a pomija te, które w świetle jego wiedzy pozahistorycznej nie mogły mieć wpływu na ten fakt.

Zmiany w naukach niehistorycznych wymuszają więc konieczność pisania historii od nowa. Każde pokolenie musi na nowo zajmować się tymi samymi zagadnieniami historycznymi, ponieważ ogląda je w innym świetle. Panujący w dawnych czasach światopogląd teocentryczny kształtował inne podejście do historii niż ustalenia współczesnych nauk przyrodniczych. Pod wpływem ekonomii subiektywnej powstają zupełnie inne dzieła historyczne niż pod wpływem doktryn merkantylistycznych. Wynikające z tych różnic rozbieżności w dziełach historyków nie są rezultatem rzekomej niejasności i dowolności badań historycznych, lecz skutkiem braku jednoznaczności w innych naukach, zwanych powszechnie pewnymi i ścisłymi.

W celu uniknięcia ewentualnych nieporozumień należy zwrócić uwagę na jeszcze kilka zagadnień. Wspomnianych tu rozbieżności nie należy mylić z:

1. Celowym, wynikającym ze złej woli wypaczaniem faktów.

2. Próbami usprawiedliwienia lub potępienia jakichś działań z punktu widzenia prawa albo moralności.

3. Umieszczaniem w obiektywnym opisie uwag wyrażających sądy wartościujące. Traktat z dziedziny bakteriologii nie straci nic na swoim obiektywizmie, jeśli jego autor, który siłą rzeczy obiera ludzki punkt widzenia, za nadrzędny cel uzna ochronę życia ludzkiego i zgodnie z tą normą uzna za dobre skuteczne metody zwalczania bakterii chorobotwórczych, a za złe – nieefektywne metody ich zwalczania. Gdyby książkę pisała bakteria, wyraziłaby w tej sprawie przeciwne stanowisko, ale poza tym treść jej książki nie różniłaby się od treści zawartej w dziele napisanym przez bakteriologa. Na podobnej zasadzie europejski historyk piszący o najazdach mongolskich w XIII wieku może nazywać je „pomyślnymi” lub „niepomyślnymi”, ponieważ przyjmuje punkt widzenia europejskich obrońców cywilizacji Zachodu. Jednakże ocena zgodna z kryteriami wartości jednej ze stron konfliktu nie musi oznaczać zniekształcenia zasadniczej treści badań. W świetle istniejącej wiedzy mogą one być całkowicie obiektywne. Mongolski historyk może się zgodzić z wszystkimi zawartymi w nich twierdzeniami oprócz ocen dodanych przez historyka europejskiego.

4. Przedstawieniem działania którejś strony podjętego w warunkach sporu dyplomatycznego lub militarnego. Starcie zwalczających się grup może być ukazane w kontekście idei, motywów i celów, które doprowadziły do działań każdej strony. Dla pełnego zrozumienia wydarzeń konieczne jest w tym wypadku zrelacjonowanie działań podjętych przez każdą grupę. Ich skutki były bowiem rezultatem zachodzącej między nimi interakcji. Żeby zrozumieć kroki poczynione przez jedną i drugą stronę konfliktu, historyk musi starać się spojrzeć na sytuację oczami ludzi działających w badanym okresie historycznym, a nie patrzeć na nią wyłącznie z punktu widzenia dzisiejszego stanu wiedzy. Badania dotyczące polityki Lincolna w ostatnich tygodniach i miesiącach przed wybuchem wojny secesyjnej nie dają oczywiście pełnej wiedzy na ten temat, bo żadne badania historyczne nie dają takiej wiedzy. Bez względu na to, czy historyk sympatyzuje z Unią, czy z Konfederacją, czy też jest całkowicie neutralny, może zajmować się polityką Lincolna prowadzoną wiosną 1861 roku w sposób obiektywny. Takie badania są niezbędnym warunkiem umożliwiającym sformułowanie odpowiedzi na ogólniejsze pytanie o to, jak doszło do wybuchu wojny secesyjnej.

Po wyjaśnieniu tych zagadnień możemy przejść do pytania zasadniczego: Czy w historycznym rozumieniu istnieje element subiektywny, a jeśli tak, to w jaki sposób wpływa on na wyniki badań historycznych?

Jeśli celem rozumienia ma być ustalenie faktu, że ludzie kierowali się w swoich działaniach określonymi sądami wartościującymi i używali określonych środków, to między prawdziwymi historykami, a więc ludźmi dążącymi do poznania wypadków z przeszłości, nie może wystąpić różnica zdań. Niejasności mogą się pojawić w związku z niepełnymi danymi zawartymi w materiałach źródłowych. One jednak nie mają nic wspólnego ze zrozumieniem, lecz stanowią rezultat wstępnych ustaleń historyka.

Rozumienie ma jeszcze jeden cel. Musi ocenić skutki działania i ich istotność, a także znaczenie każdego motywu i każdego działania.

Mamy tu do czynienia z zasadniczą różnicą między fizyką i chemią z jednej strony a naukami dotyczącymi ludzkiego działania z drugiej. W sferze zjawisk fizycznych i chemicznych istnieją (lub przynajmniej powszechnie się zakłada, że istnieją) stałe relacje między wielkościami. Człowiek może z dużą precyzją ustalać wartości tych stałych relacji za pomocą eksperymentów laboratoryjnych. Takie stałe zależności nie istnieją w sferze ludzkiego działania poza technologią fizyczną i chemiczną oraz medycyną. Przez pewien czas ekonomiści sądzili, że udało im się odkryć stałą zależność między ilością pieniądza a cenami towarów. Twierdzili, że zwiększenie lub zmniejszenie ilości pieniądza w obiegu musi powodować proporcjonalne zmiany cen towarów. Współczesna ekonomia wykazała bezdyskusyjnie, że twierdzenie to jest fałszywe[1]. Ekonomiści, którzy chcą zastąpić „ekonomię jakościową” „ekonomią ilościową”, popełniają poważny błąd. W ekonomii nie istnieją stałe relacje, toteż nie jest możliwy ich pomiar. Badania statystyczne, które wykażą, że po 10-procentowym wzroście podaży ziemniaków w Atlantis w określonym czasie nastąpił spadek ich ceny o 8 procent, nie wnoszą niczego do naszej wiedzy o tym, co nastąpiło lub co może nastąpić, jeśli podaż ziemniaków zmieni się w innym kraju lub w innym czasie. Statystyk nie „zmierzył” „elastyczności popytu” na ziemniaki. Ustalił jednostkowy fakt historyczny. Nikt rozsądny nie wątpi, że ludzie zachowują się różnie w reakcji na wahania podaży ziemniaków lub jakiegoś innego produktu. Każdy przypisuje tym samym przedmiotom inną wartość, a wartość przypisywana jakiejś rzeczy przez tę samą jednostkę może ulegać zmianom w zależności od sytuacji[2].

Oprócz naukowców zajmujących się historią gospodarczą nikt nie zaryzykował twierdzenia, że w dziejach ludzkości występują jakieś stałe zależności. Prawdą jest, że w konfliktach zbrojnych między Europejczykami a zacofanymi ludami innych ras jeden Europejczyk mógł się zwykle mierzyć z kilkoma wojownikami tubylców. Nikt jednak nie był na tyle nierozsądny, żeby „mierzyć” wielkość przewagi Europejczyków.

Niemożność dokonania pomiaru nie wynika z braku technicznych środków służących ustaleniu poszukiwanej wartości, lecz z braku stałych zależności. Gdyby przyczyną tego była niedoskonałość techniczna, to w niektórych sytuacjach można by uzyskać przynajmniej przybliżony wynik. Tymczasem główną przyczyną jest to, że nie istnieją stałe zależności. Ekonomia nie jest – jak wciąż powtarzają niedouczeni pozytywiści – zacofana, ponieważ nie posługuje się metodami „ilościowymi”. Ekonomia nie jest ilościowa i nie zajmuje się mierzeniem, ponieważ nie bada wielkości stałych. Dane statystyczne na temat zdarzeń gospodarczych są danymi historycznymi. Mówią o tym, co się wydarzyło w niepowtarzalnym momencie historii. Zdarzenia fizyczne można interpretować na podstawie wiedzy o stałych zależnościach, którą uzyskuje się za pomocą eksperymentów. Zdarzeń historycznych nie da się w ten sposób interpretować.

Historyk może wymienić wszystkie czynniki, które złożyły się na znany skutek, oraz wszystkie czynniki, które przeciwdziałały zaistnieniu tego skutku i mogły go opóźnić lub złagodzić. Nie może on jednak ustalić metodą ilościową relacji między różnymi czynnikami składającymi się na określony skutek a ich ostatecznymi rezultatami. Tego może dokonać tylko dzięki rozumieniu. Tylko za pomocą rozumienia może przypisać każdemu z n czynników określony udział w powstaniu skutku P. Można powiedzieć, że zrozumienie jest w historii tym, czym analiza ilościowa i pomiar w innych naukach.

Technologia potrafi określić, jaka musi być grubość stalowej blachy, żeby nie przebił jej pocisk wystrzelony z winczestera z odległości 100 metrów. Może więc dać odpowiedź na pytanie, dlaczego ktoś, kto ukrył się za blaszaną zasłoną o znanej grubości, został ranny wskutek postrzału. Historia nie potrafi z podobną pewnością odpowiedzieć na pytanie, dlaczego mleko zdrożało o 10 procent lub dlaczego w wyborach 1944 roku prezydent Roosevelt wygrał z gubernatorem Deweyem albo dlaczego Francja miała w latach 1870–1940 konstytucję republikańską. Tego rodzaju zagadnień nie można rozstrzygnąć w żaden inny sposób niż przez zrozumienie.

Rozumienie dąży do tego, by każdemu faktowi historycznemu przypisać znaczenie w dziejach. W posługiwaniu się rozumieniem nie ma miejsca na arbitralność i dowolność. Swobodę historyka ogranicza dążenie do zadowalającego wyjaśnienia rzeczywistości. Jego drogowskazem musi być poszukiwanie prawdy. W zrozumieniu tkwi jednak nieuchronnie element subiektywności. Zrozumienie historyka jest zawsze naznaczone jego osobowością i odzwierciedla jego umysłowość.

Nauki aprioryczne – logika, matematyka i prakseologia – dążą do wiedzy bezwzględnie poprawnej w mniemaniu wszystkich istot wyposażonych w logiczną strukturę, jaką jest ludzki umysł. Nauki przyrodnicze dążą do poznania prawdziwego w odbiorze wszystkich istot, które dysponują nie tylko ludzkim rozumem, lecz także ludzkimi zmysłami. Jednorodność ludzkiej logiki i doznań zmysłowych nadaje tym gałęziom wiedzy charakter poznania powszechnie uznawanego za poprawne. Właśnie takimi zasadami kierują się w swoich badaniach fizycy. Dopiero w ostatnich latach zauważyli oni, że ich możliwości są ograniczone, i porzuciwszy wybujałe aspiracje dawniejszych fizyków, odkryli „zasadę nieokreśloności”. Dzisiejsi fizycy przyznają, że istnieją obiekty, których nie da się obserwować i że ich obserwacja jest niemożliwa ze względów epistemologicznych[3].

Historyczne rozumienie nigdy nie dochodzi do rozstrzygnięć, które musiałyby być przyjęte przez wszystkich. Dwaj historycy, którzy całkowicie zgadzają się w sprawach dotyczących nauk pozahistorycznych oraz przyjmują za prawdziwe te same fakty, które można ustalić nie uciekając się do zrozumienia istotności, mogą się różnić w rozumieniu doniosłości tych faktów. Mogą się zgadzać, że zdarzenia ab i c przyczyniły się do skutku P; jednocześnie jednak mogą się całkowicie różnić w ocenie roli, jaką poszczególne czynniki a,b i odegrały w pojawieniu się rezultatu. Jeśli rozumienie ma się przyczynić do ustalenia roli każdego czynnika, musi się w nim przejawić wpływ subiektywnych sądów. Oczywiście nie chodzi tu o sądy wartościujące, wyrażające preferencje historyka, lecz o sądy dotyczące istotności[4].

Historycy mogą się nie zgadzać z różnych powodów. Mogą mieć odmienne poglądy dotyczące twierdzeń nauk pozahistorycznych; w swoim rozumowaniu mogą się opierać na lepszej lub gorszej znajomości źródeł; mogą się różnić co do rozumienia motywów i celów działających ludzi oraz stosowanych przez nich środków. Wszystkie te rozbieżności dają się uzgodnić za pomocą „obiektywnego” rozumowania; możliwe jest osiągnięcie w ich sprawie uniwersalnego porozumienia. Jeśli jednak historycy nie zgadzają się co do sądów o istotności, znalezienie rozwiązania, które mogliby przyjąć wszyscy rozsądni ludzie, jest niemożliwe.

Metody naukowe nie różnią się co do swojej istoty od metod stosowanych na co dzień przez zwykłych ludzi. Naukowiec korzysta z tych samych narzędzi intelektualnych co laik. Posługuje się nimi jednak z większą wprawą i ostrożniej. Rozumienie nie jest przywilejem historyków; stosują je wszyscy. Każdy jest historykiem, gdy obserwuje swoje otoczenie. Rozumieniem posługuje się każdy, kto zmaga się z niepewnością przyszłych zdarzeń, do których musi dostosować swoje działania. Rozumowanie spekulanta[5] to rozumienie istotności różnych czynników mających wpływ na przyszłe zdarzenia. A działanie – powiedzmy to już teraz, na wstępie naszych rozważań – z konieczności zawsze jest nakierowane na sytuację przyszłą, a więc niepewną, toteż jest zawsze spekulacją. Można powiedzieć, że działający człowiek patrzy w przyszłość oczami historyka.

 

[1] Zob. s. 350–353.

[2] Zob. s. 300–301.

[3] Zob. Arthur Eddington, The Philosophy of Physical Science, New York 1939, s. 28–48.

[4] Nie jest to rozprawa na temat ogólnej teorii poznania, lecz konieczny wstęp do traktatu ekonomicznego, toteż nie ma potrzeby podkreślania tu analogii między zrozumieniem historycznej istotności a diagnozą lekarską. Epistemologia biologii jest poza obszarem naszych zainteresowań.

[5] Mises używa słów „spekulacja” i „spekulant” (od łac. speculatio — wypatrywanie, badanie, speculari — wypatrywać, badać) w sensie odmiennym od potocznego, które w języku angielskim (także w polskim) ma wydźwięk pejoratywny. Chce im przywrócić neutralne znaczenie związane z analizowaniem niepewnej przyszłości, oceną ryzyka i dążeniem spekulującego (spekulanta) do poprawy warunków życia. W szczególności spekulacja to dążenie do zysku i związane z tym myślowe operacje. Neutralne konotacje słów „spekulacja” i „spekulant” można znaleźć w starszych słownikach. Słownik języka polskiego Karłowicza, Kryńskiego, Niedźwiedzkiego (Warszawa 1915) podaje, że „spekulacja” to m.in. „kupno przedmiotu, kiedy jest tańszy, w przewidywaniu zysków ze sprzedaży, kiedy podrożeje”, a więc czynność, która z istoty jest przedmiotem działania przedsiębiorcy i kapitalisty. Zob. też s. 734 i przyp. s. 495 oraz s. 218–219, 288.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Ludwig von Mises

O Autorze:

Ludwig von Mises

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy